TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Sierpnia 2019, 03:14
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Spotkanie z historią

Spotkanie z historią

Kim są ludzie - bohaterami czy oprawcami? Kim jest człowiek - przyjacielem czy wrogiem? Dlaczego istnieje przyjaźń i nienawiść? Od wieków zastanawiano się nad tym. 

Przenieśmy się w czas zaborów, gdy ojczyzna była tematem „wrażliwym”, bo ona i naród wymagał najwyższych poświęceń. Ojczyzna była pojmowana jako więź z narodem, ziemią, językiem, tradycją. Jest to więc pojęcie bardzo pojemne, rozumiane bardzo różnie, pewnie przez każdego inaczej. Jednak nikomu nie może być obojętne.

Żyjemy obok innych narodów, są naszymi sąsiadami. Są to: Rosjanie, Czesi, Niemcy. Z każdym z tych narodów mieliśmy różne historyczne zależności i sprawy. Mnie interesuje temat dotyczący Rosjan jako narodu i jego związków z moją Ojczyzną w przeszłości. Adam Mickiewicz napisał w III części „Dziadów”, która narodziła się z rozmyślań nad historią Polski. We wstępie autor przedstawił główny temat  utworu przypominając, że „dzieje męczeńskiej Polski obejmują wiele pokoleń i niezliczone mnóstwo ofiar; krwawe sceny toczą się po wszystkich stronach naszej ziemi i po obcych krajach”. Poeta pisał dalej: „dzieło, które dziś ogłaszam zawiera kilka drobnych rysów tego ogromnego obrazu, kilka wypadków z czasu prześladowania przez Imperatora”. Poeta uważał ten utwór za kontynuację wojny, którą trzeba „piórami prowadzić a nie mieczem”. Kto był więc wrogiem, to pytanie pojawiło się przez 125 lat i po śmierci poety (1855 r.) wiele razy. Społeczeństwo polskie było zróżnicowane intelektualnie, tylko niektórzy mieli możliwość nauki i poszerzania swojej wiedzy o historii Polski. Adam Mickiewicz ukazywał złożoność sytuacji, nie oceniał, nie krytykował. Podawał w formie dramatu wiedzę o Polakach i Rosjanach. Sam nie wiem czemu poezja Mickiewicza rozpaliła we mnie pytanie: czy Rosjanie byli (i są) naszymi przyjaciółmi? Postaram się na kartach pisanej historii odnaleźć odpowiedź na to pytanie. Poeta dopisał do „Dziadów” cz. III tzw. „Ustęp”. Obejmuje on sześć fragmentów związanych tematycznie z  motywem Rosji carskiej. Są to poetyckie refleksje z podróży po państwie carów oraz myśli i spostrzeżenia na temat oglądanych ludzi i rzeczy. Poeta tyranii i despotyzmowi carskiemu, brutalności, służalstwu i pysze urzędników i dygnitarzy – przeciwstawił cierpiący lud rosyjski, któremu bardzo współczuje. I to nie jest wszystko. Poeta wierzy w upadek caratu i nadejścia epoki wolności. Jeszcze większe wrażenie na mnie wywarło przeczytanie wiersza „Do przyjaciół Moskali”. W tym wierszu poeta składa hołd rewolucjonistom rosyjskim Rylejewowi i Bestużewowi i wspomina ich jak przyjaciół. Nazywa ich przyjaciółmi i śle im słowa przyjaźni, uważa ich za prawych ludzi rosyjskich. 

Stosunki polsko-rosyjskie zawsze były złożone, bo przepełnione katastrofami: rozbiory Polski, zesłania na Sybir, łagry, kłamstwo katyńskie, zbrodnie stalinowskie itd. Dzisiaj wszystko to należy już do historii. Ala ja jako młody Polak pragnę wiedzieć, jaka jest prawda o tym narodzie? Czy określenie „Rusek” (w mowie potocznej) jest równoważne ze słowem Rosjanin? Przecież wiemy, że Rosjanie też cierpieli katorgę, byli zsyłani do łagrów, ulegali terrorowi stalinowskiemu, cierpieli i umierali z głodu. Wielu uważa „ruskich” za barbarzyńców, prymitywnych i pijących spirytus, ludzi bez kultury. Są to stereotypy myślenia, które kompromitują współczesnego Polaka, który uważa się za Europejczyka. Stereotypy kształtuje i nabywa się w rodzinie, która pilnuje swoich tradycji. Pragnąłbym, aby Rosjanin przestał być widziany nadal oczyma dawnego Polaka. Rosja może poszczycić się wielką kulturą i sztuką, posiada bogatą historię oraz wspaniałą literaturę np. Tołstoj, Puszkin, Gogol, Dostojewski, Bułhakow, Sołżenicyn, Czechow i inni. Pisząc zastanawiałem się nad tym, jak wiedza o losach, tych narodów wpłynęła na losy mojego prapradziadka, a potem na losy mojej babci i jej rodziny. Mogłem dzięki babci Danusi „poszperać” w przeszłości rodziny, by na początku powiedzieć, że były to osoby zesłane na Syberię po 1830 roku.

Prapradziadowie moi Walenty i Waleria z Noweckich, w wyniku nałożonych na Polaków represji przez cara Mikołaja I zostali po upadku Powstania Listopadowego zesłani na Syberię. I tak zaczyna się „saga” rodu Lasotów. Już w XVII wieku Polacy zsyłani byli na Syberię. Młodzi ludzie nie wiedzą, co znaczy słowo „Syberia”. Pragnę im przybliżyć w sensie geograficznym, że jest to część federacji Rosyjskiej od Uralu, przez Ocean Spokojny i Ocean Atlantycki oraz od Morza Arktycznego do stepów Kazachstanu aż do granicy z Mongolią. Syberia ma powierzchnię około 10 mln km2 i rozciąga się z północy na południe na około 3500 km z zachodu na wschód – ponad 7000 km.

Los zesłańców na Syberię dosięgnął moich prapradziadków. Było to faktem realnym zaistniałym około roku 1890. A ja? - 17-latek nie wyobrażam sobie życia bez wolności, w głodzie, bez radia, komputera, telefonu komórkowego i innych zdobyczy XXI wieku. Postanowiłem poważnie porozmawiać z moją babcią – Danutą Lasota-Piotrowską, która mieszka w Kaliszu, w mieście o najstarszej historii (ponad 1850 lat). Poprosiłem babcię Danutę o rozmowę na temat historii naszej rodziny. Babcia oparła się na zapamiętanych opowieściach jej ojca, a mojego pradziadka oraz relacjach jej ciotki Franciszki, siostry swojego taty, która żyła do lat 70. ubiegłego stulecia. Ojciec babci najpierw mieszkał w Częstochowie, gdzie założył rodzinę. Miał córki Helenę i Lidię oraz dwóch synów Konrada i Bogusława. Niestety, przy narodzinach Lidii zmarła jego żona. Po tej tragedii losy rzuciły pradziadka do Kalisza. Tu ożenił się po raz drugi z młodą osobą i z tego związku narodziła się w 1946 roku moja babcia Danusia.

Teraz wrócę do historii zesłanych na Syberię prapradziadków Walerii i Walentego Lasotów. Prababcia pochodziła z Żyrardowa, a pradziad z Gryszewa. Pobrali się w wieku 22 lat i zaledwie kilka dni po ślubie zostali zesłani. Ich droga wiodła przez Petersburg i Odessę. Jechali pociągiem w urągających warunkach, a za pokarm mieli skórkę chleba. Trafili na Daleki Wschód, były to wielkie obszary, ale słabo zaludnione. Tereny te były bogate i odgrywały ważną rolę gospodarczą, więc trafiali tam zesłańcy, a zarazem katorżnicy. To był tzw. Kraj Nadamurski należący kiedyś do Chin, a Rosja przejęła go od Japonii w zamian za Wyspy Kurylskie.

Babcia opowiedziała mi jeszcze jedną wzruszającą historię z opowiadań ojca Konrada, którą usłyszał od matki. Dotyczyło to chwili, kiedy przewożono ich przez góry Ural. Na szczycie tych gór stal murowany słup, było to na granicy Europy i Azji. Tam wieziono ich nie pociągiem, ale kibitkami (pojazdy, którymi przewożono skazańców). Słup był pokryty różnymi nazwiskami - polskimi, rosyjskimi, niemieckimi i arabskimi. Wiedzieli, że  to miejsce ich przyszłej niedoli - Sybir. Zimno, głód, choroby, tęsknota za Ojczyzną, za swoimi bliskimi była bardzo duża. Cierpieli „po cichu”, nieraz pojawiały się łzy, ale wspierali się, bo byli razem. 

Pogłębiłem swoją wiedzę historyczną i dowiedziałem się, że Rosja uzyskała na północ i na zachód tereny, na których powstał kraj Ussuryjski i założono Władywostok. Właśnie w tym mieście prapradziadek Walenty założył lazaret (szpital zakaźny), a pomagała mu w tym żona. Wspólnie z żoną dochowali się pięciorga dzieci. Konrad Lasota był ich pierwszym dzieckiem. Byli jeszcze brat Józef i siostry Kazimiera, Franciszka i Maria.

Od ciotki Franciszki moja babcia dowiedziała się o przyjaźni swojego ojca z Wasylem – małym Rosjaninem. Nazwał się Matwiejczuk, był o siedem lat starszy od Konrada. Młodzi chłopcy mieszkający na Syberii zaprzyjaźnili się. Mieli marzenia, dlatego pewnego razu zbudowali z konarów drzew łódkę, którą usiłowali przedostać się na drugi brzeg rzeki Amur. Zaczęli jednak tonąć, bo rzeka była rwąca, ale uratowano ich. Zostali ukarani. Wzięto ich do robót przy układaniu szyn. Były to prace początkujące tzw. Kolej transsyberyjską. Chłopcy w ramach kary pracowali przy wyrębie lasów, gdy upał dochodził do plus 40°C, a zimą mróz do minus 50°C. Ubrani byli w skóry zwierzęce, które od takiej temperatury rozpadały się po miesiącu. Chłopcy cierpieli jednakowo, nie mieli okazji bawić się jak dzieci. Pracowali później przy ujarzmianiu koni w stepie, gdzie trawa była wysoka na dwa metry. W ten sposób rodziła się przyjaźń. Wasyl, który został sprzedany wraz z rodziną, nigdy się nie skarżył. Bał się wszystkiego, ale był ambitny. Kiedy zachorował na tyfus i zapalenie płuc, dzięki babci Walerii wyzdrowiał. Miał jedno wielkie marzenie. Chciał pisać i czytać. Spełnił je pradziadek Konrad. To dzięki niemu Wasyl wkrótce nauczył sie czytać i pisać, również po polsku. Czas mijał, ale przyjaźń pozostała.

Tekst Oskar Müller
Zdjęcie: Bernard Grzywacz/zbiory Ośrodka Karta

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!