TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 15 Grudnia 2019, 21:27
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Spełnione marzenie

Spełnione marzenie

Z Jolantą i Józefem Nawrockimi, starostami tegorocznych ogólnopolskich Dożynek na Jasnej Górze – o miłości do ziemi, żniwach, zbiorach i rolnictwie, ale także o wdzięczności dla Boga i jednej z ewangelicznych przypowieśc.

Zacznę bardzo banalnie, ale nie mogę o to nie zapytać. Jak zareagowaliście Państwo na wiadomość, że to Wy zostaliście wybrani na starostów tegorocznych ogólnopolskich Dożynek na Jasnej Górze?
Józef: Ja byłem zaskoczony, ale również bardzo zadowolony.
Jolanta: A ja przyznam, może nieskromnie, że marzyłam o tym zaszczycie. Choć co prawda już właściwie straciłam nadzieję, że to marzenie się spełni. Zaobserwowałam, że na starostów wybierani są ostatnimi laty ludzie młodsi od nas, tacy z małymi dziećmi i uznałam, że jako rodzice dorosłych dzieci i dziadkowie wnuków straciliśmy szansę na wybór. Mąż w ubiegłym roku był starostą diecezjalnych dożynek [diecezji włocławskiej, do której należą J.J. Nawroccy – przyp. autorki] i myślałam, że na tym się skończy.
Józef: Dodam, że od lat bierzemy udział w dożynkach na Jasnej Górze. I właściwie od zawsze w dożynkach lokalnych.

Pochodzicie Państwo z Wielkopolski, z powiatu konińskiego, z gminy Kramsk. Wasze gospodarstwo znajduje się w miejscowości Kuźnica. Od jak dawna tam mieszkacie?
Jolanta: Mąż od urodzenia, bo to jego rodzinna miejscowość. Ja, od dnia naszego ślubu, czyli od sierpnia 1985 roku. Mamy pięcioro dzieci, córkę i czterech synów, zięcia, synową i czworo wnucząt. Córka z rodziną mieszka tuż obok, najstarszy syn ze swoją rodziną mieszka z nami i wszystko wskazuje na to, że to jemu przekażemy gospodarstwo w przyszłości.
Józef: Gospodarstwo to jest własnością naszej rodziny od co najmniej 140 lat. W 1879 roku zmarł Tomasz, dziadek mojej babci, Józefy, który je nabył jako pierwszy - nie wiemy czy w drodze kupna czy dziedziczenia. W 1879 roku odbyło się w naszym gospodarstwie wesele jego córki, a mojej prababci, Anieli. Miała 17 lat i trzeba było szybko ją wydać za mąż, za kogoś kto byłby w stanie podołać obowiązkom gospodarskim. W Kuźnicy przyszedł na świat mój ojciec, wychowałem się ja i dwójka mojego rodzeństwa, tu mieszkają nasze dzieci i wnuki. W czasie II wojny światowej gospodarstwo zajęli Niemcy, wyrzucając z niego moich dziadków i nastoletniego wówczas tatę. Po wojnie wróciło do rodziny, ale nastały czasy stalinizmu i rolnikom, którzy mieli więcej ziemi, a moi rodzice mieli, wciąż nie było łatwo. Rodzice zapisali je nam w 1987 roku, w 1988 mój ojciec nagle zmarł i musieliśmy sobie z dnia na dzień radzić sami.
Jolanta: Poznaliśmy się w technikum rolniczym w Kościelcu i wiedza tam zdobyta bardzo się nam na początku naszych samodzielnych „rządów” przydała. Nawet z podręczników korzystaliśmy. Po technikum studiowaliśmy przez jakiś czas na Akademii Rolniczej w Poznaniu, ale kiedy zmarł teść oboje przerwaliśmy studia by zająć się gospodarstwem.
Józef: Gospodarstwo bardzo zmieniło się przez te 30 lat. Bardzo je rozwinęliśmy, rozbudowaliśmy.
Jolanta: To prawda, ale należy pamiętać, że każde pokolenie przed nami włożyło swoją ciężką pracę w jego utrzymanie i rozwój.

Na codzień jesteście Państwo nie tylko zapracowanymi rolnikami, ale też działacie aktywnie na rzecz społeczności rolników.
Józef: Od 2002 roku jestem radnym gminy Kramsk i działam na rzecz naszej lokalnej społeczności. Żona była radną nieco wcześniej, aktualnie jest członkiem zarządu Wielkopolskiej Izby Rolniczej.

Czy zdarza się Wam choćby odrobina wolnego czasu?
Jolanta: Czasami. Jeździmy wtedy na rowerach, mąż lubi łowić ryby, chętnie tańczymy. Uwielbiamy tańczyć. W czasach studenckich taniec był moją pasją, tańczyłam w akademickim zespole Pieśni i Tańca „Łany”. Nasz zięć zresztą też tam tańczył.

Dożynki to takie rolnicze święto dziękczynienia. Chciałam zapytać za co prócz zbiorów będziecie Państwo dziękować Bogu na Jasnej Górze?
Jolanta: Za to, że mamy następców, że nasze dzieci chcą być z nami albo blisko nas, że udało się nam zaszczepić im miłość do ziemi, że jest ona dla nich wartością. Za to, że mieszkając na wsi, na łonie przyrody, możemy oglądać na co dzień cud stworzenia. Nauczyliśmy się będąc rolnikami, że nie wszystko zależy od człowieka, że czasami włoży się mnóstwo pracy w to, by plony były dobre, a wystarczy nieodpowiednia pogoda, by cały wysiłek przepadł. Praca w rolnictwie uczy pokory. Dlatego jesteśmy wdzięczni Bogu za każde błogosławieństwo w naszej pracy. Mnie osobiście bardzo bliska jest ewangeliczna przypowieść o człowieku, któremu wyjątkowo obrodziło pole i który kazał wybudować spichlerze, bo był pewien, że odtąd już zawsze będzie się delektował swoim bogactwem. Ten człowiek nie wiedział, że najbliższej nocy umrze i nic z jego planów nie będzie. Można mieć pieniądze, nowoczesne maszyny itp. a wystarczy grad, nieoczekiwane przymrozki i koniec. Swego czasu słyszałam takie głosy, że jeśli latem była susza czy powodzie i plony były słabe, to organizowanie dożynek było nonsensem. Nie zgadzam się z tym. Za słabe zbiory też należy Bogu dziękować, bo jednak mimo przeciwności są.

Skoro tyle dożynek za Wami, chciałabym na koniec zapytać, czy któreś z nich jakoś szczególnie zapisały się w Waszej pamięci?
Jolanta: Mamy miłe wspomnienie z dożynek prezydenckich w Spale w 2017 roku, w czasie których nie tylko mogliśmy poznać Andrzeja Dudę i jego żonę Agatę, ale ja miałam przyjemność zaparzyć dla nich herbatę (było wtedy bardzo zimno) i wypić ją przy jednym stoliku z panią prezydentową.

Dziękuję za rozmowę.

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!