TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Sierpnia 2025, 02:11
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Smak migdałów - Wigilia Paschalna

Smak migdałów - Wigilia Paschalna?

grob

Czym jest dla mnie liturgia Wigilii Paschalnej? Po telefonie z prośbą o napisanie paru słów na ten temat sporo zastanawiałem się, jaką dać odpowiedź, czy w ogóle podjąć się napisania tego tekstu, który zawsze będzie bardzo subiektywny? Ale może jest to dobra okazja, by sięgnąć pamięcią trochę wstecz i przypomnieć sobie nieco różnych doświadczeń i spraw, a przez to przygotować się do kolejnych świąt Wielkiej Nocy?

Moje pierwsze wspomnienia nie łączą się wcale z ceremoniami liturgicznymi, ale z atmosferą domu rodzinnego. Przygotowanie do świętowania zaczynało się – pewnie jak w każdym domu – wielkimi porządkami. Wszystko napełniało się świeżością. Wynoszone dywany, prane firany i zasłony, myte okna. Tych czynności można by wymieniać bardzo wiele. I co właściwie w nich dziwnego, przecież sprzątanie mieszkania odbywało się co tydzień? Nie mniej tym razem wszystko było czyszczone do gruntu. I nagle codzienne, zwyczajne rzeczy nabierały nowego blasku tak, jak gdyby pojawiały się w domu pierwszy raz. Z szuflad wyciągano specjalne obrusy, a z kredensu naczynia i sztućce zarezerwowane tylko na ten czas. Temu wszystkiemu towarzyszyło odradzanie się do życia przyrody. Całe otoczenie nabierało niezwykłej lekkości i nowej barwy.

Święta związane były zawsze z różnorodnymi smakołykami. Mimo trudności, na wielkanocnym stole pojawiały się jakieś egzotyczne owce, których na co dzień w żaden sposób nie można było dostać, orzechy, migdały czy rodzynki. Niezapomniane były mazurki – cienkie, kruche ciasto, przekładane powidłami, pokryte na wierzchu lukrem. Zawsze zdobiły je bakalie i skórki pomarańczowe. Były pieczone jedynie na święta Wielkiej Nocy. Może stąd miały szczególny smak? No i oczywiście pokarmy zanoszone do święcenia. Cukrowy baranek, pisanki, sól, chleb i biała kiełbasa. A potem niecierpliwe czekanie, jak się do nich dostać. A trzeba było czekać do śniadania wielkanocnego. Wielka Sobota była w moim domu naznaczona oczekiwaniem. Wtedy milkły wszystkie prace. Posiłki były bardzo skromne. Dzień wypełniała wędrówka pomiędzy poszczególnymi kościołami, by nawiedzić urządzone w nich groby Chrystusa. Nazajutrz, po niedzielnym śniadaniu szliśmy na Mszę Świętą, zaś reszta czasu była spędzana w gronie rodzinnym. 

Nowy akcent świętowania wiązał się z okresem licealnym. Wakacyjny wyjazd na oazę stał się czasem otwarcia drzwi Kościoła. Mam na myśli wejście w jego głębię. Było to odkrycie słowa Bożego, liturgii, wspólnoty modlących się ludzi. W ten sposób zostałem „spóźnionym” ministrantem. Kolejne trzy lata przyniosły ze sobą udział w liturgii Wigilii Paschalnej. Do tej pory była mi ona znana bardziej z katechezy niż z doświadczenia. Z tego czasu pozostało wspomnienie jej piękna i tajemniczości. Wędrowanie w poszukiwaniu cierni, by przygotować ognisko, od którego zapłonie płomień Paschału. Wyznaczanie poszczególnych funkcji, począwszy od tych, którzy będą dzwonić w chwili, gdy rozlegną się po długiej nieobecności w liturgii słowa hymnu „Chwała na wysokości”. Rozdzielenie kolejnych czytań pomiędzy lektorów. Ustalanie chwili, w której należy rozłożyć na ołtarzu obrus i zapalić świece. Przyszykowanie naczyń z wodą, która zostanie poświęcona podczas odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych. Wszystkie te rzeczy wydawały się bardzo skomplikowane, szczególnie dla liturgicznego nowicjusza. Całe przygotowanie naznaczone było wielkimi emocjami. Wszyscy pragnęli, by ceremonia przebiegała w jak najlepszym porządku. Czasem miało się wrażenie, że aż za bardzo. Czy wtedy rozumieliśmy wszystko z tego, co się działo? Na to pytanie trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Niemniej ta liturgia urzekała swym dostojeństwem i może trochę tajemniczością. Różniła się przecież w sposób zdecydowany od innych. Wiele zawdzięczaliśmy celebrującym ją księżom. Zawsze dbali o jej uroczysty charakter. Uczestnicząc w tej liturgii miało się świadomość, że jest ona najważniejsza, nie tylko z racji szczególnego czasu, czy rozbudowanej formy, ale i sposobu jej sprawowania.

Po maturze przyszedł czas seminarium, pracy parafialnej i studiów specjalistycznych. Zdobywana wiedza, celebracje liturgiczne i doświadczenie spotkań z różnymi wspólnotami parafialnymi i grupami pozwalały odkrywać nie tylko głębię Wigilii Paschalnej, ale prowadziły do coraz głębszego spotkania z Chrystusem Zmartwychwstałym. Ceremonia stała się zbiorem znaków, wskazujących na Jego obecność. Nowego blasku nabierało światło rozpalane pośród ciemności. Płonąca świeca Paschału rozświetlała drogę, jak słup ognia prowadzący Izraelitów przez pustynię. Wraz z nimi opuszczaliśmy egipską niewolę, by zmierzać w stronę Ziemi Obiecanej. Gdy Paschał był wnoszony do świątyni, na słowa „światło Chrystusa” wnętrze kościoła stawało się coraz jaśniejsze, gdy zapalano kolejne światła. Ten moment przypomina światło objawienia – Bożego słowa, dzięki któremu każdy z nas może coraz lepiej rozumieć kształt, jaki Bóg nadaje naszemu życiu i Jego plan prowadzący nas do spotkania ze Zbawicielem – Jezusem Chrystusem, Dawcą życia wiecznego. Jeśli tak, to nie sposób nie śpiewać radosnego ,,Alleluja”. Słowa pieśni pochwalnej, zwanej Exultetem słuchane w blasku świecy paschalnej, symbolu Zmartwychwstałego i blasku świec, jakie wszyscy trzymają w dłoniach, stają się balsamem płynącym na rany naszego życia. To prawdziwe błogosławiona chwila. Potem kolejne czytania Pisma Świętego. Oby mogło być ich jak najwięcej. One przychodzą jak pokarm. Pomagają usłyszeć głos Boga, zobaczyć dzieła dokonane przez Niego, obietnice, które składa nam tej nocy. Pamiętam przygotowania, by stopniowo wprowadzać wszystkie czytania. Obawy, czy nie będzie to nużące. I nagle okazało się, że gdy na ambonie pojawiały się kolejne osoby odczytujące słowo Boże, śpiewające na różne melodie psalmy, nikt z kościoła nie uciekł przed czasem. To słowo pozwoliło nie tylko wskazać na wielkie bogactwo zawartych w nim treści. Zobaczyliśmy, jak buduje ono parafialną wspólnotę, na którą składa się życie poszczególnych osób, czy grup. Widzieliśmy wielkie bogactwo naszej duchowości. Przecież każdy z nas czytał to słowo przez pryzmat swego życia, własnej wiary. Pomagały w tym wprowadzenia do czytań, krótkie, podsumowujące homilie. Już w głowie nie kołatało się pytanie, kiedy to się skończy, ale rodziło się pragnienie, by otrzymać jeszcze więcej, iść jeszcze dalej. I chwila odnowienia przyrzeczeń chrztu. Swojego chrztu nie pamiętam. Byłem dzieckiem. Teraz za każdym razem mogę świadomie oddać swoje życie Chrystusowi, dokonać zerwania ze złem, wyznać wiarę i przyjąć dar życia, który ofiaruje sam Bóg. Po raz kolejny doświadczyć ocalenia od śmierci i wejścia w głębię życia wiecznego, jakie daje Bóg. Przyjęta Komunia przestaje być jedynie wypełnieniem przykazania – choć i to jest ważne – ale staje się skarbem, którego nie odda się za nic. Ma bowiem smak nieskończonej miłości Boga.

ks. Krzysztof P. Kowalik

Wigilia Paschalna

Pusty grób 

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

W pierwszy dzień tygodnia niewiasty poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: «Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał. Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: „Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie”». Wtedy przypomniały sobie Jego słowa i wróciły od grobu, oznajmiły to wszystko Jedenastu i wszystkim pozostałym. A były to: Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba; i inne z nimi opowiadały to Apostołom. Lecz słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary.
Jednakże Piotr wybrał się i pobiegł do grobu; schyliwszy się, ujrzał same tylko płótna. I wrócił do siebie, dziwiąc się temu, co się stało.

Przypomniały sobie Jego słowa

Rzeczywistość grobu wydawała się być końcem, a zasuwany kamień miał ostatecznie zamknąć sprawę Jezusa. Kobiety szły do grobu, aby dopełnić obrzędów pogrzebowych, których zabrakło w piątkowym pośpiechu narzuconym przez spoczynek szabatu. Miało być to już tylko cichnące echo tak gwałtownego zamieszania z powodu nauki i działalności Nazarejczyka. Niosły jednak coś więcej niż wspomniane przez Ewangelistę wonności. Niosły ze sobą słowa Jezusa. Co prawda słowa te były uwięzione w sercach tych kobiet przez olbrzymie kamienie bólu. Było potrzeba trzęsienia ziemi, aby te słowa mogły w blasku poranka zalśnić całym pięknem i mocą. Ci dwaj ewangelijni mężczyźni, obwieszczając radosną wieść o zmartwychwstaniu, kazali kobietom przypomnieć sobie słowa Jezusa, wypowiedziane jeszcze w Galilei. Słowa te uwiarygodniały i tłumaczyły zarazem to, co się aktualnie działo. 

Całe życie Jezusa do momentu śmierci i pogrzebu jest faktem historycznym. Nawet niewierzący, posługując się naukowymi kryteriami, muszą uznać tę historyczność osoby Jezusa. To jednak, co dzieje się od zmartwychwstania dostrzegalne jest dzięki patrzeniu oczami wiary. Jak poucza
św. Paweł: „Wiara rodzi się z tego, co się słyszy. Tym zaś, co się słyszy jest słowo Chrystusa” (Rz 10, 17). Mijają wieki, a prawda o zmartwychwstaniu Chrystusa ciągle potrzebuje przyjęcia Jego słowa. Inaczej będzie tylko pustym rytuałem, do sprawowania którego zachęca jedynie tradycja i przyzwyczajenie. Gdy jednak usłyszymy na nowo słowa Jezusa i gdy zrozumiemy, że to my jesteśmy ich adresatami, którzy mają je przyjąć i nimi się przejąć, wówczas dopiero będziemy gotowi do spotkania ze Zmartwychwstałym.

Wydaje się, że uczniowie nie byli na to gotowi. Potrzebna była radykalna odmiana. Ich stan warunkowany był ich oczekiwaniami wobec Jezusa. Dotąd to oni przychodzili do Niego. Ewangelie ukazują, jak przyziemne były wówczas ich motywacje: mieli silną nadzieję, że to On wyzwoli Izraela (Łk 24, 19-21), a im opłaci się go popierać (Mt 19, 27), gdyż jako król będzie ich potrzebował, a wtedy zasiądą po Jego prawej i lewej stronie (Mk 10, 35-40). W perspektywie tych oczekiwań wydawało się, że wszystko przepadło. Co więcej, mieli świadomość, że pójście za Jezusem mogą teraz przypłacić życiem. Pustka, jaka zapanowała i w ich sercach wzmagała się przez strach i rozczarowanie. Teraz Jezus przychodzi do ich bezradności i może całkowicie wypełnić sobą ich życie. Czyni to jednak delikatnie przez kobiety, które obwieszczają dobrą nowinę mieszając swoje słowa wyrażające stan ich serc ze słowami Jezusa, które na nowo ożywiły ich wiarę. Łukasz akcentuje, jak ciężko na początku było przekonać Apostołów. To co pisze na temat owego pierwszego dnia tygodnia różni się w wielu istotnych szczegółach od świadectw, jakie znajdujemy w pozostałych Ewangeliach. Nie świadczy to jednak o ich niewiarygodności. Wręcz przeciwnie, ta niejednomyślność fragmentów wskazuje na niezwykłość, autentyzm i przede wszystkim osobisty charakter spotkań poszczególnych ludzi z prawdą o zmartwychwstaniu i samym Zmartwychwstałym. 

Prawda, że zmartwychwstał była i jest tak oszałamiająca, że wszystko inne blednie w jej świetle! Wszystko jednak po zmartwychwstaniu wymaga nowego spojrzenia! Było i jest ono możliwe dzięki przyjęciu słowa Chrystusa, które ciągle jest żywe i skuteczne  (Hbr 4, 12).

Ks. Artur Andrzejewski

 

Słowo Boże 

Wigilia Paschalna  Rdz 1, 1 - 2, 2; Ps 104(103),1-2a. 5-6.10 i 12,13-14. 24 i 35c; Rdz 22, 1-18; Ps 16 (15) 5 i 8. 9-l0. 11; Wj 14, 15 - 15, 1; Ps Wj 15, 1. 2. 4-5. 17ab-18; Iz 54, 4a. 5-14; Ps 30(29), 2 i 4. 5-6a. 11 i 12a i 13b; Iz 55, 1-11; Ps Iz 12,2. 3-4b. 4cd-5; Ba 3, 9-15. 32 - 4, 4; Ps 19 (18) 8-9. 10-11; Ez 36, 16-17a. 18-28; Ps 42 (41), 2-3; Rz 6, 3-11; Ps 118 (117) 1-2. 16-17. 22-23; Łk 24,1-12

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!