TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 26 Czerwca 2019, 07:51
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Służba pisana słabością, chorobą, cierpieniem...

Służba pisana słabością, chorobą, cierpieniem...

Bardzo często na stronach kolorowych czasopism pokazywane są zdjęcia ludzi zdolnych, wysportowanych, uśmiechniętych, otoczonych przyjaciółmi, po prostu „normalnych”. Na jednym zdjęciu zakochani zajadają kolację w restauracji, na drugim młodzież opalająca się na plaży, na innym jeszcze wszyscy spacerują po lesie w słoneczny dzień… A czemu tak rzadko pokazuje się osoby mniej sprawne fizycznie i umysłowo? 

Jako osoba, która od kilku lat codziennie styka się i pracuje wśród takich osób pragnę podzielić się refleksjami i spostrzeżeniami z tej posługi opiekuna-wychowawcy, jaką pełnię w Zgromadzeniu Braci Szkół Chrześcijańskich. Dzieląc się doświadczeniem z wykonywania tej służby najbardziej potrzebującym chcę przede wszystkim ukazać, że te osoby mogą żyć normalnie, być szczęśliwe i w pełni cieszyć się tym, co przynosi życie. Podejmując pracę opiekuńczo-wychowawczą zadawałem sobie wiele pytań: czy dam radę, czy przełamię się do takich osób, czy podołam różnym trudnościom i problemom? Najbardziej jednak nurtowała mnie wątpliwość: czy służba takim osobom ma sens, czy przynosi jakiekolwiek owoce i satysfakcje? Świat często woła, że są to osoby: „inne, dziwne, śmieszne, głupie, małowartościowe, nic nieznaczące…”

Najtrudniejsze są początki. Nie wiedziałem do końca jak opiekować się nimi, jak ich wychowywać, co robić w różnych sytuacjach. Na początku realizacji posługi byłem onieśmielony, trochę wystraszony, pełen obaw i lęków. Pierwsze dni pracy nie zawsze były udane i satysfakcjonujące, ale widząc radość w oczach i uśmiech na twarzy powoli przełamywałem wszelkie opory i bariery. 

 

Ciągle być

Dziś po kilku latach mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że jestem szczęśliwy, bo mogę realizować swoje życiowe powołanie posługując pośród takich osób. Moim hasłem - mottem w tej pracy są słowa, które nie są dla mnie tylko pięknym, nic nieznaczącym sloganem: Każdego dnia, każdej chwili muszę być dla nich, z nimi i przy nich. Dla dzieci i młodzieży, którym służę pragnę być wszystkim: dobrą matką, troskliwym ojcem, starszym bratem  i zaangażowanym terapeutą… Wzruszające było wyznanie dwóch podopiecznych, którzy widzieli, że jestem „nowy brat”. Krzysiu powiedział: „Musi się braciszek nami zajmować i znosić różne nasze grymasy i nastroje…”, a Michał dodał: „Brat się nie boi…, razem będziemy przeżywać radość i smutek, słońce i deszcz…”

Bardzo często cierpienie, mniejsza atrakcyjność i ograniczenia związane z niepełnosprawnością, wiążą się dla tych osób z lękiem, poczuciem bycia ciężarem dla innych. 

 

Dobra matka

Poznając osoby, wśród których przychodzi mi pracować, muszę najpierw dać im odczuć, że jestem dla nich, bo ich kocham, cenię, że akceptuję ich takimi jakimi są. Muszę zrobić wszystko co w mej mocy, by pomóc im niejako pogodzić się z ich kalectwem oraz wadami. Wtedy uwierzą w siebie. Tak jak w ramionach kochającej matki muszą czuć się potrzebni, bezpieczni, wiedząc, że jestem z nimi i poświęcam im swój czas. Pamiętam jak Szymon powiedział do mnie: „Chcę żeby brat był z nami długo, bo bardzo się przywiązałem i polubiłem brata…” Tak jak tylko potrafię staram się poznawać ich potrzeby i w miarę możliwości zaspokajać je. Niektórym moim podopiecznym pomagam spożywać posiłki, zmieniać pampersy i pomagać przy ubieraniu oraz wielu innych czynnościach. Bardzo piękne i wzruszające jest to, że te osoby często przytulają się do mnie, trzymają za ręce…, wtedy jakiekolwiek słowa są zbędne.

 

Troskliwy ojciec

Na ile to możliwe, zwracając uwagę na rodzaj i stopień ich niepełnosprawności, staram się w swej pracy być dla nich także ojcem.

Posługa wśród osób chorych i upośledzonych jako ojca jest niezwykle ważna i sensowna. Zastępując im ojca ukazuję i ciągle przypominam, że obok praw mają też obowiązki; że istnieje świat wartości; ukazuję im dobre i złe rzeczy, które są na świecie. Pełniąc służbę ojcowską, tak jak każdy kochający i troszczący się ojciec muszę być dla nich czasem stanowczy, konsekwentny oraz wymagający. Jako opiekun tych osób, ale przede wszystkim jako brat zakonny, rozwijam ich życie religijne, uczestnicząc z nimi w życiu sakramentalnym. Daje się zauważyć, że ich modlitwa jest często prosta i autentyczna, bo wypływająca z głębi serca. Modląc się w kaplicy w okresie Bożego Narodzenia, zauważyłem jak jeden z podopiecznych swetrem przykrył Dzieciątko Jezus. Spytałem ze zdziwieniem, dlaczego to robi, odpowiedział: „No przecież jest zimno Jezusowi, bo na dworze straszny mróz…”

Starszy brat

Dla moich podopiecznych jestem także starszym bratem, który przede wszystkim ma dla nich czas, cierpliwość i okazuje zrozumienie. Spędzając z nimi prawie cały dzień dużo rozmawiam, dzielę się swymi radościami i smutkami. Nie brakuje różnych form czynnego wypoczynku, zabawy i relaksu. Planując swoje zajęcia z nimi często wychodzimy na spacery, przyrządzamy razem posiłki, gramy w różne gry w świetlicy lub na boisku. Kilka razy do roku przy pomocy innych pracowników wyjeżdżamy na wycieczki, kolonie letnie czy turnusy leczniczo-rehabilitacyjne. Organizujemy różne imprezy kulturalne i uroczystości religijne. Nie brakuje też wspólnych urodzin czy imienin co sprawia, że te osoby czują się jak w rodzinie, będąc naprawdę kochane i szanowane. Najbardziej wzruszająca jest wspólna kolacja wigilijna i śniadanie wielkanocne. Kiedyś Marek tak mi oznajmił: „Fajnie, że są tacy ludzie, jak wy, którzy zawsze macie czas dla nas, mimo zmęczenia i znużenia…

 

Terapeuta

W swej posłudze jestem też niejako terapeutą, animatorem różnych prac  i zajęć. Wszelkie te czynności usprawniają manualność rąk i palców, ćwiczą koordynację wzrokowo-ruchową, uwagę oraz orientację w przestrzeni.
Każda praca wykonana przez podopiecznego jest zawsze dla niego dumą i radością, dlatego też chętnie o niej mówi i cieszy się, gdy inni ją podziwiają.
Zajęcia te kształtują cierpliwość, wytrwałość, poczucie odpowiedzialności za wykonywaną pracę i stanowisko pracy oraz uczą współdziałania w grupie.

Mając uzdolnienia muzyczne prowadzę też dla nich muzykoterapię połączoną z zabawą i ćwiczeniami rytmicznymi. Zauważyłem, że twórcza i radosna działalność osób upośledzonych umysłowo czy fizycznie może być ciekawym i pięknym elementem ich terapii oraz dowartościowaniem i ukazaniem ich talentów czy umiejętności. Pamiętam jak jeden z podopiecznych, gdy grałem na organach, oznajmił mi: „Też chcę się nauczyć grać, aby wszystkim było wesoło i skocznie…”

 

Blaski i cienie

Mając w grupie, w której posługuje dwunastu podopiecznych, którzy są w różnym stopniu niepełnosprawności intelektualnej i fizycznej, spotykam się często z ich różnymi problemami, nastrojami, zmianami zachowań czy postaw wobec mnie lub współmieszkańców. Dlatego nieraz pojawia się we mnie smutek, niezadowolenie, brak satysfakcji i wewnętrznego niespełnienia, że nie potrafiłem im pomóc, zaradzić w czymkolwiek… 

Pragnę w tym miejscu podkreślić, że źródłem, mocą i siłą w tej posłudze jest sam Bóg, który darząc mnie Miłością, chce, abym dzielił się nią z innymi, z tymi dla których zostałem powołany. To Jemu powierzam każdego dnia me życie, moje powołanie do życia zakonnego, które właśnie realizuję w służbie najbardziej potrzebującym, często odrzuconym i nie rozumianym przez innych.

Jestem głęboko przekonany, że warto realizować takie specyficzne powołanie, warto poświęcić się tej drodze cierpienia, bólu i niezrozumienia…Bo takie powołanie i taka życiowa droga jest dawaniem siebie innym i prowadzi do pełniejszego i wartościowego życia na tej ziemi. 

Życzę Tobie, drogi Czytelniku i sobie, abyśmy jeszcze bardziej pokochali, dostrzegali i rozumieli ludzi niepełnosprawnych fizycznie czy umysłowo. Wierzę, że tylko wtedy sformułowania typu: „więcej tolerancji, pokonywanie barier…” nie będą tylko pięknymi sloganami, ale nabiorą autentycznego znaczenia i wydźwięku przez nasze osobiste postępowanie.

br. Adam Kasprzak  FSC


Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!