TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 07 Maja 2026, 13:21
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ślady coraz wyraźniejsze

Ślady coraz wyraźniejsze

Im więcej miejsc związanych ze św. Franciszkiem, tym większy żal, że nie można tu pobyć dłużej.

Po wieczornych polskich księży rozmowach i spokojnie przespanej nocy kolejny dzień pielgrzymowania, już piąty, rozpoczynam od katedry w Rieti, czyli tam gdzie zakończyłem wczoraj. Jak pamiętacie nie doczekałem się popołudniowego otwarcia katedry, ale dzisiaj rano przybyłem tu razem z ks. Kazimierzem, który jest „szychą” w diecezji i pracuje jako wikariusz generalny w kurii (można powiedzieć pierwszy po biskupie). I nie dość, że świątynia jest otwarta, to jeszcze otrzymuję w moim paszporcie pielgrzyma pieczęć kurialną (nie w kij dmuchał). Spędzam jeszcze kilkanaście minut na modlitwie w monumentalnej Katedrze Santa Maria Madre di Dio (Maryi Matki Bożej), zbudowanej na fundamentach wczesnochrześcijańskiej bazyliki, której istnienie wzmiankowane jest już w V wieku, a w swojej obecnej formie ukształtowanej w latach 1109–1225. To jest wielki ból pielgrzyma, że nie ma tyle czasu co turysta, aby poświęcić więcej czasu takim miejscom, bo trzeba ruszać w drogę. A przede mną dwa kolejne miejsca franciszkańskie.

Sanktuarium La Foresta

Początkowo przez około 3 kilometry maszeruję przez tereny miejskie i podmiejskie, a potem ciągle po asfalcie jeszcze nieco ponad 2,5 kilometra i docieram do La Foresty. Bardzo się cieszę, bo w tym miejscu nigdy wcześniej nie byłem. Z Rieti mogłem pójść albo tędy, albo inną drogą i wówczas odwiedziłbym Greccio, inne cudowne miejsce, gdzie św. Franciszek po raz pierwszy urządził żywą szopkę betlejemską, ale tam byliśmy zaledwie dwa lata temu z pielgrzymką parafialną. Stąd mój wybór, chociaż trochę mi tego Greccio żal, zwłaszcza kiedy w pewnym miejscu widzę drogowskaz oznajmiający, że to tylko 5 kilometrów w bok. Ale pielgrzymka to sztuka wyborów i dlatego jestem w La Foresta. 

To miejsce święty Franciszek odwiedził rok przed swoją śmiercią, czyli w 1225 r.
Bardzo wówczas cierpiał z powodu choroby oczu (której prawdopodobnie nabawił się podczas wyprawy do sułtana) i czekał na operację, która później odbyła się w miejscowości Fonte Colombo (kolejna, której nie odwiedzę, ale tam już kilka razy bywałem wcześniej). W La Foreście Franciszek przebywał przez cztery miesiące. Jako że trochę sobie tu opowiadamy o księżach i ich gościnności, to warto wspomnieć, że właśnie ksiądz gościł św. Franciszka, który był już wówczas bardzo znany. Nie dziwota więc, że mnóstwo ludzi przybywało, aby go powitać. Ksiądz proboszcz zaś miał niewielką winnicę, z owoców której robił sobie winko, ale gdy Franciszek, jego pięciu współbraci i jeszcze przybywający z okolic goście zaczęli konsumować winogrona to ksiądz się przeraził, że już mu nic na wino nie zostanie. Franciszek i bracia przekonywali księdza, żeby się nie martwił, bo jak nakarmi głodnych to Pan mu pobłogosławi, ale ksiądz miał wiarę niczym tę winnicę, niewielką… Jakież było więc jego zdziwienie, kiedy z zaledwie połowy zebranego winogrona w stosunku do lat ubiegłych powstało aż dwa razy więcej wina niż zwykle. 

To był cud winogrona wyproszony przez św. Franciszka właśnie w La Foreście, a warto dodać, że tutaj też powstały dwa wersety słynnej Pieśni Słonecznej: 

„Pochwalony bądź, mój Panie,
przez siostrę Wodę,
która jest bardzo użyteczna,
i pokorna, i czysta.
Pochwalony bądź, mój Panie,
przez brata Ogień,
który rozświetla mroki nocy:
piękny on, radosny,
nieprzejednany i silny”. 

Obecnie mieści się tutaj wspólnota, która podczas przynajmniej rocznego pobytu pomaga młodym ludziom wyjść z uzależnień, jeden z takich chłopaków oprowadził mnie po sanktuarium. 

Schody nie do nieba

Ponieważ zwykle nie odpoczywam po pięciu kilometrach marszu, więc z La Foresty wyruszam w dalszą drogę jakbym jeszcze dobrze nie rozpoczął. Pogoda jest piękna, idzie się świetnie, więc plan jest taki, żeby już do obiadu się nie zatrzymywać. Rzeczywiście, nie bez pewnych trudności z przewyższeniami, kilka minut po 13.00 docieram do sięgającej późnych czasów rzymskich miejscowości Cantalice. I co ciekawe docieram do jej najwyższego punktu, skąd pięknie góruje nad miastem wieża - La Torre del Cassareo i kościół św. Felice (niestety zamknięty). Kiedy szukam tam jakiegoś baru, panie każą mi zejść na dół. Trochę mnie to denerwuje, że potem będę musiał wrócić pod górę, ale panie mnie uspokajają, że dalsza droga prowadzi z dolnej części miasteczka. I tak schodzę w dół, jak się później okazało po 350 schodach! Zawsze lepiej w dół niż w górę prawda? 

Oczywiście tak gwałtowna różnica poziomów da się we znaki pod koniec mojego dzisiejszego pielgrzymowania, kiedy ostatnie kilometry prowadzące do Poggio Bustone będą prowadzić mocno pod górę, ale wszystko wskazuje na to, że po tych już pięciu dniach radzę sobie całkiem nieźle i kilka minut po 17.00 jestem na miejscu. 

Według tradycji, kiedy św Franciszek po raz pierwszy pojawił się w tej leżącej u podnóża Apeninów miejscowości, pozdrowił jej mieszkańców słynnym okrzykiem: „Dzień dobry, dobrzy ludzie!”. To właśnie w miejscowej grocie doświadczył on wizji, w której anioł ogłosił mu przebaczenie wszystkich grzechów, co umocniło go w misji szerzenia pokuty, miał też otrzymać zapewnienie o rozkwicie swojego zakonu. 

Mnie jakoś nikt nie powitał, ale to nic nie szkodzi. Natomiast, co prawda bez pośrednictwa anioła, ale również ja poczułem się przebaczony i kochany przez Pana Boga. Zwłaszcza kiedy pewien pan chciał specjalnie dla mnie – pielgrzyma – otworzyć restaurację na kolację. Odwiodłem go od tego, przecież na pewno znajdę inną otwartą restaurację. Nooo… nie znalazłem. Ale sklep spożywczy też wystarczył ;) 

ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!