TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Czerwca 2021, 11:31
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Skarb Stawiszyna

skarb stawiszynaSkarb Stawiszyna

Od najmłodszych lat pragnął zostać świętym tak jak Stanisław Kostka. Potem ojciec Bolesław przez wiele lat pracował w Stawiszynie i tam po śmierci został pochowany. Ten zapomniany Sługa Boży przez wielu już dziś nazywany jest świętym.

O. Bolesław Gwidon Jaśniewicz urodził się 1 stycznia 1675 roku w Kruszwicy jako syn Zbiluta Jana Jaśniewicza i Bronisławy z Janiszewa Janiszewskiej. Został ochrzczony uroczyście w Gdańsku w dniu Zielonych Świąt w 1676 r. Otrzymał imiona Mieczysław Bolesław, Jan Ewangelista, ale w domu rodzinnym nazywali go po prostu Bolkiem.

Od najmłodszych lat pragnął zostać świętym takim jak Stanisław Kostka. Bolek przyjął I Komunię Świętą w dniu Zielonych Świąt w 1683 r. w Toruniu w kościele św. Jakuba. Sakrament bierzmowania przyjął w 1685 r. w Krakowie z rąk biskupa Jana Nałęcz-Małachowskięgo w obecności swego wujka o. Józefa z Zakonu Ducha Św. de Saxie. Okres dzieciństwa i chwilę bierzmowania Bolesława opisał o. Józef i zostawił w zakonie. Jak wynika z tej informacji, chwila bierzmowania wywarła nadzwyczajne wrażenie na dziesięcioletnim chłopcu. Zapytany przez o. Józefa powiedział, że poczuł w sobie dziwną odmianę, widział bowiem nad swoją głową i dwoma bierzmowanymi chłopcami siedem płomieni.

Po ukończeniu nauki w szkole średniej Bolesław słuchając wewnętrznego głosu, wstąpił do Seminarium Duchownego w Gnieźnie i jako alumn gnieźnieński został wysłany na studia teologiczne do Rzymu, zakończył je uzyskując stopień naukowy i w wieku 23 lat został wyświęcony w Rzymie na kapłana. Ks. Bolesław mieszkał tam w domu Zakonu Ducha Świętego de Saxie.

Zajmowała go teologia mistyczna, a owocem tego była jego praca pt. „Mistyka w życiu świętych”. Interesował się historią zakonu, a wpisy i odpisy akt zakonu przywiózł ze sobą do Polski i zostawił w Stawiszynie. Jako kapłan w Rzymie był bardzo ceniony. Miał opinię „świętego Polaka”, często klękano przed nim na ulicy prosząc o błogosławieństwo. Na Mszę św. odprawianą przez ks. Bolesława gromadzili się liczni duchowni i tłumy świeckich. Mszę św. odprawał w wielkim skupieniu, a gdy po podniesieniu modlił się wpatrzony w Hostię, łzy ciurkiem spływały mu na obrus, także po „skończonym nabożeństwie długo mokre pozostawały”. Gdy to zauważono chorzy spieszyli do ołtarza, „by sobie łzami św. Polaka chore oczy leczyć”. I w wielu przypadkach Bóg nagradzał wiarę wiernego ludu. Gdy o tym dowiedział się ks. Bolesław, ukrył się u oo. serwitów za Florencją, a gdy i tam go odkryto wówczas poszedł do Kartuzji Florenckiej, tam trwał w modlitwie i pokucie. Pewnego dnia po odprawionej Mszy św. w Kartuzji ukazał się ks. Bolesławowi Jezus Chrystus niosący na ramieniu bardzo ciężki krzyż. Jezus stanął przed ks. Bolesławem, Zbawiciel patrzył długo na niego i rzekł „Synu, pragniesz ty cierpieć dla miłości mojej?”, „Ty wiesz Panie, Ty wszystko wiesz”, odpowiedział. Wtedy Jezus włożył na jego barki swój krzyż mówiąc „Tędy idź za mną, a nie tęsknij sobie”, Ks, Bolesław upadł boleśnie pod ciężarem tego krzyża. Zbawiciel nakreślił na piersi Bolesława krzyż duchacki i powiedział „Pójdź już za mną, a nie ociągaj się”. Ks. Bolesław zrozumiał, że Jezus wzywa go do Zakonu Ducha Świętego de Saxie. Mając 25 lat ks. Bolesław wstąpił do zakonu w dniu Wniebowzięcia Maryi w 1700 roku i przyjął habit z rąk generała zakonu o. Bernardyna Casali i imiona Bolesław Gwidon. O. Bolesław zasłynął na cały Rzym, gdy podczas pożaru szpitala de Saxie, chorych z płonącej sali wynosił na własnych barkach. Gdy pożar obejmował większy teren szpitala o. Bolesław uklęknął, modlił się i gdy w płomienie wrzucił koronkę ogień nagle ustał. Poruszony tym papież pokrył szkody wyrządzone pożarem i dziękował Bogu za silną wiarę, jaką w tym słudze Bożym objawił Pan. O. Bolesław wysłany z Rzymu do Polski pracował jako kaznodzieja, misjonarz, spowiednik. Mieszkał w Krakowie, Sandomierzu, Kaliszu, a najdłużej w Stawiszynie. O. Bolesław modlitwy popierał postem i umartwieniem. Swoją pokutę ofiarował za grzeszników, którzy w stanie kapłańskim obrażali Boga. Rzadko jadł mięso, wystarczyła mu zupa i chleb. W piątki i soboty żył o chlebie i wodzie. Codziennie przez godzinę rozważał mękę Pańską, a w sobotę szczególnie czcił Matkę Bożą Bolesną. Szczególne nabożeństwo miał do Duchu Świętym. Ułożył wiele pieśni o Duchu Świętego i przy dźwięku harfy śpiewał ze stawiszyniakami. W roku 1710 głosił kazania w Kaliszu, Blaszkach, Brudzewie, Blizanowie, Koninie, Gnieźnie i Krakowie. Znał datę swojej śmierci i do niej się przygotowywał. Prosił, by gdy umrze modlono się za jego duszę. Zasłabł głosząc kazanie na odpuście w Blizanowie 8 września 1710 r. Zawieziony został przez współbraci do lekarza do Kalisza. Do chorego o. Bolesława udali się mieszkańcy Stawiszyna prosząc, by zezwolił gdy umrze pochować go w Stawiszynie. O. Bolesław uśmiechając się powiedział, że „co do ciała mego to ono tak zapomniane będzie, że i znaku po mnie nie zostanie, że byłem. Ale obiecuję, że wiernie przed Bogiem będę pamiętał o mieszkańcach Stawiszyna”. 12 września o 11 rano po przyjętej Komunii Świętej zatopiony w modlitwie promieniejący szczęściem o. Bolesław cichutko zasnął. Dzwony Kalisza oznajmiły śmierć sługi Bożego, zbiegli się mieszkańcy Kalisza, domagali się, by ciało spoczęło tam, gdzie zmarło. Ale stawiszyniacy w nocy w towarzystwie oo. kanoników Ducha Świętego de Saxie wykradli je i wywieźli z Kalisza, zatrzymując się nad ranem w Piątku Wielkim, gdzie na chwilę złożono ciało o. Bolesława w kościele św. Marcina, do którego przyszli stawiszyniacy i płakali głośno przy trumnie ukochanego zakonnika. Następnie niosąc trumnę na własnych barkach, sypiąc kwiaty przed nią w procesji wprowadzili do Stawiszyna. Pogrzeb o. Bolesława trwał trzy dni. Przyszło na niego mnóstwo ludzi z dalekich stron- Jak miły był Bogu O. Bolesław okazał to cudem, bo dwóch ślepców przejrzało i chory na obie nogi od urodzenia odszedł od trumny zdrowy.

16 września pochowano ten „Skarb Stawiszyna”, jak go nazwano w mowach pogrzebowych w kościółku zakonnym na przedmieściach Stawiszyna. Z powodu otrzymanych nadzwyczajnych łask za sprawą o. Bolesława zajęła się komisja biskupia. Do 1793 r. zapisano w osobnej księdze 73 cuda otrzymane od Boga za wstawiennictwem o. Bolesława. Czasy po śmierci o. Bolesława nie były sprzyjające na rozwinięcie jego kultu. W 1788 r. nastąpiła kasata zakonu. 4 maja 1855 r. został zniszczony drewniany kościół, w którym o. Bolesław został pochowany. Kościół ten ufundował w 1432 r. wójt Stawiszyna Jan Noga i jego żona Anna. W 1880 r. szczątki o. Bolesława zostały przeniesione i na nich pobudowano kapliczkę. W czasie  II wojny światowej kapliczkę zniszczyli Niemcy. W 1949 r. odbudował ją ks. Będkowski. W 1990 r. na kapliczce umieszczono tablicę pamiątkową od mieszkańców Stawiszyna w 280. rocznicę śmierci
o. Bolesława.

Zainteresowanych życiem o. Bolesława pragnę skierować na stronę internetową   www.gwidonjasmewicz.webpark.pl . Osobom, które chciałyby poznać odrodzoną męską wspólnotę Towarzystwa Ducha Świętego zapraszam na stronę www.gwidon.pk/zakonduchasw lub www.gwidon.pl/radio-gwidon.

Jerzy Widerski


Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!