TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Czerwca 2026, 20:07
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Samo życie

Samo życie  

Tytuł „Ogrody w ruinach” przywodzi na myśl piękne, lśniące wydawnictwo albumowe dedykowane pasjonatom ogrodnictwa albo historii. – Tymczasem to książka o życiu każdego z nas. Z całą swoją złożonością, wieloznacznością, bólem i pięknem – mówi jej autor Marcin Jakimowicz.

„Życie w zachwycie” – tak miał brzmieć tytuł Twojej nowej książki, tymczasem z drukarni  wyjechały „Ogrody w ruinach”. Skąd ta zmiana? Zwłaszcza, że dokonałeś jej niemal w ostatniej chwili?

Napisałem kilka książek o dość dołujących tytułach i treści. Było „Dno”, potem „Drugie dno”, po nim „Pełne zanurzenie”… (Śmiech) Jestem postrzegany jako optymista, dusza towarzystwa, ekstrawertyk, a tak naprawdę jestem introwertykiem i łatwo popadam w ciężki nastrój, w kryzysy, w różnego rodzaju ciemności, myśli o tym, że jestem do niczego, że moje życie nie ma sensu. Bóg na szczęście to widzi i posyła mi w takich sytuacjach rozmaite rodzaje światła. Wyprowadza mnie z tych moich ciemności. Więc chciałem wreszcie napisać coś optymistycznego. Stąd pomysł na tytuł „Życie w zachwycie”. Moja codzienność to stany od ciemności do światła i pomyślałem, że skupię się teraz właśnie na tym świetle, na zachwycie miłością Boga, na wdzięczności, na uwielbieniu. I chwilę przed zakończeniem pisania dotarło do mnie, że muszę zmienić ten tytuł, bo on nie jest prawdą o mnie. Że byłby wręcz oszustwem. „Życie w zachwycie” to nie jestem ja, mimo, że tych zachwytów nie brakuje. Bo moje życie jest też życiem w skowycie. Ale wciąż życiem. Z całą swoją złożonością, wieloznacznością, bólem, gamą szarości. Życie tu i teraz. To zdecydowanie bardziej doświadczenie rozbijania ciemności.  

I stąd „Ogrody w ruinach”, tak?

U mnie to oczywiście metafora, ale sens jest właśnie taki. Bo w ruinach naszego życia Bóg może zorganizować zjawiskowy ogród. Każdy z nas ma swoją historię, ze swoimi ostrymi zakrętami, czasami bardzo trudną. Równie trudna może być czyjaś teraźniejszość. W Psalmie 84 są słowa, że Bóg przechodzi przez dolinę płaczu i zamienia ją w źródło życia. Często pojawiają się też teksty o tym, że na pustyni rozkwitną ogrody. Spójrz, to rzecz, która nie ma prawa się wydarzyć. To my ludzie, jesteśmy ograniczeni prawami fizyki, ale nie Bóg, który je wymyślił. On wyprowadza ze śmierci życie. A pamiętasz słowo o dolinie suchych kości? O tym jak Bóg każe Ezechielowi prorokować nad nimi i przywrócić im życie? I jak powstaje wielka armia żywych? To może być doświadczeniem każdego z nas. 

W jednym z podcastów opowiadasz historię o pięciu czerwonych kropkach. Choć nie ma o niej mowy w Twojej najnowszej publikacji, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wciąż pojawia się między wierszami. Czy możesz ją przypomnieć?

Pewien rekolekcjonista zrobił przed laty eksperyment. Na ogromnej białej ścianie namalował pięć intensywnie czerwonych kropek. – Co tu widzicie? – zapytał uczestników rekolekcji. – Pięć czerwonych kropek! – zawołali. – I co jeszcze? – chciał wiedzieć. – Nic! – odparli. – A ta cała, wielka powierzchnia, na którrj je narysowałem? Jej nie widzicie? – patrzył na nich zawiedziony. To było super doświadczenie, bardzo proste, ale zapadające głęboko w pamięć. Tymi kropkami może być mnóstwo rzeczy, na których demon chce byśmy się skupiali. Na przykład księża, którzy upadli, odeszli z kapłaństwa itp. Wszyscy koncentrujemy się tylko na nich i wywodzimy z tego tezę, że wszyscy duchowni są źli. A nie patrzymy na tę całą wielką liczbę tych, którzy są wspaniali. Albo po prostu zwyczajnie dobrzy. Kościół nie funkcjonuje w rzeczywistości reklamy kremu czekoladowego. Ja naprawdę kocham ten Kościół zraniony, brudny, zdradzany. Co do upadków księży, to bardzo lubię porównanie, że kapłani są jak samoloty. Całe ich mrowie lata po niebie, od lat są uznawane za najbezpieczniejszy rodzaj środków transportowych, ale kiedy spadnie jeden jest afera w całym świecie. Czerwone kropki to mogą także być nasze grzechy. Facet może myśleć, że codziennie grzeszy nieczystością, bo np. codziennie patrzy pożądliwie na jakąś kobietę. Doba ma 24 godziny, a on nie widzi, że 23 godziny i 55 minut nie spojrzał na żadną kobietę w ten sposób, tylko na te 5 minut. I tym się katuje. Oczywiście, że mamy widzieć swoje grzechy, ale nasza uwaga nie może być skierowana tylko na nie. Czerwonymi kropkami mogą być nasze zranienia, kompleksy, których nie chcemy oddać Chrystusowi, nasze słabości. Jakiś czas temu pojechaliśmy z żoną i naszym najmłodszym synem do naszej córki studentki, do Gdańska. Wyjechaliśmy z domu i już w samochodzie strasznie zaczęliśmy się kłócić. To miał być świetny, pełen pokoju i ciepła rodzinny wyjazd. A przez ileś czasu nasz syn słuchał jak na siebie krzyczymy. Kiedy wróciliśmy po kilku dniach, bardzo źle się z tym czułem. Nie chciałem, żeby syn tak zapamiętał swoje dzieciństwo, swoich rodziców. Ponieważ od pewnego czasu korzystam z terapii, opowiedziałem o tym mojej terapeutce. Bardzo się wtedy oskarżałem. Zaproponowała, żebym któregoś dnia, tak od niechcenia niby, zapytał syna, co zapamiętał z tej podróży. Zapytałem. Pamiętam jak tarzaliśmy się w piasku na plaży – zaczął wyliczać, jak się kąpaliśmy, jak byliśmy na lodach, super było! Wtedy przypomniałem mu, że przecież strasznie pokłóciliśmy się z mamą i zapytałem, czy mu to nie popsuło tych wspomnień. Wiesz co odpowiedział? Że pamięta, ale przecież od razu się przeprosiliśmy i pogodziliśmy, więc o co mi w ogóle chodzi? Ta kłótnia w samochodzie była moją czerwoną kropką, syn zapamiętał białe tło. Rzecz jasna, nie chodzi o to, że tych czerwonych kropek mamy nie widzieć. Jak najbardziej trzeba je widzieć i nawet nimi się zająć, ale po pierwsze należy widzieć proporcje. I nieustannie czerpać siłę z białego tła. 

Chciałabym zapytać teraz o plany na przyszłość, ale już wiem, że będzie to kontynuacja kultowych już przecież „Radykalnych”, czyli historii niezwykłych nawróceń grupy znanych polskich rockmenów.

Tak, to już oficjalna informacja. Książkę nazywam roboczo „Radykalni dwa”albo „Radykalni 30 lat później”. Przez te trzy dekady w życiu moich bohaterów wiele się wydarzyło, ale wciąż są tak mocno Kościele jak byli w latach dziewięćdziesiątych. Ich wiara wydała zresztą bardzo czytelne owoce. Powstały ewangelizujące zespoły muzyczne: słynna „Arka Noego”, „Luxtorpeda”, „2Tm2,3”. W „Arce” śpiewają już chyba niektóre z wnucząt moich bohaterów. Notabene, tych wnucząt jest sporo. Dziś nie żyje już Piotr Żyżelewicz i z nim nie porozmawiam, ale pojawi się rozmowa z Litzą, czyli Robertem Fridrichem, którego w „Radykalnych” nie ma. Zdecydował wtedy, że to zbyt wcześnie by udzielał takiego wywiadu, bo jego nawrócenie było bardzo świeże. Mam nadzieję, że w okolicach Bożego Narodzenia będzie wydrukowana.

Nie mogę się doczekać.

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!