TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Listopada 2020, 16:52
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Różowy październik

Różowy październik

 

Październik od wielu lat uznawany jest na całym świecie za miesiąc świadomości raka piersi, 15 października przypada Europejski Dzień Walki z Rakiem Piersi. Jest to najczęstsza choroba nowotworowa wśród kobiet. Szacuje się, że rocznie rozpoznaje się ją u ponad 18 tysięcy kobiet w Polsce, a około 6 tysięcy z nich umiera. Głównym powodem umieralności na raka piersi jest zbyt późne wykrycie choroby, wtedy gdy jest ona już w zaawansowanym stadium. Jak rozpoznała u siebie chorobę i jak daje sobie radę w chorobie opowiada młoda mama.

Mówi się, że rak nie boli. Może właśnie dlatego kobiety zgłaszają się do lekarza zbyt późno, kiedy guz jest już dość duży. Jak to było u Pani, czy sama Pani wyczuła, że coś jest nie tak, czy może jakieś badanie profilaktyczne dało niepokojące oznaki? Magdalena.
Rak piersi boli w zaawansowanym stadium. W moim przypadku tak było, mimo, że wielu lekarzy twierdziło inaczej. Pozornie pocieszali mnie, że jestem „za młoda na raka”. Badałam się regularnie i nawet gdy pojawiło się zgrubienie w piersi, to USG nie wykryło nieprawidłowości. Miałam powtórzyć badanie kontrolne za rok. A jednak po kilku miesiącach guz zaczął rosnąć, pojawił się ból, zaczerwienienie skóry i lęk. Również wtedy lekarze nie sądzili, że to coś poważnego. Miałam szereg badań, z których nic nie wynikało i propozycji leczenia, które nie przynosiły rezultatów. Z jednej strony chciałam trwać w przekonaniu, że to nic strasznego, choć towarzyszył mi coraz większy niepokój. Teraz wiem, że pierwsze co powinnam zrobić to iść do onkologa. Dzięki mojemu uporowi i chęci pomocy ze strony pracowników szpitala, trafiłam w końcu do odpowiedniego specjalisty, którego wiedza, precyzja i intuicja pozwoliły na zdiagnozowanie choroby i szybkie wdrożenie leczenia. Spotkanie na swojej drodze odpowiedniego lekarza to niezwykle cenny dar.

Gdy już wszystkie badania potwierdziły, że jest to nowotwór piersi, co Pani, jako młoda mama, mężatka poczuła? Mówi się często, że taka diagnoza to jak wyrok?
Najgorsze było czekanie na wynik badań histopatologicznych. Wtedy myśl, że to może być rak, że zaraz wszystko może się zmienić, że może nie będę miała szans na leczenie, była nie do zniesienia. Tysiące złych myśli piętrzyło się w głowie i nie dawało spokoju. Patrzyłam na synka i myślałam, że nie będę widziała jak dorasta, jak idzie do szkoły, że nie będę z nim przeżywała pierwszych sukcesów i porażek. Niby żyłam normalnie, ale powoli przygotowywałam się na ogromne zmiany, przeczuwając najgorsze. Tylko dzięki obracaniu się wśród ludzi zachowywałam resztki równowagi psychicznej. Gdy poznałam diagnozę to nagle znalazłam się w nowej rzeczywistości, w której czas zyskał najwyższą wartość. Moje ułożone i zaplanowane życie przybrało inny wymiar. Pojawiła się rezygnacja, niedowierzanie, załamanie, bo przecież „rak zabija”. Z dnia na dzień wyrosła przede mną ogromna góra do przebycia i myślałam, że nie jestem w stanie jej pokonać. Stałam sama w szpitalu z wynikiem w ręku nie wierząc, że to się dzieje naprawdę. I to był jeden z dwóch momentów, w których w czasie choroby płakałam. Wychodząc ze szpitala otarłam łzy, wzięłam głęboki oddech i paradoksalnie poczułam ulgę, że już znam wroga, którego muszę pokonać. Mimo paraliżującego strachu przed nieznanym wiedziałam, że wygram tę walkę z podniesioną głową. W trakcie leczenia towarzyszyła mi niepewność, bo przecież nikt nie wiedział, jak potoczy się moja historia, jak zareaguję na chemioterapię, jak będę się czuć i wyglądać. Zaczęłam poznawać zupełnie inny, nieznany dotąd świat: świat cierpienia, rozpaczy, bezsilności, który był widoczny na szpitalnych korytarzach. Uczyłam się innego życia, w którym wszystko musiałam sobie ułożyć na nowo.

Wydawało nam sie, że chorują tylko starsi ludzie, jednak widzimy, że choroba nowotworowa nie patrzy na wiek, dotyka nawet najmłodszych, dzieci. Częstość występowania raka piersi wzrasta z wiekiem. Wśród kobiet przed 45 rokiem życia nowotwór występuje rzadko, a większość zachorowań dotyczy kobiet po 50 roku życia. Pani jest bardzo młodą osobą, a mówi się, że im młodszy organizm tym lepiej sobie radzi z chorobami. Czy tak jest?
U mnie akurat to się sprawdziło. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że tak jest. Ale widziałam na oddziale wiele starszych osób, które radziły sobie równie dobrze. Widziałam też wiele osób młodych, które radziły sobie gorzej niż te starsze. Tu nie ma reguły. Wszystko zależy od kondycji organizmu i nie waham się użyć stwierdzenia, że także od pozytywnego myślenia i pewności, że się uda. W tym przypadku wiek nie gra roli, każdy ma takie same szanse na starcie.

Często ludzie pocieszają drugich w trudnych sytuacjach słowami, wszystko będzie dobrze. Czy to wystarczy, czy to jest budujące i jak wpływa na psychikę?
W chorobie zastanawiałam się czym jest „wszystko” i kiedy „będzie dobrze” nastąpi.
Te trzy proste słowa potrafią postawić na nogi, kiedy zbierają się w głowie czarne chmury.
Ludzie często nie wiedzą jak pocieszyć chorujących, nie wiedzą co powiedzieć i nie chcąc popełnić błędu po prostu przestają się odzywać. A to właśnie wsparcie najbliższych daje wiarę w powodzenie leczenia. Rak to codzienne zmaganie się ze słabościami nie tylko fizycznymi, ale też psychicznymi. Codziennie trzeba biec, by pokonać długi i wyczerpujący dystans. Trzeba zaakceptować zmiany zachodzące w ciele, wewnątrz i na zewnątrz. To żmudna praca, która uczy systematyczności i pokazuje potęgę umysłu. Każdego dnia trzeba budować góry pozytywnych myśli, aby nie wpaść w dół. Te kilka ciepłych słów od bliskich, czy nawet obcych osób, potrafi naładować akumulatory i pozwala myśleć „dam radę!”.

Wiadomo, że dobre nastawienie to połowa sukcesu. Choroba nie wybiera, ale czy chory może mieć wpływ na sposób leczenia, czy ma wybór?
Zawsze mamy wybór, jednak najważniejsze, by wybrać najskuteczniejszą metodę leczenia i zaufać w tej kwestii lekarzom. W końcu to oni mają wiedzę i doświadczenie. Tu nie pomoże internet, który przestałam przeglądać w temacie swojej choroby od samego jej początku. Tu nie ma czasu na błędy, pomyłki i eksperymenty. Trzeba działać konkretnie i szybko. Pozytywne nastawienie jest niezwykle ważne, leczą nie tylko leki, ale też własne myśli. Nauczyłam się kierować je na pozytywny tor.

Skąd kobiety walczące z rakiem biorą siłę, przecież w domu czeka na nie rodzina, a w pani przypadku i małe dziecko?
I właśnie to dziecko i rodzina dają siłę. Nie mogłam ich zawieść, tak bardzo we mnie wierzyli i cierpieli razem ze mną. Komfortowa jest świadomość, że masz na kogo liczyć. To dla nich wstawałam każdego poranka z uśmiechem, mimo słabości. Każdego wieczoru czytałam synkowi na dobranoc, choć powinnam odpoczywać. Gdy patrzyłam jak zasypia przytulając się do mnie wiedziałam, że się nie poddam. W chorobie idziesz na ring, bez tarczy i rozgrzewki. Dostajesz ciosy, na które nie jesteś gotowy. A jednak jest ta niezwykła wewnętrzna siła do walki, moc, którą dają małe i duże gesty, oznaki wsparcia i solidarności, a nie litości. Telefony, wiadomości, uśmiechy, poklepanie po ramieniu, powtarzanie „jesteś dzielna, wygrasz!”.
Istotna jest codzienna rozmowa z Bogiem, który zawsze wysłucha i uspokoi. Ten drugi raz, kiedy płakałam, był po mastektomii, gdy wynik histopatologiczny potwierdził, że chemioterapia zadziałała i guz w całości został usunięty. „Jestem zdrowa, udało się!” pomyślałam i ogrom emocji popłynął razem ze łzami. Jestem wdzięczna moim bliskim, że kibicowali mi przez cały ten długi czas. Jestem wdzięczna Bogu, że pozwolił mi nadal cieszyć się życiem.

Pani choroba zbiegła się z trudnym czasem dla nas wszystkich, mam tutaj na myśli epidemię. Czy w związku z tym była pani narażona na większe ryzyko i jak w takich warunkach wyglądała pomoc lekarska?
Epidemia przyszła niespodziewanie, w najgorszym dla mnie momencie. Był to dodatkowy stres, lęk o to, czy leczenie będzie mogło się odbyć zgodnie z planem. Spadek odporności spowodowany chemioterapią wyjątkowo narażał mnie na zarażenie się wirusem. Jednak profesjonalizm i ostrożność personelu medycznego pozwoliła mi leczyć się mimo pandemii. Lekarze dbali o mnie, błyskawicznie dostosowali się do nowych warunków i robili wszystko, by nie narazić mnie na niebezpieczeństwo.

Czy ma Pani jakąś radę dla kobiet, które znalazły się w Pani sytuacji, a także dla tych, które mogą się w niej znaleźć, jak poradzić sobie z taką sytuacją?
Oczywiście. Przede wszystkim staraj się, by do takiej sytuacji nie dopuścić – badaj się profilaktycznie i przy najmniejszych wątpliwościach szybko reaguj i kieruj się do onkologa. Walcz o siebie i bądź pewna, że robisz wszystko, by zapobiec chorobie. A jeśli już się ona pojawi to ją zaakceptuj, naucz się z nią żyć w taki sposób, by nie dyktowała ci życia, lecz naturalnie się w nie wpisała. Pamiętaj, że każdy przypadek jest inny i każdy człowiek przechodzi chorobę i leczenie inaczej. Chodź na spacery, jeźdź na rowerze, spotykaj się z bliskimi, zjedz coś dobrego, doceniaj każdą chwilę. Zobacz piękno natury, którego dotąd nie widziałaś. Nie rozpamiętuj, nikogo nie wiń, nie pytaj „dlaczego ja”. Podziel leczenie na etapy, które będziesz pokonywać odnosząc małe sukcesy. Ciesz się z nich i bądź z siebie dumna. Dziękuj Bogu. Dobrze wykorzystuj czas - teraz wiesz, jak szybko ucieka. Rób to na co nigdy nie miałaś odwagi. Realizuj swoje pasje. Myśl pozytywnie i powtarzaj sobie każdego dnia, że powracasz do zdrowia. Z tą chorobą naprawdę można wygrać.

W Polsce rak piersi w ostatnim stuleciu stał się jednym z największych zagrożeń przedwczesnej umieralności kobiet. Rak piersi występuje również u mężczyzn, choć bardzo rzadko. Szacuje się, że jeden na sto przypadków nowotworów złośliwych sutka, to właśnie rak piersi u mężczyzn.Największą zachorowalność na raka sutka notuje się krajach uprzemysłowionych (Belgia, Dania, Holandia, Niemcy, Wielka Brytania). Najmniej zachorowań występuje w krajach Afryki i Azji Południowo-Wschodniej. Region geograficzny jest czynnikiem istotnie modyfikującym ryzyko zachorowania na raka piersi. Porównanie ryzyka zachorowania Japonek będących emigrantkami do Stanów Zjednoczonych i mieszkanek Japonii wskazuje na wyrównywanie ryzyka rozwoju choroby nowotworowej u imigrantek w porównaniu do tego, które notowane jest u kobiet w nowym miejscu zamieszkania.Czynnikiem, który znacząco zwiększa ryzyko zachorowania na raka sutka, jest obecność u danej osoby mutacji genu BRCA1 lub genu BRCA2. Szacuje się, że 4-8% raków piersi może być wynikiem dziedzicznych mutacji, pozostałe przypadki są następstwem sporadycznych mutacji w komórkach somatycznych.

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!