Relikwia z płaszcza św. Józefa w Kaliszu
Według tradycji płaszcz, który od IV wieku przechowywany jest w rzymskiej Bazylice św. Anastazji, utkała własnoręcznie Maryja. Podarowała go Józefowi w dniu ślubu.
Jak mówi tradycja, Panu młodemu prezent szalenie się spodobał. Pewnego dnia Józef musiał zakupić drewno od niejakiego Izmaela, swojego stałego dostawcy. Był cieślą, więc drewna potrzebował do pracy, tak jak piekarz mąki. Niestety były to dość ciężkie dni dla Świętej Rodziny. Ktoś nie odebrał zamówionego stołu, ktoś inny oszukał Józefa i zapłacił mu za pracę o wiele mniej niż obiecał, więc Święty nie posiadał takiej kwoty pieniędzy, jakiej życzył sobie Izmael. A jeśli Józef zostałby teraz bez drewna, a co za tym idzie bez pracy i zarobku, Świętej Rodzinie zrobiłoby się jeszcze ciężej.
Zastaw
Maryja poradziła mężowi, by wziął ze sobą wszystkie pieniądze, jakie mają w domu i płaszcz, który podarowała mu w dniu ślubu.
– Powiedz Izmaelowi, że zostawiasz mu ten płaszcz w zastaw – powiedziała. – Kiedy coś zarobisz zaniesiesz mu brakującą kwotę, a on odda ci płaszcz.
Józef niechętnie rozstawał się z płaszczem, ale cóż było robić. Izmael również nie był zadowolony z takiego układu, ale płaszcz w zastaw przyjął i wydał Józefowi potrzebne mu drewno. Izmael od dłuższego już czasu bardzo chorował na oczy. Wciąż wydawało mu się, że wnętrze jego domu i w ogóle cały Nazaret wypełnia mgła, która staje się coraz to bardziej gęsta. W związku z powyższym nie mógł zobaczyć jak piękny splot miał płaszcz, który pozostawił mu Józef, ale świetnie czuł pod palcami jego cudowną miękkość. Pomyślał, że tak miły w dotyku i ciepły płaszcz bardzo by mu się przydał i że wcale nie byłoby źle gdyby przedmiot zastawu pozostał z nim na zawsze. Zarzucił na siebie brązową tkaninę i poszedł pokazać się Ewie, swojej żonie. Kobieta spojrzała na niego gniewnie. Miała bardzo wybuchowy charakter.
– Po co ci kolejny płaszcz? – zapytała marszcząc brwi. – Potrzebujemy pieniędzy, a nie nowych ubrań! Zresztą ten płaszcz ani trochę mi się nie podoba! Ty mi w nim także!
Izmael chwycił za połę płaszcza i zawołał: Jak to ci się nie podoba?! Spójrz tylko jaki ma piękny splot!
Teraz Ewa spojrzała na swojego męża badawczo.
– Splot, powiadasz? – zapytała zdziwiona. – Przecież nie jesteś w stanie już widzieć takich szczegółów! Masz chore oczy!
Do Izmaela dopiero wtedy dotarło, co się dzieje. Spojrzał jeszcze raz na poły płaszcza i doskonale widział każdą jego niteczkę. A kiedy przeniósł swój wzrok na twarz żony, odkrył, że widzi wyraźnie każdą jej rzęsę.
– Ewo! – krzyknął. – Nie wiem co się stało, ale moje oczy chyba ozdrowiały!
Ewa w tym czasie z zainteresowaniem przyglądała się wspomnianym już pięknym splotom, a kiedy dotknęła urzekła ją jej miękkość.
– Zdejmij go – zakomenderowała. – Może dla mnie się nada. Przymierzę.
Izmael posłuchał, ale podając tkaninę żonie ośmielił się zauważyć, że Józef jest wysokim mężczyzną, natomiast jego żona niską kobietą.
– Będzie ci się ciągnął po ziemi – stwierdził. Ewa zgromiła męża wzrokiem.
– Stary jesteś i głupi! – rzuciła. – Na pewno będzie w sam raz! – dodała. Otuliła się płaszczem. Rzeczywiście mocno ciągnął się po ziemi. Znów spojrzała na Izmaela, ale tym razem bardzo łagodnie.
– Przepraszam, mój kochany – powiedziała czule. – Wybacz mi, że tak okropnie cię nazwałam. Więcej tego nie zrobię. Miałeś rację, jak wiele razy wcześniej. Płaszcz jest na mnie za długi.
Izmael patrzył na Ewę z niedowierzaniem. Jeszcze nigdy nie słyszał, by jego żona zwracała się do niego tak miłym głosem. Gdy mężczyzna obudził się następnego ranka, stwierdził, że wciąż doskonale widzi. Zauważył nawet smacznie wyglądające śniadanie, które czekało na niego na stole.
– Dzień dobry, kochany mężu – uśmiechnęła się do niego promiennie Ewa. – Przygotowałam ci śniadanie. Mam nadzieję, że będzie ci smakowało.
Gdy usiadł za stołem żona zapytała, co chciałby zjeść na obiad. Izmael spojrzał na nią i zapytał: Co się z tobą stało? Od wczorajszego dnia jesteś dla mnie niezwykle miła. Nigdy taka nie byłaś.
Ewa zbliżyła się do niego i pogłaskała go po twarzy.
– Byłam okropną żoną – powiedziała.
– Ale obiecuję ci, że tamta złośliwa, gniewna i kapryśna Ewa nigdy już nie wróci.
Izmael zadumał się głęboko. – Co tu się dzieje? – pytał sam siebie. – Najpierw zniknęła choroba moich oczu, teraz trudny charakter mojej żony… A może to ten płaszcz tak zadziałał? – rzekł głośno sam do siebie.
Wstał od stołu, chwycił tkaninę i pognał do owczarni. Miał tam jedną bardzo chorą owcę. Był pewien, że zwierzę wkrótce zdechnie, ale teraz pomyślał, że… okryje je Józefowym płaszczem. Czy muszę mówić, że owca wyzdrowiała? Izmael z Ewą pobiegli do domu Świętej Rodziny. Mężczyzna oddał płaszcz właścicielowi, darował mu cały dług, Ewa podarowała Maryi dzbany miodu i kosz owoców, a mały Jezus dostał w prezencie malutkiego baranka. Izmael rozpoznał w Józefie człowieka Bożego. Dziękował Bogu za uzdrowienie jego oczu i charakteru jego żony. Obiecał też Świętej Rodzinie, że ilekroć ta będzie w potrzebie, tylekroć on ją wspomoże.
Lew Betlejemski
Minęły dwa wieki. Chrześcijaństwo zaczęło zdobywać ówczesny świat, a do Betlejem przybył niejaki Hieronim. Cóż to była za barwna postać! W Rzymie pisał teksty dla samego Cycerona, jako student wyruszył w podróż po ziemiach cesarstwa, pewnego dnia dotarł do Betlejem i zatrzymał się w nim na ponad 30 lat. Mieszkał w grocie w pobliżu groty Bożego Narodzenia i tłumaczył to, co dziś nazywamy Starym Testamentem na łacinę. Słynna Wulgata, czyli pierwszy przekład ww. ksiąg Biblii na język łaciński jest właśnie jego dziełem.
Któregoś razu Hieronim, przyszły święty i Doktor Kościoła, który zyskał przydomek Lew Betlejemski, wszedł w posiadanie płaszcza, który według tych, którzy mu go przekazali, należał niegdyś do św. Józefa i który dostał w darze ślubnym od Matki Chrystusa. Razem z nim otrzymał kolorowy, pasiasty welon (w niektórych źródłach podaje się, że tylko część welonu), który należał do Maryi. Płaszcz i welon Hieronim zawiózł do Rzymu i od III stulecia relikwia nieprzerwanie jest przechowywana i czczona w Wiecznym Mieście.
Z Rzymu do Gandawy, z Gandawy do Kalisza
Relikwia płaszcza św. Józefa – dziś już fragmentu tkaniny – oraz welon jego Najświętszej Małżonki są skarbem Bazyliki św. Anastazji wzniesionej przez kilkunastoma wiekami na zboczu Palatynu. Ze świątynią tą związany był sam św. Hieronim. Według rzymskiej tradycji miał głosić tam kazania i mieszkać tuż obok. Dlatego postanowił oddać je właśnie tam. W XVII w. relikwie umieszczono w przeszklonym, rzec można piętrowym, relikwiarzu. Na jego „parterze” spoczywa płaszcz, zaś w górnej części wyeksponowany jest barwny welon.
Relikwie wystawiane są na widok publiczny tylko przy szczególnych okazjach, w tym w uroczystość św. Józefa, 19 marca. W pozostałym czasie zamknięte są w pancernej szafie. W drugiej połowie lat 80. XIX w. fragmenty ww. tkanin trafiły z Rzymu, do Gandawy i tam zostały zatwierdzone przez miejscowego biskupa Henricusa Franciscusa Bracqa. Dziś relikwiarz z nimi oraz dziewiętnastowieczny certyfikat ich autentyczności, znajdują się w pieczy kaliskiego Sanktuarium św. Józefa.
Aleksandra Polewska – Wianeck

na zdjęciu Relikwiarz kaliski
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!