TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 15 Grudnia 2019, 22:20
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Radosne oczekiwanie

Radosne oczekiwanie

Weszliśmy w czas oczekiwania na Boże Narodzenie, który w Kościele nazywany jest Adwentem. Jak go przeżyć, by nie stał się tylko czasem zakupów?

Czym właściwie jest Adwent i dlaczego jest on tak ważny?
Ks. Michał Pacyna: Adwent jest ważny, bo ważne jest Boże Narodzenie. Gdyby go nie było, nie byłoby Adwentu. Ten czas nam przypomina o pierwotnym długim oczekiwaniu ludzi na Mesjasza, Zbawiciela. Pan Bóg zapowiada już w Raju, po grzechu pierwszych rodziców. Potomka niewiasty, który zmiażdży głowę węża. A potem jest to, co znamy z kart Starego Testamentu, powołanie Abrahama, kształtowanie się Narodu Wybranego, prorocy mówiący o Mesjaszu i wielkie nadzieje. Ale przestrogą może być dla nas to, że ci, którzy byli przynajmniej teoretycznie najbardziej przygotowani na Jego przyjście, gdy przyszedł, nie przyjęli Go. I to znaczna większość. Św. Jan ujął to w jednym zdaniu: „Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (J 1, 11). Czyli symboliczny obraz z Betlejem, gdzie nie było dla Niego miejsca.
Boże Narodzenie to wielkie wydarzenie w życiu Kościoła, zatem Adwent winien być okazją do duchowego przygotowania się do tego święta. W jaki sposób zatem możemy to zrobić? Dobrze wiemy, że nie jest to takie proste, bo życie we współczesnym świecie wymaga wielkiego wysiłku.
Tak, Bóg postawił swoją stopę na ziemi, tak jak człowiek na księżycu. Ale to tylko dalekie skojarzenie. Nawet nie tyle postawił, ale zanim mógł to uczynić, oddał się w ręce ludzi, Maryi i Józefa, które złożyły Go w żłobie. Dziś chce się oddać w nasze ręce, mówiąc obrazowo. Ale może, właśnie trzymając się tego obrazu, w Adwencie trzeba te ręce najpierw „oderwać” od innych rzeczy, które w nich się znajdują? Potem je oczyścić, aby wyciągnęły się w kierunku Boga, który przychodzi. Ale jak to zrobić, skoro dziś, zwłaszcza przed świętami, nasze ręce wyciągają się po tak wiele rzeczy? Zawierzyć, zaufać, że bez tego można żyć, można być szczęśliwym. Jak w historii człowieka, który w gęstej mgle, trzymając się resztkami sił krawędzi skarpy, prosi Boga o pomoc, ratunek. Słyszy wewnętrzny głos: „puść się, a ja cię uratuję”. Ale przecież spadnę w przepaść. Człowiek boi się zaufać, zawierzyć, a gdy nie mając już sił w końcu puszcza zaciśnięte dłonie, okazuje się, że pół metra pod jego stopami jest półka skalna. Może warto w tym kontekście pomyśleć, kogo się trzymam, po co wyciągam ręce?

Jaki wpływ ma Adwent na współczesnego człowieka? W jaki sposób duchowość wpływa na życie codzienne, jak je zmienia i kształtuje?
Ja bym dodał, człowieka wierzącego, który wie, że jest Adwent. Może łatwiej jest powiedzieć, jaki wpływ powinien mieć, do czego ten czas zachęca, motywuje. Bo w praktyce bardzo wiele zależy od poszczególnego człowieka, jego otwarcia na ten czas i to co on przynosi, proponuje. Myślę, że im bardziej ktoś się otworzy, tym więcej skorzysta. Otwarcie, czyli przyjęcie tego, co Bóg przynosi, proponuje, przyjęcie Jego woli, Jego planu. Bo jak tego zabraknie, to może być podobnie jak w czasach Jezusa, wielu Go nie przyjęło, bo miało własną wizję Mesjasza, zbawienia. Myśmy się spodziewali czegoś innego. Współczesnemu człowiekowi też grozi podobna pokusa.

Od początku Adwentu do 16 grudnia trwa czas szczególnego oczekiwania na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa na końcu czasów, zaś od 17 grudnia do 24 grudnia, to czas bezpośredniego przygotowania do uroczystości Narodzenia Pańskiego. Czy w naszych przygotowaniach to coś zmienia, czy winniśmy rozgraniczać ten czas?
Widzimy różnicę, dokładnie słyszymy w liturgii, zwłaszcza w liturgii Słowa. W pierwszej części jest mowa o tym, co nas czeka, co przed nami i wiążące się z tym wezwanie do nawrócenia, przemiany, dobrego przygotowania na ostateczne spotkanie z Chrystusem. Choćby już w pierwszą niedzielę św. Paweł zachęca: „Odrzućmy więc uczynki ciemności. (..) Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości” (Rz 13, 12 – 13). W drugiej części usłyszymy o tym, co bezpośrednio poprzedzało narodzenie Pana Jezusa, jakby swoiste przypomnienie.
To wszystko ma nas uaktywnić, zachęcić, zdopingować do większego otwarcia na Boga. Ale z drugiej strony On już przyszedł jest z nami „w każdy czas”. I w pierwszym i w ostatnim dniu Adwentu jest tak samo obecny. Szczególnie w Eucharystii. Możemy się do tego z czasem przyzwyczaić, może nam to spowszednieć i dlatego potrzebujemy przypomnienia, ożywienia. Adwent przypomina, że wszystko rozpoczęło się od Bożego Narodzenia.

W Adwencie towarzyszą nam ważne postacie. Czyja wrażliwość duchowa jest nam najbliższa? Czy mogą oni być dla nas inspiracją?
W pierwszej części to głównie Jan Chrzciciel staje przed nami, ze swym wezwaniem do nawrócenia, prostowania ścieżek dla Tego, który przychodzi. W drugiej jest bezpośrednie oczekiwanie Maryi i Józefa na narodzenie Jezusa. Jedne z pierwszych rekolekcji, które przeżywałem w seminarium jako kleryk prowadził ks. Paweł Bortkiewicz, dziś już profesor, postać znana w mediach, który wypowiada się w wielu ważnych kwestiach, zwłaszcza moralnych. Wówczas były to rekolekcje adwentowe, które skoncentrowane były wokół osoby Jana Chrzciciela i pustyni. Jan i pustynia to oczywiste, ale myślę, że w kontekście tego, co przeżywali Maryja i Józef też możemy mówić o swoistej pustyni. Dlatego, że doświadczali swoistej pustyni duchowej, tylko oni sami nieśli w sobie całą tajemnicę Boga, który staje się człowiekiem. Nie tylko przed, ale i po narodzeniu Jezusa wiele lat życia w Nazarecie to była swoista pustynia wielkiej tajemnicy, do uczestnictwa, w której Bóg ich zaprosił.
Jan Chrzciciel był tylko sześć miesięcy starszy od Jezusa i jego działalność na pustyni nie poprzedzała wprost narodzenia Jezusa, jak nam się to kojarzy z Adwentem. On rozpoczął swoją działalność na pustyni przed publicznym wystąpieniem Jezusa, a punktem kulminacyjnym był chrzest, którego udzielił Jezusowi i wskazał Go uczniom jako Baranka, który gładzi grzechy świata.

Wiele osób przeżywa Adwent jako odpowiednik Wielkiego Postu, prowadzi swego rodzaju umartwianie, odmawiając sobie np. słodyczy, czy kawy. Tymczasem w kościołach wielokrotnie mówi się, że jest to czas radosnego oczekiwania. Czy różnego rodzaju umartwiania coś dają, czy lepiej zrobić coś innego?
Ten aspekt Adwentu nawiązuje do przesłania, jakie przynosi nam Jan Chrzciciel. Ale ono jest uniwersalne i aktualne w każdym czasie, bo zawsze tak naprawdę chodzi o spotkanie z Bogiem. A nie da się z Nim spotkać bez nawrócenia, oderwania, odejścia od grzechu, zła. Radosne oczekiwanie nie jest, nie może być akceptacją zła, czy grzechu. A z drugiej strony największa radość jest w niebie z jednego grzesznika, który się nawraca. Nie tylko w niebie, ale radość jest także doświadczeniem człowieka, który przeżywa autentyczne nawrócenie. To widać po dobrze przeżytej spowiedzi. Życzmy sobie takiego radosnego oczekiwania.

Modlitwa wydaje się prosta, ale wielu z nas ma problem, jak dobrze się modlić jaką modlitwę wybrać. Czy na czas Adwentu są specjalne modlitwy?
Myślę, że nie tyle chodzi o specjalne modlitwy na czas Adwentu, ale właśnie Adwent jest specjalnym czasem na modlitwę. Bo mówiąc o modlitwie trzeba przede wszystkim znaleźć czas i miejsce. W tym czasie kierowane jest do nas szczególne zaproszenie do modlitwy zwłaszcza podczas Rorat. To dodatkowy czas na modlitwę, na przyjście do kościoła. I widzimy, że jest wielu, którzy potrafią się zmobilizować i poświęcić ten czas na modlitwę. To jest modlitwa wspólna. Ale warto pomyśleć także o tym, aby taki dłuższy czas znaleźć na modlitwę indywidualną. To w nawiązaniu do postaci Jana Chrzciciela, taki swoisty czas pustyni, odejścia od świata, aby być tylko z Bogiem. I może szczególnie skoncentrować się w tej adwentowej modlitwie na słuchaniu Boga. Nam modlitwa kojarzy się częściej z mówieniem, może warto spróbować otworzyć Pismo Święte, czytać, rozważać i słuchać.

W ostatnim czasie strona komercyjna zdaje się przyćmiewać ten niezwykły czas jakim jest Adwent. Już na początku listopada w sklepach pojawiają się ozdoby świąteczne, reklamy krzyczą o zbliżających się świętach, ale raczej od strony produktów. Jak się przed tym uchronić, by czas oczekiwania nie stał się tylko czasem zakupów?
Można powiedzieć krótko, omijać sklepy dużym łukiem. Taki jest człowiek, że to wszystko na niego działa, czyli im miej widzi, słyszy tym mniej będzie podatny na kupowanie. Jakimś lekarstwem może być też odwrotność kupowania. Nie tyle sprzedawanie, ile dawanie. Przed świętami jest podejmowanych wiele różnych działań, zmierzających do wsparcia przed świętami najbardziej potrzebujących. Choćby dobrze znane Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom i można już tak chyba powiedzieć, tradycyjne świece na stół wigilijny. Takie rozbudzenie wyobraźni miłosierdzia, uświadomienie sobie jak wiele jest osób, które mogą tylko pomarzyć tym, na co ja tak lekko wydaję pieniądze. Czy proponowana przez niektórych zasada, ile dla siebie tyle dla innych, to znaczy tyle, ile wydaję na swoje zakupy przed świętami, przekazuję jednocześnie dla potrzebujących. Na przykład wydaję 100 złotych na coś dla siebie, drugie 100 złotych daję dla potrzebujących. Myślę, że to może ograniczyć zapał zakupowy.

Jeszcze taka mała dygresja. Zdajemy sobie sprawę, że osoba świecka inaczej przygotowuje się do świąt niż ksiądz. Czy może ksiądz zdradzić, w czym tkwi owa różnica?
Ksiądz zwłaszcza na parafii musi zatroszczyć się o przygotowanie Kościoła do świąt. Od strony duchowej i od zewnętrznej. To między innymi zaplanowanie i zorganizowanie rekolekcji, spowiedzi adwentowej. Prowadzenie Rorat dla dzieci. A od strony zewnętrznej pomyślenie o adekwatnym wystroju kościoła, od choinek poczynając na wielu szczegółach żłobka kończąc. Można jeszcze dodać planowanie kolędy, która rozpoczyna się zaraz po świętach. Ponadto tak zwane spotkania opłatkowe dla różnych grup. Choć przy organizacji i planowaniu tego warto pamiętać, że pierwszy „opłatek” powinien mieć miejsce w rodzinie przy wigilijnym stole. Dlatego wszystkie pozostałe dobrze gdyby miały miejsce już po świętach. Bo inaczej osłabiamy wymowę tego co najważniejsze.

I tak na koniec - wszyscy widzimy, że symbole chrześcijańskie związane z Adwentem i Bożym Narodzeniem są coraz częściej wypierane przez świeckie. Mało kto ma w domu wieniec adwentowy ze świecami. Mało kto zna symbol koloru świec. Ponadto bałwan, łoś czy choinka zastępują stajenkę z maleńkim Jezusem. Gdzie tu duchowość?
Można powiedzieć z bólem, ale szczerze, jaka wiara takie symbole. Człowiek potrzebuje znaków, symboli i dobrze, że takie są także w związku z Bożym Narodzeniem. Chyba podstawą, nawet pewnym wzorem, jest to, co widzimy w kościołach, tam jest żłóbek, są choinki. Więc każdy, kto to widzi, wie co jest najważniejsze, najistotniejsze w tym czasie. I jeżeli widzi potem w innych miejscach inne rzeczy to ma świadomość, że to ma już mniej albo niewiele wspólnego z Bożym Narodzeniem. Oby jednak tych Bożych symboli i znaków było jak najwięcej w domach, szkołach i miejscach pracy. Niech to wszystko nam pomaga zobaczyć Boga, który do nas przyszedł, nie tylko Jezuska w żłóbku. A On niech błogosławi, obdarza swoim pokojem, miłością i radością.

Z ks. Michałem Pacyną, proboszczem parafii pw. św. Antoniego Padewskiego
w Garnowcu rozmawiała Arleta Wencwel

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!