TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 18 Sierpnia 2019, 14:59
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Przez pokój nikt nie ginie

Przez pokój nikt nie ginie

„A gdy ktoś mnie spyta czego, czego się najbardziej boję, powiem, że samotnych nocy i wojen” - śpiewała kilka lat temu Anita Lipnicka. I, mimo że w Polsce nie doświadczamy obecnie wojny, to słyszymy o tym, co dzieje się w różnych miejscach na świecie, w których ludzie z jej powodu cierpią.

Ciągle też mamy w pamięci to, co przeżyli nasi przodkowie kilkadziesiąt lat temu, gdy kraj napadli Niemcy, a potem Rosjanie. Świat, chociażby za pomocą filmów wspomina Wietnam, Koreę i Irak. Dziś rzadziej słyszymy o sytuacji na Ukrainie, więcej o tragicznych wydarzeniach w Syrii. Nie mamy wojny w Polsce, ale wiemy, że jest się czego bać. Takie konflikty nie mogą pozostać bez znaczenia dla reszty świata. Konsekwencje wojny mają wymiar nie tylko przestrzenny, ale też czasowy. Przecież rany, jakie pozostały w naszym narodzie po II wojnie światowej, odzywają się jeszcze dziś i dotykają pokolenia, które urodziło się wiele lat po tych tragicznych wydarzeniach. Nie chodzi zresztą tylko o nasz kraj. Każda taka przemoc powoduje ogromne i okropne spustoszenie, przede wszystkim w ludzkich sercach.
Przeciwko wojennej agresji powstawało na przestrzeni lat „multum” piosenek, wykonywanych przez wielu sławnych artystów. Ruchy pacyfistyczne podejmowały działania na rzecz rozbrojenia i zapobiegania działaniom zbrojnym. Chyba każda niemal kandydatka do tytułu miss w czasie konkursu deklaruje, że pragnie pokoju na świecie. Różne organizacje działają na rzecz szerzenia pokoju. Wręcza się Pokojowe Nagrody Nobla. Głowy państw dyskutują nad tym, jak polepszyć sytuację i zapobiegać konfliktom. I dlaczego to wszystko nie działa? Dlaczego wciąż wybuchają nowe konflikty, w których cierpią niewinni ludzie? Wydawałoby się przecież, że wszyscy pragniemy żyć w świecie pokoju, a nie w świecie wojny. To byłoby logiczne. Jednak wciąż jesteśmy świadkami wyścigu zbrojeń. Powodowana strachem strategia powstrzymywania ewentualnego wroga przed atakiem według Katechizmu Kościoła Katolickiego „nie zapewnia pokoju. Nie tylko nie eliminuje przyczyn wojny, ale może je jeszcze nasilić” (KKK 2315). Jak produkcja i handel bronią, wzajemne straszenie się i trzymanie na dystans mogą prowadzić do prawdziwej zgody i pokoju?
Aby mógł zapanować pokój między narodami, należałoby zacząć od zgody pomiędzy jednostkami. Spójrzmy jednak na to, czym karmimy się każdego dnia. W telewizji i Internecie możemy oglądać programy, w których ludzie kłócą się, obrażają, przeklinają, a nawet biją. W filmach coraz więcej jest przemocy, strzelania, zabijania i niszczenia. Modna jest zemsta, odwet i ukaranie krzywdziciela. Gry komputerowe to jedna wielka jatka. Nie wspominając już o wiadomościach podawanych w serwisach informacyjnych i prasie – mowa nienawiści goni mowę nienawiści i jedna drugą oskarża o to, co sama czyni. To wszystko może mieć na nas duży wpływ. Człowiek, który w takiej atmosferze egzystuje, nie jest w stanie osiągnąć spokoju i dzielić go z innymi. Oswaja się z obrazami przemocy, gniewu i agresji.
Wszyscy jesteśmy skażeni grzechem i każdy z nas ma jakieś skłonności, które utrudniają mu relację z drugim człowiekiem. Każdy z nas ma jednak za zadanie działania na rzecz szerzenia pokoju i warto tu zacząć od własnego podwórka. W swojej encyklice Pacem in terris Jan XXIII napisał: „wzajemne stosunki międzypaństwowe, podobnie jak współżycie między poszczególnymi ludźmi, należy układać nie przy pomocy siły zbrojnej, lecz według właściwych zasad rozumu, czyli wedle zasady prawdy, sprawiedliwości i czynnej solidarności duchowej”. Istotne w budowaniu relacji jest wzajemne zaufanie, szczerość układów, a także przestrzeganie umów, które się zawierało. Nie da się stworzyć zgodnego układu na kłamstwie i nieszczerości.
Amerykańscy hipisi, którzy przyjęli za swoje idee pacyfizmu, wierzyli, że świat może się zmienić na lepsze. Głosząc hasła typu Make love, not war i wkładając kwiaty w lufy policyjnych karabinów, chcieli przekonać ludzkość, że nie trzeba toczyć żadnej walki, a w zamian tego należy się kochać. Cóż, hipisom żyjącym w komunach takie życie nawet przez jakiś czas się udawało. Jednak z czasem okazało się to niemożliwe do realizacji na dłuższą metę. Czy zatem idea światowego pokoju jest tylko niemożliwą do osiągnięcia utopią?
Henri J. M. Nouwen w swojej książce „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój” pisze, że chrześcijanin walczy o pokój po pierwsze poprzez modlitwę. „Modlitwa jest początkiem i końcem, źródłem i owocem, rdzeniem i treścią, podstawą i celem każdego działania na rzecz pokoju”. Po drugie, chrześcijanin musi wyrazić swój sprzeciw, musi pracować na rzecz życia; nie może być biernym postronnym obserwatorem. Po trzecie autor pisze, że modlitwa i sprzeciw mogą stać się realizacją chrześcijańskiego pokoju jedynie w kontekście wspólnoty. Wspólnota stanowi ochronę dla modlitwy i sprzeciwu, ale także „pierwsze urzeczywistnienie <> (2 P 3, 13). Nie jest jedynie środkiem do osiągnięcia pokoju; jest miejscem, w którym pokój, którego poszukujemy, przybiera swoją pierwszą formę”.
Musimy brać pod uwagę wolność drugiego człowieka i to, że może z niej korzystać niezgodnie z prawem Bożym, prowadząc do konfliktów. Jednak nasze działania, zmierzające do szerzenia pokoju, nie są w związku z tym bezzasadne. Mamy się starać o pokój, mamy czynić dzieła miłosierdzia, aby pokój mógł się rozszerzać. Ale, jak pisze Jan XXIII „Jest to jednak rzecz tak wspaniała i wzniosła, że człowiek, nawet pełen najlepszej woli, nie jest w stanie tego dokonać w oparciu wyłącznie o swe własne siły. Konieczna jest bowiem pomoc Boga, aby społeczność ludzka stała się możliwie najlepszym odbiciem Królestwa Bożego”.

Tekst Małgorzata Młotek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!