TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 08 Marca 2021, 10:22
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Prymas na temat Niemiec (II)

Prymas na temat Niemiec (II)

W kontaktach z naszym zachodnim sąsiadem i niemieckim Episkopatem ks. kard. Wyszyński nie wahał się mówić zawsze to, co było zgodne z Polską racją stanu, nawet jeśli było to bardzo niepoprawnie politycznie. Równocześnie przy udziale Polski i Niemiec w centrum Europy chciał wzmocnić obecność chrześcijaństwa.

W liście do kardynała Doepfnera z 5 listopada 1970 roku Prymas Polski domagał się poparcia niemieckiego Episkopatu dla trwałości nowej polskiej granicy zachodniej oraz stałej na zachodzie Polski organizacji kościelnej, odwołując się do roli Polski jako bastionu katolicyzmu na wschodzie. Aby Polska mogła sprostać wyzwaniu wschodniemu, oprzeć się musi mocno o zachód. Nowe ziemie zachodnie są dla Polski konieczne po zabraniu jej obszarów wschodnich. Ta sprawa to dla narodu polskiego kwestia życia. ,,Nasz problem graniczny jest również problemem kościelnym” - wykładał Prymas Doepfnerowi. I pytał, czy Episkopatowi niemieckiemu i Kościołowi w RFN zagadnienia te mogą być obojętne. Polska silniejsza na wschodzie, dzięki oparciu się o nowe ziemie zachodnie, stanowi przecież wzmocnienie pozycji i potencjału katolicyzmu!


Walka Prymasa o nową granicę zachodnią
Kard. Doepfner w mało taktownych słowach odpowiedział na list Prymasa Polski: ,,Pański (sic!) list mnie zaskoczył, żeby nie powiedzieć przeraził”. Oficjalnie Doepfner w swoim przesłaniu odżegnywał się od polityki. Pisał, że do sporu politycznego nie chce mieszać niemieckiego Episkopatu. Nie wydał też oświadczenia na temat uznania polskich granic na Odrze i Nysie. Z pewnością do głosu doszła tu odmienna niż u Prymasa Polski koncepcja zaangażowania Kościoła w sprawy publiczne. Prymas uważał, że chrześcijańskie świadectwo i postawa mają swój wpływ na życie wspólnotowe i nawet na politykę i mogą służyć jej uzdrowieniu. Tego lekarstwa świat w gruncie rzeczy oczekiwałby też od Kościoła: ,,A przecież chodzi tu, powtarzam z naciskiem, nie o politykę, lecz o ewangeliczną postawę, która może i powinna służyć także polityce” - pisał w liście z 5 listopada. Niemieckie podejście pozornie charakteryzowało się dystansem względem kwestii politycznych i skupieniem na misji ściśle kościelnej. W rzeczywistości jednak to milczenie i votum separatum było jak najbardziej demonstracją polityczną i sposobem na uprawianie polityki. Tak dzieje się zresztą zawsze. Deklarowana apolityczność też jest w gruncie rzeczy aktem politycznym, a co najmniej publicznym. Dostrzegł do bezbłędnie kardynał Wyszyński, który w liście do Doepfnera zarzucił Niemcom, że serdecznie wyciągnięta ku nim przez polskich biskupów dłoń w postaci słynnego Orędzia, została przyjęta chłodno i z zastrzeżeniami, że podyktowane miłością chrześcijańską wyjście naprzeciw zderzyło się właśnie z niemiecką polityką! Prymas sądził, że autentyczne chrześcijaństwo promieniuje na sferę publiczną i zdolne jest zmienić ją na lepszą. Niemcy uważali, że prawdziwa wiara domaga się skupienia na sobie samej i pozostawienia świata jego własnej autonomii. Zderzyły się tutaj dwa duchowe światy. Od Soboru zaczął zwyciężać w Kościele ten drugi, można go nazwać ,,optyką niemiecką”. Ale przecież i kardynał Doepfner, co prawda pośrednio, ale przyznał w odpowiedzi dla Prymasa, że niemiecka reakcja na polskie Orędzie też była aktem politycznym. Polityczną wymowę ma milczenie niemieckich biskupów w sprawie granicy. Dzięki niemu udało się, zdaniem hierarchy z Monachium, zapobiec ruchowi nacjonalistycznemu i odwetowemu wśród milionów Niemców ,,wypędzonych z ojczyzny”. Wiemy, że nie była to prawda, żadnym tendencjom rewizjonistycznym Kościołowi w Niemczech nie udało się zapobiec. Rozwijały się one bez przeszkód niemalże do naszych czasów. Niemniej Doepfner uważał, że Kościół niemiecki wybrał dobrą, roztropną drogę. Jego zachowanie nie było polityką, ale szukaniem długofalowego, trwałego rozwiązania. Nie trudno zauważyć sprzeczność w tym zdaniu. Szukanie długofalowego rozwiązania jest właśnie polityką! Do spraw związanych z Orędziem przyjdzie jeszcze wrócić.


Zdemaskowany mit Adenauera
W 1957 roku Ks. Prymas zwrócił się do kanclerza RFN Konrada Adenauera o wypłatę odszkodowań dla Polaków ocalałych z niemieckich obozów koncentracyjnych. Prośba została zignorowana. Adenauer, burmistrz Kolonii w czasach Drugiego Cesarstwa i republiki weimarskiej, założyciel we wrześniu 1945 roku Chrześcijańskiej Demokracji, przez lata również w Polsce cieszył się opinią Europejczyka i ,,dobrego Niemca”. Ale w latach swojego kanclerstwa (do 1963 roku) bez skrupułów czerpał z politycznego potencjału środowisk tzw. ,,wypędzonych”, różnego rodzaju rewizjonistów i grup uważających się za pokrzywdzone przegraną wojną. Nie tylko nie odcinał się od ich wojowniczego języka i agresywnych postulatów, ale wspierał żądania mówiąc np. otwarcie o konieczności powrotu do granic z 1937 roku. Denazyfikacja i ściganie przestępców wojennych za jego czasów były grą pozorów. ,,Kilkunastoletnie rządy Adenauera przyniosły bezkarność wielu zbrodniarzy i aktywistów hitlerowskich” (Rosalak). Zdaniem prof. B. Musiała, który badał te kwestie, państwowy system RFN został bowiem tak zaprojektowany, by owych zbrodniarzy chronić: poświęcano jednostki dla zachowania w spokoju całej reszty. Adenauer na wiecach ziomkostw obiecywał powrót Niemców na utracone ziemie i odrzucał uznanie granicy z Polską.
Prymas Polski nie bał się reagować na tego rodzaju wystąpienia. W sierpniu 1960 roku w Malborku powiedział: ,,Dochodzi do nas echo gróźb, które pod adresem naszej rodzimej ziemi i naszej wolności miota nieprzyjazny człowiek z dalekiego zachodu, owładnięty pychą płynącą z poczucia siły. Może niektóre serca przenika trwoga: co będzie z nami? Spójrzcie tylko na te ogromne zamczyska, w których zagnieździło się zło, ufne w żelazo i stal. Gdzie znajdują się ci, którzy władali z tego zamczyska mocą gwałtu i nienawiści?”. Nawiasem mówiąc to uderzenie było celne, bo dwa lata wcześniej Adenauer paradował w płaszczu krzyżackim z okazji przyjęcia go do zakonu, co jeszcze w latach 80. wykorzystywała peerelowska propaganda.


Rezerwa i oskarżenie
Z kolei w sierpniu roku 1965 podczas kościelnych uroczystości we Wrocławiu przygotowanych z tytułu 20. rocznicy przyłączenia ziem zachodnich i północnych do Polski Prymas mówił o ich powrocie ,,na polskie łono” i nierozerwalnym związku z Macierzą. Przejęte na zachodzie świątynie są ,,duszą polską” nie zaś ,,dobrem poniemieckim”.
Obecny na obchodach arcybiskup wrocławski Bolesław Kominek inaczej rozkładał akcenty, starając się dowartościować dziedzictwo niemieckie i mówiąc o potrzebie pokoju z sąsiadami. Jego głównie stanowisko zaowocuje soborowym Orędziem. Sceptyczna reakcja Niemców wobec tego dokumentu pogłębi tyko rozgoryczenie Prymasa i sprawi, że z jeszcze większą rezerwą odnosił się będzie do niemieckiego Episkopatu. W trakcie jednego z kazań wygłoszonych w 1967 roku kardynał Wyszyński nie zawahał się bardzo politycznie niepoprawnie oświadczyć, że ,,boimy się zwyrodniałego narodu”.


Oni do nas na tankach, my do nich na Ewangelii
Prymas bardzo długo odkładał wyjazd do Niemiec. Zaproszenie do Berlina (wschodniego) i Drezna otrzymał już w 1962 roku, ale odmówił udania się za Odrę. Podobnie nie doszły do skutku przymiarki do podróży w roku 1975, 1976 i 1977 (choć kard. Doepfner był w Polsce przed śmiercią w 1976 roku dwa razy). W 1975 roku Prymas Polski zrezygnował z wyprawy z powodu prawdopodobieństwa wrogich demonstracji organizacji ziomkowskich. Pojechał (razem z kardynałem Wojtyłą) dopiero we wrześniu 1978 roku. Według bp. Ignacego Jeża ,,nie chciał tej wizyty, ale zdobył się na nią”. Do zaprzyjaźnionego ks. Zdzisława Peszkowskiego (późniejszego kapelana Rodzin Katyńskich) napisał: ,,Jedziemy do Niemiec, by przenieść schemat wędrówek «Polska-Niemcy». Oni do nas na tankach, a my do nich na Ewangelii pokoju i jedności”.
Podczas podróży Prymas wrócił do idei wyrażanej w kontaktach z kard. Doepfnerem w roku 1970. Polska od strony wschodniej mierzy się z presją państwowej ateizacji, dlatego musi szukać sprzymierzeńca w tym, co z chrześcijaństwa zostało na zachodzie Europy: ,,musimy organizować front, by bronić swej tożsamości religijnej, bo gdyby indyferentyzm w RFN postępował, a ze Wschodu naciskał na nas ateizm, mogłyby te kolosy nas zgnieść”. W centrum Europy Prymas, przy udziale Polski i Niemiec, chciał wzmocnić obecność chrześcijaństwa, aby ocalić duchowe oblicze kontynentu. Znów wykazał się pod tym względem dalekowzrocznością.
Jeden z niemieckich słuchaczy jego przemówienia w katedrze w Kolonii zapamiętał, że kardynał ,,po niemiecku powiedział kazanie o Europie jako nowym Betlejem. Mówił o duchowej jedności Europy, o jej chrześcijańskich korzeniach, które winny przyczynić się do pojednania narodów”. W odniesieniu do relacji polsko-niemieckich Prymas ocenił skromnie, że jego wizyta wyrażała ,,układ stosunków”, który można sprowadzić do propozycji: ,,Zaczynajmy od nowa”. Przy innej okazji zauważył gorzko:,,Od Niemców dostaliśmy wszystko, tylko nie od tych, od których chcieliśmy. Granicę uznał rząd SPD i Kościół ewangelicki, a my chcieliśmy, by była to partia chrześcijańska CDU i Kościół katolicki”. Cóż Kościół jako całość na to się nie zdobył, co zaś do CDU, to widzieliśmy komu sprzyjał Adenauer i czyim żądaniom schlebiał. 

Ks. Piotr Jaroszkiewicz

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!