TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Sierpnia 2026, 22:53
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Powrót do Edenu

Powrót do Edenu 

Siedzę przed laptopem i czekam na natchnienie. Mam napisać artykuł. Nagle pojawia się mąż. - Wyłącz komputer, musisz mi pomóc – mówi. - Nie mogę teraz, dziś deadline – wyjaśniam. – Pomogę jak napiszę – zapewniam. Mąż wzdycha ciężko. - Twoje sprawy są zawsze ważniejsze od moich! I wtedy błysk, już wiem o czym będzie artykuł! 

W czasie wakacji obchodzimy Dzień Męża i Żony. Dlaczego akurat wtedy? Może dlatego, że wówczas zwalniamy, nabieramy dystansu i wreszcie mamy chwilę, by spokojnie przyjrzeć się naszym relacjom. Oczyścić je, odżywić i odświeżyć, choćby tak, jak robimy to z naszymi ogrodami. Bo zdarza się, że o nie (czy to przydomowe czy działkowe) dbamy - często nieświadomie - bardziej niż o ogrody własnego powołania. Słuchałam kiedyś wspaniałego wykładu prof. Wandy Półtawskiej. Nie pamiętam dziś dokładnie jego tytułu, ale na pewno chodziło o wpływ grzechu pierworodnego na relacje małżonków. Pani profesor wróciła w nim do biblijnego ogrodu Eden i punkt po punkcie wyjaśniała, czym konkretnie nieposłuszeństwo pierwszych rodziców owocuje do dziś na linii żona-mąż i odwrotnie. 

Karykatura boskości

Jaka była istota zwodniczej obietnicy węża w Edenie? – pytała Wanda Półtawska. – Że człowiek będzie bogiem. Pierwsi rodzice dali się na to złapać – mówiła.
– Tyle, że nie wiedzieli, iż ich „boskość” nie będzie związana z omnipotencją Stwórcy, ale stanie się jej karykaturą w postaci pychy. Bo tacy bogowie nie są i nigdy nie będą równoprawnymi partnerami. Nasza pycha nieustannie pcha nas do tego, byśmy we wszystkim szukali swego. Wanda Półtawska podkreśliła w tym miejscu, że nie ma tu na myśli zdrowo rozumianego poczucia własnej wartości. Bo jak mówi św. Paweł w Hymnie o Miłości „Miłość nie unosi się pychą”, ale jest jednak „pełna godności”. 

– Pamiętacie tę scenę z „Samych swoich”? – zapytała. – Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Moje musi być na wierzchu. Wąż obiecał „Będziecie jak Bóg” – zacytowała znów Księgę Rodzaju Półtawska. – Pierwsi rodzice uwierzyli i wszystko się w nich popsuło. Przestało działać. 

Profesor dawała przykłady, które byłyby bardziej czytelne. - Organ wewnętrzny, który przestaje funkcjonować. Albo jakaś kończyna, co zostaje dotknięta paraliżem. Wciąż istnieje, ale jest bez życia. To samo zrobił z cudownym wnętrzem pierwszych ludzi spożyty zakazany owoc. – przypomniała uczona.

– Bóg nie zostawił nas po tym grzechu. Posłał swojego Syna, by nas odkupił, ale w naszym wnętrzu ta toksyna ciągle działa. Jesteśmy popsuci, uszkodzeni. Chrystus nie przyszedł po to, aby mu służono, ale by służyć – przywołała słowa Ewangelii pani profesor. – Bogowie natomiast nie będą służyć ani sobie wzajemnie, ani nikomu innemu. Istnieją po to, by służono im. W małżeństwie też prędzej czy później objawią się dwa bóstwa i będą ze sobą walczyć – stwierdziła. Na szczęście możemy czerpać moc do unieszkodliwiania tych konsekwencji grzechu pierworodnego z sakramentu małżeństwa. Ten sakrament to nasz niebiański powerbank, w dodatku niewyczerpany. Supermoc, która pomaga iść przez życie we dwoje. Byle tylko byśmy chcieli pamiętać o jego nieprawdopodobnych właściwościach. - Nie walczcie ze sobą – podkreślała Półtawska. – Walczcie z toksyną grzechu w sobie.

Nasz sukces, twoja wina

Gdy Bóg zapytał „Adamie, gdzie jesteś?”, a on wyszedł z ukrycia i odparł, że zobaczył, iż jest nagi, więc się schował, Stwórca dopytał, czy przypadkiem nie zjadł owocu z drzewa, z którego On im zakazał jeść. Adam, choć zjadł, nie powiedział tego wprost. Wyjaśnił, że to niewiasta, którą przecież Bóg przy nim postawił, dała mu owoc do spożycia. No zjadł, owszem, ale w gruncie rzeczy przez nią. Nasze wieczne zrzucanie winy na drugiego to kolejny skutek grzechu pierworodnego – rzekła uczona. - To dotyczy tak relacji małżeńskich, ale również wszystkich pozostałych. 

– Mąż wiele razy mówi do żony, że z jej winy coś poszło nie tak. Klasyczny przykład, to ten, że źle wychowała dziecko. Żony też obwiniają swoich mężów, oczywiście.  Kobiety mają za złe swoim małżonkom, że kiedy coś nie idzie, to według mężów zawsze przez kobiety, ale jeśli kobieta coś osiąga, mąż często mówi: to nasz sukces. Choć wcale nie musi mieć w tym udziału.

A on będzie panował nad tobą

Żony oczekują często od mężów nieustającej dbałości o ich dobrostan, w tym tego by przenikali ich myśli i spełniali rozmaite ukryte potrzeby i pragnienia. Gdybyś mnie kochał, to byś się domyślił – brzmi najbardziej klasyczny z zarzutów. I nieważne czy chodzi o wyniesienie śmieci, czy zaproszenie na romantyczną kolację przy świecach. Wiele żon składa na barkach swoich mężów obowiązek czynienia ich szczęśliwymi, nie uświadamiając sobie, że szczęśliwe małżeństwo to bardzo ważny, ale nie jedyny warunek szczęścia małżonków i że bez uprzedniej, osobistej, pielęgnowanej codziennie relacji z Bogiem, prawdziwe szczęście jest niemożliwe.

W tym miejscu do rozważań prof. Półtawskiej dodam garść myśli ojca Adama Szustaka OP. - Ewo, ja nie tak cię stworzyłem – mówił duszpasterz, odgrywając rolę Pana Boga w jednym ze swoich podcastów. - Jest bardzo ciekawa historia w Księdze Rodzaju, gdzie Biblia opisuje co się wydarzyło w związku z zaistnieniem grzechu pierworodnego. Kiedy wydarzył się grzech pierworodny i Adam z Ewą muszą opuścić raj, Bóg mówi wtedy do Ewy, że pewna rzeczywistość po grzechu się zmieniła. Mówi: w tobie Ewo, przez ten grzech, popsuły się pewne rzeczy. Jedną z rzeczy, która ci się popsuła, jest to, że będziesz odtąd uległa wobec mężczyzny, będziesz ku niemu kierowała swoje pragnienia i on będzie nad tobą panował. Niektórzy mówią, że ten stan rzeczy jest prawidłowy, no bo tak jest napisane w Biblii, tymczasem nie! Tak nie powinno być. Bóg mówi: ja was stworzyłem zupełnie inaczej, ale grzech, który popełniliście, świat w którym żyliście, popsuł, ten grzech sprawił Ewo, że ty już nie jesteś taka jaka byłaś. Teraz jesteś uległa mężczyźnie, jesteś nakierowana na niego, w nim szukasz spełnienia, dopełnienia, sensu życia. On ma władzę nad tobą. Ale Ewa, to nie jest mój pomysł – zaznaczył dominikanin. 

- Mężczyzna, który dziś szuka żony, powinien szukać kobiety takiej, jaka była przed grzechem pierworodnym. Kobiety, która nie jest jeszcze skażona takim czymś. Na czym to polega? Kobieta w zamyśle Boga była całkowicie świadoma tego kim jest, świadoma swego piękna, swej wartości i niezwykłości i niepotrzebująca żadnych potwierdzeń z zewnątrz. A szczególnie od mężczyzny. To kobieta znająca swoją misję, swoje powołanie. I ona nie gra takiej, tylko naprawdę taka jest. Kochane dziewczyny, kobiety, bądźcie takie! Wracajcie do tego, jak was Bóg stworzył. Drogie panie, waszym zadaniem jest szukanie tego, kim jesteście. Żaden mężczyzna wam tego nie da, nikt wam nie da. To trzeba znaleźć samemu w sobie razem z Panem Bogiem – podkreślił. I naturalnie ta sama zachęta dotyczy mężczyzn.

Najprzystojniejszy na uczelni

Są dwa grzechy, które po nieposłuszeństwie w Edenie widać wyjątkowo mocno – stwierdziła uczona. - U kobiet jest to nieopisana czasami chciwość. Niedawno porządkowałam mieszkanie po zmarłej znajomej. W jej szafach znalazłam mnóstwo ubrań, kompletów pościeli, obrusów. Wielu nie tylko nigdy nie użyła, ale nawet nie rozpakowała. Pomyślcie o Ewie. Miała cały, potężny ogród wspaniałych owoców, ale okazało się, że to za mało. U mężczyzn tym grzechem jest nieprawdopodobny wręcz egoizm, z którego wynika podporządkowywanie sobie innych, myślenie wyłącznie o swoich korzyściach i swojej chwale. Pamiętajcie jednak, żeby nie walczyć ze sobą, tylko z toksyną grzechu – powiedziała na koniec uczona. A gdy zapytano ją, dlaczego zakochała się w swoim mężu i wyszła za niego, odparła: bo był najprzystojniejszy na uczelni. Półtawscy przeżyli razem 73 lata. 

Aleksandra Polewska-Wianecka
Zdjęcie: iStock

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!