TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Lutego 2020, 23:13
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Powiedz w co nie wierzysz…

Powiedz w co nie wierzysz…

Czas Adwentu to zarówno czas oczekiwania na radosne obchody świąt Bożego Narodzenia, ale i na powtórne przyjście Pana przy końcu czasów. Składając wyznanie wiary, nie tylko w Adwencie, świadomi jesteśmy prawdy, że Pan „przyjdzie sądzić żywych i umarłych”.
W tym duchu słuchałem audycji ks. Piotra Pawlukiewicza „Pod koniec życia będzie trzęsienie ziemi”. A że ks. Pawlukiewicz przywołał przerażające obrazy, które mogą temu końcowi towarzyszyć, dopadły go ataki hejterów. I nie było dla nich ważne, że Pismo Święte wspomina o takich strasznych zjawiskach i katastrofach. Dostało się znanemu kapłanowi za zabobonne straszenie i szerzenie ciemnogrodu. Wśród wpisów krytykujących autora audycji, ale i polemizujących między sobą, ktoś zareagował: „Jestem katolikiem i jestem przerażony nie końcem świata, który faktycznie będzie straszny - ludzie ze strachu, widząc co się dzieje, będą, cytuję: „omdlewać”, ale ignorancją i prześmiewczym zachowaniem ludzi szydzących z tego, co ma się stać. Gdyby byli w stanie wyobrazić sobie, co ich czeka w dniu ostatecznym za obrazę Trójcy Świętej, chyba już dzisiaj szliby na kolanach przed tabernakulum w najbliższym kościele”.
Pomyślałem trudno, żeby od osób niewierzących wymagać skruchy w wymiarze religijnym, ale jednak winny kierować się kulturą w wypowiedzi i rzecz jasna, tak stawianą na piedestale tolerancją. Kij ma jednak dwa końce i zaraz przypomniałem sobie, delikatnie to ujmując, ataki na niewierzących. W sieci nie mało jest wpisów jak chociażby ten: „Komuniści, lewacy, ateiści też wierzą, ale negatywnie: w nieistnienie Boga. Wierzą we wroga Boga: szatana? Bo sami są wrogami?! Nie umieją użyć Bożego daru - rozumu, aby Boga znaleźć?”. Niemniej tu, jedna z odpowiadających osób, wykazała się taktem: „Człowiek, który nie wierzy w taki czy inny (uznany przez ogół) wizerunek Boga - nie jest zaraz komunistą. Nie jest też, jak Pan zasugerował wierzący w „nie-boga”. Bycie ateistą, a raczej agnostykiem to cecha ludzi wolnych od indoktrynacji religijnych, myślących, potrafiących rozróżnić i często po licznych „duchowych przejściach”. Kategoryzacja, jaką Pan był łaskaw przedstawić, jest nieprawidłowa i krzywdząca”. Na temat możliwości dojścia do Boga drogą rozumową już było, ale o mowie nienawiści w kwestiach wiary jeszcze nie. A papież Franciszek właśnie teraz odniósł się do relacji ludzi wierzących względem tych, którzy nie wierzą. W swym cyklu katechez środowych poświęconych Dziejom Apostolskim, skupił się też na scenie z Areopagu. Św. Paweł, po ludzku ujmując, poniósł tam fiasko. Nawet nim zaczął głosić orędzie zbawienia, to już kilku filozofów epikurejskich i stoickich potraktowało go z góry. Papież podkreślił, że św. Paweł nie spoglądał jednak na Ateńczyków z wrogością, ale patrzył na nich oczyma wiary. Wezwał więc Franciszek do takiej modlitwy: „Prośmy Ducha Świętego, aby nauczył nas budować pomosty z kulturą, z niewierzącymi i ludźmi, których wiara różni się od naszej. Zawsze wyciągajmy do nich rękę, bez jakiejkolwiek agresji”. Chciałoby się prosić o zwykłą pokorę jedną, jak i drugą stronę. Owszem, katolik nie może być ciągle chłopcem do bicia. Ale nie może być też prowokatorem kłótni. Sięgnąłem do homilii z II wieku: „Pan mówi: ‘Imię moje znieważane jest wśród wszystkich narodów’ oraz ‘Biada temu, przez kogo znieważane jest Imię moje’. Przez co znieważane? Przez to, że nie pełnimy tego, czego nauczamy. Kiedy bowiem ludzie słyszą z naszych ust słowo Boże, zdumiewają się jego pięknem i potęgą. Potem jednak, skoro poznają, że nasze czyny nie odpowiadają głoszonym słowom, posuwają się nawet do bluźnierstwa twierdząc, że wszystko to jest baśnią i szaleństwem”. Standardową opinią duszpasterską jest stwierdzenie: „wierzący i praktykujący”. Czy miano człowieka wierzącego przysługuje dajmy na to Wolterowi? W CV można by wspomnieć, że to filar oświecenia, a dalej, że był masonem, libertynem. Niemniej jako filozof podkreślił, iż rozum wykazuje nam niezawodnie, że Bóg istnieje. Dziś pewnie takiej filozoficznej refleksji brakuje zwłaszcza „młodym gniewnym”, którzy bez głębszego zastanowienia się nad rzeczywistością, deklarują się jako ateiści. Takie podejście do sprawy, aż by się chciało skwitować pewną żydowską anegdotą. Na koniec już odwołam się do wywiadu Anny Karoń-Ostrowskiej, który zamieszczono na łamach miesięcznika „Więź” (nr 11/2005) „W co wierzy ten, co w nic nie wierzy”. Jej rozmówcami byli abp Daniel Ciobotea, ks. Tomáš Halík, ks. Jerzy Bagrowicz, s. Zofia CPSI, Krzysztof Dorosz, Sławomir Sierakowski i Jerzy Sosnowski. Ks. Halík, który nie może „narzekać” na brak ateistów wśród swoich czeskich pobratymcach, zaskoczył mnie takim stwierdzeniem: „wiara i niewiara nie są wrogami - są jak dwie gałęzie drzewa wychodzące z jednego pnia”. Duchowny też tłumaczył: „Jeśli ktoś mówi: ‘Nie wierzę w Boga’, pytam go: ‘Jak wygląda ten Bóg, w którego nie wierzysz?’ I tu zazwyczaj następuje opis „superego”, czy jakiegoś niebiańskiego policjanta. Wówczas mówię: ‘W takiego Boga to ja też nie wierzę’”. Z kolei ks. Bagrowicz wskazał, że kiedy zaczyna się rozmowę z niewierzącymi, trzeba zapytać o to, jakie są zranienia po obydwu stronach. Jesteśmy ranieni, ale poranieni mogą być i ci, którzy wiarę utracili.

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!