Postanowienie noworoczne? Schudnąć? 
Światowa Organizacja Zdrowia grzmi, że otyłość to jednostka chorobowa, a nie defekt estetyczny. Należy ją leczyć, a nie zwalczać kolejnymi modnymi dietami. W najbliższych wydaniach „Opiekuna” chciałabym podzielić się z Czytelnikami, kilkoma podstawowymi metodami leczenia, które można wprowadzić w życie od zaraz.
W klasyfikacji ICD-10 kod E66 oznacza właśnie otyłość. Czyli – uwaga – przewlekłą chorobę, charakteryzującą się nadmiernym gromadzeniem tkanki tłuszczowej, stanowiącym zagrożenie dla zdrowia, która wymaga leczenia i może prowadzić do poważnych powikłań, takich jak choćby cukrzyca, choroby sercowo-naczyniowe czy choroby stawów. Specjaliści nie kryją, że otyłość jest w stanie wygenerować aż około 200 jednostek chorobowych i jest potencjalnie śmiertelna. Wielu nazywa otyłość jednym wielkim stanem zapalnym w organizmie. Nie jest też tajemnicą, że otyłość stała się globalną epidemią. Co zaskakujące, a może i nawet szokujące, symptomy choroby otyłościowej występują także u ludzi o prawidłowej wadze, będąc ukrytymi jej zwiastunami w przyszłości. Do niedawna otyli Polacy stanowili ¼ społeczeństwa. Dziś statystyki kierują się już wyraźnie ku aż 1/3 naszej populacji, włączając w to nie tylko dorosłych, ale również młodzież i dzieci. Lekarze specjalizujący się w leczeniu otyłości to obesitolodzy. Nazwa wywodzi się od angielskiego słowa obesity, czyli otyłość. Natomiast specjaliści zajmujący się leczeniem chirurgicznym to bariatrzy. W każdym województwie w Polsce istnieją poradnie leczenia otyłości. Docelowo mają one zafunkcjonować we wszystkich polskich miastach.
Wszystkie imiona cukru
Otyłość ma bardzo złożone przyczyny. Sprzyjają jej niezdrowe nawyki żywieniowe jak fastfoody, słodycze, wysoko przetworzone produkty spożywcze, słodzone soki, tzw. energetyki i napoje gazowane, alkohol, a nawet zbyt duża ilość spożywanych świeżych owoców. Te ostatnie, właśnie w dużych ilościach, działają podobnie jak słodycze, gdyż zawierają cukier.
Podobnie rzecz ma się ze smakowymi jogurtami i serkami, które reklamowane są zwykle jako zdrowe przekąski oraz produktami „zero cukru”. Cukier występuje pod wieloma nazwami, więc sam fakt, iż na etykiecie produktu widnieje duży napis „zero cukru”, oznacza w rzeczywistości tylko tyle, że w składzie nie znajdziemy słowa „cukier”, ale za to na pewno, pojawią się w nim takie określenia jak glukoza, fruktoza, sacharoza, karmel, melasa, syrop z agawy, dekstroza czy choćby i miód. Po prostu jedną nazwę cukru, zastępuje się inną.
Musimy mieć świadomość, że przemysł spożywczy, mimo wszystkich swoich propagandowych prozdrowotnych haseł, istnieje przede wszystkim po to, by generować zyski. To my musimy każdego dnia wybierać własne zdrowie idąc na zakupy czy przyrządzając posiłki w domu.
Człowiek jest stworzony do ruchu
Ale otyłość to nie tylko złe nawyki żywieniowe, bo w równej mierze to także złe nawyki w ogólności. Pierwszy, koronny – brak ruchu. Samochody, windy, ruchome schody i rzecz jasna, cudowne, wygodne kanapy to naturalnie wspaniałe wynalazki cywilizacji, ale nadużywane bardzo szkodzą, zamiast pomagać. Paryż słynie wśród cudzoziemców z braku wind osobowych w budynkach mieszkalnych. Paryżanie natomiast, uczynili z chodzenia po schodach swój sport narodowy. A Paryżanki przemierzają miasto głównie piechotą. Znane są zresztą z tego, że w swoich markowych, pięknych torbach noszą szpilki, by po dojściu do celu zamienić na nie wygodne płaskie baleriny czy sandały.
W Polsce? Nie przyjeżdżasz do pracy autem (nie chodzi mi o naprawdę oddalone miejsca pracy), a rowerem, hulajnogą albo co gorsza, chodzisz pieszo? Wychodzisz po prostu na biedaka, kogoś mało zaradnego. A czasem za dziwaka. Człowiek jest stworzony do ruchu. Lekarze nie mają wątpliwości, że ruch to po prostu życie. Badania wykazały, że osoby szczupłe (lub po prostu o prawidłowej wadze), które rezygnowały z ruchu, były w dużo gorszym stanie zdrowotnym niż otyli, którzy się ruszali. I nie chodzi tu o karnety na siłownie, trenerów personalnych czy kosztowne sporty. Tym bardziej, że osoby otyłe wielu sportów nie powinno nawet uprawiać by nie obciążać stawów. Specjaliści zalecają zwykłe spacery – 20 minut każdego dnia. Rower, w tym także stacjonarny. No i zawsze pływanie. Bardzo ważne jest także to, by wszędzie gdzie można dojść na własnych nogach, po prostu ich używać. Należy pamiętać, że w pierwszej fazie leczenia otyłości aktywność ruchowa ma pozostać umiarkowana. Duży wysiłek fizyczny generuje bowiem stres w organizmie, a ten prowadzi do reakcji hormonalnych, które nie sprzyjają utracie wagi. Zaawansowane ćwiczenia fizyczne są zalecane dopiero po zrzuceniu pewnej liczby kilogramów.
Zdrowy sen odchudza
Sen to wprost nieoceniony sojusznik w leczeniu otyłości i naprawdę warto potraktować go jak najpoważniej. Między godziną 21.00 a północą, w organizmie jest produkowana melatonina, czyli tzw. hormon snu. W tym samym czasie w naszym ciele mocno spada poziom cukru, a to napędza słynny wieczorny głód, czy wieczorne podjadanie. Obesitolodzy podkreślają, że ważne jest udanie się na spoczynek o 22.00. Z różnych powodów nie u każdego będzie to możliwe, ważne jednak by zrobić to chociaż do 23.00. Wtedy prześpi się ów fizjologiczny napad głodu, a organizm zdoła zregenerować się na tyle, że po kilku nocach, zaczniemy nie tylko budzić się wyspani wcześnie rano, ale i tracić kilogramy.
Praktyka pokazała, że nawet te osoby, które leczyły wyłącznie bezsenność i w związku z tym chodziły spać o 22.00 (nawet wspomagając się tabletkami nasennymi), w trakcie leczenia chudły, mimo, że nie zmieniły ani diety, ani stylu życia. Specjaliści podkreślają, że hormony - w tym także hormony snu! - mają ogromny wpływ na naszą wagę i kiedy gospodarka hormonalna jest rozchwiana, nie da się zredukować wagi. Od siebie dodam, że (ja odwieczny nocny marek) zaczęłam stosować chodzenie spać o 22.00 na razie z czystej ciekawości i gorąco to polecam! Pozytywnych skutków jest zaskakująco wiele! Nie tylko redukcja wagi!
Tajemnice naszych hormonów
Tak, jak już wspomniałam, hormon snu ma zaskakująco istotne znaczenie w leczeniu otyłości, jednak rzecz jasna, jest jeszcze co najmniej kilka innych równie ważnych. Dwa czołowe to grelina i leptyna.
Grelina to tzw. hormon głodu, czyli ten, który powoduje, że osobom otyłym ciągle chce się jeść i wciąż myślą o jedzeniu. Wielu sądzi, że ten nieustający głód, który odczuwa to coś, nad czym sami powinni zapanować i tylko oni są winni temu, że on ma wciąż nad nimi kontrolę. Otóż nie. Wysoki poziom greliny, który bardzo często występuje u osób chorych na otyłość, jest nie do pokonania przez silną wolę. (A jeśli nawet, to na krótko.) Nadmiar greliny można pokonać tylko leczeniem. Osoby nieustannie głodne, nie są tu niczemu winne. Leptyna z kolei to hormon odpowiadający za uczucie sytości. Jeśli jej poziom jest wysoki, jesteśmy nienasyceni w jedzeniu. Możemy jeść i jeść i wciąż nie mamy dość.
Grelina i leptyna, gdy są za wysokie, zwyczajnie wzajemnie się napędzają, tworzą swoiste błędne koło, z którego bez specjalisty nie zdoła się wyjść. Oba te hormony bada się z krwi i oba warto zbadać na samym początku. Zresztą lekarz obesitolog zleca zwykle pacjentom zbadanie wielu innych hormonów. Kolejny ważny przy leczeniu otyłości hormon to kortyzol zwany hormonem stresu. Jego nadmiar nie tylko skutecznie hamuje redukcję wagi, ale sprzyja przybieraniu na wadze głównie przez zwiększanie apetytu na wysokokaloryczne jedzenie w tym słodycze i tłuszcze oraz stymulowanie odkładania tkanki tłuszczowej w okolicach brzucha. Stąd mówi się nawet o tzw. brzuchu kortyzolowym. Wysoki poziom kortyzolu może też spowalniać metabolizm i prowadzić do utraty masy mięśniowej, utrudniając odchudzanie. Hormon ten także bada się z krwi. Dziś wiadomo, że wszelkie prowadzone samodzielnie diety, zwłaszcza jeśli stosowane są jedna po drugiej przez długi czas, działają na nasz metabolizm jak bomba z opóźnionym zapłonem. CDN.
Aleksandra Polewska-Wianecka
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!