TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Października 2026, 11:13
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ponadczasowe wyzwanie

Ponadczasowe wyzwanie

– Misjonarz nie wymaga, aby się go podziwiało, ale aby się mu pomagało -  mówił papież Pius XII. Pomagać można na wiele sposobów, dając datek, modlić się albo po prostu wyjechać tam, gdzie ludzie czekają na pomoc, jak czynią to także wolontariusze misyjni. 

Każdego roku w przedostatnią niedzielę października wierni w parafiach na całym świecie gromadzą się, aby wspólnie przeżywać Światowy Dzień Misyjny. W tym roku Kościół świętuje jubileusz 100 - lecia ustanowienia tego dnia dziękując za czas solidarnego wspierania rozwijających się wspólnot chrześcijańskich. Tydzień Misyjny, który rozpoczyna Niedziela Misyjna, jest czasem wzmożonej modlitwy, katechez i budzenia wrażliwości na potrzeby ewangelizacji w różnych miejscach świata. Obchodzonemu dniu towarzyszy hasło: „Jedno w Chrystusie, zjednoczeni w misji”, które ma podkreślić, że poprzez wiarę stajemy się jedną rodziną z tymi, którzy czekają na Ewangelię na najdalszych krańcach ziemi.
Często mówiąc o misjach myślimy o kapłanach, którzy posługują na misjach, a tak naprawdę każdy ochrzczony jest posłany, aby nieść Ewangelię. Dlatego w tym kontekście chcę powiedzieć o wolontariacie misyjnym, o którym już było na naszych łamach, kiedy młodzi wolontariusze dzielili się świadectwem posługi na misjach. 

– Dla wielu osób ta droga rozpoczęła się od spotkania z Helenką Kmieć, która jest przykładem wolontariusza misyjnego i która na misjach straciła życie – zauważył ks. Dominik Truchan SDS, prezes Zarządu Fundacji im. Heleny Kmieć i dyrektor Wolontariatu Misyjnego Salvator podkreślając, że ci młodzi chcą tak jak ona wyjechać i służyć drugiemu człowiekowi, służyć Panu Bogu z tą samą motywacją, którą Helena wyraziła w pierwszym podaniu misyjnym, pisząc, że otrzymała łaskę Bożą. „Otrzymałam pięć D, czyli „dar darmo dany do dawania”, którym chcę się dzielić” - zacytował duchowny. Dalej ks. Truchan zaznaczył, że z wolontariatu Salvator, który nie jest jedynym wolontariatem misyjnym w Polsce, w tym roku na misje wyjechało 80 osób. Najdalej do Papui-Nowej Gwinei, Peru, Ekwadoru, Zambii, Kamerunu, ale także do miejsc takich jak Kazachstan, Armenia, Albania, Palestyna, Ukraina. 

Niezmienność misji

100 lat, wydaje się to ogrom czasu i w tym kontekście rodzi się pytanie, co pozostało z pierwotnego charyzmatu pierwszych misjonarzy, a co musiało ulec ewolucji? Ks. Turchan w rozmowie, zaznaczył, że 100 lat może wydawać się dużo, ale w historii świata, historii Kościoła to zaledwie mały wycinek, ale patrząc na charyzmat pierwszych misjonarzy i potrzeby misji część rzeczy uległo zmianie. – Wiele rzeczy zmieniło się na lepsze, jak choćby łatwość komunikacji, dziś misjonarze nie muszą zmagać się z samotnością, gdyż nowe technologie pozwalają na kontakt, czy to z przełożonymi, rodziną czy przy załatwianiu różnych spraw – zauważył ks. Turchan podkreślając, że pierwsi misjonarze nie mieli takich możliwości. Co więcej, jak zaznaczył duchowny, wyjeżdżając na misje mieli świadomość, że może to być podróż w jedną stronę, że będą musieli zmierzyć się z wyzwaniami klimatycznymi, z różnymi chorobami, czy innymi przeciwnościami losu.
– Mimo to decydowali się jechać, by głosić Ewangelię i to jest pewna niezmienność, czyli gorliwość chrześcijan, którzy chcą odpowiadać na zaproszenie Pana Jezusa, by iść i głosić – zaznaczył kapłan.
Dziś większość misjonarzy wraca po spełnionej misji do swojego życia, ale jej nie kończą. I jak zauważył ks. Turchan, wielu z nich wraca na misje, czy też formuje innych wolontariuszy, buduje wspólnotę. – Dzisiaj oprócz wolontariatu mamy grupę tzw. dinozaurów, czyli dziesiątki osób z całej Polski, które się spotykają, czasem stacjonarnie, czasem hybrydowo po to, by się modlić czy  porozmawiać. Ta więź misyjna jest dla nich bardzo istotna i czują się, jak sami mówią, u siebie – zaakcentował kapłan. 

Nie tylko materialna pomoc

Jak już wiemy dzieło misyjne to nie tylko datki, modlitwa, ale to przede wszystkim osoby, które chcą iść do ludzi z Dobrą Nowiną. Świeccy misjonarze wnoszą w środowisko misyjne coś wyjątkowego, co tylko świecka osoba może dać lokalnej społeczności, wnoszą przede wszystkim w wielu aspektach autentyczność, której nie da słowo uczone. – Takiej autentyczności doświadczyliśmy choćby ostatnio, kiedy to podczas misji w Papui - Nowej Gwinei dwójka naszych wolontariuszy, którzy poznali się w naszym wolontariacie i po ślubie postanowili, że wspólnie jako małżonkowie pojadą na misje, a nawet, że osiądą tam na stałe i założą tam rodzinę. Wybrali miejsce, gdzie są bardzo trudne warunki, gdzie jest bieda – mówił ks. Turchan dodając, że jako małżonkowie spotkali się z ludźmi, dla których idea sakramentalnego małżeństwa wcale nie jest taka oczywista i jasna, jak my ją rozumiemy. 

Dalej ks. Turchan wyjaśnił, że oni do końca nie znali ani wagi, ani sensu płynącego z łaski sakramentalnej, a zatem świadectwo wspomnianych małżonków na kursie dla narzeczonych było czymś niezastąpionym. – Ci młodzi ludzie mogli spotkać rówieśników, którzy są małżonkami, którzy opowiadali, dlaczego dla nich jest ważne życie w sakramencie małżeństwa. I powiem szczerze, że żaden ksiądz, ani siostra zakonna choćby stanęli na głowie nie przedstawi tego tematu tak, jak ukaże to osobiste świadectwo - podkreślił.

Jedno w Chrystusie, zjednoczeni w misji

Hasło obchodów dnia misyjnego mówi o tym, że misja nie jest wydarzeniem solowym, bo dzieło to jest realizowane w Kościele, we wspólnocie i to zarówno we wspólnocie, która posyła, która przygotowuje i wspiera chociażby materialnie, ale jest też realizowana w tej wspólnocie, do której jesteś posłany. – Misja jest realizowana przede wszystkim z Chrystusem i choć pozornie działania w obrębie misji mogą wydawać się bardzo podobne, to pierwszą i główną motywacją wolontariusza misyjnego jest pragnienie głoszenia Chrystusa i Jego Ewangelii, co dokonuje się nie tyle słowem, ale właśnie przykładem i obecnością – zaznaczył dyrektor Wolontariatu Misyjnego Salvator. Podkreślił również, że wolontariusz jadąc na misje musi mieć świadomość, że nie jedzie na wakacje, że nie może traktować wyjazdu jako przygody, tylko jedzie, by nieść Chrystusa, dlatego otrzymuje krzyż i błogosławieństwo Kościoła.
Ks. Truchan dodał jeszcze, że tak właściwie w każdym kraju widzimy dzisiaj potrzeby, łącznie z Polską ewangelizacji. – Tak Polska też jest krajem, który potrzebuje misjonarzy, ludzi pełnych pasji i wiary, którzy będą szli do tych, którzy się pogubili, którzy są katolikami np. „święconki wielkanocnej” - zauważył kapłan podkreślając, że dla nich też jesteśmy posłani, o czym mówiła Helena Kmieć. 

– Mówiła ona, żeby być misjonarzem, wcale nie trzeba jechać na drugi koniec świata, bo miłość trzeba nieść każdemu, temu w odległej Afryce, jak i sąsiadowi z ulicy. I to jest prawda, bo wszyscy jesteśmy zaproszeni do tego, żeby pięknie żyć, bo dla wielu ludzi będziemy może jedynym spotkaniem z Ewangelią, z chrześcijaństwem, z Kościołem – zaakcentował ks. Dominik Truchan SDS podkreślając jeszcze, że także u początków Kościoła, to właśnie świadectwo wierzących i ich publicznie przyznawanie się do wiary było misją ewangelizacyjną. 

Arleta Wencwel-Plata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!