
„Pójdź za Mną” - życie ucznia
„Pójdź za Mną”- to zdanie w Ewangelii powtarza się wiele razy. Pan Jezus mówi je do rybaków nad Jeziorem Galilejskim i wielu ludzi, którzy stają się Jego uczniami. Na czym polega to uczniostwo?
W drugiej części naszych „opiekunowych” rekolekcji zatrzymaliśmy się nad słuchaniem. Mówiliśmy o tym, że wszystko zaczyna się od chwili, kiedy człowiek pozwala, aby Słowo Boga dotknęło jego serca. W tym drugim kroku stanęliśmy wobec pytania Jezusa: „A wy za kogo Mnie uważacie?” To był moment odpowiedzi, moment decyzji. Bo wiara nie może pozostać tylko słuchaniem ani tylko wzruszeniem. Ona potrzebuje osobistego „tak”.
Dziś dochodzimy do ostatniego etapu tej drogi. Bo kiedy człowiek naprawdę odpowie Jezusowi, wtedy pojawia się kolejne zaproszenie. Jezus mówi wtedy bardzo prosto: „Pójdź za Mną”. To zdanie w Ewangelii powtarza się wiele razy. Jezus mówi je do rybaków nad Jeziorem Galilejskim. Mówi je do celnika Mateusza. Mówi je do wielu ludzi, których spotyka na swojej drodze. I ciekawe jest to, że On nie daje im najpierw szczegółowego planu. Nie tłumaczy wszystkich etapów. Nie pokazuje całej przyszłości. On po prostu mówi: „Pójdź za Mną”. Bo wiara nie jest tylko odpowiedzią wypowiedzianą raz. Wiara staje się drogą. Uczeń nie stoi w miejscu. W Ewangelii uczniowie są ludźmi w drodze. Idą za Jezusem, uczą się Go, czasem rozumieją, a czasem się gubią. Bywają odważni, ale bywają też przestraszeni. Piotr potrafi powiedzieć piękne wyznanie wiary: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”, a chwilę później Jezus musi go upominać, bo myśli po ludzku. I to jest bardzo ważne. Bo często myślimy, że by być uczniem Jezusa, trzeba być już kimś bardzo uporządkowanym, bardzo mocnym, niemal doskonałym. Tymczasem Ewangelia pokazuje coś innego: uczniowie są zwyczajnymi ludźmi, którzy zdecydowali się iść za Jezusem mimo swojej słabości. Uczeń to nie człowiek idealny. Uczeń to człowiek, który idzie.
Pójść za Jezusem w zwyczajności
Czasem myślimy, że pójście za Jezusem oznacza coś spektakularnego. Jakąś wielką zmianę życia, nadzwyczajne wydarzenia, wielkie dzieła. A tymczasem bardzo często uczniostwo zaczyna się w małych rzeczach. Wierność niedzielnej Eucharystii. Codzienna chwila modlitwy. Decyzja, by nie wracać do grzechu, który niszczy nasze sumienie. Przebaczenie komuś, komu trudno przebaczyć. Uczciwość w pracy. Dobroć w relacjach z ludźmi itd.
To są miejsca, w których naprawdę widać, czy ktoś idzie za Jezusem. Bo uczniostwo nie dzieje się tylko w kościele. Ono dzieje się w domu, w pracy, w szkole, na uczelni, w rozmowach z ludźmi, w chwilach zmęczenia i w chwilach radości. To właśnie tam Ewangelia zaczyna kształtować serce. Krzyż nie jest przeszkodą drogi, Jezus mówi w Ewangelii coś bardzo ważnego: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje”. Te słowa mogą brzmieć trudniej. Bo każdy z nas wolałby drogę bez krzyża. Chcielibyśmy wiary, która daje tylko pokój i radość. Ale Jezus nie ukrywa prawdy. W życiu ucznia będą momenty trudne. Będą chwile niezrozumienia, zmęczenia, może nawet cierpienia. Czasem będzie trzeba zrezygnować z czegoś, co wydawało się wygodne. Czasem trzeba będzie stanąć po stronie trudnego dobra, nawet jeśli inni będą myśleli inaczej. Ale krzyż w życiu chrześcijanina nie jest znakiem przegranej. Jest znakiem drogi, na której Jezus idzie razem z nami.
Uczeń nie niesie krzyża sam i kiedy tego doświadcza to staje się świadkiem. Człowiek, który naprawdę spotkał Boga, zaczyna w naturalny sposób stawać się świadkiem. Nie chodzi o wielkie przemówienia czy kazania. Bardzo często świadectwo rodzi się z prostego życia. Kiedy ktoś widzi, że w twoim życiu jest pokój mimo trudności. Kiedy ktoś doświadcza twojej dobroci. Kiedy ktoś widzi, że potrafisz przebaczyć. Kiedy ktoś odkrywa, że twoja wiara nie jest tylko słowem, ale stylem życia. Wtedy zaczyna się pojawiać pytanie: skąd w tobie to wszystko? I wtedy człowiek może powiedzieć najprościej: bo idę za Jezusem.
Rekolekcje się kończą – droga się zaczyna
Nasze rozważania rekolekcyjne się kończą, ale były szczególnym czasem, gdy Bóg był bardzo blisko. Mówił do serca. Może dotknął jakiejś rany. Może obudził pragnienie zmiany. Może pomógł zobaczyć coś, czego wcześniej nie widzieliśmy. Ale rekolekcje nie są celem. One są początkiem. Najważniejsze zacznie się jutro. W zwyczajnym dniu. W zwyczajnych obowiązkach. W codziennych decyzjach. Bo właśnie tam Jezus będzie wciąż mówił w sercu: „Pójdź za Mną”. I może dziś nie trzeba robić wielkich planów. Może wystarczy jedna prosta modlitwa: „Panie Jezu, chcę iść za Tobą. Nie jestem doskonały. Mam swoje słabości. Ale ufam, że Ty poprowadzisz mnie dalej. Naucz mnie być Twoim uczniem w moim codziennym życiu”. I to wystarczy, by droga zaczęła się naprawdę.
Postscriptum
PS 1 Są takie momenty w życiu Kościoła, które przypominają wiosnę. Po długiej zimie wydaje się, że nic już nie zakwitnie, że wiara powoli gaśnie w świecie, który coraz częściej żyje tak, jakby Boga nie było. A jednak nagle pojawiają się młodzi ludzie, którzy odkrywają Jezusa i chcą oddać Mu wszystko. Nie tylko niedzielę. Nie tylko modlitwę. Całe życie. Tak dzieje się dziś we Francji a ja wierzę, że zacznie się dziać i w Polsce. Tysiące młodych dorosłych prosi o chrzest. Wielu z nich jeszcze nie zdążyło dobrze nauczyć się znaku krzyża, a już rodzi się w nich pytanie: czy Jezus nie wzywa mnie do czegoś więcej? Do kapłaństwa, do życia zakonnego, do całkowitego oddania się Bogu. Kiedy ktoś naprawdę spotyka Jezusa, trudno żyć tak jak wcześniej. Ewangelia nie jest wtedy teorią ani tradycją kulturową. Staje się ogniem w sercu. Człowiek zaczyna rozumieć słowa Chrystusa: „Pójdź za Mną”. A pójście za Jezusem zawsze wymaga odwagi.
Kapłaństwo nie jest przecież drogą wygodną. To droga rezygnacji z wielu rzeczy, które świat uważa za oczywiste: własnej kariery, stabilności, czasem bliskości rodziny. To droga, na której człowiek oddaje Bogu swoją przyszłość. Dlatego tak poruszające są historie Francuzów, którzy dopiero co przyjęli chrzest, a już myślą o seminarium. Nie zawsze jeszcze w pełni rozumieją, czym jest kapłaństwo. Kościół z mądrością prosi ich, by poczekali, by dojrzeli w wierze. Ale jedno jest pewne - w ich sercach zapłonął ogień. Ten ogień to pragnienie czegoś więcej, to pragnienie Boga żywego. Młodzi ludzie nie chcą dziś półśrodków. Jeśli odkrywają Boga, chcą oddać Mu wszystko. Dlatego niektórzy myślą o klasztorze, o kapłaństwie, jeszcze inni o misjach. Chcą, aby ich życie było odpowiedzią na miłość, którą odkryli. I właśnie tutaj rodzi się pytanie o misjonarzy. Świat wciąż czeka na tych, którzy odważą się pójść dalej. Dalej niż własny komfort, dalej niż granice własnego kraju. Każdy misjonarz - i ja, jako duszpasterz powołań - Misjonarz Świętej Rodziny jestem kimś, kto wierzy, że Ewangelia jest skarbem tak wielkim, iż nie można zatrzymać jej tylko dla siebie. To droga dla ludzi odważnych. Nie chodzi jednak o heroizm z ludzkiej siły. Historia powołań pokazuje coś innego: inicjatywa zawsze należy do Boga. Jak powiedział jeden z ojców duchownych, patrząc na młodych kandydatów do klasztoru - inicjatywa pochodzi przede wszystkim od Pana. Bóg wciąż powołuje. Czasem w rodzinach głęboko wierzących. Czasem wśród ludzi, którzy jeszcze wczoraj nie wiedzieli o Nim prawie nic. Czasem w sercu młodego człowieka, który nagle odkrywa, że jego życie ma większy sens. Dlatego odwaga pójścia za Jezusem zaczyna się od jednego prostego pytania: Panie, czego ode mnie chcesz? Jeśli ktoś ma odwagę to pytanie naprawdę zadać - wszystko może się wydarzyć. I to, że ktoś zostanie charyzmatycznym kapłanem. A może wielkim misjonarzem, który poniesie Ewangelię tam, gdzie Chrystus jest jeszcze mało znany. I może właśnie dziś gdzieś rodzi się kolejne takie powołanie. W czytaniu tego tekstu. W ciszy modlitwy. W sercu młodego człowieka. W odpowiedzi na ciche zaproszenie Jezusa: „Pójdź za Mną”.
PS 2 Jeśli jesteś młodym mężczyzną i czujesz w sobie takie delikatne zaproszenie - może to dobry moment, aby się zatrzymać i posłuchać. Jako Misjonarz Świętej Rodziny zapraszam Cię do klasztoru w Długopolu w Kotlinie Kłodzkiej na czas spotkania, modlitwy i rozeznawania drogi. To okazja, aby w ciszy, wspólnocie i rozmowie poszukać odpowiedzi na pytanie, które może zmienić całe życie. Nie musisz mieć gotowych odpowiedzi. Wystarczy otwarte serce i odwaga, aby zapytać Boga o Jego plan. Może właśnie tam Pan pokaże Ci Twoją drogę. Może zaprosi Cię do kapłaństwa. A może do życia misyjnego, by nieść Ewangelię tam, gdzie Chrystus jest jeszcze mało znany. Jeśli czujesz w sercu to ciche zaproszenie - przyjedź! Długopole czeka!
Ks. Łukasz Skołud MSF - duszpasterz powołań, tel. 690-588-374. •
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!