Podnieście oczy

To wcale nie było takie pewne, że papież spotka się w Hiszpanii z gorącym entuzjazmem. Jakie ziarna zasiał w kraju wielkich mistyków?
Oczywiście nie chodzi tylko o zadarcie głów ku górze by dostrzec pobłogosławioną przez Leona XIV Wieżę Jezusa Chrystusa mierzącą 172,5 m i czyniącą z Bazyliki Sagrada Família najwyższy kościół świata, choć niewątpliwie cudowny to widok. Jak sam papież powiedział komentując swoją wizytę w Hiszpanii, „Podnieście oczy! (por. J 4, 35) to słowa Jezusa skierowane do Jego pierwszych uczniów, aby nauczyć ich dostrzegać w ludziach i w tłumach pragnienie życia, prawdy i pełni. Pan powtarza te słowa najpierw mnie samemu i dzięki Jego łasce mogłem ich doświadczyć także podczas tej podróży. Dzisiaj chciałbym podzielić się z wami tym zaproszeniem: podnieśmy oczy! Uczmy się od Jezusa patrzeć na bliźniego, na ludzi i na świat „oczami Boga”, to znaczy z miłością, szacunkiem i współczuciem”.
Klaszczą ale dlaczego?
Papież poleciał więc do Hiszpanii, aby liberalnej demokracji lekceważącej ludzkie życie i depczącej prawa rodziny zaproponować spojrzenie na świat i człowieka „oczami Boga”. Dość karkołomne zadanie, ale jak już napisałem dwa tygodnie temu w edytorialu, Leon XIV nie obawia się tej konfrontacji i w przemówieniu do obu izb parlamentarnych wyraźnie i odważnie wskazał w jakich punktach spojrzenie Boże jest totalnie odrzucone przez choćby prawodawstwo hiszpańskie de facto stawiając swoich słuchaczy w stan oskarżenia.
Światowe media, zwłaszcza katolickie, obiegła fala zachwytu nad faktem, że wystąpienie papieża zostało przyjęte kilkuminutową owacją na stojąco wszystkich parlamentarzystów, także tych, którzy przyjmowali zbrodnicze ustawy, w tym uchwalone niedawno prawo do eutanazji i poważnie myślą o wpisaniu do konstytucji prawa do aborcji. Przyznam się, że ja mam w tej kwestii bardzo mieszane uczucia: albo pomimo doskonałej umiejętności posługiwania się językiem hiszpańskim przez papieża Leona jego słuchacze nie zrozumieli o czym mówił, albo spodobały im się niektóre wątki (jak choćby kwestie imigracji), które są zgodne z ich lewicową agendą, albo cały ten parlamentaryzm jest już tak dalece zaawansowaną atrapą, że klaszcze się bądź gwiżdże, kiedy każą albo ci liberalno-lewicowi politycy są już tak pewni nieodwracalności wprowadzonych przez siebie zmian, że po prostu mogą sobie pozwolić na takie ironiczne owacje: gadaj zdrów, bo tego co się dzieje i tak nie zatrzymasz. Nie wiem, która opcja wam się bardziej podoba.
O tym, co papież powiedział w owym tak oklaskanym przemówieniu już pisałem, dlatego przejdźmy do kolejnych miejsc na trasie hiszpańskiej pielgrzymki, bo bez względu na to, jak ocenimy postawę polityków, to jednak odzew ludu był rzeczywiście niesamowity. W samym Madrycie, podczas powitania zgromadziło się około miliona mieszkańców, w sporej części młodych, co ukazało mimo wszystko zaskakującą żywotność wiary i wierność papieżowi, a przynajmniej otwarcie na jego słowa i potrzebę jego bliskości. A także oczekiwanie na propozycję ze strony Kościoła. Przynajmniej wśród zgromadzonych ludzi nie było postawy, z którą zetknął się św Paweł w Atenach „posłuchamy cię innym razem”.
Ziarno zasiane w milionach
Z punktu widzenia religijnego dwa najważniejsze momenty tej pielgrzymki zostały sprawiedliwie podzielone pomiędzy Madrytem a Barceloną (po tym jak wcześniej równowaga została zachwiana deklaracją, że Robert Prevost jest kibicem Realu Madryt): w tym pierwszym miała miejsce Eucharystia z procesją Bożego Ciała, która zgromadziła dwa miliony wiernych, a w Barcelonie poświęcenie wspomnianej Wieży Jezusa Chrystusa w słynnej Sagrada Família (120 tysięcy wiernych). O Barcelonie przeczytacie w osobnym tekście, tutaj chciałbym podkreślić niektóre aspekty homilii madryckiej, które mają rzeczywiście uniwersalny w naszych czasach, kiedy próbuje się zamknąć nas i nasze obyczaje w ramkach folkloru.
Papież przypomniał, że w procesji Bożego Ciała, „nie chodzi o zewnętrzną manifestację, folklorystyczny relikt, czy zwykłą ozdobę estetyczną. Chodzi tu o wiarę w obecność Pana Zmartwychwstałego, który żyje i nadal przechodzi pośród nas, który staje się chlebem dla naszego głodu życia i nawiedza zakamarki naszego serca oraz naszej historii, także te najciemniejsze. Jeżeli więc podczas celebracji eucharystycznej Chrystus daje siebie jako pokarm, procesja ukazuje, że nie pozostaje On zamknięty w świątyni, lecz wychodzi nam na spotkanie. (…) Chrystus przechodzący ulicami w monstrancji jest Tym samym Chrystusem, który utożsamia się z biednymi, przygnębionymi, samotnymi i opuszczonymi. (…) Nie chodzi jedynie o wyniesienie monstrancji, lecz o to, abyśmy sami pozwolili wyprowadzić się z egoizmu, obojętności oraz wygodnej i prywatnej wiary, aby odpowiedzieć na Jego wezwanie do nawrócenia, do zmiany spojrzenia, do przyjęcia Jego obecności, która nas przemienia i czyni budowniczymi nowego świata”.
Leon XIV wskazał również jakie jest w tym kontekście zadanie dla wierzących: „Oto zatem zadanie dla Hiszpanii dzisiejszej i Hiszpanii jutra: aby religijność, która od wieków ożywia ten kraj, nie była muzeum przeszłości, które się zwiedza, lecz szkołą wiary, z której także dzisiaj można czerpać. Szkołą, która uczy nas klękać przed Bogiem i przed bliźnim, ponieważ nikt nie może klękać przed Panem, gardząc jednocześnie swoim bratem; szkołą, która uczy nas bezinteresownej miłości stającej się darem, aby szerzyła się pośród nas i zrywała kajdany wszelkiego egoizmu; szkołą, w której uczymy się, że Bóg jest rzeczywistą obecnością i że także my jesteśmy wezwani do bycia obecnymi w sytuacjach i wyzwaniach społeczeństwa, do tego, by nie uciekać, lecz osobiście angażować się w budowanie dobra wspólnego”.
Po raz kolejny też Leon XIV przywołał postać wielkiego świętego hiszpańskiego Jana od Krzyża i jego poetyckie stwierdzenie: „Znam dobrze źródło co tryska i płynie, choć się dobywa wśród nocy”, który w klasztornym więzieniu w Toledo, gdzie był przetrzymywany w bardzo ciężkich warunkach, właśnie w okresie uroczystości Bożego Ciała w roku 1578, rozpoznał – pośród ciemności tamtego więzienia – ukrytą obecność Pana. „Z niej wypływa światło, które nie zna zachodu, i życie, które się nie kończy. Jezus Eucharystyczny jest tym wiecznym źródłem, które znalazło ukrycie, źródłem, które płynie i gasi pragnienie, ale nie oślepia, nie narzuca się mocą zewnętrzną, nie objawia się w sposób spektakularny”.
Klucz do odczytania całości
Ostatnim miejscem odwiedzonym przez Leona XIV były Wyspy Kanaryjskie, jak sam zaznaczył, położone na „przecięciu szlaków migracyjnych, czyniących z nich miejsce pierwszego przyjęcia braci i sióstr, których droga zazwyczaj narażona jest na niesłychane niebezpieczeństwa i przemoc”. To tematy bliskie Leonowi, pamiętamy choćby z adhortacji Dilexi te. Papież podkreślił, że „życie istnieje tam, gdzie daje się życie. W przeciwnym razie człowiek obraca się w pustce” i przypomniał ulubione przez Jana Pawła II słowa Soboru, „osoba ludzka jest powołana do komunii z Bogiem i nie może się «w pełni odnaleźć inaczej, jak tylko przez szczery dar z siebie samego» i dodał, że „są to słowa, które odnoszą się również do turystycznego powołania Teneryfy – zarówno serca tego, kto postanawia spędzić tutaj czas wakacji, jak i tego, kto mieszka i pracuje na wyspie, pozostając w kontakcie z gośćmi z tak wielu krajów świata”.
Podsumowując już po powrocie do Rzymu swoją wizytę Leon XIV stwierdził, że właśnie tam, na Wyspach Kanaryjskich, ostatnim etapie drogi, został mu dany klucz do odczytania całości. „Ten klucz (…) pozwala nam zrozumieć, że jesteśmy wezwani, by na nowo odczytywać Ewangelię w dzisiejszym świecie, wymieniając się darami właściwymi naszym kulturom, a zwłaszcza owocami, które wydała w nich płodność orędzia Chrystusa. Jednym z tych owoców jest właśnie dialog między osobami i między ludami, spotkanie w duchu braterstwa, które pozwala wzajemnie odkrywać i doceniać wartości, jakie niesie w sobie drugi człowiek”.
Ks. Andrzej Antoni Klimek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!