TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 01 Grudnia 2020, 19:55
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Pociecha nieszczęśliwych

Pociecha nieszczęśliwych

Szczęście to jedno z najtrudniejszych do zdefiniowania i zrozumienia pojęć i może właśnie z nieświadomości czym ono jest naprawdę, tak wielu jest wokół nas ludzi nieszczęśliwych. Może więc trzeba zaufać słowom pieśni, która za szczęśliwego uważa tego, kto w Józefie upatruje sobie patrona?

Zacznijmy dzisiaj od tej modlitwy: „O szczęśliwy mężu, Święty Józefie, tobie dane było Boga – którego wielu królów chciało zobaczyć, a nie ujrzeli, usłyszeć, a nie słyszeli – nie tylko widzieć i słyszeć, ale nosić, całować, odziewać i strzec!
Boże, który obdarzyłeś nas królewskim kapłaństwem, spraw, prosimy, aby jak święty Józef, który zasłużył na to, by dotykać i nosić z szacunkiem w swych rękach jednorodzonego Syna Twojego, zrodzonego z Dziewicy Maryi, tak i my byśmy mieli łaskę służyć przy Twoich ołtarzach w czystości serca i niewinności postępowania, abyśmy dzisiaj godnie przyjęli przenajświętsze Ciało i Krew Twojego Syna i zasłużyli na wieczną nagrodę w przyszłym świecie. Amen”
Szczerze mówiąc po raz pierwszy usłyszałem o tej modlitwie od... św. Jana Pawła II podczas jego pamiętnej homilii wygłoszonej w Kaliszu w 1997 roku. „Piękna to modlitwa! Odmawiam ją codziennie przed Mszą św., i na pewno czyni to wielu kapłanów na świecie” - powiedział wówczas papież z Polski, co zawstydziło nie tylko mnie, ale jak wiem z późniejszych rozmów, wielu innych naszych księży, bo okazało się, że musiał przyjechać Następca Świętego Piotra z Rzymu, żeby nas w Kaliszu tej modlitwy nauczyć. Ale powróćmy do modlitwy.


Święty Józef był szczęśliwy
Jej pierwsze słowa pochodzą od św. Bernarda z Clairvaux, który był jednym z ostatnich Ojców Kościoła i wielkim czcicielem św. Józefa i to właśnie jemu zawdzięczamy nazwanie Patriarchy z Nazaretu mężem szczęśliwym, co interesuje nas szczególnie w kontekście omawianego wezwania litanijnego. Wydaje się, że dość kiepskim pocieszycielem nieszczęśliwych byłby ktoś, kto sam szczęścia nie zaznał (chociaż biorąc pod uwagę, że jednym z najczęstszych dzisiaj „pocieszeń” są słowa: „nie martw się, mam tak samo, albo jeszcze gorzej”, nie można wykluczyć, że piszący te słowa jest w błędzie). Św. Bernard zapewnia nas, że Józef był szczęśliwy i wskazuje również na przyczynę tego szczęścia: dane mu było nie tylko widzieć, i słuchać, ale także nosić, całować, odziewać i strzec Zbawiciela. Pięknie opisuje to w swoim rozważaniu błogosławiony Bartolo Longo, znany przede wszystkim jako założyciel sanktuarium różańcowego w Pompejach i apostoł nowenny pompejańskiej, ale także wielki orędownik Świętego Józefa. Posłuchajcie: „Powiedz mi, szczęśliwy Józefie, jakiej rozkoszy doświadczało twe ojcowskie serce, kiedy Boskie Dziecię, odpowiadając na twe czułości, dotykało twego czoła i przybliżało swe usteczka do twej twarzy, okazując czułość za czułość, uśmiech za uśmiech, nie szczędząc uścisków miłości twemu Bogu i twemu Synowi. Powiedz mi. Przeszczęśliwy ojcze, czego doświadczało twoje serce, kiedy pod koniec dnia, po ciężkiej pracy, Jezus siedzący na twych kolanach i opierający głowę na twej piersi zasypiał błogo otoczony miłością. Powiedz mi, Józefie, jak z religijną czcią rozważałeś sen Dziecka, którego Opatrzność czuwała nad wszystkim stworzeniem!”
Nie ulega więc wątpliwości, że źródłem szczęścia św. Józefa było bliskość z Jezusem, a także, co wiemy z dotychczasowych rozważań, bliskość kobiety, którą kochał, a przede wszystkim pełnienie woli Bożej. Moglibyśmy w tym miejscu zamknąć rozważania o szczęściu i tylko pokornie prosić, aby szczęśliwy Józef rzeczywiście wspierał nieszczęśliwych i nie byłoby nawet trudne określenie dlaczego nie są oni szczęśliwi, ale w ten sposób rozczarowalibyśmy i Władysława Tatarkiewicza, autora traktatu filozoficznego „O szczęściu” i wszystkich innych, którzy próbowali dociekać na czym prawdziwe szczęście polega. A tego byśmy nie chcieli...


Szczęście w filozofii i nie tylko
Jak ważne jest szczęście w życiu człowieka, ale także w rozważaniu filozofów, niech świadczy fakt, że istnieje odrębna gałąź nauki, czyli felicytologia – w filozofii teoria kształtowania życia szczęśliwego, a także dział etyki stawiający pytanie: „jak żyć, aby być szczęśliwym i nie popaść w stan nieszczęśliwości”. Wielu znamienitych filozofów zajmowało się felicytologią, dość wspomnieć Arystotelesa, Senekę, św. Augustyna czy św. Tomasza z Akwinu i wielu innych bliższych nam czasowo, ale nie będziemy tutaj opisywać ich poglądów. W każdym razie po dziś dzień różnie pojmuje się szczęście, a możemy to dostrzec choćby ze sposobu w jaki o nim mówimy. Słyszymy, że ktoś miał szczęście, doznawał szczęścia, albo był szczęśliwy. I tak miał szczęście ten, komu w życiu towarzyszyło powodzenie, doznawał szczęścia ten, który odczuwał wiele radości i upojeń, natomiast był szczęśliwy ten, którego życie miało bilans dodatni. Aby choć trochę uporządkować temat, przywołajmy wspomnianego Władysława Tatarkiewicza, który w swoim unikalnym na skalę światową dziele wyróżnia cztery pojęcia szczęścia: „szczęśliwy po pierwsze jest ten, komu sprzyja pomyślny los”, dalej ten „kto zaznał najintensywniejszych radości”, po trzecie, ten „kto posiada najwyższe dobra lub przynajmniej dodatni bilans życia” i wreszcie po czwarte ten, „kto jest zadowolony z życia”. Można powiedzieć, że te definicje zawierają w sobie wszystkie główne koncepcje szczęścia, choć pewnie niejednemu spodobałaby się wersja Nietzschego, który mówił o idealnym stanie lenistwa, kiedy nie istnieją żadne smutki oraz zmartwienia. Tatarkiewicz ostatecznie rozwija definicję szczęścia w dwóch wersjach: „szczęściem jest trwałe, pełne i uzasadnione zadowolenie z życia” albo „szczęściem jest życie dające trwałe, pełne i uzasadnione zadowolenie”.
Obok rozważań filozoficznych dzisiaj coraz większy posłuch daje się również psychologii. I tutaj na przykład Wikipedia proponuje nam poglądy amerykańskiego psychologa Abrahama Maslowa, który za istotę szczęścia uważa zaspokajanie potrzeb. Według niego ludzie oprócz potrzeb fizjologicznych (głód, pragnienie, potrzeba snu) odczuwają również potrzebę bezpieczeństwa, przynależności i miłości, szacunku, samorealizacji w takiej właśnie kolejności. Kiedy się zaspokoi jedną, dochodzi do głosu kolejna. W myśl tej teorii ludzie w pełni szczęśliwi to ci, którzy się samorealizowali. Biorąc pod uwagę tę teorię nie powinno nas dziwić, że dzisiejszy świat za pomocą mediów próbuje wmówić człowiekowi coraz to nowe potrzeby i natychmiast proponuje sposoby ich zaspokojenia. Wydaje się, że mężczyzna nie może być szczęśliwy, jeśli się nie ogoli maszynką Gillette, a kobieta jeśli sobie nie zmieni koloru włosów szamponem tej czy innej marki.
Innym problemem ze szczęściem jest ograniczanie go tylko do emocji, a następnie rozgrzewanie tych emocji do czerwoności, co widzimy ostatnio szczególnie wyraźnie w naszej Ojczyźnie. Ciężko mi było uwierzyć oglądając umieszczony na jednym z portali społecznościowych film, w którym dorosła kobieta zalewała się łzami, ponieważ jej życie stało się koszmarem z powodu... zdjęcia z anteny radiowej Listy Przebojów Programu Trzeciego! Wielu ludzi nie może spać, ponieważ sen z powiek spędza im ten czy inny polityk. Ale w tych ostatnich sytuacjach jesteśmy w obszarach groteski, choć i to się zdarza. Natomiast znacznie częściej zdarzają się problemy ze szczęściem z powodu bardzo prozaicznego, o którym znowu nieoceniony Tatarkiewicz tak napisał: „Gdyby człowiek pragnął tylko być szczęśliwym, to mogłoby to nie być takie trudne; ale on pragnie być szczęśliwszy od innych, a to jest trudne prawie zawsze, ponieważ wydaje się nam, że inni są szczęśliwsi, niż są w samej rzeczy”.


Niespokojne jest serce...
I tak zmierzamy ku końcowi naszych dzisiejszych rozważań. Nie jest łatwo zdefiniować szczęście, a wokół nas widzimy mnóstwo ludzi, którzy są nieszczęśliwi, w większości przypadków nawet nie wiedząc dlaczego, albo zupełnie błędnie diagnozując przyczynę. Coraz więcej ludzi też stwierdza, że nie jest nieszczęśliwymi, i takie asekuranctwo to znowu problem z rozpoznaniem, czym jest szczęście, albo niechęć do przyznania się do porażki.
Może warto wspomnieć w tym miejscu jeszcze jednego filozofa, Hiszpana Jose Ortega y Gassat, który zapisał: „Jeżeli zapytamy siebie z czego składa się ten idealny stan duszy zwany szczęściem, prędko znajdziemy na to wstępną odpowiedź – szczęście to odnalezienie tego, co wypełnia nas satysfakcją oraz całkowicie zaspokaja”. Myślę, że jest on bardzo bliski prawdy. A jeżeli jeszcze zestawimy jego słowa z tymi od św. Augustyna: „niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”, to mamy już jasną sprawę. Bo przecież widzimy, sami nieraz tego doświadczamy, że stawiamy sobie różne cele i pragnienia, które po spełnieniu się bynajmniej nas całkowicie nie zaspokajają, bo po nich przychodzą następne. I zaspokojenia trwałego ciągle nie ma. Powinno nas to skierować ku myśli św. Augustyna. A wracając do św. Józefa. On na pewno miał inne cele i pragnienia w stosunku do Maryi i swojego życia. Ale ponieważ miał też pragnienie pełnienia woli Bożej, i wiedział że Bóg lepiej od niego wie, co jest dla niego dobre, dlatego nie miał problemu z zaakceptowaniem woli Boga i zmianą swoich priorytetów i dążeń. Uwierzył Bogu, że jego szczęściem będzie ochrona i wychowanie Syna Bożego i miłość dziewicza wobec Maryi. I znowu obserwacja socjologiczna: wielu ludzi jest nieszczęśliwych, bo nawet nie zbliżyła się do realizacji swoich młodzieńczych planów, dążeń i marzeń. Ale czasami udaje się wreszcie osiągnąć jedno z nich i okazuje się totalną klapą i nieporozumieniem. W życiu trzeba umieć weryfikować swoje plany i marzenia i najlepiej robić to „pod kontrolą” Ducha Świętego. Tak jak Święty Józef. W związku z tym każdy, kto czuje się niespełniony i nieszczęśliwy do niego może się śmiało uciekać.

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!