Po co Jezusowi chrzest i po co nam?

Bezgrzeszny Jezus, Syn Boży, przyjął chrzest, aby pokazać jak bardzo potrzebuje go człowiek, a my rozważamy „za” i „przeciw”…
Zastanawiam się, która część pytania zadanego w tytule budzi dzisiaj większe zainteresowanie i czy w ogóle tak postawiony temat jest interesujący, bo najczęściej w kontekście chrztu pytany jestem o to, kto może zostać chrzestnym, kto nie i dlaczego, ale o tym piszemy w innym miejscu. Spróbujmy więc najpierw powrócić do wydarzenia, które miało miejsce nad Jordanem, bo jest to historia fascynująca, zwłaszcza jeśli uważnie czytamy Pismo Święte.
Chrzcił na pewno Jan
Wypada zacząć od pytania, kto ochrzcił Jezusa, które może wydać się naiwne, bo wszyscy wiedzą, że św. Jan Chrzciciel. Ale jeśli czytamy u św. Łukasza, że „tetrarcha Herod (…) zamknął Jana w więzieniu. Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie»” (Łk 3, 19-22), to takie pytanie wcale nie dziwi, bo skoro Jan był w więzieniu, to od kogo Jezus przyjął chrzest? Czemu Łukasz nam tego wyraźnie nie mówi? I tutaj musimy sięgnąć również po inne Ewangelie synoptyczne, a do Łukasza jeszcze powrócimy.
Jako pierwszy o chrzcie Jezusa pisze św. Marek około roku 70. „W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie»”. Marek daje nam bardzo zwięzłą relację z trzema ważnymi faktami. Po pierwsze „otwiera się niebo” na co wyczekiwano od dawna, o czym zaświadczył prorok Izajasz w V wieku przed Chrystusem: „Staliśmy się od dawna jakby ci, nad którymi Ty nie panujesz i którzy nie noszą Twego imienia. Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił” (Iz 63, 19). Drugi fakt to zstąpienie Ducha „jak gołębicy” (wypełnia się proroctwo Joela o wylaniu Ducha na wszelkie ciało na końcu czasów (Jl 3, 1-5)). I wreszcie trzeci fakt, głos z nieba mówiący „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Z relacji Marka wynika, że widział to i słyszał tylko Jezus, ale pierwsi czytelnicy Ewangelii mogli się zgorszyć, bo nie mogli zrozumieć dlaczego Jezus miał zostać ochrzczony przez syna Zachariasza? Kto tu jest ważniejszy? Z historii wiemy, że w niektórych środowiskach Palestyny uważano Jana Chrzciciela za bardziej od Jezusa godnego czci i tak powstają joannici, którzy uważają św. Jana za Mesjasza.
Trochę oponował, ale chrzcił
Jeśli przyjmujemy, że Ewangelia Mateusza powstała kilka lat później (wiem, nie wszyscy tak uważają), to problem teologiczny narasta, w związku z czym mamy taki opis: „Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?» Jezus mu odpowiedział: «Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe». Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie»” (Mt 3, 13-17).
W tym opisie łatwiej zrozumieć, że to jednak Jezus jest ważniejszy i choć nie ma grzechów, solidaryzuje się z grzesznikami, ale trudno powiedzieć, czy spory ustały, pewnie nie do końca. I w ten sposób dochodzimy do cytowanej wyżej wersji św. Łukasza. Mamy więc najpierw opisane zamknięcie Jana w więzieniu, a potem opisany chrzest Jezusa, który miał miejsce, gdy Jezus po prostu się modlił! Nie ma Jana, za to wszyscy widzą zstępującego Ducha i słyszą głos z nieba. Nie może być żadnej wątpliwości kto jest Mesjaszem, kto jest ważniejszy. Wszyscy widzieli i słyszeli, co się wydarzyło. Co nie znaczy bynajmniej, że ruch joannitów zaniknął. Rozprzestrzeniał się nadal, są o nim wzmianki w Dziejach Apostolskich.
I tak dochodzimy do Jana, który spisuje swoją Ewangelię w Efezie, gdzie joannici byli mocni, i… wcale nie wspomina o chrzcie Jezusa. Można powiedzieć, że zakłada, iż się wydarzył, ale opisuje jedynie pewne spotkania Jana Chrzciciela z Jezusem. „Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu. Nazajutrz zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi». Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym” Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym»” (J 1, 28-34). Ani słowa o tym, że Jan Chrzciciel ochrzcił Jezusa.
Po co całe to zamieszanie?
Prawda, że ciekawa ta cała historia chrztu Pana Jezusa? I jakie kontrowersje budziła… Ale dzięki temu możemy zobaczyć, że słowo Boże jest wiecznie żywe, a Ewangelię mamy czytać nie jak opowieść o tym, co się kiedyś wydarzyło, ale jako coś, co się dzieje teraz w moim życiu i z moim życiem koresponduje, dialoguje. Podobnie jak Ewangeliści „przetrawiali” Ewangelię w swoim konkretnym życiu wspólnotowym, tak mamy czynić i my. Jednocześnie uświadamiamy sobie, że chrzest Jezusa był potrzebny w ekonomii zbawienia, chociaż spowodował tyle problemów interpretacyjnych i nadal powoduje. Podobnie jak potrzebne było narodzenie Syna Bożego z Dziewicy, choć to powoduje kontrowersje nawet pomiędzy chrześcijanami. Ale skupmy się na chrzcie Jezusa i spróbujmy udzielić odpowiedzi na tytułowe pytanie: po co to było Jezusowi?
Chrzest jako pewne rytualne obmycie związane z duchowym oczyszczeniem znajdziemy w wielu religiach. W Starym Testamencie dla proroków obmycie rytualne stawało się symbolem duchowego oczyszczenia (por. Lb 19, 23.20-21). Istniała też forma chrztu pogan przechodzących na judaizm, ale chrzest Janowy był czymś wyjątkowym: wykonywany był tylko raz (inaczej niż choćby we wspólnocie z Qumran), nie gromadziła się wokół Jana jedna wspólnota (choć miał swoich uczniów), ale różni ludzie, którzy później wracali do swojego codziennego życia, nawet przydomek „chrzciciel” był odosobnionym przypadkiem. I Jezus staje w kolejce grzeszników, którzy czekają na chrzest. On, Syn Boży, nieznający grzechu staje wśród utytłanych w grzechu po uszy. Czy chodzi tylko o niezwykły przykład pokory?
Biblista ks. Mariusz Rosik sugeruje trzy odpowiedzi na nasze pytanie. Pierwszą znajdujemy w cytowanym wyżej tekście Ewangelii św. Mateusza. Jezus tłumaczy Janowi, że „godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”. Chodzi więc o zapowiedź chrztu chrześcijańskiego i aby podkreślić jego konieczność, sam Jezus wchodzi w wody Jordanu.
Inne uzasadnienie zakłada, że Jezus, choć sam nie potrzebował chrztu, przyjął go, by dać przykład, iż tak należy postąpić. Chrzest nawrócenia był bowiem znakiem, że osoba przyjmująca go wchodzi na drogę walki ze złem, a Jezus właśnie taką walkę rozpoczynał, bo w kolejnej scenie Ewangelii zobaczymy Go na pustyni kuszonego przez diabła.
Sam ks. Rosik opowiada się za trzecią interpretacją: Izraelici, przyjmując chrzest, wyznawali swoje grzechy i symbolicznie zostawiali je w wodach Jordanu. Jezus wszedł do rzeki, by symbolicznie zabrać grzechy Izraelitów i ponieść je na krzyż. Przez swą śmierć otworzył drogę do nieba, które symbolicznie rozwarło się już podczas Jego chrztu. Innymi słowy chrzest Jezusa jest zapowiedzią Jego śmierci. Biblista opiera się tutaj przede wszystkim na Ewangelii Marka, w której wskazuje na analogię między sceną chrztu Jezusa, która stanowi punkt kulminacyjny wstępnej jej części, a sceną śmierci. Widzimy w nich następujące motywy paralelne: w chrzcie mamy obecność Eliasza (św. Jana) w śmierci nieobecność, w chrzcie jest zesłanie Ducha w postaci gołębicy, a w śmierci oddanie ducha, w chrzcie jest rozwarcie się nieba, w śmierci rozdarcie się zasłony przybytku, w chrzcie słyszymy głos Boga objawiający synostwo Boże, w śmierci setnika wyznającego synostwo Boże Jezusa. Chrzest Jezusa w Jordanie, udzielony Mu przez Jana Chrzciciela, Jego poprzednika, rozpoczyna publiczną działalność Nauczyciela z Nazaretu. Śmierć krzyżowa wieńczy ziemską, historyczną misję Jezusa. Te dwa wydarzenia, pomiędzy którymi rozpina się posługa nauczycielska i cudotwórcza Jezusa, nawzajem się wyjaśniają.
Aby mieć udział w zmartwychwstaniu
Pozostaje nam jeszcze odpowiedzieć na drugie pytanie zawarte w tytule, a mianowicie po co chrzest nam, które coraz częściej stawia się w kontekście chrztu małych dzieci. Nie będę tutaj odwoływał się do pochodzących z II wieku jasnych świadectw takiej praktyki, bo tak naprawdę czy to chodzi o dzieci czy dorosłych, chrzest dla wszystkich ma trzy konsekwencje: stajemy się dziećmi Bożymi, otrzymujemy Ducha Świętego i zostajemy włączeni do Kościoła, w którym w odpowiednim czasie będziemy mogli przyjąć kolejne sakramenty. Jak to potem potwierdzamy modląc się przy trumnach zmarłych podczas pogrzebu, wierzymy, że przez chrzest zostali oni włączeni w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Innymi słowy chrzcimy dzieci i w ogóle przyjmujemy chrzest, abyśmy mieli udział w Jego zmartwychwstaniu.
Czy są jakieś kontrargumenty, które mógłby postawić człowiek wierzący? Trudno mi to sobie wyobrazić, ale przecież niejedno się już w życiu słyszało. Może więc dobrze zakończyć ten tekst słowami św. Grzegorza z Nazjanzu, biskupa Konstantynopola, który w IV wieku tak napisał: „Chrzest jest najpiękniejszym i najwspanialszym darem Boga… Nazywamy go darem, łaską, namaszczeniem, oświeceniem, szatą niezniszczalności, obmyciem odradzającym, pieczęcią i wszystkim, co może być najcenniejsze. Darem – ponieważ jest udzielany tym, którzy nic nie przynoszą; łaską – ponieważ jest dawany nawet tym, którzy zawinili; chrztem – ponieważ grzech zostaje pogrzebany w wodzie; namaszczeniem – ponieważ jest święty i królewski (a królów się namaszcza); oświeceniem – ponieważ jest jaśniejącym światłem; szatą – ponieważ zakrywa nasz wstyd; obmyciem – ponieważ oczyszcza; pieczęcią – ponieważ strzeże nas i jest znakiem panowania Boga” (Orationes, 40, 3-4).
Niestety, żyjemy w czasach, kiedy w imię różnych ideologii, człowiek jest w stanie pozbawić się nawet najważniejszych dóbr i wartości, ale co w zamian? W imię czego rezygnować z tych wspaniałości, o których pisał św. Grzegorz?
ks. Andrzej Antoni Klimek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!