TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 24 Czerwca 2021, 11:41
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ojciec przyjmujący

Ojciec przyjmujący

Kiedy słyszymy o przyjmowaniu wszystkiego co przyniesie los, widzimy życie człowieka przegranego, który nie jest w stanie się postawić, zawalczyć o swoje, który jest bierny i zrezygnowany. A tymczasem papież Franciszek sugeruje, że przez akceptację przejawia się w naszym życiu dar męstwa dany przez Ducha Świętego.

Tematem naszego kolejnego rozważania jest czwarty tytuł, jaki nadał Świętemu Józefowi papież Franciszek, a mianowicie „ojciec przyjmujący”. Tytuł ten nie bez powodu następuje bezpośrednio po „ojcu posłusznym”, ponieważ jest jego konsekwencją, ale jednocześnie go rozwija i rozszerza jego rozumienie.

Przyjąć mężnie
Papież pisze: „Józef przyjął Maryję nie stawiając warunków uprzednich. Ufa słowom Anioła. „Szlachetność jego serca sprawia, że podporządkowuje miłości to, czego nauczyło go prawo. A dziś na tym świecie, w którym oczywista jest psychologiczna, słowna i fizyczna przemoc w stosunku do kobiet, Józef jawi się jako mężczyzna okazujący szacunek, delikatny, który – choć nie ma wszystkich informacji – opowiada się za reputacją, godnością i życiem Maryi. A wobec jego wątpliwości, jak postąpić najlepiej, Bóg pomógł mu w wyborze, oświetlając jego osąd”. Znaczące są słowa o podporządkowaniu miłości tego, co uczy prawo. Nawet najlepsza znajomość prawa i jego rygorystyczne przestrzeganie może być drogą donikąd, jeśli nie mamy w sobie miłości.
Podobnie jest z prawdą. Jesteśmy zobowiązani do jej szukania, mówienia, ale często powiedzenie komuś prawdy bez okazania tej osobie miłości kończy się dramatem. Dobrze sobie to od razu uzmysłowić, aby właściwie zrozumieć, że jeśli Józef przyjmuje od Boga wszystko, to nie dlatego, że jest pasywny i bierny. Papież tak to ujmuje: „Józef nie jest człowiekiem biernie zrezygnowanym. Jego uczestnictwo jest mężne i znaczące. Akceptacja jest sposobem, w jaki przejawia się w naszym życiu dar męstwa, który otrzymujemy od Ducha Świętego. Jedynie Pan może dać nam moc, aby przyjąć życie takim, jakim jest, aby uczynić miejsce także dla tej przeciwstawnej, nieoczekiwanej, rozczarowującej części naszego istnienia”.

Droga, która nie wyjaśnia, ale akceptuje
Nasze życie pełne jest wydarzeń, których nie rozumiemy i jest czymś naturalnym, że pojawia się rozczarowanie, czasami bunt. Jest czymś naturalnym, że zaczynamy kombinować po swojemu, próbujemy znaleźć jakiś klucz interpretacji i rozwiązanie. Św. Józef początkowo robi tak samo. Nie chce narazić Maryi na zniesławienie, więc zamierzał oddalić ją potajemnie. Tak sobie wykombinował, ale co to znaczy oddalić? Ładnie to opisał kiedyś Augustyn Pelanowski tłumacząc, że użyty tutaj czasownik pojawia się w Nowym Testamencie w kontekście rozwodów, ale „Józef nie mógł oddalić żony, skoro jeszcze z nią nie zamieszkał. Jednak, gdy śledzi się ten czasownik w innych miejscach Biblii, zawiera on w sobie również skojarzenie ze stworzeniem komuś przestrzeni wolności w wyniku okazania mu miłosierdzia. Z pewnością sam nie podejrzewał jej o cudzołóstwo, ale wiedział, że inni nie uwierzą w prawdę o poczęciu przez Dziecka, które nie miało ludzkiego rodzica. Pragnął więc stworzyć dla niej nowy sposób życia, dać jej możliwość poświęcenia się Dziecku, bez ryzyka oskarżenia jej o cudzołóstwo”. Czy ta interpretacja jest prawdopodobna? Jeżeli wierzymy w wielkość Józefa i jego serca, na pewno jest prawdopodobna. Jak by się to jego kombinowanie skończyło, gdyby nie Boża interwencja? Udałoby mu się stworzyć tę nową przestrzeń życia dla Maryi i Syna Bożego? Nigdy się tego nie dowiemy, ponieważ zainterweniował Bóg: „Nie bój się Józefie wziąć do siebie Maryi”. I Józef, choć pewnie nie do końca rozumiał, choć nie mógł sobie wyobrazić jak miałby mieszkać pod jednym dachem z kobietą, której łono zostało zaanektowane przez Boga, przyjmuje wolę Boga, przyjmuje Maryję i Jezusa. I potem już za każdym razem, kiedy sytuacja stanie się trudna do zrozumienia, czy wręcz dramatyczna, już nawet nie będzie próbował kombinować po swojemu, tylko ją przyjmie, zaakceptuje wchodząc w nią prowadzony wolą Bożą, którą będzie chciał jak najpełniej rozeznać i jak najpiękniej wypełnić.
„Życie duchowe, ukazywane nam przez Józefa, nie jest drogą, która wyjaśnia, ale drogą, która akceptuje” - pisze dalej papież Franciszek, bo tylko przyjęcie, czy też mówiąc słowami Franciszka „pojednanie” się z każdą trudną sytuacją pozwala wyczuć wspanialszą historię i jej głębsze znaczenie.

Nie szukać dróg na skróty
Mówiąc o Józefie jako „ojcu przyjmującym”, mówi nam papież o afirmacji życia, o przyjęciu z męstwem tego czego nie wybraliśmy, a jednak istnieje. „Akceptacja życia w ten sposób wprowadza nas w ukryty sens. Życie każdego z nas może zacząć się na nowo w cudowny sposób, jeśli znajdziemy odwagę, by przeżywać je zgodnie z tym, co mówi nam Ewangelia. I nie ma znaczenia, czy obecnie wszystko zdało się przybrać zły obrót i czy pewne rzeczy są teraz nieodwracalne. Bóg może sprawić, że kwiaty zaczną kiełkować między skałami. Nawet jeśli nasze serce coś nam wyrzuca, On „jest większy od naszego serca i zna wszystko”. To ostatnie zdanie jasno wskazuje na nasze słabości, które też musimy przyjąć i zaakceptować, co nie znaczy, że nie mamy się z nich podnosić. Ale nie da się podnieść z jakiejkolwiek słabości, jeśli się jej wpierw nie zdiagnozuje, nie nazwie po imieniu i siebie się z nią zaakceptuje. Chodzi o chrześcijański realizm, który nie odrzuca tego co istnieje, ale się z tym mierzy, nie szuka dróg na skróty, ale stawia czoła temu, co się przytrafia i bierze na siebie odpowiedzialność. Jakże taka postawa jest dzisiaj potrzebna! Ale wydaje się, że nikt jej nie chce dzisiaj uczyć... Ani się uczyć, ani innych uczyć. Dzieciom w szkole, które mają problem z jakąś lekturą, bo język staropolski albo czternastozgłoskowiec, od razu się sugeruje, że jeśli sobie nie radzi, to niech obejrzy film zamiast czytać. Porządek w pokoju zrobi mama. Lekcje też. A tata przygotuje projekt na zajęcia techniczne. A potem się dziwimy, że kilka miesięcy po ślubie, przy pierwszym problemie próbuje „stworzyć sobie inną przestrzeń życia”, ale bynajmniej nie taką, o jakiej prawdopodobnie myślał św. Józef.
Ciężko jest stawić czoła nawet najmniejszym problemom, jeżeli nikt tego nie nauczył, a co dopiero wyjść naprzeciw problemom innych? Bo papież Franciszek nie byłby sobą, gdyby i przy tej okazji nie przypomniał, że „akceptacja Józefa zachęca nas do akceptacji innych, bez wykluczenia, takimi jakimi są, zastrzegając szczególne umiłowanie dla słabych, ponieważ Bóg wybiera to, co słabe, jest „ojcem dla sierot i dla wdów opiekunem” i nakazuje miłować cudzoziemców. Wyobrażam sobie, że postawa Józefa była dla Jezusa źródłem inspiracji dla przypowieści o synu marnotrawnym i miłosiernym ojcu”. Chodzi więc nie tylko o akceptację i przyjęcie osobistych trudności, ale i wielkie serce, które przyjmuje innych, nawet tych, którzy się nam sprzeniewierzyli, skrzywdzili nas, czy mogą nam się wydawać zagrożeniem. Przyjmować innych z ich słabościami i grzechami, nie piętnować ich, pomagać. To jest możliwe zwłaszcza, jeśli wcześniej potrafiło się przyjąć siebie samego ze swoimi słabościami. I odwrotnie, jeśli nie akceptuję moich słabości z tym większą energią i złością będę je tropił i piętnował u innych. Ale przecież my to wiemy i to od dawna. Po co Pan Bóg zapisał w naszych sercach i w Biblii słowa: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”? Najpierw trzeba przyjąć siebie. I pokochać.

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!