TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Maja 2020, 00:11
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Odkryty

Odkryty

Trwamy jeszcze w Bożonarodzeniowej radości, w którą wpisuje się niedawno przeżywana uroczystość Objawienia Pańskiego. Należy ona do pierwszych świąt ustanowionych przez Kościół i od kilkunastu wieków przeżywają ją zarówno katolicy,  jak i prawosławni. Do czego nas zaprasza?

Doświadczenie, że Bóg nam się objawia, pozwala poznać i jest obecny w naszej historii nie jest zarezerwowane wyłącznie dla okresu Bożego Narodzenia, ale w codziennej gonitwie i pędzie, natłoku zajęć i problemów, szybko zapominamy o tym, co ważne. Okresy liturgiczne nie są po to, by nam coś narzucić, umęczyć rekolekcjami czy zmotywować (czyt. zmusić) do częstszego zaglądania do świątyni. Kościół daje nam szansę, by na chwilę się zatrzymać i chociaż raz w roku przypomnieć sobie pewne podstawowe prawdy. Między innymi właśnie tę: Bóg jest i nie zarezerwował tej informacji dla wąskiego grona wybranych, ale ogłosił ją całemu światu. Objawił się prostym pasterzom, pogańskim magom, dowiedział się o Nim także Herod. Każdy zrobił z tą wiedzą, co chciał. Wiemy o tym z Ewangelii. Wiedza o tym, że Bóg jest, nie musi nikogo zmienić czy przewartościować jego życia. Chociaż może. Bóg jednak nie ustaje w odkrywaniu samego siebie przed nami na tyle, na ile jesteśmy w stanie to przyjąć. Póki żyjemy, nie rozwikłamy wszystkich tajemnic wiary, nie będziemy oglądać Boga twarzą w twarz, nie zbadamy sekretów nieba, czyśćca i piekła. Tak, mnóstwo spraw wciąż pozostanie przed nami zakryte, ale przyjście Chrystusa wiele przed nami odsłoniło. Przede wszystkim pokazało, jak wielka jest Jego miłość. Czy to mało? Może jednak nam się wydawać, że skoro Bóg nie odkrywa przed nami wszystkich kart, to gadanie o tym, że pozwala nam się poznać, jest rzucaniem słów na wiatr. W języku hebrajskim jest kilka wyrazów określających objawienie, ale jedno z nich oznacza także między innymi poznanie i zostało użyte w kontekście współżycia małżonków. W Biblii Gdańskiej czytamy: „Adam poznał Ewę, żonę swoją, która poczęła i porodziła Kaina” (Rdz 4, 1). Jeśli na współżycie patrzymy jako na dar Stworzyciela, wiemy, że wiąże się ono nie tylko z cielesną bliskością, ale ma wymiar duchowy, buduje relację, umacnia więź między małżonkami i daje im ogromną siłę. Jest zupełnym oddaniem się z miłości i z miłością. Czy nie to jest pragnieniem Boga? Pan Bóg chce, byśmy Go poznali, a zatem mieli z Nim relację – jedyną, niepowtarzalną i wyłączną. Tak, mówimy, że Bóg kocha ludzkość, i jest to prawda, ale kocha też każdego z nas z osobna. Chce więzi i bliskości. Oddał nam siebie bez reszty i pragnie, byśmy mu całkowicie zaufali i oddali swoje życie w Jego ręce. Do takiej relacji z Panem nie są zaproszone jedynie osoby żyjące w zakonach czy księża, bo Bóg ma niezwykle pojemne serce.
Przybycie mędrców ze Wschodu nie jest jedynym miejscem na kartach Ewangelii, gdzie Bóg się przed nami odsłania. Podczas ofiarowania Jezusa w świątyni, które relacjonuje św. Łukasz, Maryja i Józef spotykają Symeona i Annę. Słyszą wówczas słowa, które są nam doskonale znane, ale dziwią młodych rodziców. Mama i tata w takiej sytuacji zazwyczaj odbierają gratulacje, życzenia zdrowia i szczęścia dla nowo narodzonego potomka. Gdy uczestniczymy w chrzcinach w naszej rodzinie albo wśród bliskich właśnie tego doświadczamy – radosnego świętowania. Maryję i Józefa to omija (i nie dlatego że byli Żydami). Przynoszą do świątyni swoje Dziecko, pierworodnego Syna, by ofiarować Go Panu. Są szczęśliwi, wdzięczni, może wzruszeni. I dostają „na twarz” słowa piękne, ale jednocześnie bardzo trudne. Symeon, którego spotykają, jest już stary i daleki od kurtuazji. Nagle spełnia się obietnica, której wyczekiwał, trzyma bowiem w rękach Zbawiciela. Dlatego jest konkretny do bólu. Błogosławi Boga, bo wreszcie może spokojnie umierać - przyszedł Mesjasz, światło dla świata i chwała Izraela. Jednocześnie nie ukrywa, że to Dziecko w przyszłości stanie się znakiem sprzeciwu, a Maryja doświadczy ogromnego rozdarcia serca. To będzie droga, którą oboje będą musieli przejść. A przecież Bóg ich kocha. Jezus jest ukochanym Synem, w którym Bóg złożył swoje postanowienia, swoją miłość i nadzieję. Życie Jezusa nie stało się z tego powodu łatwiejsze od naszego. Przeszedł przez poniżenie i cierpienie, by nam udzielić jeszcze większej łaski, jeśli tylko będziemy Go słuchać.
Świadkami Bożego objawiania są nieliczni - ci, którzy spotkali się z małym Jezusem, ludzie obecni przy Jego chrzcie w Jordanie, Piotr, Jakub i Jan, którzy doświadczyli przemienienia Jezusa. A jednak Bóg znalazł sposób, by to objawienie dotarło do wszystkich krańców świata i do każdego pokolenia. Przez słowo - przede wszystkim spisane, dzięki pracy tysięcy osób, od Ewangelistów zaczynając. Obecnie Biblia przetłumaczona jest na niespełna 700 języków, sam Nowy Testament dostępny jest w ponad 1500 językach. Ile osób od czasów Jezusa do dzisiaj przeczytało czy usłyszało choćby fragment tego objawienia - trudno sobie to wyobrazić. Bóg nieustannie się objawia. Każdego dnia rzesze ludzi słuchają Ewangelii, niektórzy słyszą ją po raz pierwszy, ci co ją znają, niekiedy słyszą ją, jakby po raz pierwszy się z nią zetknęli. Czy jednak ona w nas „działa”? Co robimy z tym nieustannym odsłanianiem się Boga? Czy to cokolwiek zmienia w naszym życiu? Czy nadal jest dla nas odkryciem, jak wówczas, gdy po raz pierwszy doświadczyliśmy Jego obecności w naszym życiu?

Katarzyna Kołata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!