Odkryć Krew Pańską
Głęboko wierzymy, że podczas każdej Mszy Świętej wino zamienia się w prawdziwą Krew Pańską. A czy zachowała się Krew, która wypłynęła z boku Jezusa?
Rozpocznę od wątku autobiograficznego. Kiedy byłem nastolatkiem, czasy końcówki szkoły podstawowej i potem średniej, w rodzinnej parafii mieliśmy proboszcza, który nie zgadzał się na żadne grupy duszpasterskie, zwłaszcza dla dzieci i młodzieży. Zielone światło było jedynie dla dziewczęcej scholki i ministrantów. Potem jeszcze powstała schola młodzieżowa i na tym koniec. Ale tak się złożyło, że jeden z ministrantów, starszy ode mnie o dwa lata, jakoś tam natknął się na Misjonarzy Krwi Chrystusa i zgromadził wokół siebie kilku innych, w tym moich najbliższych kumpli i założyli taką młodzieżową Wspólnotę Krwi Chrystusa. O ile dobrze pamiętam, spotykali się u niego w mieszkaniu i jeździli na rekolekcje do domu misjonarzy w Częstochowie przy ul. Miczurina (dzisiaj Mąkoszy). Na salkę przy parafii nie mogli liczyć, bo w pewnym sensie wobec parafii byli „nielegalni”. Z racji na tych moich kumpli, a także ze względu na nimb „nielegalności”, ciągnęło mnie do tej wspólnoty, ale nigdy się ostatecznie nie zdecydowałem. Wiecie dlaczego? Szczerze się przyznam, że ta Krew w nazwie mnie odstraszała. Jako młody człowiek szukałem wspólnoty, w której będzie jakoś tak radośnie (wtedy jeszcze nikt nie mówił cool, a i fajność też nie była nadużywana) a Krew nadawała temu przedsięwzięciu śmiertelnej nomen omen powagi. Taki to był mój pierwszy, nieskonsumowany kontakt z Misjonarzami Krwi Chrystusa.
W poszukiwaniu schronienia
Przenosimy się do naszych czasów, a konkretnie sierpniowej pieszej pielgrzymki na Jasną Górę. Szliśmy już po raz dziesiąty z naszej parafii i do roku ubiegłego po dotarciu 13 sierpnia do Częstochowy zatrzymywaliśmy się do uroczystości w domu sióstr elżbietanek tuż pod Jasną Górą, który niestety został sprzedany. Desperackie próby znalezienia noclegu dla blisko 100 osób w tak newralgicznym okresie roku graniczyło z cudem i cud się nie wydarzył. W każdym razie miejsca się znalazły, ale w domu położonym niemal cztery kilometry od Jasnej Góry! Spróbujcie powiedzieć pielgrzymom, którzy właśnie dotarli do mety, że muszą jeszcze drałować cztery kilometry na nocleg… Mniejsza o to, jak sobie poradziliśmy, ale ten nocleg był w domu pielgrzyma właśnie Misjonarzy Krwi Chrystusa. Przy Sanktuarium Krwi Chrystusa. Przyznam się, że jakoś nie zgłębiałem historii tego miejsca i dopiero kiedy rozmawiałem z ks. Bogusławem Witkowskim, który jest kustoszem obecnego sanktuarium i budowniczym nowego, a także odpowiedzialnym za pielgrzymów, usłyszałem o możliwości adoracji relikwii Krwi Chrystusa.
– Macie tu relikwię Krwi Chrystusa? – zdziwiłem się.
– Tak, jedną z trzech w Europie – odpowiedział ks. Bogusław.
– A skąd ona się tu wzięła?
– Relikwia trafiła do nas w 1998 r. z Schellenbergu w Księstwie Liechtensteinu, gdzie przeszło 100 lat temu powstała prowincja niemiecka naszego zgromadzenia – wyjaśnił kustosz, a my musimy troszkę przyjrzeć się historii goszczących nas misjonarzy. Od samego początku.
Szerzyć duchowość Krwi Chrystusa
Niejaki Gaspare del Bufalo urodził się 6 stycznia 1786 r. w Rzymie, dzień później został ochrzczony, półtora roku później, z powodu groźby śmierci, przyjął w domu bierzmowanie, a w kolejnym roku życia, w 1788 r. został uzdrowiony z choroby oczu za wstawiennictwem św. Franciszka Ksawerego. Przyznacie, że niezła sekwencja na samym początku życiorysu człowieka, który mimo słabego zdrowia będzie miał wielki zapał misyjny (na wzór tego, który wyprosił mu uzdrowienie). Kiedy już jako ksiądz chciał na te misje wyjechać, powierzono mu głoszenie misji ludowych na terenie Włoch. Chciał więc wstąpić do jezuitów, ale jego duchowy kierownik mu to odradził, a ponieważ Kasper chciał przybliżyć wiernym tajemnicę Krwi Chrystusa, założył z trzema towarzyszami Zgromadzenie Misjonarzy Krwi Chrystusa 15 sierpnia 1815 r. Bardzo szybko papież Pius VII zaakceptował nazwę.
Kolejny istotny moment dla Misjonarzy to rok 1837, kiedy to Kasper umiera z wycieczenia, posługując chorym na cholerę, która wtedy panowała w Wiecznym Mieście. Ale równie ważny jest rok kolejny, bo wówczas szwajcarski kapłan, wcześniej benedyktyn i trapista, Franciszek Salezy Brunner, po odbyciu pielgrzymki do Rzymu, gdzie spotkał się z Misjonarzami Krwi Chrystusa, wstąpił do zgromadzenia, pierwszy nie Włoch i dzięki niemu rozpoczął się etap ekspansji do innych krajów, w tym do USA. Jeszcze przed swoją śmiercią ks. Franciszek Brunner chciał założyć nowy dom w Europie. W czerwcu 1858 r. otrzymał w darze klasztor w Schellenbergu w Księstwie Liechtenstein, gdzie umieścił grupę sióstr zakonnych Misjonarek Najdroższej Krwi, założonych już wcześniej w 1834 r. przez jego matkę Annę Marię Brunner. To były siostry kontemplacyjne. I właśnie dla tych sióstr zostaje wówczas sprowadzona cząsteczka relikwii Krwi Pańskiej z Mantui we Włoszech. A skąd ona się znalazła we Włoszech?
Ziemia zroszona Krwią Zbawiciela
Tym razem musimy się cofnąć do czasów ewangelicznych. Przypomnijmy sobie rzymskiego żołnierza, który przebił włócznią bok Jezusa wiszącego na krzyżu. Z ciała Chrystusa wypłynęły krew i woda. Według apokryfów żołnierz miał na imię Kasjusz, tak też go uwiecznił w filmie „Pasja” Mel Gibson. Miał on się później nawrócić i przyjął imię Longin. Niektóre przekazy utożsamiają Kasjusza – Longina z setnikiem, który powiedział o Jezusie, jak zanotowano w Ewangelii: „Ten prawdziwie był synem Bożym”. I to właśnie Longin, według tradycji, zabrał z miejsca kaźni odrobinę ziemi przesiąkniętej krwią Chrystusa, a także gąbkę użytą do pojenia Go octem. Te dwie relikwie miał zabrać do Italii, gdzie poniósł śmierć męczeńską w Mantui w 37 roku. Ale przed śmiercią schował relikwie w metalowym pudełku i zakopał. Na wiele wieków słuch o nich zaginął.
I tutaj wkracza do akcji mój patron, czyli św. Andrzej Apostoł, któremu był dedykowany kościół w Mantui. W 804 r. ukazuje się on we śnie pewnemu mężczyźnie i wskazuje miejsce ukrycia relikwii męki Pańskiej. Na miejsce przybywa sam papież Leon III (795–816), a cesarz Karol Wielki (768–814) zwraca się do niego z prośbą o uwierzytelnienie relikwii. Papież potwierdza i wówczas niewielka jej część została przekazana przez Karola Wielkiego do Kaplicy Królewskiej w Paryżu (Sainte-Chapelle). Pozostałą część umieszczono w specjalnie przygotowanym relikwiarzu.
Niestety w 923 r. Mantua została najechana przez Węgrów i relikwię ukryto tak skutecznie, że znowu ślad po niej zaginął. Św. Andrzej ponownie musi interweniować i w 1048 r. znowu ukazuje się we śnie, tym razem niewidomemu, dawnemu służącemu możnego rodu Canossów i wskazuje mu miejsce ukrycia urny z relikwiami, a także pochówku św. Longina. Kolejny papież Leon, tym razem IX, przybywa by oddać hołd relikwiom w 1055 r., a nawet chce je zabrać do Rzymu, na co nie ma zgody mieszkańców Mantui, mało tego, papież musi się ratować ucieczką. Dwa lata później do Mantui zawitał cesarz Henryk III i został obdarowany częścią cennej relikwii, która ostatecznie trafia do benedyktyńskiego klasztoru w Weingarten, gdzie jest po dziś dzień.
Promieniować na cały Wschód
Mamy więc całą historię relikwii i wszystkie miejsca, gdzie znajdują się cząsteczki tej ziemi nasączonej Krwią Zbawiciela, pozostaje pytanie, dlaczego trafiła również do Częstochowy.
– Stało się to za sprawą ks. Winfrieda Wermtera, który na początku lat 80. XX wieku przybył z Niemiec, aby zakorzenić na ziemiach polskich charyzmat oraz duchowość zgromadzenia – opowiada ks. Bogusław. – Jego działalność zaowocowała powstaniem pierwszego Domu Misyjnego w Częstochowie w 1983 r. oraz dynamicznym rozwojem Wspólnoty Krwi Chrystusa w całym kraju. I ten ksiądz znał te siostry w Schellenbergu i poprosił, żeby ta relikwia Krwi Pańskiej mogła być czczona tutaj, jak to się wówczas nazywało za „żelazną kurtyną”. Relikwia była podarowana nie tylko dla Polski, ale jakby dla wszystkich narodów za kurtyną, żeby tutaj oddziaływała. Częstochowa jest centrum duchowym Polski, tu był nasz pierwszy dom i dlatego otrzymaliśmy cząsteczkę tej relikwii z Schellenbergu.
Ks. Bogusław opowiada mi o całej teologii siedmiu przelań Krwi Pańskiej, które są tutaj przedstawione aż trzy razy: na witrażu w pierwotnej kaplicy, na obrazach w obecnej kaplicy, która pełni rolę sanktuarium i w siedmiu kapliczkach na terenie wokół sanktuarium. Buduje się też nowe sanktuarium, którego dolny kościół jest już prawie ukończony.
– Teologia Krwi to jest ochrona, przymierze, pojednanie, uzdrowienie i miłość – tłumaczy ks. Bogusław. – Najkrócej: ochrona – krew baranka paschalnego, która była na progach domów, chroniła przed śmiercią, przymierze – zawarte na Górze Synaj, pojednanie – święto Jom Kippur pojednanie, przebłaganie i pokropienie krwią, uzdrowienie – w Jego ranach jest nasze zdrowie i wreszcie miłość – nie ma większej miłości niż jak ktoś oddaje życie.
Kiedy podczas naszego pobytu w sanktuarium otrzymaliśmy indywidualne błogosławieństwo relikwią Krwi Pańskiej, nawet najwięksi twardziele wychodzili ze łzami w oczach. Jak ja mogłem się kiedyś obawiać Krwi Pańskiej?
ks. Andrzej Antoni Klimek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!