TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 15 Października 2026, 00:45
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

O zaorywaniu bez plonów i zakopywaniu nieskarbów

O zaorywaniu bez plonów i zakopywaniu nieskarbów

Jest mało rzeczy na tym świecie, których tak serdecznie nie znoszę, jak polskiej debaty politycznej. Nie śledzę aż tak bardzo podobnych debat w innych krajach, ba, nawet tej w naszej Ojczyźnie nie śledzę, ponad to co rzuca się w oczy, kiedy tylko otworzy się dowolne narzędzie społecznego przekazu i zanim zdąży się wybrać to, co naprawdę interesuje i po co do owych mediów się przyszło, dlatego nie napiszę, że dzieje się to tylko u nas. Poza tym wcale mnie nie obchodzi, jak to jest u innych, bo zależy mi na tym, co u nas przede wszystkim, bo bliższa koszula ciału, a poza tym w pełni identyfikuję się w tym temacie z naszym wspaniałym Prymasem Tysiąclecia, który mówił: „Dla nas po Bogu największa miłość to Polska! Musimy po Bogu dochować wierności przede wszystkim naszej Ojczyźnie i narodowej kulturze polskiej. Będziemy kochali wszystkich ludzi na świecie, ale w porządku miłości. Po Bogu więc, po Jezusie Chrystusie i Matce Najświętszej, po całym ładzie Bożym nasza miłość należy się przede wszystkim naszej Ojczyźnie, mowie, dziejom i kulturze, z której wyrastamy na polskiej ziemi”. 

Po tym pięknym cytacie trudno będzie mi napisać coś równie mądrego, ale wspomniałem o tym podnoszeniu mi ciśnienia przez debaty polskich polityków właśnie dlatego, że ostatnio rozpętała się kolejna „burza medialna” wokół pewnej wypowiedzi pana Prezydenta RP, w której w nawiązaniu do września 1939 r. padły słowa: „Jesteśmy narodem, który może utracić terytorium, ale nigdy nie stracimy duszy; możemy oddać terytorium, ale nigdy nie oddamy naszej Ojczyzny”. Nie trzeba być jakoś szczególnie lotnym na umyśle, że nie chodzi tu o deklarację, że BĘDZIEMY oddawać terytorium, ale o nawiązanie do tego, co miało miejsce w historii, niemniej jednak natychmiast rozsypały się komentarze i zapewnienia innych uczestników sceny politycznej, że oni nie oddadzą ani skrawka ziemi, a Prezydent powinien się wstydzić. Zapewnienia te padały też z ust polityków, którzy jeszcze kilka lat temu afirmowali plany obronne kraju z pierwszą barierą obronną w razie ataku ze Wschodu na linii… Wisły! I tak sobie bili pianę wokół tej wypowiedzi przez klika dni. Poszerzali zasięgi. Zaorywali się nawzajem. Bo to najczęściej robią politycy: poszerzają zasięgi i zaorywują rywali politycznych, po czym wystawiają piersi do orderów, czytaj oklasków i lajków. Gdyby to zależało ode mnie, zabroniłbym używania mediów społecznościowych politykom pełniącym funkcje rządowe czy parlamentarne. I mam takie pytanie: czy od tego zaorywania coś kiedyś pozytywnego wyrosło? Bo rozumiem, że orze się po to, aby był jakiś plon, tak? No to co od tego waszego zaorywania rywali wyrosło, oprócz rechotu gawiedzi, która takiemu zaorywaniu kibicuje i się nim rajcuje? Może by jednak zająć się jakąś pożyteczną pracą dla Polski, której rzekomo wszyscy służycie. Kiedyś tu przytoczyłem listę mnóstwa spotkań i wizyt, które w niewielkim zakresie czasu odbyła włoska premier Giorgia Meloni. Chciałbym taką listę przedstawić również odnośnie naszego Premiera, ale znacznie łatwiej doszukać się jego barwnych wystąpień na Iksie. Nie cierpię polskiej debaty politycznej, przykro mi, i dotyczy to wszystkich stron sporu politycznego, wszystkich.

Zwłaszcza, że nie widzę, aby to było skuteczne w czymkolwiek, poza przejęciem na kilka lat stołków publicznych i tychże mediów, notabene ostatnio w likwidacji. A z tych pozycji można się skuteczniej „naparzać”. Czy nie powinno chodzić o skuteczność w działaniu dla dobra własnego kraju? Właśnie przeczytałem, że słusznie skądinąd wkurzający niemal wszystkich, łącznie z własnymi wyborcami, prezydent Donald Trump, podpisał jakąś umowę z Danią i Grenlandią. Wszyscy się na niego oburzali, bo groził zajęciem, anektowaniem Grenlandii jako wyspy strategicznej z punktu widzenia bezpieczeństwa USA, twierdząc że Grenlandia im się należy, a tymczasem wygląda na to, że dopiął swego. W piątek, 19 września ogłosił, że „Stany Zjednoczone Ameryki zawarły umowę z Królestwem Danii i Grenlandią, która daje im stałą kontrolę nad bezpieczeństwem i wszystkimi innymi potrzebami Grenlandii, w pełni odpowiadając na WSZYSTKIE nasze liczne obawy”. Zapowiedział też natychmiastowe zwiększenie tam obecności wojskowej USA i że umowa jest bezterminowa. Ustalenia zostały potwierdzone przez władze Danii i Grenlandii „Będziemy współpracować z mieszkańcami Grenlandii w jej rozwoju i budowie. To rozwiązanie jest doskonałe dla Stanów Zjednoczonych Ameryki, Danii, Grenlandii i wszystkich naszych sojuszników” – napisał prezydent USA. Potem oczywiście puszył się w swoim zwyczaju, jak to nikt nie potrafił tego dokonać przez 100 lat, a dopiero jemu się udało, ale jeśli oczyścimy fakt od retoryki, to mamy – przynajmniej w tej sprawie – skuteczność. Ja chętnie przebaczę naszym politykom śmieszność i ich naparzanki w Internecie, jeśli pokażą mi skuteczność w walce o to co dla Polski, a nie dla ich partii, albo wręcz ich osobistych karier, jest pożyteczne. 

Skoro pojawiła się Dania w naszych refleksjach, to proszę, taka ciekawostka z rodzaju klimatycznego science fiction. W nadziei na uzyskanie „ujemnego” bilansu emisji CO2 do atmosfery Królestwo Danii rozpocznie… składowanie dwutlenku węgla w skałach pod morzem! Chodzi oczywiście o zapobieżenie zmianom klimatu. Król Danii Fryderyk X zainaugurował w duńskim Esbjerg nad Morzem Północnym pierwszą taką instalację na dużą skalę do magazynowania CO2 pod dnem morskim. A cała Unia chce do 2030 r. wychwytywać i składować 50 mln ton dwutlenku węgla rocznie. Cóż za ambitne plany! Ciekawe ile to kosztuje i kto za to zapłaci. A poza tym, mało kto zauważył, że 7 kwietnia tego roku 44 autorów Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu ogłosiło raport, według którego „nieprawdopodobne” są ogłaszane przez ostatnie kilkanaście lat scenariusze, w których przewidywano globalny wzrost temperatury o 5 stopni Celsjusza do 2100 roku. W raporcie są trzy scenariusze, biorąc pod uwagę średni scenariusz temperatura do 2100 roku mogłaby wzrosnąć o 2,56 względem roku 1860. A rok temu uznano, że temperatura naówczas wzrosła od 1860 r. o 1,45 stopnia Celsjusza, czyli przez najbliższych 75 lat miałaby wzrosnąć o zaledwie 1,1 stopnia! A my dalej udajemy, że katastrofa jest tuż za rogiem i rujnujemy gospodarki krajowe, aby jej uniknąć. 

Ciekawe też są te ciągłe ciągotki, aby wszystko co niepotrzebne pakować pod ziemię. Pewnie słyszeliście, że również u nas mędrcy wymyślili, aby szkodliwe odpady (stawiam dolary przeciw orzechom, że odpady byłyby z Niemiec) umieszczać w ciągle funkcjonującej i dającej znakomitą sól kopalni w Kłodawie. Kopalnie węgla zalali wodą, żeby czasem nikomu nie przyszło do głowy ponownie ich otwierać (skoro węgiel można kupić: w pierwszym półroczu 2026 r. Polska sprowadziła z zagranicy 3,06 mln ton węgla energetycznego, co oznacza wzrost o 168% w porównaniu do analogicznego okresu 2025 r., z czego ponad połowę z… cha cha cha… Kazachstanu, akurat), a teraz do kopalni soli chcą wrąbać szkodliwe odpady! Geniusze! Kiedyś kopaliśmy w ziemi w poszukiwaniu różnych skarbów i ziemia je dawała. Za kilka lat strach będzie wbić szpadel w ziemię… 

Pleban ze wsi

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!