O rakietach, płachtach na byka i myślozbrodniach, które się dzieją
Pamiętam jak kiedyś śp. ks. Piotr Pawlukiewicz opowiadał o różnych fazach wiary w swojego ojca. Mówił, że jako dziecko był przekonany, że jego ojciec jest absolutnie kimś najwspanialszym na świecie i gdyby tylko chciał, to by był piłkarzem Legii i reprezentacji, albo by w piwnicy wybudował rakietę kosmiczną. A jeśli tego nie zrobił to tylko dlatego, bo mu się po prosu nie chciało. Ale na pewno byłby w stanie to zrobić, bo ojciec był po prostu absolutnie the best! Tak myślał jako dziecko. Potem kiedy już podrósł, wiecie stał się „młodzieżą” to uznał, że ojciec to jest stary wapniak, na niczym się nie zna, na komputerze nie potrafi, no po prostu nie ma z gościem o czym pogadać, ewentualnie można go, jakby poprosił, w czymś uświadomić. Wreszcie, jako dojrzały mężczyzna, ksiądz Piotr powiedział, że chyba jednak bliżej prawdy był w wieku dziecięcym. Znaczy się, że „za dorosłego” znowu zaczął ojca bardzo doceniać.
Przypomniała mi się ta historia teraz i tak się zastanawiam czy pani Katarzyna, kiedy była małą Kasią a jeszcze bardziej pan Michał, kiedy był malutkim Michasiem, też sobie wyobrażali, że ich tata Donald, jeśli tylko by chciał, to by spokojnie mógł w piwnicy wybudować rakietę kosmiczną. Bo że gdyby chciał, to by grał nie w jakiejś Legii śmiesznej kartoflanej, ale w Bayernie Monachium to bankowo byli przekonani, bo przecież tata w gałę rżnął aż miło! W każdym razie jeśli jako dzieci wierzyli w tę rakietę, to teraz muszą być cholernie dumni, bo tata właśnie ogłosił, że Polska, pod jego światłym przewodem, wybuduje rakietę kosmiczną! No wiecie, chodzi o to, że „Europa nie może zostać w tyle w kosmicznym wyścigu z USA i Chinami” a Polska jest „europejskim czempionem w kontekście inwestycji w przemysł kosmiczny”. Słowa pana premiera. Czyli do diaska tam z jakimś CPK, samolotami, pociągami i szprychami. Walimy od razu w kosmos! To jest dopiero rozmach, aż by się chciało zacytować Siarę z pewnego filmu, no ale mogą to przecież czytać dzieci, więc się powstrzymam. W każdym razie bukmacherzy już mogą proponować nowe rodzaje zakładów, na przykład: Co szybciej się skończy? a) budowa polskiego statku kosmicznego; b) twoja kolejka do endokrynologa na NFZ? Ja bym jeszcze dodał takie pytanko: czy zdążysz odbyć zaplanowane badanie czy zabieg w twoim szpitalu, zanim go zamkną? Oj, pardon, trzeba uważać na słowa, bo ostatnio słyszałem pełne oburzenia słowa pewnej osoby z ministerstwa zdrowia, że jakiś szpital wcale nie został zamknięty, tylko zawieszony, więc proszę nie siać dezinformacji. Ufff… a w zawieszonym to się można przebadać?
Podczas gdy my się zastanawiamy kiedy powstanie polska rakieta kosmiczna, to zupełnie inna rakieta, zdaje się, że rosyjska wleciała sobie do naszego kraju i nie znalazł się nikt w naszej armii, co by niczym Kargul zawołał: „Nie będzie mi tu po moim niebie latał!” i ustrojstwo zestrzelił! Rakieta szybowała nad Polską 6 minut, przeleciała m.in. nad jednostką wojskową i spadła niedaleko strategicznej fabryki amunicji. Ale najbardziej żenujący jest fakt, że żandarmeria wojskowa przybyła na miejsce eksplozji w Tarnawie-Kolonii ponad godzinę po reporterach stacji Polsat News i blisko trzy i pół godziny po wybuchu! A coś mi się obiło o uszy, że wyżej wymieniony najlepszy ojciec na świecie jakiś czas temu straszył, że grozi nam wojna i to nie za parę lat, ale miesięcy! To tak się do niej przygotowujemy? Że parę razy powyją te syreny, a granica dalej dziurawa i żadnej tarczy nie ma? Pamięć mam już słabą, ale pamiętam, że polsko-amerykańska umowa w sprawie instalacji elementów tarczy antyrakietowej została podpisana w sierpniu 2008 r. w Warszawie, kto to wtedy uwalił? Proszę sobie sprawdzić. W każdym razie to co mamy teraz, raczej nas nie chroni. Chociaż humory w wojsku dopisują, bo pan minister obrony narodowej raczył po wszystkim podziękować generałowi Nowakowi i „wszystkim, którzy dziś koordynowali, obserwowali, analizowali i reagowali na wydarzenie nad Ukrainą i w naszej przestrzeni powietrznej”. Jak to śpiewał Muniek Staszczyk? „Jest super, jest super, więc o co ci chodzi?”
W każdym razie do tragedii u nas nie doszło, czego nie można powiedzieć o festynie LGBT w berlińskim parku Tiergaten, gdzie niejaki Abdul, syn imigrantki z Libanu, ale pełnoprawny obywatel RFN wjechał furgonetką w tłum uczestników parady równości zabijając jedną kobietę, akurat naszą rodaczkę i raniąc 29 innych osób. Sprawca został co prawda zastrzelony podczas próby ujęcia go przez policję, ale opinia publiczna jest poruszona, że człowiek, który był znany władzom jako groźny ekstremista islamistyczny i był też prawnie uznany, jako skazany za przestępstwo terrorystyczne, za zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego mógł praktycznie robić co chciał. A dlaczego zrobił akurat to, co zrobił? I co było, oczywiście, straszne i karygodne? No nie wiadomo, ale może rąbka tajemnicy uchyli fakt, że jako zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego został on skierowany na kurs przystosowawczy do zaakceptowania zasad demokratycznego społeczeństwa. No i proszę sobie wyobrazić, że większość „wykładowców”, którzy mieli wpłynąć na poglądy kursanta i jego zachowanie, stanowiły radykalne feministki i wyznawczynie mocno lewicowego światopoglądu. Przyznacie, że świetnie dobrana kadra dla islamisty, co? Widać tam ciągle nie potrafią zrozumieć, o co chodzi z tą czerwoną płachtą i bykami…
Na koniec przechodzimy na pole nasze kościelne z małym wątkiem autobiograficznym. Swego czasu usunięto mnie z seminarium duchownego i jednym z najstraszniejszych zarzutów, jaki mi wówczas postawiono, było twierdzenie, że ja to mam takie myślenie jak ci ludzie gdzieś tam w Austrii co by sobie chcieli sami biskupa wybierać! Mnie oczywiście taka myśl nawet przez przedsionek mózgu nie przeszła, a co dopiero żeby ją wyartykułować, więc zarzut był absolutnie fałszywy. Ale wówczas przyjąłem do wiadomości, że takie myślenie jest tak antykatolickie, że nawet jeśli go nie popełniłem, to i tak rozumiem, że mnie usuwają, jeśli wierzą, że coś takiego mogłem postulować. Zawiłe to, ale mam nadzieję, że rozumiecie… I kto by pomyślał, że dzisiaj takie rzeczy stają się rzeczywistością i to nie dlatego, że ludzie tak chcą, ale dlatego że władze diecezji, w tym przypadku Hildesheim w Dolnej Saksonii w Niemczech zachęcają wiernych do modlitwy oraz… zgłaszania kandydatów na nowego ordynariusza! „Szczególnie ważne jest dla nas, aby poszukiwanie nowego biskupa dla diecezji Hildesheim stało się drogą duchową, podczas której w szczególny sposób zapraszamy wszystkich wiernych do modlitwy o dobrego pasterza” – powiedział dziekan kapituły katedralnej, emerytowany biskup pomocniczy Heinz-Günter Bongartz. Wierni zostaną włączeni w proces przygotowania listy kandydatów, którą kapituła katedralna przekaże nuncjuszowi apostolskiemu w Niemczech.
Nie żebym się cieszył z takiego obrotu sprawy, wręcz przeciwnie, ale czy mnie ktoś teraz przeprosi, że wyrzucono mnie za coś, czego nawet nie pomyślałem, ale co dzisiaj staje się faktem?
Pleban ze wsi
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!