O czym mówi papież w bliskości Szefa, który nie jest wirtualny

W starym dowcipie mowa była o pewnym biskupie, a może papieżu (?), który lecąc samolotem tuż po starcie nie odmawiał przyjęcia proponowanego przez obsługę kieliszeczka koniaku, aż do momentu kiedy samolot wzniósł się na wysokość przelotową. Wówczas hierarcha odmawiał kolejnego drinka tłumacząc szeptem: „Zbyt blisko Szefa”.
Zgoła odmiennie wydawał się funkcjonować papież Franciszek, który wręcz przeciwnie, podczas swoich lotniczych pielgrzymek apostolskich, w ramach konferencji prasowych na pokładzie samolotów, często dzielił się z dziennikarzami różnymi swoimi przemyśleniami, które – mimo bliskości Szefa – dość mocno odbiegały od tradycyjnego nauczania Kościoła.
Z pewną więc ciekawością oczekiwałem na efekty wysokości przelotowej u papieża Leona XIV, który właśnie odbył ważną pielgrzymkę do krajów afrykańskich. No i się nie zawiodłem w tym sensie, że padły ważne słowa i na pewno nie tak dezorientujące, jak to się zdarzało jego poprzednikowi.
Jedną z kwestii, o jakie zapytano papieża, była polityka migracyjna: „Migracja w Hiszpanii wywołuje olbrzymi spór i polaryzację. Nawet wśród katolików nie ma jasnego stanowiska. Co możemy powiedzieć Hiszpanom, a przede wszystkim katolikom, o migracji? – zapytała Leona XIV Eva Ramirez z Radia Cope. Oto odpowiedź papieża: „Problem migracji jest bardzo złożony i dotyka wielu krajów, nie tylko Hiszpanii, nie tylko Europy, nie tylko Stanów Zjednoczonych. To globalne zjawisko. Osobiście uważam, że państwo ma prawo kontrolować swoje granice. Nie mówię, że każdy ma mieć możliwość wjazdu bez porządku, co czasem powoduje w krajach docelowych bardziej niesprawiedliwe sytuacje, niż te w państwach, które migranci opuszczają. To powiedziawszy, zadaję sobie pytanie, co robimy w zamożniejszych krajach, by zmienić sytuację w państwach uboższych? Czemu nie możemy spróbować, tak przez pomoc państwową, jak i inwestycje dużych bogatych i międzynarodowych firm, zmienić stan rzeczy w krajach takich, jak te, które odwiedziliśmy w czasie podróży? Na Afrykę wielu patrzy jako na miejsce wydobycia minerałów, zdobycia jej bogactw dla korzyści innych krajów. Być może globalnie powinniśmy starać się promować większą sprawiedliwość, równość i rozwój w tych afrykańskich krajach, tak by ludzie nie musieli emigrować do innych, włączając w to Hiszpanię”.
Bardzo się cieszę z tych słów, bo wydają mi się one tak chrześcijańskie i miłosierne, jak i zdroworozsądkowe. Czego na przykład nie mogłem powiedzieć, kiedy jeden z naszych rodzimych hierarchów stwierdził, że każdy ma prawo mieszkać tam gdzie chce sugerując wręcz, że taka jest nauka społeczna Kościoła. Dodam jeszcze, że Leon XIV zaznaczył, że o ile państwa mogą zdecydować o przyjęciu lub nieprzyjęciu migrantów, o tyle cudzoziemców na miejscu powinny traktować zgodnie z ich ludzką godnością, a nie „gorzej, niż zwierzęta, jak to się często zdarza”.
Kolejną podniebną kwestią z jaką zmierzył się papież Leon była kwestia błogosławieństwa par jednopłciowych. Dziennikarka niemieckojęzyczna zapytała Leona XIV o ocenę decyzji kard. Reinharda Marxa, arcybiskupa Monachium i Fryzyngi, dotyczącą udzielenia zgody na błogosławienie par jednopłciowych w jego diecezji. Pytała o to szczególnie w kontekście zachowania jedności Kościoła. Odpowiedź papieża cytuję w całości, tłumaczenie moje: „Przede wszystkim uważam, że bardzo ważne jest zrozumienie, że jedność lub podział Kościoła nie powinny obracać się wokół kwestii seksualnych. Mamy tendencję do myślenia, że kiedy Kościół mówi o moralności, to jedynym tematem jest seksualność. W rzeczywistości uważam, że istnieją o wiele większe i poważniejsze kwestie, takie jak sprawiedliwość, równość, wolność mężczyzn i kobiet, wolność religijna: wszystkie sprawy, które moim zdaniem, mają pierwszeństwo przed tą konkretną kwestią. Stolica Apostolska rozmawiała już z biskupami niemieckimi.
Wyraźnie dała do zrozumienia, że nie zgadza się na formalizację błogosławieństwa dla par – w tym przypadku par jednopłciowych, o które pani pytała – ani dla par w nieregularnych związkach, ponad to, na co papież Franciszek konkretnie zezwolił, mówiąc, że „wszyscy mogą otrzymać błogosławieństwo”. Kiedy ksiądz udziela błogosławieństwa na zakończenie Mszy Świętej, kiedy papież błogosławi na zakończenie wielkiej celebracji, takiej jak ta, którą odprawiliśmy dzisiaj, błogosławieni są wszyscy ludzie. Słynne powiedzenie Franciszka „wszyscy, wszyscy, wszyscy” jest wyrazem wiary Kościoła: wszyscy są przyjmowani, wszyscy są zaproszeni. Wszyscy są zaproszeni do naśladowania Jezusa i szukania nawrócenia w swoim życiu. Jeśli dzisiaj pójdziemy dalej, to myślę że temat ten grozi stworzeniem większej niezgody niż jedności. Musimy szukać sposobów budowania naszej jedności na Jezusie Chrystusie i na tym, czego Jezus Chrystus naucza. Tak właśnie odpowiedziałbym na twoje pytanie”.
Wiem, że najczęściej podobają nam się wypowiedzi, które są zgodne z naszym punktem widzenia, ale nic na to nie poradzę. Natomiast dobrze jest znowu poczuć się pewniej, że wszystko w co wierzyłem bynajmniej nie jest do wyrzucenia, skoro Głowa Kościoła wierzy tak samo i nie sądzę, że były tam jakieś turbulencje. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że właśnie z turbulencji wychodzimy, a „latarnia morska”, która ma wskazywać drogę przestała się dziwnie przemieszczać i znowu jest w tym jednym miejscu, w którym zawsze była.
Tak więc GÓRA STOI, ale to nie znaczy, że nie ma zagrożeń. Choćby ze strony sztucznej inteligenci. Firma technologiczna Just Like Me („Tak jak ja”) uruchomiła aplikację o tej samej nazwie, która za opłatą 1,99 dolara za minutę umożliwia rozmowę z wygenerowaną przez sztuczną inteligencję wersją… Jezusa Chrystusa. „Wirtualny Jezus” ma „oferować współczującą obecność, która zachęca do miłości, uzdrowienia i zrozumienia”. Aplikacja Just Like Me została wprowadzona w październiku 2025 r. i pierwotnie oferowała „istotne, przypominające ludzkie rozmowy z cyfrowymi mentorami, ekspertami i towarzyszami” za pomocą połączeń głosowych lub wideo.
Użytkownicy mogą „rozmawiać” z wygenerowanymi przez chatbota różnymi znanymi postaciami, a od grudnia 2025 r., również z „wirtualnym Jezusem” opartym na wizerunku Zbawiciela z serialu The Chosen, granego przez Jonathana Roumie. Jak zapewniają twórcy, ma ona oferować „wskazówki i współczucie”, bazując na Biblii Króla Jakuba, czyli protestanckim tłumaczeniu Pisma Świętego, i bez odnoszenia się do doktryny Kościoła. Powiem tak! Mamy Jezusa prawdziwego! Zmartwychwstałego! Obecnego w Kościele i w sakramentach! Nie dajmy się nabić w chatbota!
Pleban ze wsi
Nie jestem profesorem, ani dziekanem, ani nawet kanonikiem, nie mam konta na TikToku, nawet na Facebooku mnie nie ma. Jestem zwyczajnym plebanem ze wsi, gdzie kura zniesie jajko, zanim minister ogłosi program wsparcia dla rolników. Ale nawet mnie, kiedy słyszę i widzę pewne absurdy, ręka świerzbi... Więc żeby komuś nie przywalić, piszę.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!