TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 10 Sierpnia 2020, 14:06
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Niepodległość w trzech wymiarach

Niepodległość w trzech wymiarach

Polska odzyskała niepodległość w 1918 roku, ale niewiele później znów został przeprowadzony atak na jej suwerenność. Tym razem bolszewickie wojska chciały ,,wyzwolić nasz lud spod burżuazyjnego panowania” wprowadzając socjalizm. Nasza Ojczyzna nie tylko obroniła swoją niezależność, ale także powstrzymała bolszewików przed atakiem na całą Europę i rozpowszechnianiem siłą swoich idei. Decydującym momentem tej walki była Bitwa Warszawska nazywana też Cudem nad Wisłą. Jest ona jedną z przełomowych bitew w historii świata (18. miejsce za bitwą pod Waterloo, a przed bitwą pod Stalingradem). Może zamiast wciąż rozpamiętywać cierpienia naszego narodu przypomnieć sobie najjaśniejsze karty polskiej historii. Film ,,Bitwa Warszawska 1920” doskonale pokazuje ważne chwile bitwy, choć jako film ma też sporo wad.

 

Z czarno-białego obrazu wyłaniają się kolorowe kadry. Przez cały czas trwania obraz będzie się miejscami ,,postarzał” przechodząc na krótką chwilę w skalę szarości. Ten zabieg osobiście mi się podoba. Klimat jest. Początek filmu tworzy nastrój początku lat 20. XX wieku w Polsce. 

 

Wojenna miłość

Postanawiam sobie mocno, że nie będę bohaterki, która pojawia się jako pierwsza (Natasza Urbańska), oceniać przez pryzmat jej męża powtarzając to, co wszyscy w recenzjach, nie siląc się na swoją własną opinię. Jej filmowego partnera (Borys Szyc) nie będę oceniać w ogóle, bo z bliżej nie znanych przyczyn nie przepadam za nim (jako za aktorem, bo jako człowieka go nie znam). Tych dwoje miało stworzyć fabułę, romantyczną historię związku dwojga młodych w trudnych czasach, na której osnuty będzie wycinek wojny polsko-bolszewickiej (1919-1921). Jednak moim zdaniem, dobrego pomysłu na tę historię zabrakło, albo zabrakło dobrego jej zagrania, albo jedno i drugie. Spotkałam się nawet z opinią, że można by wyciąć wątek miłości Janka i Oli i film nic by na tym nie stracił. Zupełnie się z tym nie zgadzam, bo współczesny widz nie poszedłby do kina na dwugodzinne widowisko historyczne, bez bliskiej mu fabuły. Tyle, że w filmie główni bohaterowie okazują się nieśmiertelni i tu się trochę zawiodłam na typowo amerykańskim happy endzie, a i nazwanie filmu dramatem trąci jednak lekką ironią, skoro wszystko dobrze się kończy - bitwa i miłość. Oczywiście dramatyczny jest sam obraz wojny, ale to chyba nie wystarczy, żeby nazwać film dramatem. Ola pięknie śpiewa ,,Szarą piechotę” czy ,,Białe róże” (jeszcze kilka piosenek z tego czasu pamiętam ze szkoły i zapewne spodobałyby się także wszystkim wcześniej urodzonym, szczególnie w wykonaniu tak urodziwej wokalistki), a później dołącza do Ligi Kobiet, która angażuje się heroicznie w pomoc żołnierzom na froncie. Widok Nataszy Urbańskiej z wielkim karabinem maszynowym niestety jest bardziej zabawny, niż dramatyczny, podobnie jak mało wiarygodne jest jej ocalenie w okopie pełnym ofiar, gdzie nikt inny nie ocalał. Bardziej wiarygodnie przedstawione zostało ,,leczenie” rannych z pola bitwy, gdzie Ola asystuje przy stole operacyjnym, choćby przy amputacji ręki. Nieco lepiej wypadają losy Janka, zagrane jakby od niechcenia, ale dosyć wiarygodnie, choć również po amerykańsku, zawsze w chwili, kiedy wydaje się, że to już koniec, nadchodzi ratunek. Bardziej optymistyczna niż dramatyczna jest także w filmie doskonała muzyka Krzesimira Dębskiego, która jednak samego filmu, jako filmu nie ratuje.

 

Na wojnie Bóg decyduje

Nieco lepiej jest z pozostałymi postaciami. Dobry jest Adam Ferency, jako czekista, który mówi o tym, jak ważni są przywódcy wojskowi dla narodu, wyjaśniając, dlaczego bolszewicy mordują oficerów, co sprawdzi się dwadzieścia jeden lat później w Katyniu. Daniel Olbrychski idealnie pasuje na Piłsudskiego. W ogóle historycznie nie jest źle, jeśli chodzi o plany bitwy, losy premierów: Grabskiego i Witosa i kilka innych szczegółów. Nawet Bogusław Linda w roli Wieniawy-Długoszewskiego, adiutanta marszałka Piłsudskiego nie wypadł najgorzej. Szczególnie w pamięć zapadają dwie sceny: kiedy Piłsudski mówi do swoich dowódców, że na wojnie Bóg o wszystkim decyduje i druga, niemal końcowa, kiedy wódz jedzie konno z adiutantem i wysuwa przypuszczenie, że lud pewnie przypisze zasługę zwycięstwa komuś innemu, a tamten odpowiada ,,pewnie, powiedzą, że to cud”,  co Józef Piłsudski kwituje stwierdzeniem w rodzaju ,,i może będą mieli rację”. Film pokazuje też, że Bitwy Warszawskiej nie sposób oddzielić od walk, które toczyły się od kilku dni w promieniu kilkunastu kilometrów od Warszawy. Został uwzględniony w filmie także wątek znalezienia przez bolszewików rozkazu polskiego wodza i uznania go za prowokację, podczas gdy był autentyczny. Choć w filmie to zaledwie trzy minuty, było to jedno z wydarzeń decydujących o ówczesnym powodzeniu bitwy. 

 

Samuel, Anatol i Pismo Święte

Niestety w szkołach niewiele uczy się o Bitwie Warszawskiej, choć znajduje się ona wśród tych najważniejszych na świecie. Tak samo było dziesięć lat temu, kiedy sama chodziłam jeszcze do szkoły, a miałam dobrego historyka. A historia tej bitwy jest zaiste fascynująca. Przełomem było złamanie bolszewickiego szyfru przez polskich radiotelegrafistów (w tej roli m. in. Wojciech Solarz, bardzo dobry, młody aktor, którego lubię w każdej roli), którzy później przez dwie doby bez przerwy nadawali telegrafem Pismo Święte, żeby zagłuszać przekaz. Tak było rzeczywiście i to zostało dobrze pokazane w filmie. W tym miejscu bardzo ważną rolę odegrali kaliscy ułani z 203. pułku, którzy zdobyli 15 sierpnia sztab 4. armii sowieckiej w Ciechanowie, a wraz z nim – kancelarię armii, magazyny i jedną z dwóch radiostacji, służącą Rosjanom do łączności z dowództwem w Mińsku. Ale o tym niestety film nie opowiada, bo też nie jest dokumentem, ani filmem historycznym. 

Warto też dodać (o tym także z filmu się nie dowiemy), że sojusznicza pomoc z Francji nie docierała do Polski z powodu blokady dostaw przez Niemcy, Austrię i Czechosłowację, która 28 lipca 1920 r. zajęła Zaolzie. II Międzynarodówka Socjalistyczna, popierając bolszewików, agitowała dokerów i marynarzy do blokowania przeładunku zaopatrzenia docierającego do Polski drogą morską przez port w Gdańsku. W początkach lipca 1920 r. rząd Węgier premiera Pála Telekiego podjął decyzję o udzieleniu pomocy Polsce, przekazując nieodpłatnie i dostarczając w krytycznym momencie wojny na własny koszt drogą przez Rumunię zaopatrzenie wojskowe: 48 milionów naboi karabinowych do Mausera, 13 milionów naboi do Mannlichera, amunicję artyleryjską, 30 tysięcy karabinów Mauser i kilka milionów części zapasowych, 440 kuchni polowych, 80 pieców polowych. 12 sierpnia 1920 r.
do Skierniewic dotarł transport m.in. 22 milionów naboi do Mausera z fabryki Manfréda Weissa w Czepel.

 

Bohaterski kapłan

Najciekawsze zostawiłam sobie na koniec. Bo kiedy będę babcią (o ile dożyję sędziwego wieku) być może już nic z tego filmu pamiętać nie będę, oprócz jednej postaci - ks. Ignacego Skorupki, w którego wcielił się młody aktor Łukasz Garlicki. Choć to tylko kilka scen i postać drugoplanowa, to dla mnie zaliczająca się w filmie do zaledwie kilku najbardziej wyrazistych. Chciałabym w tym miejscu napisać o tej postaci (nie mówię o zdolnym aktorze, ale o autentycznym księdzu) nieco więcej, bo jeżeli już coś o nim wiemy, to to, że z krzyżem zagrzewał do walki żołnierzy, ale skąd się tam wziął i dlaczego?

Ignacy Skorupka urodził się w Warszawie, na Woli. Jego brat był znanym w okresie międzywojennym działaczem harcerskim. W 1909 roku wstąpił do Warszawskiego Seminarium Duchownego. Jesienią 1914 roku został skierowany do Akademii Duchownej w Piotrogrodzie (Petersburgu). Zainicjował tam powstanie kółka literackiego „Polonia”, wygłaszając w nim odczyty. Od lipca 1915 roku opiekował się ewakuowaną rodziną przybyłą do Petersburga. 26 stycznia 1916 roku przyjął święcenia prezbiteratu, ale z powodu kłopotów rodzinnych nie zaliczył jednego z egzaminów i stracił prawo do kontynuowania nauki w Akademii. W 1917 roku przez kilka miesięcy był proboszczem w Bogorodsku koło Moskwy, a od września 1917 do sierpnia 1918 roku, pełnił tę samą funkcję w Klińcach (obecnie Klincy) w guberni czernihowskiej. W Klińcach prowadził tajną polską drużynę harcerską. Uczył też religii, języka polskiego, łacińskiego i greckiego w miejscowym gimnazjum. Był organizatorem placówek oświatowych i kulturalnych: szkoły początkowej dla dzieci polskich, teatru amatorskiego, towarzystw opiekuńczych. 

Stał się nieformalnym przywódcą dwutysięcznej grupy polskich uciekinierów osiadłych w Klińcach. Jeżdżąc do Kijowa, starał się o przyspieszenie ewakuacji tej grupy do Polski i następnie tę ewakuację zorganizował, powracając do kraju w końcu sierpnia. 

Po powrocie do Polski, od września 1918 roku, pracował jako wikariusz w Łodzi w parafii Przemienienia Pańskiego. Założył Towarzystwo „Oświata”, zajmujące się rozwojem szkolnictwa polskiego i został jego prezesem. We wrześniu 1919 roku
ks. Skorupka został przeniesiony przez władze kościelne do Warszawy i objął stanowisko notariusza i archiwisty Kurii Metropolitalnej Warszawskiej. Jednocześnie był kapelanem Ogniska Rodziny Maryi, prowadzonego przez siostry franciszkanki dla sierot i prefektem w kilku szkołach. 

W początku lipca 1920 roku, wiedząc o zbliżaniu się wojsk bolszewickich, poprosił władze kościelne o zgodę na objęcie funkcji kapelana wojskowego. Początkowo jej nie uzyskał, dopiero dzięki poparciu biskupa polowego Wojska Polskiego Stanisława Galla został, w końcu lipca, kapelanem garnizonu praskiego. W koszarach i na dworcach spowiadał żołnierzy ruszających na front. 7 lub 8 sierpnia został, na własną prośbę, mianowany kapelanem lotnym 1 batalionu 236 Pułku Piechoty Armii Ochotniczej. Batalion ten formował się w budynku szkoły im. Władysława IV
na warszawskiej Pradze i składał się głównie z młodzieży gimnazjalnej i akademickiej. 13 sierpnia wymaszerował na front wraz z batalionem, który został ostatecznie włączony do 36. Pułku Piechoty Legii Akademickiej. Wieczorem batalion dotarł do wsi Ossów (powiat wołomiński), leżącej na linii frontu. 14 sierpnia 1920 roku Ignacy Skorupka zginął od postrzału w głowę podczas toczącej się pod tą wsią bitwy, będącej częścią Bitwy Warszawskiej. Władysław Pobóg-Malinowski napisał, że Skorupka zginął nie prowadząc z krzyżem żołnierzy do ataku, ale „śmiercią bardziej godną kapłana, ugodzony bowiem został zabłąkaną kulą w chwili, gdy w jakichś opłotkach, pochylony nad ciężko rannym żołnierzem, udzielał mu ostatnich pociech religijnych”. W komunikacie Sztabu Generalnego Wojska Polskiego z 16 sierpnia opisano „bohaterską śmierć
ks. kapelana Ignacego Skorupki (...), który w stule i z krzyżem w ręku przodował atakującym oddziałom”. Dowódca kompanii Mieczysław Słowikowski w swych wspomnieniach napisał, że zgodził się na wzięcie udziału ks. Skorupki w ataku i że widział moment jego upadku. 

Ciało Ignacego Skorupki przewieziono do Warszawy. 17 sierpnia w kościele garnizonowym przy ul. Długiej, a następnie na Powązkach miały miejsce uroczystości pogrzebowe. Generał Józef Haller udekorował trumnę ks. Skorupki nadanym pośmiertnie Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. W 1921 roku w Ossowie w domniemanym miejscu śmierci kapłana postawiono krzyż z tablicą informacyjną, a na powązkowskim cmentarzu wojskowym uroczyście poświęcono jego nagrobek. W tym samym roku w Nowym Jorku odsłonięto upamiętniającą go tablicę, ufundowaną przez Polonię amerykańską. Postać ks. Skorupki widniała na płaskorzeźbie (zniszczonej po 1945 roku) pomnika bohaterów wojny polsko-sowieckiej na cmentarzu wojskowym. W 1930 powstał w Łodzi pierwszy pomnik Ignacego Skorupki, także w Warszawie zawiązano komitet budowy pomnika. W czerwcu 1939 w Ossowie odsłonięto obelisk upamiętniający ks. Skorupkę i innych obrońców Warszawy (zniszczony po 1945, odbudowany po 1989). W Warszawie (1921), Łodzi i Poznaniu (1931) oraz kilku podwarszawskich miejsowościach nazwano jego imieniem ulice. Został on uwieczniony na kilku obrazach i w kilku utworach literackich.

***

Wracając do samego filmu, w całości zrealizowanego za ogromne pieniądze w technologii 3D. Nie ułatwia to jego oglądania, a nie ma tam powalających efektów specjalnych, na które mogliby się ,,złapać” najmłodsi widzowie. Natomiast starszych, którzy na pewno sam film chętnie by obejrzeli często ta technologia wystraszy, ale może trzeba się po prostu z tym postępem pogodzić? Jako obraz historyczny film jest dobry, aktorzy zgrabnie wcielają się w historyczne postacie, fakty w większości zgadzają się z rzeczywistością, podkreślone są przełomowe momenty bitwy, niestety jako dzieło polskiej kinematografii jest to film słaby, zabrakło wyrazistej, dobrze zagranej fabuły, więcej było momentów komicznych niż prawdziwie dramatycznych (a z założenia to dramat), a amerykańskie szczęśliwe zakończenia, choć nierealne, królują niepodzielnie.  

Anika Djoniziak

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!