TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Października 2020, 23:05
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Musicie

Musicie

Stawianie sobie wymagań nie jest rzeczą najłatwiejszą. Bywają wprawdzie jednostki z natury pracowite i zdyscyplinowane, ale większość z nas potrzebuje mieć nad sobą pewnego rodzaju bicz – bardziej lub mniej zmaterializowany.

Tym biczem może być nauczyciel, szef, klient czy tak zwany deadline, którego nikt nie widział, ale wszyscy przed nim drżą, a niemożliwe wcześniej do wykonania prace nagle powstają w błyskawicznym tempie. Osobiście nic tak nie służy mojej pracy twórczej, jak właśnie deadline. Kiedy na co dzień nie ogląda się twarzy szefa i nie słyszy jego ponagleń, zbliżający się nieuchronnie termin, ta nie znająca litości „linia śmierci”, stawia do pionu i wytrząsa z człowieka co się da. Zna to każdy, kto pracuje lub uczy się zdalnie (czyli w ostatnim czasie wielu). Każdy wie, że gdy ma się do zrobienia coś, co jest priorytetem, to nagle inne, banalne zajęcia stają się najbardziej fascynującą przygodą wszechczasów. Studenci wiedzą, że gdy trzeba uczyć się do egzaminu, to nagle brudne naczynia czy nieposprzątana łazienka nabierają takiej mocy przyciągania, że nie ma mocnych. Przygotowanie posiłku też bywa świetną alternatywą dla książek i notatek. Wymaganie od siebie nie leży zatem w naturze chyba większości ludzi. Żeby zatem wymagać od siebie, musi nam na czymś bardzo zależeć. Jednak o tym, co jest dla nas ważne i ile będzie wymagało to od nas wysiłku, by efekt był dla nas zadowalający, dowiadujemy się dopiero na pewnym etapie życia. Najczęściej metodą prób i błędów, doświadczając smaku niepowodzeń i porażek. Wówczas odkrywamy tę prawdę, którą kiedyś młodym ludziom przekazał Jan Paweł II, że musimy od siebie wymagać, choćby inni od nas nie wymagali.
Jan Paweł II wypowiedział te słowa na Jasnej Górze w 1983 roku. Mówił wówczas do młodzieży wychowywanej w PRL. Młodzieży, która biegając z kluczem na szyi między blokami, musiała sama o siebie zadbać, bo rodzice byli zbyt zapracowani. Do młodych ludzi, u schyłku komunizmu, którym nikt nic pod nos nie podstawiał. Często rodzice zbyt zajęci pracą i zagonieni „zdobywaniem” dosłownie wszystkiego, co potrzebne było do życia, nie mieli czasu stawiać wymagań, ale też nie mieli możliwości, by uchylać im przysłowiowego nieba – to było zarezerwowane dla wybranych, którzy w życiu odpowiednio się ustawili. Żeby zatem coś osiągnąć w życiu, żeby nie utknąć na mieliźnie, trzeba było od siebie wymagać. I wielu wymagało, i w nowym systemie wiodło im się lepiej niż ich rodzicom. Dziś, niemal dwa pokolenia po spotkaniu na Jasnej Górze, młodzież stawia wymagania nie sobie, ale rodzicom i nauczycielom, a ci ochoczo te wymagania spełniają. Jednocześnie dorośli sami nakładają sobie jarzmo wymagań, bo trzeba jak najwspanialszym pedagogiem, gdyż najmniejsza niedoskonałość z ich strony niechybnie odciśnie się potężną traumą na życiu dzieci. A dzieci przecież nie mogą doświadczać żadnych przeciwności i problemów, trzeba je chronić za wszelką cenę przed tym wszystkim, co wpisuje się w trud życia. Pokolenie dzieci z kluczem na szyi w ciągu tych niespełna 40 lat ewoluowało w pokolenie młodych, których cztery litery są zawożone i przywożone, nawet jeśli do szkoły jest 10 minut, bo jeszcze by się biedne dziecko zmęczyło. Jazda autobusem to już w ogóle wstyd i hańba, bo przecież od stania na przystanku przez 5 czy 10 minut dziecko na pewno by umarło. To się nie godzi. W ogóle wszystko musi być podporządkowane dziecku (wiadomo, żeby tej traumy nie było), a jak już naprawdę nie da się zrobić tak, jak chce dziecko, to zawsze można sprezentować mu jakiś gadżet czy nowinkę technologiczną. Dzięki temu mamy uśmiechnięte „na insta” dzieciaczki, w miarę zadowolone, bo nazywanie ich szczęśliwymi byłoby sporym nieporozumieniem. Trudno dociec, jak młody człowiek ma zacząć od siebie wymagać, skoro całe życie uczony jest, iż to on stawia wymagania i to jego potrzeby są na pierwszym miejscu. Współcześni rodzice może częściej powinni słyszeć słowa, iż muszą wymagać od swoich dzieci, nawet jeśli inni rodzice tego nie robią.
W 2001 roku w Astanie Jan Paweł II mówił do kazachskiej młodzieży słowa, które są doskonałym przesłaniem dla młodych, żyjących w tak bardzo ucywilizowanym świecie: „Uznajcie, że nie jesteście panami własnego życia, i otwórzcie się na Tego, który was stworzył z miłości i który chce, abyście byli ludźmi wartościowymi, wolnymi i pięknymi. Zachęcam was do przyjęcia takiej otwartej i ufnej postawy: niech każdy uczy się słuchać w milczeniu głosu Bożego, który rozbrzmiewa w głębi jego duszy; połóżcie trwały i solidny fundament pod gmach waszego życia; nie bójcie się obowiązków i wyrzeczeń, które - choć dziś wymagają od was wiele wysiłku - są gwarancją przyszłych osiągnięć. Odkryjecie prawdę o sobie i będą się przed wami otwierać wciąż nowe perspektywy”. Nieco wcześniej w tym samym przemówieniu papież stwierdził: „Bądźcie świadomi niepowtarzalnej wartości, którą ma każdy z was, i uczcie się akceptować nawzajem swoje przekonania, nie rezygnując jednak ze wspólnego poszukiwania pełni prawdy. Wasz kraj doświadczył niszczącej przemocy ideologii; strzeżcie się, abyście teraz nie padli ofiarą równie niszczącego nihilizmu. Cóż to za przygnębiająca pustka, gdy w życiu nic się nie liczy, gdy w nic się nie wierzy! Nicość to odrzucenie nieskończoności, której wasz bezkresny step jest wyrazistym obrazem, tej Nieskończoności, ku której dąży niepowstrzymanie ludzkie serce”. Okazuje się, że słowa te nie tracą na aktualności. Mimo mijających pokoleń i rozwoju technologii serce człowieka się nie zmienia i potrzebuje nieustannie tego samego pokarmu, by mogło się rozszerzać i po prostu umiało kochać. Tego pokarmu nie zapewnią powierzchowne relacje, wciąż nowe gadżety, aplikacje, emotki. Nie da się solidnego fundamentu zbudować jedynie z życia online. Bo to za mało. Jeśli nauczymy się wyłącznie przebywać obok siebie, zamiast ze sobą, zatracimy umiejętność przeżywania życia, które niekiedy koncentruje się w jednym geście miłości; życia, które czasem wymaga, by się zatrzymać i potrzymać za rękę kogoś, dla kogo czasu nie pozostaje zbyt wiele. Dlatego jako rodzice musicie od dzieci wymagać, by w przyszłości w pierwszym odruchu chwyciły was za rękę, a nie swoją najnowszą technologiczną zabawkę.

Katarzyna Kołata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!