TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Grudnia 2020, 15:36
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Most między Wschodem a zachodem

Most między Wschodem a zachodem

Dlaczego papież poświęcił List apostolski św. Hieronimowi,który nieustannie musiał poskramiać swój, delikatnie mówiąc, niełatwy charakter? Jak odmawiać znaną na Wschodzie modlitwę Jezusową?– tłumaczy patrolog, historyk literatury wczesnochrześcijańskiej ks. prof. dr hab. Józef Naumowicz, autor „Nowej Filokalii. Droga modlitwy serca”.

Związany jest Ksiądz Profesor z Uniwersytetem kard. Stefana Wyszyńskiego i Papieskim Wydziałem Teologicznym w Warszawie, a także jest duszpasterzem ormiańskokatolickiej parafii w Warszawie i birytualistą. Proszę wyjaśnić czytelnikom: kim jest patrolog i birytualista, bo podejrzewam, że są to pojęcia im nieznane.
Ks. prof. dr hab. Józef Naumowicz: Patrolog zajmuje się literaturą wczesnochrześcijańską, studiuje dzieła i myśli wielkich pisarzy początków chrześcijaństwa, którzy żyli w pierwszych siedmiu wiekach. Nazywamy ich Ojcami Kościoła. Ojcowie, czyli ci, którzy zrodzili nas w wierze i ciągle rodzą. A słowo ojciec w języku łacińskim to jest pater, stąd nazwa patrolog.
Natomiast birytualista to kapłan, który sprawuje liturgię w dwóch obrządkach. Ja sprawuję w obrządku rzymskokatolickim, ale również w ormiańskokatolickim. To jest obrządek, który powstał na Wschodzie w Armenii, czyli w najstarszym kraju, który przyjął chrześcijaństwo. Ma on podobną liturgię do tej sprawowanej w Kościele prawosławnym, ale też w innych Kościołach Wschodnich jak na przykład syryjskim, koptyjskim. Sprawuję ten obrządek w języku staroormiańskim. Ma on inny ryt, obrządek sprawowania sakramentów, ale istota jest ta sama.

W tym roku przypada 1600. rocznica śmierci jednego z Doktorów Kościoła św. Hieronima, który jest bohaterem niedawno wydanego przez Ojca Świętego Listu apostolskiego Scripturae Sacre affectus. To okazja do ponownego odkrycia jego życia i pism. Czym szczególnie zasłużył się dla Kościoła?
To był przede wszystkim wielki biblista, to znaczy taki człowiek, który studiował Biblię. Pierwszy przetłumaczył całą Biblię z języków oryginalnych na łacinę. Jego przekład dokonany pod koniec IV wieku był powszechnie używany w Kościele jako podstawowy do XX wieku. W języku łacińskim „powszechny” to vulgaris, dlatego jego przekład Pisma Świętego nazywa się Wulgatą. Św. Hieronim nie tylko przetłumaczył, ale także napisał komentarze do bardzo wielu ksiąg biblijnych. On bardzo umiłował Pismo Święte i znane jest jego powiedzenie, że „Kto nie zna Pisma Świętego nie zna Chrystusa”.

Zauważamy św. Hieronima jako tłumacza i komentatora Pisma Świętego, ale pozostały jeszcze jego listy i pisma. Wiemy z nich, że był również przewodnikiem duchowym. Co może ofiarować nam, ludziom XXI wieku? W czym może być dla nas wzorem?
Po pierwsze w poszukiwaniach Chrystusa poprzez Pismo Święte, ale także w formacji własnego wnętrza przez modlitwę, przyjmowanie sakramentów, a także przez miłość do drugiego człowieka. To, że on pozostał w stanie bezżennym nie oznaczało, że jest zamknięty na innych. Wręcz przeciwnie. Był Italczykiem, czyli pochodził z Italii, ale ostatnie 30 kilka lat życia spędził w Betlejem i tam ściągnął osoby z Rzymu, które były również zaangażowane w życie duchowe oraz stworzył wspólnoty żeńską i męską. Był ich przewodnikiem duchowym. Dlatego może nas uczyć umiłowania modlitwy i życia duchowego.
Jednocześnie był to człowiek o żywym temperamencie. To był święty, który musiał nieustannie siebie poskramiać, swoje emocje, swój żywy temperament. Jego reakcje były nieraz bardzo gwałtowne, szczególnie kiedy trzeba było bronić prawdy, używał wtedy bardzo ostrych słów, za które później przepraszał. Ale mówił, że trzeba być bardzo wyrazistym wobec prawdy.

Papież nazywa św. Hieronima „prawdziwym mostem między Wschodem a Zachodem”. Dlaczego Ojciec Święty tak go określił?
O tym świadczy życie św. Hieronima. On, który urodził się na terenie Italii był łacinnikiem, ale wyruszył kilka razy na Wschód w poszukiwaniu życia ascetycznego, nauczył się języka greckiego, hebrajskiego, a później, jak już powiedziałem, w 387 roku osiadł w Betlejem i tam pozostał. Ciekawa rzecz, że na Wschodzie, chociaż znał język grecki, pisał po łacinie, myślał o Rzymie. Akurat wtedy Rzym przeżywał tragedię najazdów barbarzyńskich. Hieronim płakał, że nad jego losem. Wynika z tego, że duchowo był związany ze Wschodem i Zachodem. Dlatego to jest wzór człowieka, który łączy różne tradycje - wschodnią i zachodnią, łacińską i grecką. W jego dziełach jest to widoczne. Widać, że Kościół oddycha dwoma płucami, jak mówił papież Jan Paweł II.

Teraz zajrzyjmy do najnowszej książki Księdza Profesora „Nowa Filiokalia. Droga modlitwy serca”. Znowu pojawia się w tytule słowo obce współczesnemu czytelnikowi – filiokalia, dlatego proszę je wyjaśnić.
Filiokalia to inaczej antologia i tak nazwano największą na Wschodzie antologię pism chrześcijaństwa wschodniego, głównie greckiego, która obejmuje pisma powstałe od V do XV wieku. To skarbnica pism najbardziej wartościowych z punktu widzenia duchowości, modlitwy, szczególnie modlitwy zaangażowanej, czyli modlitwy serca albo inaczej modlitwy Jezusowej, skupionej na wzywaniu imienia Jezus.

Co czytelnik znajdzie w „Nowej Filiokalii”?
Nazwałem publikację „Nowa Filiokalia”, bo jest to wybór z „Wielkiej Filiokalii”, przez którą trudno się „przedrzeć” i wszystko przeczytać. Natomiast jest to wybór, który zrobiłem uporządkowując ją tematycznie, problemowo, by był to dla czytelnika jak najlepszy przewodnik w modlitwie i to na różnych poziomach. Są wśród nas tacy, którzy zapomnieli o modlitwie, a to jest wspaniałe przypomnienie wartości i piękna modlitwy. A dla tych z nas, którzy odmawiają regularnie codzienną modlitwę jest wskazaniem, że jest ona bardzo ważna. Chodzi też o to, by modlitwa nie była modlitwą warg, nie była formalnością, ale stawała się coraz bardziej wewnętrzna, duchowa. By była poszukiwaniem Jezusa, więzi z Nim, bo przecież chrześcijaństwo nie polega tylko na spełnianiu obowiązków, przykazań, ale przede wszystkim na tym, by nawiązać żywą więź z Jezusem, naszym Zbawicielem. To jest więź miłości, przyjaźni. Tak jak z drugim człowiekiem, nie chodzi o to tylko, żeby go widzieć, ale by z nim rozmawiać, okazywać mu szacunek, pytać go też o radę. Podobnie mamy traktować Jezusa. Nie tylko jako kogoś, kogo się prosi i potem o Nim się zapomina w ciągu dnia. I „Nowa Filiokalia” pokazuje różne poziomy modlitwy, od codziennych regularnych aż do wyższych stanów duchowości i głębszej modlitwy.

Wspomniał Ksiądz o codziennej modlitwie, często odmawiamy modlitwę „Ojcze nasz”, czy można ją potraktować jak modlitwę Jezusową?
Modlitwa Jezusowa to modlitwa skierowana do Jezusa, czyli jest w niej ważne imię Jezus. W Nowym Testamencie wielokrotne jest napisane, że imię Jezus ma w sobie wielką moc. Modlitwa „Ojcze nasz” jest skierowana do Ojca, a modlitwa Jezusowa opisana w „Nowej Filokalii” polega na powtarzaniu wezwania „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznikiem”. Tu nie chodzi tylko o samo powtarzanie, tylko o to, że im częściej powtarzamy, to bardziej kierujemy się ku Jezusowi. On staje się coraz bardziej naszym Panem, Zbawicielem i my stajemy wobec Niego jako ci, którzy z ufnością i pokorą proszą Go o miłosierdzie i wsparcie.
Ta modlitwa o tyle jest ważna, że można ją odmawiać o każdej porze dnia. Na Wschodzie chrześcijanie odmawiają ją ze swoim „różańcem”, który nie jest podzielony na dziesiątki i często ma więcej paciorków np. 100 czy 150, w obszarze rosyjskim nazywa się on „czotką”. Przesuwanie tych paciorków i powtarzanie jednego wezwania pomaga skupić się bardziej na wezwaniu i na Osobie Jezusa, do której to wezwanie kierujemy.

Czy w naszej tradycji, zachodniej znajdziemy podobny rodzaj modlitwy?
Na Zachodzie znamy inne akty strzeliste, o których dzisiaj trochę zapominamy. W tradycji zachodniej nie było powtarzania jakiegoś jednego wezwania np. 300 razy czy 1000 razy, tylko w danej sytuacji wzywano Boga czy pomocy Bożej, np. mówiąc „Jezu ufam Tobie” w trudnej sytuacji. To jest jeden z aktów strzelistych. O nich mówił już św. Augustyn. Akt strzelisty to jakby strzała w kierunku złych myśli, czy zwątpienia, która pomaga nam na nowo się odrodzić.
Pamiętajmy o tym, że Kościół Wschodni nie zna modlitwy „Zdrowaś Maryjo”, nie odmawia „Pod Twoją obronę” i Różańca”, ale ma swoją modlitwę Jezusową. Oczywiście także zna „Ojcze nasz”, czy „Wierzę w Boga”, ma też swoje inne modlitwy maryjne.

Każda modlitwa ma przemieniać nasze serca. Jednak patrząc na obecnych w kościele, ktoś może wątpić, czy jest możliwa wewnętrzna przemiana.
Bardzo ważne, by modlić się. Modlitwa im jest głębsza tym bardziej przemienia człowieka podobnie jak miłość do drugiego człowieka. Gdy ktoś kocha zmienia swoje życie i inaczej zaczyna patrzeć na osobę ukochaną, na innych ludzi. I podobnie prawdziwa modlitwa, która wypływa z miłości do Boga i ludzi zmienia wewnętrznie, dodaje sił wewnętrznych, nadziei, ale także pozwala inaczej patrzeć na świat. Jeszcze raz powtórzę: ważne jest oczywiście pójście do kościoła, codzienny pacierz nawet z przyzwyczajenia, ale trzeba dbać o to, aby on był wyrazem naszego serca. Modlitwa nie dokonuje się wargami, modlitwa to nie tylko myślenie o Bogu, bo my gdy myślimy o drugim człowieku to jeszcze go nie spotykamy. Dopiero kiedy zaczynamy z nim rozmawiać, rzeczywiście czujemy jego obecność. Podobnie jest z modlitwą. Mamy skupiać się na obecności Boga i taka modlitwa przechodzi aż do serca, staje się znakiem naszej miłości i wtedy przemienia człowieka.

Na koniec jeszcze pytanie związane z tym, że jako notariusz uczestniczy Ksiądz w pracach trybunału kanonizacyjnego bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Na jakim etapie są jego prace?
Obecnie sprawa beatyfikacji ks. Jerzego zeszła nieco na drugi plan, gdyż na pierwsze miejsce wysunęła się beatyfikacja Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Proces beatyfikacyjny Prymasa trwał 30 lat, został zakończony, ale beatyfikacja nie mogła się odbyć w czerwcu ze względu na pandemię, być może dokona się w czerwcu przyszłego roku. Wtedy wróci też z większą mocą sprawa kanonizacji ks. Jerzego. Dodajmy, że beatyfikacja ks. Popiełuszki miała miejsce w 2010 roku, więc stosunkowo niedawno, jego kult wciąż jest bardzo żywy, za jego wstawiennictwem dzieje się wiele łask. Trzeba się także modlić o jego kanonizację, bo dopiero wtedy zostanie on wpisany do kalendarza liturgicznego w całym Kościele.

Rozmawiała Renata Jurowicz

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!