TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Października 2020, 16:17
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Moje kapłaństwo - moje życie

Moje kapłaństwo - moje życie

Zrozumieć samego siebie, swoje życiowe powołanie – to nie lada sztuka. Tak naprawdę jest to zadanie, które towarzyszy nam przecież przez całe życie. Skoro jednak zostałem już poproszony o to przez Szanowną Redakcję, jak tu odpowiedzieć na pytanie o rozumienie i przeżywanie swojego kapłaństwa?

Najprościej i najkrócej byłoby spuentować – to tajemnica i tyle....  I to tym trudniejsza do uchwycenia i opisania, bo przeżywana wielowymiarowo: najpierw w relacji do Boga, następnie doświadczana gdzieś bardzo głęboko w sobie samym i wreszcie powiązana ze spełnianiem posługi kapłańskiej, czyli w łączności z innymi i dla innych. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy zdamy sobie sprawę, że wszystkie te płaszczyzny przenikają się i wzajemnie wpływają na siebie. Żeby jednak nie uciekać od tak postawionego pytania postaram się na nie odpowiedzieć bardzo subiektywnie i dlatego będzie to coś w rodzaju świadectwa księdza – z osiemnastoletnim stażem (w tym siedem lat bycia pasterzem nowej, budującej się parafii) – niż jakieś szczegółowe omówienie tematu.
Bardzo dobrze pamiętam, dlaczego postanowiłem zostać księdzem. Zresztą dokładnie o to zapytał mnie prefekt seminarium w Poznaniu, kiedy składałem podanie o przyjęcie. Wtedy po raz pierwszy wypowiedziałem to głośno, że chcę dzielić się swoim doświadczeniem miłości Boga, które zmieniło moje życie. Widziałem bowiem wielu ludzi, którzy jeszcze tego nie odkryli i z tego powodu byli nieszczęśliwi.
Teraz jednak widzę, że byłem bardzo naiwny, myśląc, że wystarczy tylko ludziom o tym mówić, że wystarczy takiego Boga głosić, a każdy to zrozumie i przyjmie. Pierwsze bolesne rozczarowanie przyszło zaraz po święceniach, kiedy trafiłem do szkoły i spotkałem ludzi, którzy raczej nie okazywali zainteresowania tym, co mi tak bardzo leżało na sercu. Coś podobnego czuję za każdym razem, kiedy ktoś próbuje zredukować moje powołanie (a więc i mnie samego) do roli „funkcjonariusza kultu” albo jakiegoś administratora urzędu.
Myślę, że to doświadczenie dystansu, jakiegoś bezdusznego formalizmu, a czasami i odrzucenia jest bardzo trudne dla każdego księdza, ponieważ uderza w sens jego życiowego wyboru. W takiej sytuacji łatwo jest poddać się zranieniu, obrazić się na wszystkich i popaść w zgorzknienie, a wtedy grozi albo zamknięcie się w sobie i swoim świecie, albo wejście w taką okrojoną rolę.
Tymczasem każdy z nas, gdzieś bardzo głęboko pragnie dawać życie, czyli być ojcem. Oczywiście myślę o tym wymiarze ojcostwa na wzór Jezusa, który przyszedł, aby [owce] miały życie, i miały je w obfitości (J 10, 10).
A rodzić kogoś do życia, to znaczy rodzić kogoś do wiary, czyli do wspólnoty z Bogiem. Natomiast każdy, kto wchodzi na tę drogę – dlatego, że uczestniczy w życiu samego Boga (por. 2 P 1, 4) – zaczyna odkrywać w sobie nową jakość życia (por. Rz 8, 10), która umożliwia mu przechodzenie ze śmierci do życia (Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Kol 3, 3), od ciemności do światła (…Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swego światła. 1 P 2, 9; Flp 2, 15), z niewoli grzechu do wolności dzieci Bożych (Ku wolności wyswobodził was Chrystus. Ga 1, 5). To są z reguły te wydarzenia w naszym kapłańskim posługiwaniu, które pokazują nam, że warto było zostać księdzem. Tak naprawdę dla takich chwil i takich ludzi warto tracić swoje życie.
Dzisiaj również rozumiem, że aby iść taką drogą trzeba być bardzo silnie zmotywowanym. Tę motywację może dać tylko prawdziwa miłość, która rodzi się z bliskiej więzi z Bogiem i ludźmi.
Pozwolę sobie tutaj użyć może nieco górnolotnego porównania, że w życiu księdza są jakby dwa skrzydła, które nas niosą. Z jednej strony intymna bliskość z Bogiem, od którego kapłan czerpie życie i uczy się kochać, a z drugiej strony wspólnota, która daje wsparcie. Muszę szczerze przyznać, iż tej pierwszej prawdy uczę się szczególnie od czasu, kiedy w naszej parafii została wprowadzona codzienna adoracja Jezusa Eucharystycznego, jedną godzinę przed Mszą św. i comiesięczne całonocne czuwanie. Zdaję sobie sprawę jak bardzo sam na tym korzystam. Natomiast życia we wspólnocie uczę się od kiedy tylko pamiętam. Najpierw jako młody chłopak - była to wspólnota przyjaciół, z którymi uczyłem się wiary i Boga. Potem wspólnota księży, w której uczyłem się tożsamości kapłańskiej i szacunku do Biblii. Następnie te różne relacje z ludźmi świeckimi, z którymi łączą mnie więzy przyjaźni, spędzony wspólnie czas zarówno na odpoczynku, jak i na modlitwie i dzieleniu się życiem i wiarą.
Wszystkie te wspólnoty są dla mnie bardzo ważne i cenne, bo zdaję sobie sprawę, że cokolwiek się w życiu nauczyłem, mam to dzięki nim.
Być przyjacielem Boga i człowieka – tak oto dzisiaj rozumiem kapłaństwo i siebie w kapłaństwie.

Ks. Włodzimierz Guzik

 

Po swoim zmartwychwstaniu Jezus ukazał się Jedenastu i powiedział do nich: ?„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. ?Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: W imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie”.

Mk 16,15-18

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!