Mistyczka ze Szczecina

Czy Alicja Lenczewska rozmawiała z Panem Jezusem? Jaka była na co dzień? W rozmowie mówią o tym jej bratowa pani Dorota i rzecznik prasowy ks. dr Krzysztof Łuszczek.
Kiedy poznała Pani Alicję Lenczewską, jakie były pierwsze wrażenia? Czytałam, że niektórzy obawiali się pierwszych kontaktów z nią?
Dorota Lenczewska: Poznałam Alicję w 1991 r., kiedy po serii dużych zmian w moim życiu zamieszkałam w parafii św. Jana Bosko w Szczecinie. Ukończyłam studnia, „posypała” mi się wspólnota Oazy studenckiej, ponieważ ludzie po studiach wyjeżdżali do swoich miejscowości. W nowej pracy poznałam koleżankę, która była w Odnowie w Duchu Świętym. Ona mi powiedziała: „Jak szukasz wspólnoty to może Odnowa w Duchu Świętym w twojej parafii? Ja cię zaprowadzę”. Tam najpierw poznałam Sławka, mojego ukochanego męża, a potem Alicję. Dla mnie to była siostra człowieka, do którego zaczęłam chodzić na naukę języków obcych, Wiedziałam też, że była panią dyrektor. Sprawiała wrażenie dostojnego nauczyciela, przed którym można było czuć respekt. Jak już ze Sławkiem poznaliśmy się lepiej i rozeznaliśmy, że chcemy i mamy się pobrać, trzeba było powiedzieć o tym Alicji. Troszkę się bałam, co ona powie, bo dzieliła nas ze Sławkiem duża różnica wieku.
Pani Lenczewska była wtedy osobą głęboko wierzącą, ale czytałam, że wiarę odnalazła po latach opiekując się chorą i modlącą się mamą. Czy opowiadała o swoim nawróceniu?
DL: Kiedy poznałam Alicję miała 57 lat i była już kilka lat po nawróceniu, rozmawiała już z Panem Jezusem. Ale nie była osobą, która mówiła o swoim wnętrzu wszędzie i wszystkim. Wręcz przeciwnie i według mnie to była sfera, którą dzieliła się z Panem Jezusem. Alicja rozmawiała o tym oczywiście tylko ze spowiednikiem i może z s. Teresą, z którą korespondowała. Zresztą w ogóle rzadko wspominała cokolwiek, w rodzinie od tego był mój mąż, który pod tym względem był jej przeciwieństwem. On lubił wspominać, żartować i być w towarzystwie. Miał zawsze coś do powiedzenia, bo był bardzo mądrym człowiekiem. Powrót Alicji do Kościoła odbywał się stopniowo od połowy lat 70.
Pani Lenczewska wzięła udział w rekolekcjach Odnowy w Duchu Świętym na Świętej Górze w Gostyniu i tam miała otrzymać od Pana Jezusa dar spotykania się z Nim. Rozmowy spisała w „Świadectwie” i „Słowie pouczenia”. Jakie było ich przesłanie, co może Pani powiedzieć na ten temat?
DL: Objawienia Pana Jezusa zaczęły się pod koniec 1985 r. i trwały do 2010 r. Kiedyś Alicja, już wtedy miała rozpoznaną chorobę nowotworową, powiedziała do mnie: „Te słowa stawały się coraz rzadsze, aż w końcu same ustały”. Na początku objawień Alicja zapisywała bardzo długie dialogi. Czasem robiła to dwa, trzy razy dziennie na dobę. To widać po objętości książek. „Świadectwo” ma ponad 600 stron spisanych przez około cztery i pół roku, a „Słowo pouczenia” jest mniej więcej o połowę cieńsze, chociaż zawiera zapiski z prawie 20 lat. Jakie jest przesłanie tych objawień? To jest niełatwe pytanie. Mogę powiedzieć, jak ja je odczytuję. Dla mnie najważniejsze jest to, że Pan Jezus prosi nas o miłość. To słowo miłość pojawia się najczęściej w zapiskach Alicji, na każdej kartce. Mówiąc o tym, używam sformułowania, że Bóg Stworzyciel prosi swoje stworzenie o miłość. To jest niesamowite, On jakby żebrze o miłość u nas. To była pierwsza myśl, jaka się we mnie zrodziła. Natomiast ostatnio zaczęłam też myśleć troszkę inaczej. W rozmowach Alicji z Panem Jezusem można też zaobserwować jej relację z Nim, czyli bliskość. Jeden z księży zwrócił uwagę na zdanie, które wypowiada Pan Jezus do Alicji: „Naucz się żyć w bliskości Mojej obecności”.
Przeglądając różne informacje o pani Alicji znalazłam taką, że miała niewidzialne stygmaty, a ból fizyczny i duchowy łączyła z męką Chrystusa i Matką Bożą Bolesną. Czy to prawda?
DL: Tak, są takie wpisy w dziennikach Alicji, że odczuwała ból w miejscach ran Pana Jezusa. Pojawiły się sformułowania w różnych publikacjach, że to były niewidzialne stygmaty, ale ja tego nie wiem dokładnie. Myślę, że ten temat czeka jeszcze na zbadanie.
W jednym z wywiadów wspomniała Pani, że Alicja Lenczewska ofiarowała swoje życie za Pani męża. Proszę wyjaśnić o co chodzi.
DL: W 1996 r. mój małżonek zachorował. Kiedy zgłosił się do lekarza przy pierwszej diagnozie stwierdzono, że to guz, mówiono o nowotworze. Alicja od razu poszła do swojego księdza proboszcza i prosiła o odprawienie takiej Mszy św., w której chciała ofiarować swoje życie za życie Sławka. Wiem, że ksiądz proboszcz nie chciał się zgodzić na taką intencję i powiedział: „Będziemy się modlić o uzdrowienie pana Sławka”. Ale ona odpowiedziała: „Nie, proszę o odprawienie Mszy, w czasie której ofiaruję siebie za życie brata, ponieważ on ma rodzinę – żonę i córkę”. Ostatecznie mój mąż wyzdrowiał, a Alicja wiedziała, że odejdzie na nowotwór. Powiedziała o tym znajomej już w hospicjum tuż przed śmiercią. U Alicji w 2010 r. wykryto duży guz na nerce z przerzutami do kości i płuc. Przyjęła to ze spokojem. Kiedy spotykaliśmy się, powiedziała nam: „Żebyście się nie ważyli modlić o moje uzdrowienie”. Odpowiedziałam: „Dobrze Alu, w takim razie będziemy się modlić o wypełnienie woli Bożej w twoim życiu”. Alicja przyjęła chorobę za mojego męża, dlatego nie chciała, by modlić się o jej uzdrowienie.
Teraz spotyka się Pani z wieloma ludźmi, mówią, że czytają „Świadectwo” pani Alicji i przez te słowa Bóg zmienia ich życie. Czy któraś z historii szczególnie pozostała w Pani pamięci?
DL: Tak, tych historii jest bardzo dużo. Przede wszystkim są to nawrócenia, uzdrowienia duchowe ludzi w różnym wieku. Ale poza tym są inne cuda, takie jak uzdrowienia fizyczne, relacji małżeńskich. Opowiem historię mojej znajomej, którą spotkałam po latach. Wcześniej była człowiekiem niewierzącym, nie widywałam jej w kościele, nigdy nie rozmawiałam z nią na temat wiary, a w czasie spotkania po wielu latach mi powiedziała, że czytała dzienniki Alicji. Przyznała, że przez 50 lat żyła w sprzeczności z Boskimi przykazaniami i dzięki tym dziennikom się nawróciła. Przez 50 lat nikt nie doprowadził, ani nic nie doprowadziło jej do Boga i Kościoła, dopiero Pan posłużył się tymi dziennikami.
Pani Lenczewska mieszkała i zmarła w Szczecinie w archidiecezji szczecińsko – kamieńskiej. W związku z jej osobą w tym roku abp Wiesław Śmigiel powołał specjalny zespół, czym on się zajmuje?
Ks. Krzysztof Łuszczek: Nie jest to rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego, trudno nawet nazwać to formalnym wstępem do podjęcia takiej procedury. Jest to raczej odpowiedź księdza arcybiskupa na ogromne zainteresowanie osobą i pismami Alicji Lenczewskiej. Już wcześniej badaniem jej tekstów zajmował się ks. bp Henryk Wejman, biskup pomocniczy archidiecezji i profesor teologii duchowości. Teraz został przewodniczącym komisji powołanej przez księdza arcybiskupa metropolitę. W jej skład weszło szerokie grono specjalistów, od teologów duchowości, biblistów, aż po psychologów. Zespół ma działać zgodnie z własną dynamiką i metodologią gromadząc materiały dotyczące życia i pism Alicji, a wnioski przedstawiać księdzu arcybiskupowi.
Po śmierci pani Lenczewskiej jej dzienniki otrzymały imprimatur i zostały wydane. Dlaczego ponownie badane jest to, co pozostawiała? Proszę wyjaśnić też czytelnikom, co oznacza imprimatur i czy to potwierdzenie, że jej objawienia pochodzą od Boga?
Ks. KŁ: Badane były tylko konkretne teksty. Ksiądz arcybiskup metropolita zdecydował o dużo szerszym i bardziej kompleksowym zbadaniu pism i życia Alicji. Jest to o tyle ważne, że wciąż żyje wielu ludzi, którzy ją znali. Poza tym byłby to doskonały materiał, gdyby archidiecezja wnioskowała o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego. Ważne jest jednak, aby nie działać pod presją czasu, zebrać precyzyjnie materiały i wyjaśnić wątpliwości, jeżeli się pojawią. Ksiądz arcybiskup nie nakreślił żadnych ram czasowych dla działania komisji. Można się spodziewać nowych wątków, które się pojawią i będą wymagały zbadania. Sam spotkałem się z pytaniami na Świętej Górze w Gostyniu o charakter pobytów Alicji Lenczewskiej w tym miejscu i rewolucji duchowej, która tam została zapoczątkowana w jej życiu. Nadanie imprimatur dziennikom duchowym Alicji oznacza jedynie, że ich tekst nie jest sprzeczny z nauką Kościoła, nie jest to oficjalna wypowiedź Kościoła na temat źródeł tych tekstów. To wymaga pogłębionych badań i analiz, do których stosowany materiał może dostarczyć powołany do życia 1 lipca zespół. Data nie jest przypadkowa - to dzień wspomnienia św. Ottona z Bambergu, głównego patrona archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej.
Historia pani Alicji stała się inspiracją do powstania filmu „Mistyczka”, który we wrześniu trafi do kin. W jego premierę zaangażowała się archidiecezja szczecińsko – kamieńska. Czy Ksiądz go już oglądał i co może powiedzieć na jego temat?
Ks. KŁ: Oglądałem film jeszcze w końcowej fazie jego produkcji, w lipcu 2026 r. Nie chciałbym zdradzać jego szczegółów. Niewątpliwie jego akcja dzieje się w Szczecinie (chociaż oryginalnych szczecińskich planów jest niewiele) i dotyczy wydarzeń związanych z życiem Kościoła szczecińsko-kamieńskiego. Można więc powiedzieć, że w jakimś sensie to promocja Szczecina i Kościoła nad Odrą i Bałtykiem. Ale w filmie najważniejsza jest duchowa biografia Alicji Lenczewskiej, dlatego każdy może się odnaleźć w tym duchowym doświadczeniu, nie tylko mieszkańcy Szczecina czy archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej. Zresztą popularność jej dzienników świadczy o ich uniwersalnym, chrześcijańskim przesłaniu. Co nie zmienia faktu, że Alicja dorosłe życie mieszkała i pracowała w Szczecinie, uczęszczała do szczecińskich kościołów, należała do szczecińskich wspólnot charyzmatycznych i została pochowana w 2012 r. na Cmentarzu Centralnym. Wielkim atutem filmu jest kreacja stworzona przez Dorotę Chotecką. Pokazała kobietę, którą znałem z innych świadectw, z bardzo wyrazistym charakterem, ze swoimi pasjami i emocjami. Niewątpliwie po obejrzeniu filmu Alicja Lenczewska wykreowana przez Dorotę Chotecką zapadanie nie tylko głęboko w wyobraźnię, ale i w serca wielu.
DL: Dodam jeszcze, że w styczniu 2007 r. przypada 15. rocznica śmierci Alicji i ma się wtedy odbyć sympozjum jej poświęcone na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego. Już jest wyznaczony termin na 12 stycznia. Natomiast już niedługo Esprit wyda pierwszy tom biografii Alicji. Obejmuje on czas od jej urodzenia do 1984 r. Alicja urodziła się we Włochach pod Warszawą, teraz to już jest dzielnica Warszawy. Podawane są dwie daty urodzenia. W metryce ma wpisane, że urodziła się 5 grudnia 1934 r., natomiast to był 1933 r. Alicja mi opowiadała jak to się stało. Kiedy jej mama poszła ją ochrzcić miała pięć lat. Przy wpisie do ksiąg ksiądz się pomylił i wpisał 1934 r. zamiast 1933, powiedział przy tym: „To może w księgach nie będziemy kreślić” i zażartował: „Dla dziewczynki to nawet lepiej, jak będzie młodsza”.
Rozmawia Renata Jurowicz
Dorota Lenczewska - bratowa Alicji Lenczewskiej, pochodzi z Wielkopolski, mieszka w Szczecinie, członkini Wspólnoty Serce Kecharitomene.
Ks. dr Krzysztof Łuszczek - rzecznik prasowy archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, dyrektor i reaktor naczelny Radia PLUS Szczecin.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!