TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Października 2020, 14:43
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Misjonarz Nowego Świata

Misjonarz Nowego Świata

Św. Ludwik Bertrand z pewnością nie zrobiłby kariery jako konferansjer. Wrzaskliwy głos, zawodna pamięć i mało atrakcyjna powierzchowność to jego obraz. Ale Ludwik posiadał coś, czego nie można było kupić - wielką religijną żarliwość.

Przykład bohatera niniejszego artykułu pokazuje, że jeżeli posiadamy głęboką oraz żarliwą wiarę, jesteśmy w stanie przenosić góry. Nawet, jeżeli pozornie nie posiadamy talentów i nie nadajemy się do dzieła, które pragniemy realizować.

Siła wiary, dar nawracania

Św. Ludwik Bertrand z pewnością nie zrobiłby kariery jako konferansjer. Jak podają źródła, odznaczał się dosyć sztywną powierzchownością oraz całkowitym brakiem poczucia humoru. Nie lepiej było z jego warsztatem oratorskim. Wrzaskliwy głos, zawodna pamięć oraz mało atrakcyjna powierzchowność dopełniały tego niezachęcający obrazu. Ale Ludwik posiadał coś, czego nie można było kupić, albo się nauczyć - wielką religijną żarliwość. To właśnie ten Boski dar sprawił, że ten pozornie nieatrakcyjny człowiek stał się jednym z największych kaznodziejów w historii Ameryki Południowej, prawdziwym „apostołem Indian”.

Siła duchowa św. Ludwika wykuwała się już od najmłodszych lat. Jako dziecko był bardzo pobożny i codziennie sumiennie odmawiał Litanię do Matki Boskiej. Uczęszczał też na Msze Święte do różnych kościołów, żeby móc częściej posilać się Komunią Świętą. Edukował się w Walencji, z której pochodził. Tam też postanowił przyjąć święcenia i wstąpić do zakonu dominikanów. Decyzji tej sprzeciwiał się jego ojciec, pomimo tego, że sam był spokrewniony z innym wielkim dominikaninem oraz uczonym - Wincentym Ferreriuszem. Perswazje okazały się nieskuteczne i w wieku 19 lat Ludwik przyjął śluby zakonne, a w wieku 21 święcenia kapłańskie. Talenty oratorskie i jego płomienny zelotyzm dały się poznać już w czasie jego działalności w Hiszpanii. Żaden, nawet największy kościół w Walencji nie był przystosowany do pomieszczenia wszystkich osób zainteresowanych jego kazaniami. Dlatego też władze municypalne zostały zmuszone do udostępnienia przestrzeni miejskiej, w szczególności rogów ulic. Wśród osób będących pod silnym wpływem nauk Ludwika Bertranda znajdowała się między innymi św. Teresa z Avilii. Stał się on jej przewodnikiem duchowym, a także konsultantem pomagającym jej w reformowaniu zakonu karmelitanek. Obok tego zawsze był gotów do poświęcenia się potrzebującym, również w momencie, w którym w grę wchodziło ryzykowanie własnego życia. Kiedy Walencję nawiedziła plaga organizował pogrzeby zmarłych, a nawet własnoręcznie, nie bacząc na własne zdrowie, chował ciała.

Płomienny misjonarz

Św. Ludwik szukał jednak nowych wyzwań. Pragnął nawracać Indian zamieszkujących Nowy Świat. Okazja ku temu nadarzyła się w 1562 roku. Wtedy przypłynął do Kartageny i z miejsca zaczął swoją misję. Jeszcze większej motywacji do działania dodał mu sam Bartolomeo Las Casas, który jeszcze bardziej uwrażliwił go na podły los, jaki zgotowali rdzennym mieszkańcom Ameryki kolonizatorzy. Wraz z jego działalnością misjonarską przyszły cuda. Ludwik dostał dar mówienia językami i pomimo tego, że wygłaszał kazania w języku hiszpańskim, Indianie rozumieli go bez żadnego problemu. Dodatkowo pojawiło się u niego jasnowidzenie oraz uzdrowienia chorych. Pewnego razu dzięki przyłożeniu różańca udało mu się ożywić zmarłą dziewczynkę. Wszystkie te niezwykłe zjawiska przypisywał Maryi i jej wstawiennictwu.

Święty Ludwik Bertrand spędził w Ameryce Południowej zaledwie siedem lat. Jednakże, pomimo tak krótkiego pobytu, udało mu się dokonać bardzo wielu nawróceń. Liczby mówią same za siebie. Pierwszym miejscem jego działalności była Panama, w której udało mu się nawrócić około 6 tysięcy osób. Potem mieszkał w Tubarze oraz Cipacoa, gdzie udało mu się nawrócić w sumie aż 20 tysięcy dusz. Kolejnym sukcesem okazała się misja w Santa Marta - dodatkowe 15 tys. nawróconych Indian. Sukces okazał się duży, ale nie bezwzględny. W takim na przykład Paluato Ludwik nie znalazł większego posłuchu. Wyjątkiem okazali się przedstawiciele jednego z tamtejszych plemion, którzy przyjęli chrzest w liczbie 1,5 tysiąca. Nie udało się również przekonać do nowej wiary walecznych mieszkańców karaibskich Wysp Podwietrznych.

Po powrocie do Hiszpanii św. Ludwik dalej pełnił swoją duchową misję oraz ważne funkcje w zakonie dominikanów. Początkowo chciał wrócić do Ameryki, ale nie dostał zgody od przełożonych. Wraz ze wzrostem swojej reputacji oraz opinii świętego, zaczął skutecznie lobbować w kołach dworskich na rzecz poprawy doli Indian. Jeszcze mocniej zacieśnił też współpracę ze św. Teresą z Avili. Zanim umarł, długo chorował. W 1580 roku podupadł wyraźnie na zdrowiu i został wyniesiony podczas nabożeństwa z katedry w Walencji. Zmarł dwa lata później. Według osób, które zeznawały w trakcie jego procesu beatyfikacyjnego, tuż po śmierci Ludwika Bertranda, wokół jego ciała zaczęły się unosić niebiańskie perfumy, a także w cudowny sposób rozbrzmiała anielska muzyka. Ciało Świętego pozostawało nienaruszone przez następne 350 lat. Niestety w 1936 roku, podczas hiszpańskiej wojny domowej, komuniści w ohydny sposób je zbezcześcili, a następnie zniszczyli. Święty Ludwik Bertrand został kanonizowany w 1671 roku przez papieża Klemensa X. Jego wspomnienie w Kościele katolickim przypada 9 października.

tekst Maciej Cielecki

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!