TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Lipca 2020, 02:04
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Miłość własna - człowiek musi kochać samego siebie bardziej?

Miłość własna

Ludzie głoszący słowo Boże twierdzą, że człowiek musi bardziej kochać samego siebie, co więcej - kochać samego siebie NAJPIERW, a dopiero potem kochać bliźniego. Czy rzeczywiście?

Zachwycając się ciągle Bożym miłosierdziem, ale nie naśladując go jednocześnie, skończymy tak samo, jak wspomniany bohater przypowieści: „Wtedy pan, wezwawszy go, powiedział mu: - Sługo niegodziwy, cały dług podarowałem ci dlatego, żeś mnie prosił. Czyż więc i ty nie powinieneś zlitować się nad twoim towarzyszem, tak jak ja zlitowałem się nad tobą? I rozgniewawszy się, pan oddał go oprawcom, dopóki nie odda długu” (Mt 18, 32-34). Z tego powodu chciałbym zwrócić uwagę na problem tzw. „miłości własnej”, czyli kochania samego siebie, które było piętnowane przez wszystkich chyba świętych w historii Kościoła i samą nawet Ewangelię, ale dzisiaj, jakby wbrew temu wszystkiemu, ludzie głoszący słowo Boże twierdzą, że współczesny człowiek musi bardziej kochać samego siebie i co więcej - kochać samego siebie NAJPIERW, a dopiero potem kochać bliźniego.

Błędna definicja miłości
Problem polega na tym, że prawie wszyscy posługują się dzisiaj złą definicją miłości, bo nazywają ją uczuciem (pomińmy już sformułowania typu: „kochamy się dwa razy w tygodniu”). (...) Czym zatem tak naprawdę jest miłość? Według św. Tomasza z Akwinu miłość najlepiej zdefiniować jako „pragnienie dobra dla danej osoby”. Taka definicja rozjaśnia wiele rzeczy i jest w życiu dużo bardziej pożyteczna. Dzięki niej mężczyzna zmęczony swoim małżeństwem nie zapyta siebie „Czy ja ją jeszcze kocham?”, mając na myśli „Czy ja się dobrze przy niej czuję?”, ale raczej „Czy chcę dla niej dobrze?”. Kiedy zaczniemy korzystać z tej definicji, to okaże się nagle, że mamy w sobie więcej miłości, niż nam się wydawało. Może nie żywimy do wszystkich najlepszych uczuć, ale z pewnością większości naszych znajomych uratowalibyśmy życie, gdyby to wymagało tylko złapania za ramię i odciągnięcia od przepaści, ponieważ (według prawidłowej definicji miłości) pragniemy dla nich dobra. Możemy się zastanowić, jakiego dobra pragniemy dla drugiej osoby, Bożej czy ludzkiej, a także, o jakie dobra zabiegamy dla siebie. Możemy też pomyśleć, na czym polega miłość Boga do nas, choć odpowiedź na to pytanie można znaleźć w Piśmie Świętym.
Wszystkim znane jest jedno z dwóch największych przykazań, które pojawia się zarówno w Starym Testamencie, jak i w Ewangelii, gdzie Jezus rozmawia z uczonymi w Piśmie: „Będziesz miłował bliźniego, jak siebie samego” (Mt 22, 39). Jest to zarówno jedno z najczęściej przekręcanych obecnie przykazań, bo z reguły pierwszy wniosek, jaki wyciąga się z kontemplacji nad tym przykazaniem, brzmi następująco: „Według Jezusa musimy najpierw kochać samych siebie, żeby móc kochać innych”!
Przypatrzmy się jednak jeszcze raz temu przykazaniu i spróbujmy to zrobić bez żadnych uprzedzeń, zapomnijmy o wcześniejszych interpretacjach. Bóg nie mówi „kochaj samego siebie i potem taką samą miłością obdarz bliźniego”, ani „kochaj bliźniego swego i siebie samego”. Mówi raczej „miłuj bliźniego, JAK siebie samego”, i gdyby uczciwie spojrzeć na to przykazanie, to można odnieść wrażenie, że Bóg zakłada, iż każdy z nas tak naprawdę już kocha siebie i naszą powinnością jest taką samą miłością objąć naszych bliskich. Czy to możliwe?

Każdy kocha siebie
Błędna definicja miłości, którą omówiliśmy wcześniej doprowadza do wielu niesłusznych wniosków, np. do takiego, że anorektyczka nie kocha siebie. Tu szczególnie jasno widać, że autor takiego stwierdzenia uważa miłość za uczucie. Wspomniana anorektyczka źle czuje się ze swoim ciałem, ale samo to, że chciałaby dla siebie lepszego wyglądu (według jej pojęcia) i więcej komplementów ze strony ludzi, jest dowodem na jej miłość do samej siebie. Gdyby naprawdę się nie kochała, to cieszyłaby się z każdej swojej wady i negatywnych ocen ze strony otoczenia. (...)
Czy jednak na pewno wszyscy ludzie kochają siebie? Ktoś może podać przykład samobójców. Tacy to na pewno nie kochają siebie, skoro porywają się na własne życie, prawda? Otóż wręcz przeciwnie. Ludzie popełniający samobójstwo nie chcą nigdy własnej szkody, ale właśnie ulgi, uwolnienia od problemów, których ciężaru nie mogą już znieść. Gdyby zatem naprawdę brakowało im miłości własnej, to nigdy nie zdecydowaliby się na taką ucieczkę, ale raczej radowali każdą chwilą swojego cierpienia. (...)
Najpierw kochaj bliźniego
Jeśli zatem każdy człowiek bez wyjątku kocha siebie i nie można tego zmienić w żaden sposób, to dlaczego nawołuje się tak często do miłości własnej? Takie przepowiadanie nie ma przecież najmniejszego sensu, ma za to bardzo złe skutki. Kiedy bowiem człowiek, który podstawową miłość własną ma już w sobie zapisaną przez Stwórcę, dołoży do niej jeszcze więcej skupiania się na sobie, to zaczyna kroczyć drogą egoizmu. Zwłaszcza, kiedy powie się mu, że NAJPIERW musi kochać siebie, żeby móc kochać bliźniego.
Miłość, której uczy nas Jezus Chrystus, jest miłością, którą przede wszystkim kieruje się w stronę drugiej osoby. Jezus mówi o niej bardzo wyraźnie: „Nikt nie ma większej miłości od tego, kto oddaje życie za przyjaciół” (J 15, 13). Jej najlepszym wypełnieniem jest śmierć Autora tych słów na krzyżu, dlatego tę miłość nazywa się często „Miłością z krzyża”. Taka jest właśnie miłość chrześcijańska - ofiarna, oddająca swoje życie innym. Trudno mówić tu o „kochaniu najpierw samego siebie”, kiedy naprawdę miłując „odejmujemy sobie od ust” i „oddajemy nasze życie za przyjaciół”. Wygląda na to, że nasza chrześcijańska miłość powinna polegać na mocniejszym kochaniu drugiej osoby, niż samego siebie. (...) Mimo to nadal zachęca się nas do „miłości własnej”, chociaż według słowa Bożego jest ona przeciwieństwem Miłości z krzyża. Teologowie mówią bowiem, że przeciwieństwem miłości nie jest wcale nienawiść, ale strach. (...)
Słowo Boże i nauka świętych naszego Kościoła mówią wyraźnie - musimy zwalczać w naszym życiu miłość własną. Musimy wyrzec się samych siebie i wziąć swój krzyż. Tylko wtedy będzie w nas miejsce na prawdziwą miłość Boga, która polega na ofiarowaniu się innym, i nawet na Jego wielką moc, która pozwala chrześcijanom działać cuda.
Nadzwyczajny Rok Miłosierdzia jest świetną okazją, by zastanowić się nad tym, czym naprawdę jest miłość i jak realizować ją w swoim życiu.

Tekst Mikołaj Kapusta
www.DobraNowina.net

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!