TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Sierpnia 2019, 11:01
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Milczący niepokonani

06.07.10

Milczący niepokonani

W wyniku agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 roku do niewoli Armii Czerwonej dostało się 250 000 żołnierzy, w tym ponad 18 000 oficerów. W październiku 1939 r. władze sowieckie zadecydowały o skoncentrowaniu w obozach w Kozielsku i Starobielsku oficerów zawodowych i rezerwistów, a w Ostaszkowie funkcjonariuszy policji, żandarmerii i służby więziennej. 5 marca 1940 r., w piśmie skierowanym do Józefa Stalina, Ławrientij Beria, szef NKWD, postulował, aby więźniów tych trzech obozów, w liczbie 14 736 osób, oraz 11 000 Polaków przebywających w więzieniach, rozstrzelać, gdyż jak pisał: Wszyscy oni są zawziętymi wrogami władzy sowieckiej, pełnymi nienawiści do ustroju sowieckiego. Jeszcze tego samego dnia wniosek zatwierdziło Biuro Polityczne KC WKP(b).

Gdzieś będziesz pogrzebiony
3 kwietnia 1940 r. rozpoczęto wywozić więźniów z Kozielska do lasku w ośrodku wypoczynkowym NKWD w Katyniu, gdzie ich rozstrzeliwano. Akcja ta trwała do połowy maja 1940 r. Osadzonych w Starobielsku mordowano w siedzibie NKWD w Charkowie, a ciała chowano w Piatichatkach. Jeńców z obozu w Ostaszkowie mordowano w Kalininie, a zwłoki zakopywano w Miednoje.
Adam Solski, jeden z zamordowanych w Katyniu, zanotował 7.04.1940 r.:
Pakować rzeczy! Do 11,40 na odejście do klubu na rewizję. Obiad w klubie. (..) Po rewizji, o godzinie 16,55 opuściliśmy mury i druty obozu Kozielska. Wsadzono nas do wozów więziennych. Takich wozów, jakich w życiu nie widziałem, że 50% wagonów spośród osobowych, to wozy więzienne. Ze mną jedzie (..)12-tu. Miejsca najwyżej dla siedmiu.
8.04.1940 r. Godzina 3,30. Wyjazd ze stacji Kozielska na zachód. Godzina 9,45 - na stacji Jelenia.
9.04.1940 r. Paręnaście minut przed piątą rano – pobudka w więziennych wagonach i przygotowanie się do wychodzenia. Gdzieś mamy jechać samochodem. I co dalej ?
Piąta rano. Od świtu dzień rozpoczął się szczególnie. Wyjazd karetką w celkach 8 straszne! (...). Przywieziono nas gdzieś do lasu; coś w rodzaju letniska. Tu szczegółowa rewizja. Zabrano mi zegarek, na którym była godzina 6,30. Pytano mnie o obrączkę. Zabrano ruble, pas główny, scyzoryk (...).
Jacek Trznadel w opowiadaniu „Zginie co z chmur” tak opisał egzekucję w Katyniu: Wyciągnięto go z celki, upadłby, ale było za wąsko. Prawie zepchnięto go po stopniach samochodu. Zobaczył jednym mgnieniem sylwetki żołnierzy w mundurach, las. Ścięte sosny, dół. Obok dołu leży na wznak w polskim mundurze ...iwski? Ale nie miał czasu myśleć o tym, prawie nieprzytomny, bo co innego słyszeć, a co innego widzieć, czuł tylko, jak prowadzi go dwu pod pachy w tamtą stronę, tuż z boku jakiś enkawudysta z pistoletem w opuszczonej ręce. Więc wbija nogi w ziemię, opiera się, wymuszony krok, jeden, drugi, i słyszy nagle krzyk z tyłu: - Stój! – Nie wiadomo, czy usłyszał strzał, czy tylko zobaczył ciemność lub może odczuł coś, z czego nie mógł już sobie zdawać sprawy.
Władysław Sebyła, więzień starobielskiego obozu, zamordowany w Charkowie, w wierszu „Pogrzebany” pisał proroczo:
gdzieś będziesz pogrzebiony,
gdzieś będziesz pochowany,
w ziemi śniegiem usłanej,
w ziemi mocno ubitej,
w nocy niebem przykrytej,
odczłowieczony.

Perfekcyjna zbrodnia
Redakcja dziennika „Hrvatski narod”, największej gazety w Zagrzebiu, w 1943 r. pisała: Zbrodnia bolszewików na oficerach polskich jest przypadkiem, który nie ma sobie równego w historii. Jeszcze nigdy nie było takiej systematycznej rzezi spokojnych ludzi, dowódców armii poszukującej schronienia w sąsiednim państwie, które wkrótce zawrze sojusz z rządem uznawanym za swój przez zabitych oficerów. Historia nie zna drugiego takiego przypadku wyrachowanego zabijania elit sąsiedniego narodu, tracenia oficerów sojuszniczej armii w celu łatwiejszego zapanowania potem nad narodem pozbawionym przywództwa. (...) Przejdzie ona do historii jako wyjątkowy przykład zbrodni doprowadzonej do perfekcji i postawionej na usługi politycznych celów, przeciwko tym, którzy nic nie robią tym, którzy dali Polsce gwarancje, że będą jej do końca bronić.
Francuski dziennikarz Robert Brasillach, świadek katyńskiej ekshumacji, oceniał  w 1943 r.:  Przez jakiś czas Sowieci mieli nadzieję, że zdołają pozyskać sobie armię polską. (...) I później, pewnego dnia, zrozumieli, że Polacy nienawidzą bolszewizmu, że ci ludzie tak często nierozważni, tak często lekkomyślni, tragicznie lekkomyślni, nie zapomnieli antykomunistycznej lekcji Piłsudskiego, nie zapomnieli, że ich historia była zasadniczo antyrosyjska. Sowieci wyciągnęli logiczne konsekwencje z tej konstatacji: zlikwidowali polską elitę, tak jak unicestwili elitę krajów bałtyckich.  

Ofiara, której owocem jest dobro
Włodzimierz Odojewski tak zakończył powieść o katyńskiej zbrodni „Milczący, niepokonani”: Małgorzata ujrzała zarys ściany lasu otaczającego polanę, (...) a dopiero po długiej chwili, niżej (...) zobaczyła rozrytą ziemię, rozkopane doły. (...) A niżej, w tych dołach (...) masa pozlepianych ciał, ułożonych jedno obok drugiego i jedno na drugim, odczłowieczonych. (...) Nawet wionęła na Małgorzatę mdląca, osłupiająca, mącąca w głowie woń zgnilizny, zepsucia, rozkładu i pleśni. Ale tylko na jeden krótki moment. Bo blask księżyca albo tego nieznanego, a z daleka padającego światła się wzmocnił. I ta niezwykła woń natychmiast przepadła. (...) Ciała te nabrały ciała i mundury, w których leżały, przestały być rozłożonymi przez zgniliznę i czas łachmanami. (...) I zaraz te ciała podniosły się z głębi dołów, żyły, wydźwigały się na polanę, warstwa po warstwie, ustawiały się w szeregi, formowały, żyły, ruszały szeregami naprzód, maszerowały, szereg za szeregiem, dziesiątkami, setkami szeregów....Maszerowały.... I zdawało się to trwać niemal wieczność w tym migotliwym świetle gwiazd i bladym blasku księżyca, wśród nieustającego, wciąż wzmagającego się szeptu sosen, (...) nakazującego, aby wyruszyli w wieloletnią wędrówkę w zimny, obojętny świat i go poruszyli.
13 kwietnia 1996 r. Ojciec Święty Jan Paweł II mówił o zbrodni katyńskiej: Trzeba jednak mieć świadomość, że również ta śmierć, a raczej to wielkie żniwo śmierci jest jakoś wpisane w Boże plany i nabiera nowego znaczenia w perspektywie śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Nade wszystko staje się ona ofiarą, której owocem jest dobro. W wymiarze narodowym przybrało ono kształt wolności. W wymiarze ludzkim jest przykładem odwagi i wytrwania w wierności ideałom. W wymiarze chrześcijańskim staje się wezwaniem do przebaczenia.

Paweł Pawlaczyk

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!