Mehoffer i ksiądz dachauczyk

Wielkopolskie miasteczko Mehoffera, bo tak coraz częściej nazywany bywa Turek, jest oddalony od Kalisza o zaledwie 42 kilometry. Mało kto jednak wie, że nie byłoby mehofferowskich skarbów w Turku, gdyby nie pewien ksiądz dachauaczyk.
Jest rok 1925. W Wiecznym Mieście przebywa dwóch Polaków. Obaj mają na imię Józef. Pierwszy zostaje rektorem polskiego kościoła w stolicy Italii, zaś drugi, ceniony już w kraju artysta, próbuje tam założyć polską Akademię Sztuk Pięknych. Pewnego dnia mężczyźni spotykają się przypadkiem w czasie spaceru, a ponieważ są rodakami rozpoczynają kurtuazyjną rozmowę. Wkrótce okazuje się, że dialog, który miał być niezobowiązującym tète-a-tète, zamienia się w tak interesującą konwersację, iż panowie postanawiają kontynuować ją przy kawie. Pierwszy z nich to ks. Józef Florczak, absolwent Włocławskiego Seminarium Duchownego, profesor katedry prawa w Cesarskiej Rzymskokatolickiej Akademii Duchownej w Petersburgu, czyli placówki będącej protoplastą lubelskiego KUL-u oraz wykładowca KUL-u. Drugi to Józef Mehoffer, krakus, student Jana Matejki, kolega ze studiów Stanisława Wyspiańskiego, gwiazda polskiego malarstwa.
Pamiątka z Rzymu
O czym mogli rozmawiać? Niemal na 100 procent nie o miasteczku w południowej Wielkopolsce o nazwie Turek. Mehoffer prawdopodobnie nigdy o nim nie słyszał, ks. Florczak natomiast, jako dawny seminarzysta włocławski, mógł je kojarzyć. Możliwe, że Mehoffer zwierzał się ks. Florczakowi, że jego pomysł na polską ASP w Rzymie ma nikłe szanse na realizację, a rektor kościoła polskiego opowiadał artyście o tym, co zrobiła z Kościołem rewolucja bolszewicka, z którą zetknął się osobiście. I tak właśnie rozpoczęła się serdeczna, silna i dożywotnia przyjaźń obu Józefów, zwieńczona w tamtym rzymskim okresie portretem jaki ks. Florczakowi sprezentował Mehoffer.
W 1929 r. ks. Józef wrócił do kraju i wkrótce został proboszczem parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Turku, której centrum był spektakularny neogotycki kościół zaprojektowany przez ojca i syna Konstantego i Jarosława Wojciechowskich. Świątynia została konsekrowana w 1924 r.
Metamorfoza kościoła
W 1933 r. ks. Józef zaprosił do siebie Mehoffera. – Kościół masz piękny przyjacielu, ale jego wystrój jest paskudny! – powiedział artysta, gdy kapłan oprowadzał go po terenie swojej parafii. Niedługo później Mehoffer rozpoczął wielką metamorfozę wnętrza. Liczył sobie już wtedy ponad 60 lat, ale przystąpił do pracy z taką werwą i rozmachem jak gdyby dopiero teraz przystępował do swojego opus magnum. Mistrz z racji wieku nie był w stanie osobiście zamalować 3000 metrów, więc zatrudnił do pomocy swoich studentów z krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Dodam, że Mistrz zaprojektował również witraże do tej świątyni. To co dziś widzimy w na ścianach i sklepieniach tureckiego kościoła oczywiście absolutnie zachwyca, jednak wizje artysty były o wiele bardziej spektakularne.
Wybuch II wojny światowej nie pozwolił na dokończenie dzieła. Niemcy zamknęli Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa i urządzili w nim punkt tymczasowego pobytu swoich rodaków ściąganych na tereny Kraju Warty ze wschodu. Do dziś zachowało się wiele zdjęć z tamtego okresu, na których widać nie tylko rodziny przybyłe z Besarabii, ale również improwizowane stoiska medyczne, gdzie przybysze byli badani przez lekarzy.
Pożegnanie Mistrza
Anna Mehoffer-Lewandowska, prawnuczka artysty w trakcie spotkania z mieszkańcami Turku, które miało miejsce w 2015 r. opowiadała m.in. o relacji ks. proboszcza Florczaka z jej pradziadkiem. – Ich przyjaźń była na tyle silna, że ks. Józef w drodze do obozu koncentracyjnego Auschwitz, zdołał jakoś napisać kartkę pożegnalną do pradziadka – mówiła. Takie kartki wyrzucano m.in. z pędzącego pociągu, pisano na nich adres tego, do którego była kierowana i prośbę, by ktoś kto odnajdzie wiadomość pomógł w dostarczeniu jej do adresata. I tajemniczy „ktoś” to zrobił.
Dzięki temu wiemy, że w swym ostatnim, choć bardzo krótkim liście do przyjaciela artysty ks. Józef napisał: „Mistrzu, tutaj się już chyba nie zobaczymy”. Pozostałe listy wymieniane między tureckim proboszczem a Mehofferem – a sporo zachowało się do dziś - pozostają częściowo w archiwum rodziny malarza, a częściowo w Muzeum Miasta Turku im. Józefa Mehoffera.
Chrystus w kapeluszu
By podziwiać polichromie mistrza Józefa należy udać się na Plac Henryka Sienkiewicza do Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. Warto też rzucić okiem na położoną nieopodal starą, piękną plebanię, w której artysta gościł i usiąść z mistrzem na ławeczce ustawionej na Skwerze Józefa Mehoffera tuż przy wspomnianym wyżej placu.
Jednak to wcale nie koniec przygody z artystą w tym mieście. Tuż o krok od ratusza, czyli przy Placu Wojska Polskiego znajduje się, wymienione wcześniej muzeum, w którym aż pięć sal – zwanych notabene czerwonymi – poświęcono autorowi „Dziwnego ogrodu”. Obejrzeć w nich można jego własnoręczne szkice i kartony (czyli projekty do polichromii i witraży), których odwzorowania zdobią wnętrza Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. W tzw. saloniku zobaczymy zabytkowy kredens ze zbiorów muzeum i pozostałe elementy wyposażenia, które pozwalają przenieść się w czasy Mehoffera. W „saloniku” znajdują się też trzy prace artysty w tym bardzo interesujący „Anioł Milczenia”. Prawdziwym skarbem tureckiego muzeum jest projekt do unikatowego na skalę światową „Chrystusa Ogrodnika”, którego postać ukazana jest po raz pierwszy w kapeluszu i z konewką w dłoni.
Tutaj i tam
Ks. Józef Florczak zderzył się za życia osobiście z obydwoma trawiącymi wówczas świat totalitaryzmami. Najpierw w Petersburgu, później w Auschwitz i Dachau. Po wybuchu II wojny światowej został aresztowany w Poznaniu. W październiku 1939 r. osadzono go na Pawiaku razem z innymi duchownymi. Kiedy w pierwszych dniach października 1940 r.
na defiladę zwycięzców Hitler miał przyjechać do Warszawy, osadzonym na Pawiaku księżom oświadczono, iż w razie gdyby w czasie wizyty Führera ktokolwiek próbował dokonać na niego zamachu, oni natychmiast zostaną rozstrzelani.
Nie wiemy kiedy dokładnie ks. Józef został przewieziony do Auschwitz, ale nie ma wątpliwości, że przebywał tam już w grudniu 1941 r. Po kilku miesiącach, razem z grupą innych kapłanów został przetransportowany do KL Dachau, gdzie w czerwcu 1942 r. otrzymał numer obozowy 30277. Wiosną 1943 r. ksiądz ciężko zachorował i trafił na rewir, gdzie zdiagnozowano ropowicę. Zmarł 20 kwietnia 1943 r.
Nieco ponad trzy lata później, 5 lipca 1946 r.,
odszedł Józef Mehoffer. I stało się tak, jak ks. Florczak przewidział w wyrzuconym z pociągu grypsie zaadresowanym na przyjaciela artystę. „Tutaj”, czyli na ziemi, już się nie spotkali. Pozostaje nam jednak mieć nadzieję, że aktualnie mają dla siebie wiele czasu „tam”, czyli w niebie.
Aleksandra Polewska-Wianecka
wikipedia fot. Krzysztof Golik
Ławeczka Mehoffera to jeden
z najbardziej rozpoznawalnych symboli Turku.
Zachęca, by na chwilę usiąść obok mistrza
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!