TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Kwietnia 2020, 23:59
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Maryja otwiera drzwi do nieba!

Maryja otwiera drzwi do nieba!

„A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?” (Łk 1, 43) Po 295 dniach od przybycia Pani Jasnogórskiej do naszej diecezji nastał długo oczekiwany dla naszej parafii czas, kiedy to 2 lipca 2011 roku w progach naszej kotłowskiej świątyni, pod wezwaniem Jej narodzenia, mogliśmy powitać Matkę naszego Pana. Duchowym drogowskazem, do jak najlepszego przygotowania naszych serc, był ojciec misjonarz Sylwester Kopyt.

Misje Święte były czasem szczególnego przygotowania i oczyszczenia serc. Przez cały tydzień wraz z Maryją pochylaliśmy się nad naszym ziemskim, codziennym życiem. Pośród tego świętego czasu na nowo odnawialiśmy najważniejsze wartości chrześcijańskie: sakrament chrztu i małżeństwa, oczyszczaliśmy serca przez spowiedź świętą, pochyliliśmy się nad chorymi, dziękowaliśmy za dar życia rodzicom oraz za święte powołania z naszej parafii. Nie zabrakło też wołań do Maryi o nowe, święte powołania. Modlitwa apelowa, która wieńczyła każdy dzień i słowa: „JESTEM, PAMIĘTAM, CZUWAM” stały się Światłem Miłości, które po zakończeniu trafiały do naszych domów. Dawało się odczuć cudowną opiekę Maryi. To właśnie Ona sprawiała, że wracając do domu z niecierpliwością oczekiwało się jutrzejszego dnia i spotkania z Jej Synem na Eucharystii.

Aż wreszcie przyszła do dzieci swych. Matka, która wszystko rozumie, by sercem ogarnąć każdego z nas. Matka zobaczyć dobro w nas umie. Ona jest z nami w każdy czas. W każdy, a w to sobotnie, deszczowe popołudnie szczególnie. Z częstochowskiego zakątka przybyła do nas, do kotłowskiej parafii, by trwałą nicią połączyć nasze podzielone i rozerwane serca. Przybyła - bo KOCHA. Każdego – JEDNYCH i DRUGICH. Przybyła w dzień uroczystości Jej Niepokalanego Serca, by pozostawić nam nasiona niewidzialnych łask, o które prosiliśmy Ją.

Gdy stałam przed Jej świętym obliczem zabrakło mi słów. Nie były one potrzebne. Wpatrywałam się w Jej zatroskaną twarz, a Ona tak głęboko zaglądała do mego serca. Nic nie było sztuczne, nieprawdziwe. Drżenie rąk, cicha łza spływająca po policzku. To ze wzruszenia. Czułam się tak szczęśliwa. Zapomniałam o wszystkim. Byłaś tylko Ty – MAMO! Kwiaty, które składałam były wyrazem podziękowania za to wszystko, co uprosiłaś Maryjo dla całej parafii, dla młodzieży i dla mnie u Twego Syna. Wierzę, że każda z tych osób, które były obecne na łące, tam gdzie Ty stanęłaś pośród nas, czuła to samo, co ja. 

Maryja nie ułatwiła nam spotkania z sobą.  Deszcz, który tak mocno padał z nieba był jakby widzialnym znakiem, symbolem Jej łez. Ta otwarta rana tak bardzo boli. Maryja przyszła do nas, by uświadomić – jednym i drugim, że to nie to samo, że ksiądz nie jest celem, że jest on tylko narzędziem. Bo celem jest Ten, który przyszedł na świat z Jej łona – Twój Syn Maryjo – Jezus Chrystus. Wiara jednak okazała się ważniejsza niż pogoda. Przyszliśmy, by w ręce Maryi złożyć naszą wiarę, życie, rodziny, przyjaciół, naukę i pracę, radości i smutki. By wyprosić przed Jej Świętym Obliczem drogę nadziei w kroczeniu za Chrystusem. A Maryja tak samo jak 2000 lat temu w Kanie Galilejskiej mówiła do nas: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”, a zagości w sercach waszych radość i wesele. Błagaliśmy Królową Polski o zjednoczenie – Abyśmy byli jedno. A Ona podziękowała za nas Bogu słowami „Magnificat”.

I pomimo, że dziś Maryja jest w innej parafii, pozostanie nie tylko w kopii swego obrazu, by wędrować po domach naszej parafii, ale również pozostanie w naszych sercach. Wierzę, że to spotkanie będzie dla wszystkich dzieci kotłowskiej ziemi chlebem powszednim naszego życia, że nie zapomnimy o tej tajemnicy. Ciągle jeszcze słyszę, jak cały Kościół uciekał się pod Twą obronę, jak płynęły „Zdrowaśki” do Ciebie, Matko. Gdy się kogoś kocha nie liczy się czasu. Te niecałe 24 godz. spędzone z Tobą upłynęły tak szybko. Nawet nie wiem kiedy. Tak bardzo chciałam być z Tobą. Przy Tobie czułam się tak wolna, kochana. Było mi dobrze i mimo, że był pełen kościół, czułam jakbyśmy były tylko Ty i ja. Tak wiele chciałam powiedzieć: podziękować, przeprosić i poprosić. Często zastanawiałam się co powiem, gdy się już spotkamy. Słowa jednak okazały się zbędne. Bo gdy się ma taką Matkę łatwiej jest nieść krzyż codziennych spraw, łatwiej jest podnieść się po upadku. DZIĘKUJĘ Maryjo!

JESTEM, PAMIĘTAM, CZUWAM!

A.L. z parafii Narodzenia NMP w Kotłowie

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!