TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 17 Listopada 2019, 13:54
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ma granice Nieskończony

Ma granice Nieskończony

ojciec pio

Wszechmogący Bóg przybrał postać najbardziej bezbronnej istoty - dziecka. Nie dlatego, by zachować naturalny porządek ludzkiego rozwoju, ale by przekonać nas, że ,,kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Mk 10, 15).
Każda kolejna pamiątka Bożego Narodzenia jest okazją dla przypomnienia, jak ważna jest relacja dziecka Bożego do Ojca. Pomogą nam w tym święci ojciec Pio i siostra Faustyna, którym Jezus nie raz ukazał się jako Dzieciątko.
Jednym z przełożonych klasztoru w San Giovanni Rotondo, gdzie mieszkał i posługiwał ojciec Pio był ojciec Ignazio de Ielsi, który w swoim ,,Dzienniku” napisał: ,,To daremne chcieć opowiedzieć, z jakim uczuciem ojciec Pio świętuje Boże Narodzenie. Myśli o tym i liczy dni, które dzielą go od jednego Bożego Narodzenia do drugiego, już od dnia następnego po święcie. Dzieciątko Jezus ma dla niego szczególne znaczenie. Wystarczy, że usłyszy dźwięk pastorałki, kolędy, a już jego duch unosi się wysoko jak w ekstazie” (24 października 1923; ,,Głos ojca Pio” 2002). Ta cześć dla Bożego Narodzenia (nie jako święta, ale wydarzenia) nie pozostała obojętna Bogu, który objawił się ojcu Pio trzykrotnie: w 1911, 1919 i 1922 roku, jako Dzieciątko.

Niemowlę z ranami
Kiedy ojciec Pio rozchorował się podczas pobytu w Venafro (niedaleko Monte Cassino), późną jesienią 1911 roku, według świadectwa ojca Agostino zapisanego w jego ,,Dzienniku” doznawał wielu szatańskich ataków, ale też częstych ekstaz, podczas których widział Jezusa, Matkę Najświętszą, czy św. Franciszka. Pewnego dnia Święty z Pietrelciny doznał najbardziej szczególnego w historii objawienia Dzieciątka Jezus – było ono bowiem pokryte ranami na stopach, dłoniach i piersi. Ojciec Pio zapytał: ,,Mój Jezu, dlaczego jesteś dziś rano taki mały? Nagle stałeś się mały!” Potem zwrócił się do swojego anioła stróża z prośbą, by pokłonił się Dzieciątku, a potem, by ucałował Jego rany. Święty nie mógł się nadziwić temu cudownemu zjawisku i rozmawiali z sobą o sprawach związanych z Komunią Świętą, którą przynosił ojcu Pio Agostino powtarzając po francusku: ,,Dzieciątko! Dzieciątko!”. Na zakończenie Święty miał mówić: „Dziękuję, mój Jezu, dziękuję! Idź na swoje miejsce, mój Jezu”. W tym objawieniu łączą się postacie Jezusa jako małego dziecka z Panem ukrzyżowanym, który jest wciąż tą samą Osobą szczególnie otoczoną czcią przez Kapucyna pozostającego z Jezusem w głębokiej zażyłości. Ta poufałość i czułość wcale nie wykluczała wielkiego szacunku i czci zarówno dla Dzieciątka, jak i Ukrzyżowanego, ale doskonale się z nimi łączyła. Osiem lat później drugą wizję Dzieciątka ojciec Pio miał w rocznicę nocy otrzymania stygmatów. Tym razem świadkiem tego wydarzenia był gwardian klasztoru w San Giovanni Rotondo ojciec Raffaele, który mieszkał niemal naprzeciwko celi ojca Pio. W swoim dziele ,,Kilka uwag o życiu ojca Pio i moim długim z nim pobycie” zakonnik ten napisał: ,,W nocy z 19 na 20 nie mogłem zasnąć. Nie wiem, dlaczego, być może z powodu ciepła. Około północy wstałem z łóżka trochę wystraszony. Korytarz tonął w ciemnościach, które rozpraszało jedynie małe światełko naftowej lampki. Kiedy miałem wyjść z pokoju oto przeszedł przede mną ojciec Pio, cały rozpromieniony, z Dzieciątkiem Jezus w ramionach. Szedł powoli i odmawiał swe modlitwy. Przeszedł przede mną, promieniejący od światła i nawet nie zauważył mojej obecności. Dopiero po kilku latach dowiedziałem się, że 20 września był dniem rocznicy otrzymania przez niego stygmatów. Jak widać nawet wizja Dzieciątka Jezus jest związana ze stygmatami, a zatem również z męką Jezusa” (,,Głos ojca Pio” 2002).

Zabawka dla małego Jezusa
Trzecie objawienie Dzieciątka Jezus ojcu Pio miała widzieć jego duchowa córka z Pietrelciny. Kiedy Ojciec mieszkał w San Giovanni Rotondo, wtedy często Łucja – udając się do miasteczka Gargano – prosiła go o radę i wskazówki w ważnych kwestiach swego życia duchowego. W 1922 roku pragnęła ona spędzić wigilię Bożego Narodzenia w pobliżu swego duchowego ojca. Dzień był bardzo zimny, dlatego bracia ustawili w zakrystii naczynie z ogniem, a Łucja i dwie inne kobiety czekały przy cieple do północy na Mszę św., którą miał sprawować św. ojciec Pio. Tuż przed północą, kiedy towarzyszki Łucji zasnęły, a ona wciąż trwała odmawiając Różaniec, Święty zszedł ze schodów zakrystii i zatrzymał się przy oknie. Najpierw kobieta dostrzegła świetlistą poświatę, a później Kapucyna z Dzieciątkiem Jezus na rękach. Jego twarz była rozpromieniona. Gdy wizja znikła ojciec Pio zauważył osłupiałą Łucję, a kiedy potwierdziła, że widziała to samo, co on, zabronił jej komukolwiek o tym mówić.
Każdym świętom Bożego Narodzenia w życiu ojca Pio towarzyszyła autentyczna radość płynąca z wcielenia Syna Bożego, z którym Święty jednoczył się w duchowych przeżyciach i codziennym życiu. Jednak zawsze były to także święta przeżywane w perspektywie krzyża, ze świadomością Chrystusowej ofiary, która każdego dnia dokonuje się na nowo. Sam ojciec Pio choć był w relacji z Dzieciątkiem bardzo bezpośredni i serdeczny, jednocześnie jego serce przepełniała pokora: ,,Jestem zabawką Dzieciątka Jezus. Ono samo często mi to powtarza, lecz to, co jest gorsze, to fakt, iż Jezus wybrał sobie zabawkę bez żadnej wartości. Żałuję jedynie, że ta zabawka brudzi jego boskie rączki. Myślę, że pewnego dnia wyrzuci mnie do rowu i już więcej nie będzie się bawić” (List do ojca Agostino, z 18 stycznia 1913 roku - ,,Głos ojca Pio” 2002). Choć Zakonnik zdawał sobie sprawę ze swojej nędzy i słabości, kochał Boga i wiedział, że mimo wszystko Bóg kocha jego. Te same myśli towarzyszyły siostrze Faustynie – mimo naszych słabości, w pokorze i uniżeniu powinniśmy mieć świadomość swojej wartości wynikającej z umiłowania przez Bożą Dziecinę.

Uniżenie Boga
W Wigilię świąt Bożego Narodzenia św. siostra Faustyna zapisała w swym Dzienniczku: ,,Dziś łączyłam się ściśle z Matką Bożą, przeżywałam jej chwile wewnętrzne. Wieczorem przed łamaniem opłatkiem weszłam do kaplicy, aby się w duchu podzielić z osobami drogimi i prosiłam Matkę Bożą o łaski dla nich. Duch mój był cały pogrążony w Bogu. W czasie Pasterki ujrzałam małe Dzieciątko Jezus w Hostii, duch mój pogrążył się w Nim. Choć mała Dziecina, jednak majestat Jego przenikał moją duszę. Głęboko przeniknęła mnie ta tajemnica, to wielkie uniżenie się Boga, to niepojęte wyniszczenie Jego. Całe Święta żywe mi to było w duszy. O, my nigdy nie pojmiemy tego wielkiego uniżenia się Boga” (182). Choć próbujemy zgłębić tę tajemnicę, ciągle nam ona umyka i kolejne pokolenia zadają sobie pytanie, po co wszechmogący Bóg narodził się jako najuboższe z dzieci w zimnej stajni. Trudno nam zrozumieć potężnego Ojca, który stwarza świat i zsyła na ziemię Potop, boimy się cierpiącego Syna, a Dzieciątko może stać się nam tak bardzo bliskie. Podczas innej Pasterki ponownie Jezus ukazał się Faustynie jako Dzieciątko, które z radością wyciągało ręce do zakonnicy, a po Komunii Świętej powiedziało takie słowa: ,,Ja zawsze jestem w sercu twoim, nie tylko w chwili, kiedy Mnie przyjmujesz w Komunii Świętej, ale zawsze”. Siostra Faustyna dodała w ,,Dzienniczku”: ,,W radości wielkiej przeżywałam Święta te” (575).

Ukryty majestat
Siostra Faustyna widywała maleńkie Dziecię Jezus nie tylko w okresie świąt Bożego Narodzenia, ale także często podczas Mszy Świętej, nad ołtarzem. ,,Jest niezmiernie piękne, na wiek to tak wygląda jakoby Mu roczek dochodził. Kiedy raz w naszej kaplicy ujrzałam to samo Dzieciątko w czasie Mszy Świętej, opanowało mnie szalone pragnienie i chęć nieprzeparta, żeby się zbliżyć do ołtarza i zabrać Dziecię Jezus. W tej samej chwili stanęło przy mnie na rogu klęcznika i obiema rączętami trzymało się ramienia mojego - wdzięczne i radosne, wzrok pełen głębi i przenikliwości. Jednak kiedy kapłan złamał Hostię, Jezus stanął na ołtarzu i został złamany, i spożyty przez tego kapłana. Po Komunii Świętej ujrzałam Jezusa takiego samego w sercu swoim i czułam Go przez cały dzień fizycznie, rzeczywiście w sercu swoim. Skupienie głębsze ogarniało mnie bezwiednie i nie mówiłam z nikim ani słowa, unikałam o ile mogłam obecności ludzi, odpowiadałam zawsze na pytania co do obowiązków, poza tym ani jednego słowa” (434). Każde spotkanie z dzieckiem pozostawia w nas niezapomniane wrażenia, budzi chęć wzięcia go w ramiona i miłość do tej małej istoty – Jezus jest najważniejszą z nich ogarniającą wszystkie swoje dzieci na całym świecie.
Jezus w postaci Dzieciątka pomagał Faustynie zrozumieć tajemnicę Komunii Świętej, gdy znów Go zobaczyła podczas ofiarowania, a na chwilę zniknął kapłan, później Jezus wyjaśnił jej, gdzie wtedy przebywał. ,,W sercu Moim” - powiedziało Dzieciątko (442). Jednak były także momenty, kiedy pojawienie się Dzieciątka wywoływało lęk u Świętej. ,,W pewnym dniu po Komunii Świętej, nagle ujrzałam Dzieciątko Jezus, które stało przy moim klęczniku, trzymając się obiema rączętami klęcznika. Chociaż to małe Dziecię, jednak przeniknęła duszę moją bojaźń i lęk, (bo) widzę w Nim swego Sędziego, Pana i Stwórcę, przed którego świętością drżą aniołowie, a z drugiej strony duszę moją zalewa miłość niepojęta, gdzie mi się wydaje, że konam pod jej wpływem. Widzę teraz, że Jezus wpierw umacnia moją duszę i czyni ją zdolną do obcowania z sobą, bo inaczej nie zniosłabym tego, co w danej chwili przeżywam” (566). Znowu doświadczamy razem z siostrą Faustyną paradoksalności Boga; tego, że ,,ma granice Nieskończony”; że Ten, którego narodzin wyczekujemy jest jednocześnie potężnym Sędzią, miłosiernym Bogiem, jak i bezbronnym Dzieckiem czekającym na naszą miłość.

Prostota i pokora
Faustyna zapytała Jezusa wprost, dlaczego objawia jej się tak często pod postacią Dzieciątka, dodając, że przecież ona i tak widzi w Nim wszechmogącego Stwórcę i swego Pana. Jezus odpowiedział jej wtedy, że dopóki się nie nauczy prostoty i pokory, będzie z nią obcował jako dziecię. Z tego samego powodu i my oglądamy Jezusa w żłóbku, widzimy Go w słowie Bożym właśnie jako Dzieciątko. Pokorne przyjęcie tego Dziecka pod swój dach może przemienić nasze życie na zawsze. Odwagi w podjęciu takiej decyzji dodaje nam sama s. Faustyna przeżywająca świąteczny czas Bożego Narodzenia w szczególny sposób charakterystyczny dla tych, którzy dali się ogarnąć maleńkiej Miłości: ,,Przed wieczerzą weszłam na chwilę do kaplicy, aby się podzielić opłatkiem w duchu z osobami drogimi mojemu sercu, przedstawiłam wszystkich Panu Jezusowi po imieniu i prosiłam o łaski dla nich; ale to nie koniec: poleciłam Panu prześladowanych, cierpiących i tych - którzy nie znają Imienia Twego, a szczególnie biednych grzeszników. O maleńki Jezu, proszę Cię gorąco, zamknij wszystkich w morzu niepojętego miłosierdzia swego. O słodki, maleńki Jezu, masz moje serce, niech ono Ci będzie mieszkaniem miłym i wygodnym. O, niezmierzony Majestacie, jak słodko zbliżyłeś się do nas. Tu nie ma grozy piorunów wielkiego Jahwe, tu słodki, maleńki Jezus; tu nie lęka się żadna dusza, choć nie umniejszył się majestat Twój, ale tylko ukrył się. Po wieczerzy czułam się bardzo zmęczona i cierpiąca, musiałam się położyć, jednak czuwałam z Matką Najświętszą na przyjście małej Dzieciny” (845). Dziś w moim sercu może narodzić się Bóg, niech znajdzie w nim mieszkanie.

Anika Djoniziak

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!