TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Października 2020, 23:19
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Listy od czytelników

Listy od czytelników

Wspomnienia ze spotkań ze św. Janem Pawłem II

Spośród kilkunastu moich spotkań z Ojcem Świętym Janem Pawłem II, jedne były krótkie, kiedy papież przejeżdżał czy przechodził nawet blisko, inne natomiast dłuższe w czasie Mszy św. gdy prawie nie widziałam papieża z powodu odległości i wielkiej liczby uczestników spotkania. Każde jednak pozostawiało niepowtarzalne wrażenie.

Byłam na spotkaniach w czasie pielgrzymek do Polski w różnych miejscach i w Rzymie na dwóch beatyfikacjach (1989 i 2000 rok) i ogólnych spotkaniach. Byłam także w czasie ostatniej pielgrzymki do Ojczyzny, na Mszy św. na Krakowskich Błoniach 18 sierpnia 2002 roku. Następnie w 2008 roku, ale już przy Jego grobie w Rzymie.
Największe jednak przeżycie i wrażenie było moim udziałem 10 czerwca 1999 roku, gdy papież przyjechał do Siedlec, mojej rodzinnej diecezji. Pracowałam wtedy jako katechetka w Łukowie. Na tę uroczystość przygotowywałam się dwa lata, nie myśląc, że może mnie spotkać zaszczyt szczególnego spotkania się z papieżem Janem Pawłem II.
Gdy podano w 1997 roku wiadomość o możliwych odwiedzinach Jana Pawła II w Siedlcach, postanowiłam wyhaftować Ojcu Świętemu bieliznę kielichową, którą w wolnych chwilach ręcznie wykonywałam (i czynię to do dziś na różne okazje). Cieszyłam się, że papież będzie w Siedlcach i tym sposobem mogę uczcić Jego wizytę na naszej Podlaskiej Ziemi, uświęconej męczeńską krwią Unitów Podlaskich.
Pół roku wcześniej zgłosiłam swój dar w Kurii Siedleckiej ks. Kazimierzowi Matwiejukowi, który był odpowiedzialny za liturgię Mszy św. papieskiej. W marcu otrzymałam wiadomość, że wręczę osobiście swój dar Ojcu św. na Mszy św. Już wtedy radość była nieopisana. Wyhaftowałam komplet bielizny kielichowej, którą Ojciec św. używał do Mszy św. w Siedlcach i 12 palek do przykrycia kielichów i paten na ołtarzu papieskim. Natomiast wyhaftowana przeze mnie bielizna kielichowa, którą wręczyłam to: 20 palek, 20 korporałów, 40 puryfikaterzy i 40 ręczniczków. Papieska Msza św. odbyła się na Błoniach Siedleckich w czwartek, 10 czerwca 1999 roku, o godz. 10.00. (...) Przyjechała na tę uroczystość z Warszawy także s. Sabina, moja rodzona siostra, także nazaretanka.
Wielkie wrażenie zrobiło na mnie spotkanie w czasie ofiarowania darów. Kiedy podeszłam do Ojca św., pozdrowiłam Go od swoich najbliższych i moich uczniów, zapewniłam o serdecznej modlitwie. Jan Paweł II słuchał mojego pozdrowienia i zapytał czy jestem nazaretanką, chyba raczej tylko dlatego, by mi zrobić przyjemność, bo z siostrami nazaretankami spotykał się nie raz, najczęściej w Krakowie, potem w Rzymie. Odczułam, że tylko mnie słuchał, jak by w tej chwili nie istniał nikt inny. Otrzymałam papieski różaniec, który dla mnie jest cenną pamiątką. (...)
Papież Polak był wielkim człowiekiem, który umiał słuchać, a przecież zajmował się sprawami całego Kościoła. Wprawdzie dla Ojca św. Jana Pawła II haftowałam bieliznę kielichową z racji beatyfikacji naszych Męczenników Podlaskich (1996 rok), a potem beatyfikacji naszych Sióstr Męczenniczek (2000 rok), to jednak to jedno spotkanie jest dla mnie niezapomniane i najważniejsze.
Dla Ojca św. Jana Pawła II poświęciłam około 1500 godzin. Haftując bieliznę kielichową zawsze myślałam, że będzie ona służyła jednemu celowi – Najświętszej Ofierze Jezusa Chrystusa.
Z racji beatyfikacji i kanonizacji papieża Jana Pawła II uświadamiałam sobie, że miałam szczęście spotkać wyjątkowego człowieka i ucałować jego święte ręce.
Mam kilka zdjęć z Janem Pawłem II, które są niepowtarzalną pamiątką.

Siostra dr Dorota Korycińska

W życiu Kościoła

Ogromna większość kapłanów to święci, zakochani w Chrystusie ludzie. Wiele się od nich oczekuje. Często wiele z siebie dają. W ostatnim czasie głośno zrobiło się po emisji filmu dotykającego naszej diecezji. Mocno ożywiły się w tym temacie różnego rodzaju media tzw. społecznościowe. Wiele osób, najczęściej będących daleko od Kościoła, głosiło wiele „mądrych” sentencji.
Zarówno wśród osób protestujących i namawiających do protestu próżno szukać ludzi z kręgu kościelnego. Czy to znaczy, że jest nam to obojętne, że nie obchodzi nas krzywda innych? Otóż nie! Nie wyrażamy zgody na zło! Zawłaszcza jeżeli kala ono dobre imię naszej Matki Kościoła. Wiemy doskonale, że każdy grzech ma wymiar społeczny i dotyka nie tylko samego grzeszącego, ale niestety również osoby z otoczenia, osoby bliskie, często niewinne, niestety także dzieci. (...) Każdy z nas, także duchowny, jest równy wobec Boga oraz prawa i tak powinno być. Nie popieramy i nie zgadzamy się na łamanie prawa, czy pozostawanie ponad nim. Ostatnio w jednej z rozmów dotyczących spraw obyczajowych padło stwierdzenie, że może ta osoba pracuje nad sobą, może już sobie poradziła. Wierzę, że Pan przebaczył mu w swoim miłosierdziu każdy czyn, jeżeli szczerze nastąpiła skrucha, lecz czym innym jest odpowiedzialność karna. (...) Współczujemy osobom krzywdzonym, powinniśmy bezkompromisowo reagować w sytuacjach kiedy człowiek jest krzywdzony, a zwłaszcza dziecko. Mamy na myśli także dzieci nienarodzone, na których mordowanie świat wyraża zgodę i nie nazywa tego morderstwem, lecz zastępuje się ten zbrodniczy proceder innymi nazwami. Janusz Korczak pisał: „Nie ma dzieci, są ludzie”, pisał to, aby wybrzmiało, że mają swoje prawa, przede wszystkim do godnego życia. Nie ma zgody na przestępstwo dla nikogo, czy to polityk, duchowny, nauczyciel, wujek czy tato. W czasach, w których żyjemy, społeczeństwo jest bardzo narażone na „zmiękczanie” grzechu (...). Zło jest złem i nie istnieje tzw. mniejsze zło. Wiem doskonale, jak wiele razy przychodzi nam w swoich środowiskach, rodzinach stawać w obronie Kościoła. Sytuacje, o których słyszymy nie pomagają nam w tym, ale jeżeli dzięki temu Kościół ma doznać oczyszczenia, to damy radę z pomocą Ducha Świętego.
Od wielu lat jestem zaangażowany w życie Kościoła i bardzo się cieszę, że nigdy nie miałem zwątpienia w kapłanów, których Bóg postawił na mojej drodze. Wiem, że wielu z nich to święci kapłani, rozmiłowani w Chrystusie, tacy, dla których ta nagonka jest krzywdą, a wychodzące na jaw zdarzenia są bólem. Dlaczego piszę „nagonka”, bo większości to nie dotyczy. Choć z bólem stwierdzam, że niestety miało to miejsce, to na szczęście jest to promil wszystkich kapłanów.
Często w rozmowach z różnymi osobami, gdy atakowany jest kapłan, staram się tłumaczyć. Rozmówcy zaczynają się zastanawiać, gdy ich pytam: czy modlisz się za kapłanów? Kiedy ostatnio modliłeś się za swojego proboszcza? Czy modlisz się o święte powołania? Jak często nie pamiętamy, że potrzebują oni wsparcia modlitewnego. Bo gdy szatan uderzy w pasterza rozproszą się owce. (...) Postępujący kryzys wartości wpływa na wszystkich. Kapłani to ludzie pochodzący z rodzin. Jakie więc będą rodziny, społeczeństwo, tacy będą kapłani. Oczywiście nie chcę tu uogólniać, chcę zwrócić uwagę, że Kościół to wspólnota grzeszników i że musimy walczyć o zdrowe rodziny. Każdy z nas odpowiada za swoje czyny, jednak pomagają dobre wzorce - ojca, kapłana, nauczyciela, brata.
W obecnym czasie pandemii wiele sióstr zakonnych, kapłanów, braci zakonnych, kleryków i świeckich związanych z kościelnymi wspólnotami posługiwało jako wolontariusze tam, gdzie nikt nie chciał iść z obawy przed zarazą. Jednak o tym niewiele się mówi, dlatego że skandal jest bardziej nośny. Skandal, zwłaszcza w Kościele, jest szczególnie pielęgnowany. Wiele środowisk tylko na to czeka. Jak mówi Jezus: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?” (Mt 7, 3). To od nas, ludzi Kościoła Chrystusowego zależy jaki on będzie. Kochani księża, jesteście nam bardzo potrzebni. Bez was nie ma Eucharystii. A bez Eucharystii nie ma życia. Dziękuję wszystkim z was, którzy poszli za Chrystusem, a nie za karierą. My pamiętajmy o modlitwie się za kapłanów. Nie zgadzajmy się na zło nigdzie i nigdy.


Arkadiusz Witasiak

Student ks. biskupa Karola Wojtyły

Znaczenie i godność powołania przywrócił Ojciec Święty Jan Paweł II. W swoich osobistych notatkach, opublikowanych w książce pt. „Jestem bardzo w rękach Bożych”, przypomniał o jego fundamentalnej roli w życiu każdego człowieka. Autor napisał m.in. „Powołanie jest konsekwencją wołania głosu Bożego w Chrystusie. Jest to jakaś konsekwencja we wszystkich ludziach, ale w każdym inna … szczególna. Posiada ono (jak każde) sens społeczny i charyzmatyczny”. W sposób harmonijny z taką interpretacją powołania starał się żyć i działać mój mąż Hipolit Raubo. Był on – o ile mi wiadomo – ostatnim ze studentów Karola Wojtyły związanym z naszym miastem.
Mąż urodził się 5 sierpnia 1934 roku w Lidzie, odszedł do „domu Ojca” 25 lipca 2018 roku w Kaliszu, do którego wraz z rodziną trafił po wojnie, w ramach repatriacji. Istotnym etapem w życiu męża było podjęcie studiów psychologicznych na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej KUL w Lublinie, które ukończył w roku 1961. W trakcie studiów spotkał się z docentem Karolem Wojtyłą, wówczas biskupem pomocniczym krakowskim, wykładającym etykę, u którego zdawał egzamin.
Jan Paweł II był dla męża osobą niezwykle ważną, podziwianą i szanowaną. W rozmowach ze mną lubił powtarzać: „Nigdy nie myślałem, że spotkam w swoim życiu świętego i tak wielkiego człowieka”. Na moją prośbę, w 2016 roku, mąż napisał dla dzieci i wnuków wspomnienia o naszym Papieżu. Oto ich fragment, dotyczący pierwszego wykładu Karola Wojtyły, w którym mąż uczestniczył: „[...] w popielatym prochowcu i potężnych „traktorach” wszedł wykładowca etyki ogólnej, ks. doc. Karol Wojtyła. Zbliżał się do katedry (zwykły stół!) krokiem posuwistym, pewnym, a nim osiągnął cel, odwrócił głowę w kierunku słuchaczy, potoczył wzrokiem... Był to wzrok skupiony, oczy mądre, kontemplujące, uzbrojone w brązowe okulary. Nie usiadł za katedrą, stanął przed nią i teraz już frontalnie ogarnął wzrokiem zebranych. Gwar rozmów ucichł. Zaczął mówić głosem donośnym, bez wysiłku, odpowiednio modulowanym, z doskonałą dykcją. Płynność wypowiedzi i doskonała polszczyzna skupiała uwagę obecnych tak, że prowadzony przez godzinę wykład zdawał się być jedną chwilą. I tak było zawsze, przez cały rok akademicki. Jakie zrobił wrażenie na studentach? Trudno odpowiedzieć więcej niż to, że swoją osobą i aktywnością jako wykładowca oddziaływał bardzo pozytywnie. Emanował spokojem i dyskretną otwartością. Nie był idolem, nie wzbudzał swoją osobą sensacji, nie stwarzał dystansu, ale budził szacunek. Karol Wojtyła nie zmienił się w swoim zachowaniu ani trochę w późniejszym życiu”.
Sądzę, że takie bezpośrednie świadectwo zasługuje na uwagę i utrwalenie. Mąż w rodzinnych rozmowach o Ojcu Świętym podkreślał Jego życzliwość i otwartość wobec młodych ludzi potrzebujących rozmowy i porad (nawet gdy szedł na zajęcia znajdował chwilę na nawiązanie kontaktu), a także mąż mówił o wspieraniu finansowym studentów wywodzących się z rodzin o niskim statusie ekonomicznym. Bp Karol Wojtyła swoje uczelniane i autorskie honoraria przeznaczał na fundusz stypendialny dla tych osób. (...)
Ważnym wydarzeniem w naszym życiu było zamieszkanie od 2011 roku w obszarze parafii św. Jana Pawła II. Fakt ten, zdaniem proboszcza ks. Alfreda Berlaka nie był przypadkowy. Proboszcz, który otaczał męża podczas choroby troskliwą i serdeczną opieką duchową, obok ks. Tadeusza Błaszczyka – orionisty, we wzruszającej homilii podczas Mszy św. pogrzebowej męża powiedział, że „Św. Jan Paweł II czeka na śp. Hipolita Raubo w Domu Ojca”.


Jadwiga Raubo

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!