TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 09:10
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Leczył rany zbolałych serc cz.II

15.08.10

Leczył rany zbolałych serc cz.II

Istotą kontrowersji wokół osoby ks. Jerzego Popiełuszki stała się interpretacja jego posługi kapłańskiej w kategoriach polityki. Ale co to znaczy - polityki? Msze za Ojczyznę - nawet gdyby słowa komentarza nie wypowiedział - same z siebie ze względu na swą intencję i kontekst czasowy, a nade wszystko ze względu na pojmowanie polityki przez komunistów, już zahaczały o wymiar polityczny.

W państwie ideologicznym wszystko jest polityką. Jeden z pierwszych ministrów ds. wyznań Antoni Bida mawiał, że nawet „Ojcze nasz” jest polityką. Popularne jej rozumienie to dążenie do sprawowania i różnorakie, niekiedy zewnętrznie niezauważalne sprawowanie władzy. I takie intencje przypisywano ks. Popiełuszce i jemu podobnym, i przypisuje się do dziś. Oficjalnie nie mogą rządzić, gdyż Kościół zabrania duchownym takiego zajęcia, ale chcą na władzę wpływać czy to wprost, czy z tylnego siedzenia. Absurdem całej tej sytuacji było - i jest, mimo zmian ustrojowych - że ta sama władza chętnie widziała i widzi w swoich szeregach całkiem oficjalnie uczestniczących duchownych, o ile gotowi byli i są głośno poprzeć ich pomysły i recepty. I wtedy to już nie jest polityka tylko wyraz obywatelskiej odpowiedzialności. Z tym rozumieniem polityki ks. Jerzy nie miał nic wspólnego. Ale jak udowodnić, że nie jest się wielbłądem...

W trosce o dobro
Jest też katolickie rozumienie polityki, o którym przypomniał Jan Paweł II już podczas pierwszej pielgrzymki: działalność polityczna znajdująca swój właściwy sens w trosce o dobro ludzkie, które jest dobrem natury etycznej. Stąd czerpie swoje najgłębsze założenie cała nauka społeczna Kościoła. I dodał wtedy wymowną uwagę: „Nie należy się wstydzić - jak to często niestety bywa - nauki społecznej Kościoła. To ona jest środkiem zawstydzenia innych. Tylko - tu trzeba przekroczyć siebie”.
Owo przekroczenie siebie w wypadku to nie kwestia samego zastosowania nauki społecznej Kościoła w nauczaniu, w tak konkretnej i złożonej sytuacji, ale wejście w jej głębię tak, aby nie sprowadzać jej do narzędzia komentującego jedynie bieżące wydarzenia. Racje etyczne w naświetlaniu sfery społecznej czy politycznej nie są nawoływaniem do rozprawy z tymi, którzy ich nie respektują. One potrafią sprawić coś o wiele bardziej istotnego - człowiek etycznie dojrzewający choć nadal poddany rygorom polityki (praktyce władzy) wyzwala się spod jej niszczącego ciężaru. Staje się wolnym czyli ostatecznie w pełni ukierunkowanym na dobro, mimo zewnętrznych atrybutów niewoli. Na najgłębszym czy może najwyższym poziomie, sam daje świadectwo tej wolności. „Kulturę europejską tworzyli męczennicy trzech pierwszych stuleci, tworzyli ja także męczennicy na wschód od nas - i u nas w ostatnich dziesięcioleciach. Tak! Tworzył ją ksiądz Jerzy. On jest patronem naszej obecności w Europie za cenę ofiary z życia, tak jak Chrystus. (...) [To jest] zapis cywilizacji życia, życia przez śmierć, tak jak Chrystus, jak serce Boże. Jego ostatnim jakby świadkiem, świadkiem tego zapisu jest właśnie ksiądz Jerzy. Nie wolno go traktować, niech Bóg broni - nie myślę, żeby ktokolwiek tak to widział lub próbował interpretować - nie wolno go traktować tylko jako sługę pewnej sprawy w porządku politycznym, chociaż była to sprawa do głębi etyczna. Trzeba go widzieć i czytać w całej prawdzie jego życia. Trzeba go czytać od strony tego wewnętrznego człowieka, o którego prosi Apostoł w Liście do Efezjan. Tylko ten właśnie człowiek wewnętrzny mógł być świadkiem; takim świadkiem naszych trudnych czasów, naszego ostatniego dziesięciolecia, jakim był”. (Włocławek 7 VI 1991)
Opinia Ojca Świętego wypowiedziana w siedem lat po zabiciu ks. Jerzego rozwiewa zastrzeżenia jakie wobec charakteru jego działalności podnoszono również w Kościele - tak za życia, jak i po śmierci. Za życia - jasne, że każde podjęcie tematu, który w tamtym kontekście mógł zostać zinterpretowany jako przeciwstawienie się czy krytyka wobec polityki władz państwowych stawało się wystąpieniem politycznym. Przyjęty klucz interpretacyjny pozwalał aparatowi bezpieczeństwa dostrzegać nawet to, czego w wystąpieniach zupełnie nie było. Objawiło się to ewidentnie podczas rozprawy w sądzie toruńskim, kiedy to - chyba nie znający dobrze akt sprawy sędzia, chciał przyjść z pomocą jednemu z oskarżonych (Pietruszce) zasłaniającemu się niepamięcią co do treści tzw. Pro memoria Urzędu ds. Wyznań przesłanemu do Episkopatu. W tym piśmie pisanym pod dyktando SB zarzucano ks. Jerzemu, iż w kazaniu z 26 sierpnia 1984 r. ujawnił, cele, zadania i metody organizacji duchownych i świeckich. Jako że z punktu widzenia prawa PRL i prawa kanonicznego organizacja taka ma charakter kontrrewolucyjny władza zmuszona zostanie do podjęcia stosownych działań prawem przewidzianych wobec organizacji i osób do niej należących. Po przeczytaniu Pro memoria rozochocony sędzia sam zadecydował, iż dla zilustrowania tego zarzutu przeczyta stenogram (przygotowany w MSW) tego kazania. W miarę czytania mina mu rzedła, cisza na sali robiła się coraz większa, bo to był hymn pochwalny ku czci Maryi i jej opieki nad Narodem. Ani słowa o jakiejś organizacji. Wezwanie do dialogu społecznego, który powinien uwzględniać realia geopolityczne. Jak oni się tam dopatrzyli organizacji kontrrewolucyjnej pozostaje ich esbecką tajemnicą. Nota bene - niektóre sformułowania, odpowiednio przetransponowane - zostały wykorzystane w miesiąc później w artykule korespondenta TASS - typu odpoczęliście w więzieniu trzeba brać się teraz do roboty - które jak się domniemywa były ostatecznym sygnałem zgody ze strony Kremla na rozwiązanie problemu Popiełuszki. Zarówno ten przykład, jak i analiza innych kazań ks. Jerzego pokazują, iż trzymał się on nauki Kościoła. To nie były własne wariacje z teologii wyzwolenia, w których poszukiwałby argumentów z Ewangelii, iż można do przeciwnika strzelać i lud wyprowadzać na barykady. Ba, porównując z wypowiedziami innych księży przy podobnych okazjach trzeba mu oddać wielką kulturę języka, nieposługiwanie się epitetami ulicy, nieagresywnym tonem. Ale pewnie, paradoksalnie, to sprawiało iż jego wystąpienia miały większy niż inne rezonans społeczny. Subiektywnie umocnił się przekazanym przez ks Bonieckiego we wrześniu 1983 roku błogosławieństwem Ojca Świętego, a w styczniu 1984 r. różańcem przywiezionym przez bp Kraszewskiego od Ojca Świętego. I chociaż miał poczucie zagrożenia, to nie wycofywał się z tego, co robił. Dzisiaj łatwo jest dokonywać przeglądu sytuacji - patrząc z punktu ostatecznych owoców. Świętość dojrzewa przez konsekwencję i ofiarę. Ale trzeba zauważyć, iż istnieją różne nie tylko drogi, ale i „prędkości” dojrzewania do świadectwa świętości. Ich wybór czy zgoda na nie to jest, można rzec, „wkład własny” świętego. Tym, którzy nie organizowali Mszy św. za ojczyznę w kościołach całej Polski nie można stawiać zarzutu, że byli tchórzami czy sprzeniewierzyli się powołaniu czy nie kochali Ojczyzny. Różnica zdaje się polegać na tym, że święci - nie z racji pełnionej funkcji, urzędu, godności, ale dzięki szybszej prędkości dojrzewania duchowego - wyprzedzają epokę, widząc przyszłość nie tyle więcej, lecz jak prorocy – widzą pewniej, są przeświadczeni, co do swojej powinności, ale ulegli głosowi Kościoła.

Problem „taktyczny”
Ze strony lokalnych władz kościelnych nie było zastrzeżeń co do treści nauczania żoliborskiego. Natomiast powstał problem „taktyczny”. Władze państwowe nadając jego nauczaniu etykietę polityki, oprócz motywów zwalczania jego osoby czerpały z tego przesłanki do rozmów dotyczących kształtowania stosunków państwo – Kościół, a nawet używały tego argumentu w rozmowach ze Stolicą Apostolską. Przykładowo - w 1984, w tzw. Tezach UDsW do rozmowy z Janem Pawłem II skonstruowano taki oto ciąg logiczny: władze gotowe są w najbliższym czasie uregulować ustawowo kwestię osobowości prawnej Kościoła katolickiego w Polsce. Gotowi też jesteśmy do załatwienia sprawy będącej w bezpośrednim zainteresowaniu Stolicy Apostolskiej, tj kwestii nadania praw państwowych PAT w Krakowie i Papieskim Wydziałom Teologicznym, jak i uregulowania bytu ATK oraz uregulowania prawnej sytuacji wyższych seminariów duchownych. Ale - władze liczą, że znikną pola konfliktów takie jak sprawa krzyży w Miętnem, nadużywanie przez duchownych ambon i obiektów sakralnych do prowadzenia jawnej działalności politycznej o charakterze opozycyjnym. Pogróżka - Mamy nadzieję, że strona kościelna zechce wykorzystać wpierw mechanizmy istniejących dekretów i deklaracji kanonicznych, zakazujących księżom angażowania się w działalność polityczną, nim władze państwowe użyją w tym celu odpowiednich przepisów obowiązującego prawa państwowego. (Oczywiście gdyby ks. Popiełuszko zadeklarował chęć wstąpienia do Zrzeszenia Caritas, to by trąbili o postawie pozytywnego.) Dalej - Dziwić muszą gesty moralnego poparcia dla takich księży (chodzi o przesłanie przez papieża błogosławieństwa i różańca dla ks. Popiełuszki). Zarazem działalność tych księży wyklucza na razie postulowane przez Episkopat uchylenie dekretu z dnia 31 grudnia 1956 o organizowaniu i obsadzaniu stanowisk kościelnych, który i tak niewystarczająco daje możliwość działania władz państwowych w sprawach personalnych kleru. (Raina „Cele polityki władz PRL” s. 145) Czy jeszcze jedno - na spotkaniu 3 września 1984 gen. Kiszczak zadeklarował, że ks. Zych może być ułaskawiony, ale trzeba uwzględnić także pozostałych młodych skazanych w tym procesie. Można to uczynić, ale jeśliby usunięto ks. Jankowskiego i ks. Popiełuszkę. Odpowiedź abp Dąbrowskiego - tu nie można robić żadnego iunctim czyli casus ks. Popiełuszki można rozwiązać tylko wtedy, gdy nie będzie nacisków z strony władz. (Orszulik 213).

Sygnały ostrzegawcze
O tym, że władza nie żartuje można było przekonać się zarówno na podstawie tego, co zrobili wobec ks. Jerzego, jak i to jakie jeszcze pomysły mieli w zanadrzu. Prowokacja na Chłodnej w grudniu 1983 (artykuł „Garsoniera”) to już był ciężki kaliber metod walki z nim. A po uwolnieniu po interwencji Episkopatu - ubrane w szaty praworządności nękające przesłuchania. Wreszcie wspomniany już artykuł Toporkowa w „Izwiestiach” - dla znawców sygnał najwyższej rangi - takie zdanie o sprawie ma Moskwa i nie jest to tylko zdanie czysto informacyjne.
Bez zahamowań z cyniczną troską „ostrzegano”. W październiku 1984, a zatem na kilkanaście dni przed zabójstwem, kiedy wszystko było już zadecydowane, gen. Płatek naciskał na abp Dąbrowskiego, żeby ks. Jerzy zaprzestał odprawiania Mszy za ojczyznę, wyjeżdżania w teren i organizowania ludzi; mniej więcej w tym samym czasie płk. Pietruszka mówił do ks. Orszulika iż może stać się tak, że Ksiądz jadąc do Częstochowy pójdzie do ubikacji, wtedy otworzą się drzwi wagonu i będzie miał piękny wypadek. Na procesie przyznali iż rozważali możliwość porwania księdza (w sutannie), upicia go, podrzucenia przed Pałacem Kultury, ściągnięcia telewizji. Jeżeli tyle, a jednocześnie tylko tyle się wie, jeżeli rozmowy z władzami kościelnymi były nieustannym szachowaniem - zgodzimy się, ale jeżeli nie wie się tego, co dzisiaj wiemy, jak to wszystko się skończyło - to trzeba bardzo ostrożnie wydawać opinie, co do tego jak wtedy należało postępować.
Ksiądz Prymas Glemp po latach publicznie kajał się, że nie zdołał ochronić ks. Jerzego. Co można odczytać, że żałuje iż nie wziął na siebie ciężaru i odium społecznego decyzji o jego odwołaniu z Żoliborza i ewentualnym wyjeździe do Rzymu. Nie wiem czy mimo to zdołałby go ochronić. Jeśli wiadomo, że od 15 lipca 1982 i telefon i pokój księdza były na podsłuchu, to wiedzieli choćby o tej możliwości. Z zeznań Pietruszki - chociaż to fachowiec od mataczenia - wynika, że SB wiedziała o tej koncepcji od czerwca 1984. Jeżeli zatem stało się to, co się stało, to znaczy, że i tak postanowiona była jego śmierć. c.d.n.

Druga część konferencji wygłoszonej przez ks. Antoniego Ponińskiego
podczas Dnia Świętości Kapłańskiej

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!