TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 26 Maja 2026, 20:27
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Kult św. Józefa w wieku XVI (69)

Kult św. Józefa w wieku XVI (69)

Miłość św. Teresy do św. Józefa ujawniła się z wielką mocą w czasie choroby, która zagrażała jej życiu.

W ostatnim artykule omówiliśmy literackie i rodzinne korzenie wielkiej miłości św. Teresy z Ávila do św. Józefa. Dzisiaj skupimy się na osobistych doświadczeniach tej wielkiej świętej, które pomogły jej odkryć w św. Józefie potężnego wspomożyciela, bliskiego przyjaciela i skutecznego orędownika. Rok temu, odwiedzając Kościół św. Teresy w Ávili, nabyłem książeczkę, w której różni autorzy opisywali początki jej nabożeństwa do prostego Cieśli z Nazaretu. Zauważyłem, że właściwie wszyscy badacze powoływali się na jedną książkę. Podążymy zatem drogą wyznaczoną przez nich i zamiast odwoływać się do komentarzy i drugorzędnych publikacji, jako punkt odniesienia dla naszej refleksji przyjmiemy jej duchową autobiografię zatytułowaną „Księga życia”.

Słabe zdrowie

W pewnym sensie zbliżenie się św. Teresy do św. Józefa było bardzo podobne do doświadczenia wielu osób, które w swoim życiu zmagały się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Przez ponad dwa lata pełniłem posługę kapelana sycowskiego szpitala i wielokrotnie byłem świadkiem tego, że powiedzenie „jak trwoga, to do Boga” jest bardzo prawdziwe. W sytuacjach trudnych, w których doświadczamy bezradności i tracimy nadzieję, zdecydowanie łatwiej otworzyć się na to, co pochodzi od Boga. Coś podobnego można dostrzec w biografii św. Teresy, dla której zmaganie się z ciężką chorobą stało się początkiem głębokiego odnowienia życia duchowego i otwarcia na obcowanie świętych.

Doskonale oddaje to fragment z „Księgi życia”: „Gdy zobaczyłam siebie tak sparaliżowaną i w tak młodym wieku (między 26 a 27 rokiem życia, około 1542 roku), i widząc, do jakiego stanu doprowadzili mnie ziemscy lekarze, postanowiłam zwrócić się do lekarzy nieba, aby mnie uzdrowili; nadal bowiem pragnęłam zdrowia, choć znosiłam to z wielką radością. Myślałam czasem, że jeśli będąc zdrową, miałabym się potępić, to lepiej mi pozostać w takim stanie; ale jednak sądziłam, że zdrowa mogłabym o wiele bardziej służyć Bogu. W tym właśnie tkwi nasze złudzenie - nie oddać się całkowicie temu, co czyni Pan, który lepiej wie, co jest dla nas dobre”.

Lekarz z nieba

Warto zwrócić uwagę na następujące słowa hiszpańskiej karmelitanki: „Postanowiłam zwrócić się do lekarzy nieba, aby mnie uzdrowili”. Oprócz wielkiej wiary w istnienie Kościoła niebiańskiego stanowią one dowód na szczególną wrażliwość Teresy w kontekście duchowej komunii ze świętymi patronami. Zapowiedziane przez nią poszukiwania lekarza w niebie zakończyły się sukcesem, który opisuje w następujący sposób: „Obrałam sobie za orędownika i pana chwalebnego św. Józefa i gorąco mu się poleciłam. Jasno zobaczyłam, że zarówno z tej potrzeby, jak i z innych, jeszcze większych - dotyczących honoru i zbawienia duszy - ten mój ojciec i pan wybawił mnie lepiej, niż sama umiałam go o to prosić”.

Świadomość, że spośród kilkuset znanych wówczas świętych reformatorka zakonu karmelitańskiego zwróciła się właśnie ku św. Józefowi, jest bardzo intrygująca i pouczająca zarazem. Każdy z nas ma swoich świętych patronów. Warto pomyśleć nad jakością i bliskością naszej relacji z nimi. Kiedy ostatnio rozmawiałem z moim patronem? Kiedy ostatnio prosiłem go o pomoc albo radę? Czy wierzę w jego obecność w moim życiu duchowym? To bardzo ważne pytania, które niestety bardzo często nie znajdują odpowiedzi, ponieważ żyjąc szybko i intensywnie, zatracamy duchowe sprawności pozwalające nam na nawiązywanie autentycznych relacji z tymi, którzy już cieszą się chwałą nieba. W tym sensie relacja Teresy z Józefem jest dla nas pocieszającym punktem odniesienia i wzorem, który warto naśladować.

Wybitna skuteczność

W tej samej części swojej duchowej autobiografii św. Teresa z Ávila dokonała swoistej oceny wstawiennictwa św. Józefa: „Nie pamiętam, abym kiedykolwiek prosiła go o coś, czego by mi nie wyświadczył. To zadziwiające, jak wielkie łaski wyświadczył mi Bóg przez tego błogosławionego świętego i z jak wielu niebezpieczeństw wybawił mnie zarówno na ciele, jak i na duszy”. Te dwa zdania stanowią najczęściej cytowane słowa o św. Józefie autorstwa karmelitańskiej świętej. Sam, jako młody chłopak, usłyszałem je kiedyś i przez bardzo długi czas była to jedyna rzecz, którą potrafiłem powiedzieć o Józefie - mianowicie, że nigdy nie zawiódł św. Teresy. Rzeczywiście, czytając „Księgę życia”, można w bardzo klarowny sposób dostrzec pełne zaufanie, jakim św. Teresa obdarzyła św. Józefa. Nie jest to jedynie pobożnościowe przekonanie o jego skuteczności. Jest to prawdziwe i wiarygodne doświadczenie realnej obecności Józefa w jej życiu.

Święty od wszystkiego

Teresa z Ávila zwróciła też uwagę na bardzo ciekawy detal. Otóż zauważyła, że ludowa pobożność z upodobaniem przypisywała poszczególnym świętym skuteczność w jakichś konkretnych sprawach. Dla przykładu katolicka tradycja wymienia ponad 50 świętych od różnych chorób. Wymieńmy kilku z nich: oczy - Łucja, gardło - Błażej, skóra - Jerzy, zęby - Apolonia, nowotwór - Peregryn, nogi - Roch, choroby psychiczne - Walenty. Ponadto innym świętym przypisywano skuteczność w określonych środowiskach, sytuacjach, zdarzeniach czy stanach.

Natomiast w kontekście św. Józefa, Teresa uważała, że przypisanie mu jakiejś określonej specjalizacji mogłoby ograniczać jego potężne wstawiennictwo: „Innym świętym, jak się zdaje, Pan dał łaskę pomagania w jednej konkretnej potrzebie; o tym chwalebnym świętym wiem z doświadczenia, że pomaga we wszystkich i że Pan chce nam przez to pokazać, iż tak jak był Mu poddany na ziemi - ponieważ nosił imię ojca i jako opiekun mógł mu rozkazywać - tak i w niebie spełnia wszystko, o co go prosi”. W tych słowach święta z Ávili zachęca wszystkich, którzy sięgnęli po jej autobiografię, aby z pełnym zaufaniem zwracali się do św. Józefa, ponieważ sama jako pierwsza doświadczyła, że jej przyjaciel zawsze ją wysłuchiwał i wstawiał się za nią oraz za wszystkimi jej dziełami i aktywnościami. Dlatego jako ironię losu można zinterpretować fakt, iż św. Teresa, która głosiła uniwersalność wstawiennictwa świętych, sama w pewnym sensie stała się „ofiarą” tendencji do przypisywania im skuteczności w ściśle określonych sprawach i dość długo uważano ją za skutecznego orędownika w… chorobach serca i głowy. 

ks. Jakub Bogacki

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!