Kult św. Józefa w wieku XVI (73)

Juan de Cartagena należy do grona najwybitniejszych józefologów w historii Kościoła. Tym bardziej zaskakuje fakt, że jego osoba i dorobek naukowy popadły niemal całkowicie w zapomnienie.
Im więcej czasu poświęcam na analizę hiszpańskich tekstów o św. Józefie z wieku XVI tym bardziej jestem przekonany o słuszności tezy, iż bez zaangażowania pochodzących z Hiszpanii teologów, osób konsekrowanych, biskupów, poetów i artystów dzisiejsza józefologia nie znajdowałaby się w miejscu, w którym dziś szczęśliwie się znajduje. Początkowo planowałem rozpocząć dzisiaj refleksję nad rozwojem nabożeństwa i kultu św. Józefa w wieku XVII, jednakże ilość i jakość odkrytych przeze mnie ostatnio tekstów o św. Józefie skłania mnie do „pozostania” dłużej w wieku XVI w celu opisania józefologii autorów, do których w Polsce nikt się nie odwoływał.
Jezuita, który stał się franciszkaninem
Pierwszym autorem, na którego józefologicznej twórczości chciałbym się skoncentrować, jest jezuita Juan de Cartagena. Należał do grono najzdolniejszych uczniów wybitnego hiszpańskiego teologa Francisco Suareza. Obaj nauczali na słynnym Uniwersytecie w Salamance. Jednak pod koniec wieku XVI wydarzyło się coś co sprawiło, że Juan de Cartagena zdecydował się na opuszczenie Towarzystwa Jezusowego i dołączenie do franciszkanów. Podobno było to jedno z najgłośniejszych tego typu „przejść” w Hiszpanii w tamtym okresie.
W każdym razie, do dnia dzisiejszego poświęca się temu wydarzeniu wiele uwagi w ukazujących się co jakiś czas opracowaniach dotyczących Juana de Cartagena. Zazwyczaj wymienia się dwa źródła takiej decyzji. Jedni twierdzą, że zgorszył się intrygami i brutalną rywalizacją pomiędzy jezuitami o stanowiska na Uniwersytecie w Salamance. Inni uważają, że jego decyzję przypieczętowało przyjęcie przez jezuitów molinizmu, czyli wizji o relacji między boskim działaniem a ludzką wolą, stworzonej w XVI w. przez jezuitę Ludwika Molinę. Była to na tyle kłopotliwa i kontrowersyjna teoria, iż Juan de Cartagena zdecydował się po 23 latach opuścić jezuitów uznając, iż Towarzystwo Jezusowe zaczęło w sposób instytucjonalny oddalać się od ortodoksyjnego nauczania Kościoła. Niemniej jednak wszyscy biografowie podkreślają, iż przejście do bardziej konserwatywnych wówczas franciszkanów nie zakończyło jego braterskich relacji z jezuitami, z którymi przyjaźnił się do końca życia.
Choć decyzja Juana de Cartagena sprawiła, że już nigdy w strukturach zakonnych i akademickich nie odgrywał tak ważnej roli jak wcześniej to jego przykład inspiruje i zachęca nas do wierności naszemu sumieniu, które czasami przynagla nas do decyzji niepopularnych. Musimy troszczyć się o naszą duszę i wiarę. Nieraz wymaga to trudnych i radykalnych decyzji, co bardzo wymownie wyraził Psalmista pisząc: „Zaiste jeden dzień w przybytkach Twoich lepszy jest niż innych tysiące; wolę stać w progu domu mojego Boga, niż mieszkać w namiotach grzeszników” (Ps 84, 11).
Protodulia
Zmiana przynależności zakonnej pozwoliła Juanowi de Cartagena na bliski kontakt z papieżem Pawłem V, który bardzo cenił intelektualne i duchowe kompetencje hiszpańskiego franciszkanina. W tym czasie Juan de Cartagena zainteresował się teologią św. Józefa i rolą prostego Cieśli z Nazaretu w tajemnicy Wcielenia i Zbawienia. Oceny józefologicznej twórczości byłego jezuity podjął się jeden z najważniejszych józefologów współczesnych, pochodzący z Salwadoru o. Gabriel Rodriguez Celis. W jego opinii Cartagena napisał tak znakomite dzieła o św. Józefie, że zasługuje na miejsce wśród najwybitniejszych czcicieli Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny. Omawiając jego józefologiczną twórczość odniesiemy się do homilii, które kilka lat temu zostały opublikowane w Rzymie. Co ciekawe, dołączono je do józefowych tekstów św. Bernardyna ze Sieny. Zestawienie razem tych dwóch autorów świadczy o skali niedocenienia Juana de Cartagena przez polskie środowisko józefologiczne.
W śródtytule powyżej pojawia się słowo protodulia. Tym terminem posługiwali się teolodzy, którzy uważali, że św. Józefowi przysługuje wyższa forma kultu niż pozostałym świętym. W gruncie rzeczy chodziło o rozszerzenie podziału zaproponowanego przez św. Tomasza z Akwinu. Według niego najwyższy kult, określany jako latria należy się Bogu. Następnie kult Maryi to hyperdulia i kult pozostałych świętych to dulia. Z czasem zaczęli pojawiać się autorzy, którzy twierdzili, że co prawda kultu św. Józefa nie można porównywać do kultu Matki Bożej, ale poprzez powołanie i bliskość z Jezusem i Maryją Józef zasługuję na wyższą formę kultu.
W związku z tym zaproponowano termin protodulia i umieszczono go za hyperdulią, a przed dulią. Choć w czasach Cartageny nie nazywano tego dosłownie w taki sposób to nie ulega wątpliwości, iż jego nauczanie i rozumienie roli św. Józefa w planie Bożym, położyło fundamenty pod późniejsze rozwinięcie kultu św. Józefa nazywanego protodulią. Otóż Juan de Cartagena twierdził, że godność św. Józefa przewyższa godność wszystkich świętych z wyjątkiem Najświętszej Maryi Panny, co w sposób niemal dosłowny stało się później głównym argumentem zwolenników poszerzenia klasyfikacji św. Tomasza z Akwinu. Zdaniem hiszpańskiego franciszkanina, nie ulega wątpliwości, iż św. Józef znacznie przewyższył wszystkich pozostałych świętych zarówno pod względem łaski, jak i chwały.
Argumenty
Czasami spotykamy ludzi, którzy mówią ciekawe rzeczy, lecz nie potrafią ich uargumentować. Juan de Cartagena, jak przystało na rzetelnego teologa, dbał o właściwą argumentację swoich opinii. Tak też było w kwestii kultu należnemu św. Józefowi. Według niego mamy prawo mówić o tym, że zasługuje na cześć większą niż pozostali święci gdyż został wybrany na towarzysza Maryi i Syna Bożego. Następnie dodaje: „Józef przez 30 lat żył w tak świętym towarzystwie i nie mógł nie być napełniony wszelkimi darami niebieskimi oraz nie osiągnąć najwyższego stopnia wszystkich cnót. Czyż zatem św. Józef nie musiał być o wiele bardziej obdarzony łaskami niebieskimi i zasługami cnót niż wszyscy pozostali święci?”.
Juan de Cartagena wiele uwagi poświęcił relacji Maryi i Józefa, a szczególnie faktowi autentycznej i oblubieńczej miłości jaka ich łączyła: „Można to trafnie wywnioskować z niezwykle gorącej miłości, jaką darzyła go Maryja. Była to miłość zakorzeniona w najczystszej miłości nadprzyrodzonej, nieustannie umacniana dobrodziejstwami, które otrzymywała od niego bezpośrednio, w osobie swojego Jednorodzonego Syna, a także dlatego, że widziała w nim wielkiego sługę tajemnicy Wcielenia, który jako przedstawiciel Ojca Przedwiecznego prowadził Ją we wszystkim”.
ks. Jakub Bogacki
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!