Kult św. Józefa w wieku XVI (75)
Bernardino de Laredo to hiszpański lekarz, franciszkanin i mistyk mający wielkie zasługi dla rozwoju nabożeństwa i kultu św. Józefa.
Poszukiwania związane z badaniem rozwoju kultu i nabożeństwa do św. Józefa w wieku XVI doprowadziły mnie do odkrycia kolejnej zapomnianej osoby, której wkład w józefologię nigdy nie został właściwie rozpoznany i doceniony. Mam na myśli pochodzącego z Sewilli Bernardino de Laredo. W związku z tym, że zapewne to imię i nazwisko nikomu nic nie mówi, krótko przedstawię najważniejsze elementy jego biografii. Trajektoria jego życia przypomina historię byłego metropolity paryskiego, abp. Michela Aupetita, ponieważ obaj, zanim zdecydowali się zostać duchownymi, byli odnoszącymi sukcesy lekarzami. Bernardino de Laredo krótko po ukończeniu studiów medycznych został lekarzem króla Portugalii Jana III. Jednak chęć zaspokojenia głębokich potrzeb duchowych sprawiła, że w wieku dwudziestu ośmiu lat wstąpił do franciszkanów.
Autorytet wbrew woli
To, co łączyło Bernardino de Laredo ze św. Józefem, to z całą pewnością głęboka pokora. Tak jak Józef nie czuł się godny przebywania u boku Jezusa i Maryi, tak ten pochodzący z Sewilli zakonnik uważał się za niegodnego otrzymania święceń kapłańskich. W ten sposób naśladował także św. Franciszka z Asyżu, który również nie przyjął święceń kapłańskich. W związku z tym Bernardino de Laredo do końca życia pozostał skromnym bratem zakonnym. Taki styl życia był jego świadomym wyborem, tym bardziej zasługującym na szacunek, iż kwalifikacje intelektualne, moralne i duchowe predestynowały go do najwyższych kościelnych godności. On jednak wolał pogłębiać swoje życie duchowe i dzięki temu jego imię przeszło do historii mistyki. Ten franciszkański zakonnik jest autorem wybitnego dzieła zatytułowanego Subida del Monte Sión („Droga na Górę Syjon”). Traktat ten jest podzielony na trzy części. Pierwsza dotyczy oczyszczenia zmysłów, poznania samego siebie i medytacji. Druga poświęcona jest tajemnicom życia Chrystusa i Maryi. Trzecia natomiast w całości traktuje o kontemplacji. Na uwagę zasługuje także zdefiniowana przez niego „drabina kontemplacji”, obejmująca pięć stopni: lekturę, modlitwę, medytację, kontemplację i duchowość: „Przez lekturę dusza szuka tego, czego pragnie; przez modlitwę o to prosi; w medytacji to otrzymuje; w kontemplacji posiada i raduje się pełnią ciszy i pokoju; a w czystej, prostej i prawdziwej duchowości poznaje swego Stwórcę, który chce być szukany w duchu i prawdzie”. Choć tego nie pragnął, stał się autorytetem dla innych pokoleń hiszpańskich mistyków. Św. Teresa z Ávili kazała swoim spowiednikom zapoznawać się z jego dziełami, a urodzony dwa lata po jego śmierci św. Jan od Krzyża w bliźniaczy sposób zatytułował swoje największe dzieło, zamieniając jedynie Górę Syjon na Górę Karmel.
Sprawy najważniejsze
Niewątpliwie Bernardino de Laredo należał do grona osób, które potrafiły wykorzystywać czas w sposób heroiczny i zajmować się tylko sprawami najważniejszymi. Czy w swoim bardzo bogatym życiu intelektualnym i duchowym ten brat franciszkański znalazł przestrzeń dla św. Józefa? Okazuje się, że tak i jest to wspaniała wiadomość, ponieważ oznacza, że nawet w życiu tak wielkich postaci jak de Laredo św. Józef odgrywał ważną rolę. Wyrazem tego jest napisane przez niego dzieło, które – podobnie jak Jean Gerson – nazwał Josefina. Znawcy tematu mówią, że choć z literackiego punktu widzenia nie odznacza się jeszcze pełną siłą klasycznego języka połowy XVI wieku, to z pewnością józefologiczne dzieło de Laredo wyróżnia się szlachetnością i wzniosłością zarówno wyrazu, jak i stylu. W taki sposób ocenił je jeden z najważniejszych józefologów naszych czasów, pochodzący z Salwadoru o. Gabriel Rodríguez Celis MJ: „Z nielicznymi wyjątkami język autora jest oszczędny i powściągliwy. Tę samą powściągliwość zachowuje on w opowiadaniach o charakterze legendarnym czy wyobrażonym. Styl jest liryczny, ale szczery. Autor odznacza się głębokim uczuciem – pamiętajmy, że brat Bernardino był franciszkaninem, a wcześniej zajmował się medycyną – jednak w tym dziele pozostaje bardzo daleki od wszelkiego sentymentalizmu. Jego sposób pisania jest prosty i przystępny, nigdy pospolity. Jest pobożny i przenikliwy, jak u człowieka przemawiającego z głębokim przekonaniem i na podstawie własnego doświadczenia. Jego wywód jest uporządkowany i pozbawiony rozwlekłości”. Celowo przytoczyłem dość obszerny fragment z opinii o. Gabriela, ponieważ na podstawie tych słów można opracować kryteria, które będą przydatne osobom chcącym pisać w sposób piękny o św. Józefie.
Motywacja
Na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż ten franciszkański mistyk Josefinę napisał zaraz po opublikowaniu swojego największego dzieła, czyli „Drogi na Górę Syjon”. W jednym z paragrafów tego traktatu wyjaśnia swoją motywację: „A ponieważ jest rzeczą słuszną, abym pragnął dla wszystkich moich braci tego, czego pragnąłbym dla siebie, dlatego w tej księdze, napisanej z posłuszeństwa, umieściłem te karty o chwalebnym świętym Józefie, aby wielu go poznało i obrało sobie za patrona; aby wielu odniosło z tego wielki pożytek i aby wszyscy uciekali się do niego”. Wygląda na to, że Josefina powstała z polecenia przełożonych Bernardino de Laredo, gdyż w sposób wyraźny wskazuje, że napisał ją „z posłuszeństwa”. Jednak, biorąc pod uwagę kontekst powstania tego dzieła, możemy spróbować odgadnąć, komu franciszkanin musiał być posłuszny. Choć pierwszą przychodzącą do głowy odpowiedzią są jego zakonni przełożeni, to de Laredo mógł się czuć przynaglony przez pochodzącą od Boga inspirację lub miłość do św. Józefa, którego niewątpliwie podziwiał i kochał.
Data śmierci św. Józefa
Zanim przejdziemy do omówienia najważniejszych teologicznych i mistycznych treści tego józefologicznego traktatu, warto zwrócić uwagę na paragraf XXIII. Znajduje się tam bowiem zdumiewająca i sensacyjna informacja. Otóż franciszkański mistyk twierdzi, że zna datę śmierci św. Józefa: „Przez niewiele mniej niż trzydzieści lat służył Chrystusowi i Dziewicy, a około czterech lat przebywał w otchłani; i w tym trzydziestym ósmym roku mija tysiąc pięćset lat od czasu, gdy jako najchwalebniejszy święty przebywa w obecności naszego Boga i Pana”. Z tego krótkiego tekstu można wyprowadzić kilka wniosków. Po pierwsze, św. Józef umarł cztery lata przed zmartwychwstaniem Jezusa, czyli rok przed rozpoczęciem przez Niego publicznej misji. Skoro w 1538 roku minęło 1500 lat od momentu, kiedy „najchwalebniejszy święty przebywa w obecności naszego Boga i Pana”, to znaczy, że według de Laredo św. Józef umarł w roku 34 po Chr. Ponieważ nie można tego skonfrontować z tekstem Pisma Świętego, zostawiam to jako ciekawostkę, która świadczy o fakcie żywego zainteresowania tajemnicami dotyczącymi życia i śmierci św. Józefa.
ks. Jakub Bogacki
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!