TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Grudnia 2020, 02:38
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ku beatyfikacji - Brat Albert

Ku beatyfikacji

Osoby Brata Alberta nie da się zapomnieć, bo przypominają o nim jego dzieło i szare habity sióstr i braci na ulicach, ale już przy jego trumnie szeptano, że umarł Święty i będzie uwieczniony przez wyniesienie na ołtarze.

Nawet po śmierci los Brata Alberta wydaje się nierozłączny z losem biednych, którym służbę obrał za cel swojego życia. Świadczy o tym choćby symboliczny fakt, że zanim jeszcze przygotowano dla niego odpowiednią trumnę, złożono tymczasowo jego ciało w zbyt małej trumnie... pożyczonej od ubogich i tak wystawiono je w kaplicy przytuliska przy ulicy Krakowskiej 43. Dzień i noc bez przerwy aż do uroczystości pogrzebowych modlili się bracia i siostry przy zmarłym, a wieść o jego śmierci rozeszła się błyskawicznie po całym mieście budząc powszechną żałobę. Na murach szybko ukazały się nekrologi, na których można było dostrzec i takie słowa: „Dzięki Bogu są jeszcze święci w kościele Bożym i na polskiej ziemi”. 28 grudnia 1916 r. od wczesnych godzin rannych były odprawiane w kaplicy Msze Święte.

Pożegnanie braci i Krakowa
Jak pisze ks. Czesław Lewandowski „moz?na powiedziec?, z?e do trumny Brata Alberta pielgrzymował przez swych przedstawicieli cały Krako?w. Z bliska i z daleka schodzili sie? do czcigodnych szcza?tko?w Sługi Boz?ego wielcy tego s?wiata, ludzie z ro?z?nych sfer społeczen?stwa, ubodzy i sieroty i bez najmniejszej obawy wpatrywali sie? w jego szlachetne oblicze, nacechowane osobliwym wyrazem dobroci i słodyczy. Wielu z nich, a nawet kapłani, całowało jego re?ce, inni rzucali mu sie? do no?g, lub brali ro?z?ne przedmioty od niego jako relikwie. W cichym i nieutulonym z?alu otaczali ciało swego Ojca i Załoz?yciela członkowie obydwo?ch Zgromadzen?, kto?rych mimo boles?ci, przenikała dziwna jakas? błogos?c? w duszy, z?e On z?yje w szcze?s?liwej wiecznos?ci i z?e maja? tam nowego ore?downika i opiekuna przed Bogiem. Jak wielka? istotnie czcia? otoczony był s?wia?tobliwy Sługa Boz?y, dowodzi to, z?e gdy miano zamkna?c? trumne?, rzucili sie? do ucałowania Jego ra?k nie tylko Bracia i Siostry, ale i kapłani i zakonnicy re?ce i nogi jego całowali z wielkim wzruszeniem i czcia? jakoby religijna?. Inni zas?, nie maja?c co wzia?c? na pamia?tke? po ubogim zakonniku, zrywali listki zielonej girlandy, kto?ra zdobiła drewniana? trumne?”.

Orszak pogrzebowy
O godzinie 8 rano ks. Siemieński w licznej asyście duchowieństwa dokonał wyprowadzenia zwłok z kaplicy przytuliska do kościoła Bożego Ciała. W nabożeństwie żałobnym wzięli udział księża biskupi Sapieha i Nowak w otoczeniu członków kapituły katedralnej. Orszak pogrzebowy, kto?ry prowadził ks. biskup Nowak, przy dz?wie?ku dzwono?w kos?cielnych, poste?pował ulicami Krakowska?, Grodzka?, Rynkiem Gło?wnym. Przy kos?cio?łku s?w. Wojciecha zebrała się grupa legionisto?w, którzy salutowali przed trumna? Brata Alberta, z?egnaja?c w nim bojownika o wolnos?c? z roku 1863.
W południe na Cmentarzu Rakowickim złoz?ono zwłoki Brata Alberta. Przed ich włoz?eniem do grobu słowo pożegnania wypowiedział biskup Nowak. Dodac? nalez?y, z?e dziwnym zbiegiem okolicznos?ci, ciało Brata Alberta spocze?ło w cudzym, s?wiez?o zbudowanym grobie, gdzie nikt jeszcze nie lez?ał. Na kamiennym nagrobku widnieje taki napis: „BRAT ALBERT, WIERNY SŁUGA BOZ?Y, Załoz?yciel Braci i Sio?str III-go Zakonu s?w. Franciszka, posługuja?cym ubogim Ojciec ubogich i ne?dzarzy, Walczył za Ojczyzne? 1863 r. Niech spoczywa w pokoju!”

Rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego
Dla wszystkich wydaje się oczywistym, że jeszcze za życia brata Alberta niektóre osoby uważały go za świętego. Można tu wymienić choćby prowincjała jezuitów ks. Henryka Jackowskiego, który miał się tak wyrazić podczas rekolekcji: „Moi panowie bardzo wam polecam brata Alberta nie powiem żeby on już był świętym ale wiele rzeczy robi które święci robią”. Z tego co nam wiadomo, za życia brat Albert nie zdziałał żadnych cudów, ale wiele wskazuje na to, że miał dar prorokowania (niektórzy piszą o jasnowidztwie) i paru osobom przepowiedział przyszłość. W pamięci wielu osób pozostała sytuacja, kiedy zaczął tytułować biskupem ks. profesora Pelczara. Kiedy ten ostatni energicznie protestował, brat Albert miał powiedzieć: „Nie jest ksiądz prałat biskupem, ale nim zostanie, więc wolno mi go tak tytułować”. Rzeczywiście wkrótce później prof. Pelczar zostaje biskupem w Przemyślu. Oczywiście nie ma tutaj konieczności obowiązkowej wiary w dar proroctwa, wszak patrząc na mądrość i świętość niektórych kapłanów można z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć ich przyszłą godność biskupią, niemniej dla wielu prorocze widzenie Brata Alberta nie podlegało wątpliwościom.
Wracając jednak do chwil po śmierci br. Alberta, opinia o jego świętości zataczała coraz szersze kręgi i można wręcz powiedzieć, że to społeczeństwo oddolnie domagało się podjęcia wstępnych kroków beatyfikacyjnych. Punktem zwrotnym w tej sprawie były obrady Kapituły Generalnej Braci Albertynów, która zebrała się w połowie marca 1934 roku tematem głównym była właśnie sprawa beatyfikacji brata Alberta. Konkretnym wynikiem tej kapituły było powołanie do życia komisji beatyfikacyjnej. Nie bez znaczenia był również wybór br. Wincentego na starszego zgromadzenia: był on wieloletnim współpracownikiem i towarzyszem br. Alberta. Prace komisji uzyskały zezwolenie i poparcie metropolity Sapiehy. Zgodnie z życzeniem Metropolity na postulatora beatyfikacji poproszono ks. profesora Stefana Króla prokuratora Księży Misjonarzy. To właśnie z jego inicjatywy wkrótce powstanie Komitet Beatyfikacji Brata Alberta. Heroiczne miłosierdzie Sługi Bożego z podwawelskiego ogrodu szybko stało się znane również poza granicami kraju dzięki publikacjom w takich periodykach jak „Osservatore Romano”, czy „Przegląd Katolicki” wychodzący w Waszyngtonie. W kraju począwszy od 1932 roku zaczął się ukazywać miesięcznik „Nasza myśl” poświęcony szerzeniu kultu br. Alberta. W roku 1937 pismo zmieni nazwę na „Głos Brata Alberta”. Starania o beatyfikację nabierały coraz większego rozmachu.

Tekst ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!