TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Lipca 2020, 01:35
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Kto ma uszy, niechaj słucha - rekolekcje adwentowe (2)

Rekolekcje adwentowe
Kto ma uszy, niechaj słucha
Listy do siedmiu Kościołów (cz.II)

ikonaW centrum Apokalipsy stoi Chrystus, uwielbiony Pan, który „chodzi pośród siedmiu złotych świeczników”, symbolizujących Kościół. Przyglądając się siedmiu Kościołom Apokalipsy patrzy bacznie na cały Kościół.

Chrystus kocha swoją Oblubienicę - Kościół. Nie jakiś wymarzony, abstrakcyjny i idealny, ale ten konkretny - słaby, grzeszny i potrzebujący nawrócenia. Zatrzymując się nad kolejnymi czterema listami Apokalipsy pragniemy się zastanowić, co Chrystus dostrzega w Kościele w Tiatyrze, Sardach, Filadelfii i Laodycei, a w konsekwencji co widzi w nas i w naszych wspólnotach i co Duch mówi dziś do Kościoła.

Tiatyra - zachowaj to, co otrzymałeś
Autor Apokalipsy w swojej epistolograficznej wędrówce do Kościołów porusza się zgodnie z ruchem wskazówek zegara: zaczyna od Efezu, potem idzie na północ do Smyrny i do Pergamonu, a gdy skręca na południowy - wschód, dochodzi do Tiatyry, która słynęła z rzemiosła tkackiego, włókienniczego i handlu, a szczególnie z wyrobu luksusowej i drogiej tkaniny purpurowej (Dz 16, 14).
List rozpoczyna się od pochwały z powodu miłości, wiary, ofiarnej służby i cierpliwej wytrwałości Kościoła w Tiatyrze. Jego obecne czyny, odwrotnie niż w Efezie, były doskonalsze od wcześniejszych, a zatem Kościół ten czynił postępy na drodze wiary, rozwijał się, był aktywny i zaangażowany w dobroczynność. Jego słabością jest jednak mało zdecydowana postawa wobec fałszywej nauki, określonej symbolicznie jako działalność tajemniczej kobiety Jezabel. Wprowadza ona wierzących w błąd, podając się za prorokinię, zachęca do nierządu i do uczestnictwa w zwyczajach pogańskich. Imię Jezabel przywołuje starotestamentalną żonę króla Achaba, która w historii Izraela jest modelowym czarnym charakterem. Uprawiała bałwochwalstwo i czary, zwalczała czcicieli Jahwe, przekonała króla Achaba do zbudowania świątyni Baalowi (por. 1 Krl 18-21). Nierząd, który propaguje Jezabel z Tiatyry może oznaczać nie tylko rozwiązłość seksualną (towarzyszącą niektórym kultom pogańskim), ale przede wszystkim odwrócenie się od Boga do kultu obcych bogów, a zatem chodzi o bałwochwalstwo, niewierność Bogu, którą Stary Testament często nazywa cudzołóstwem. Jezabel z Tiatyry to symbol fałszywego nauczyciela, w sensie indywidualnym bądź zbiorowym, który głosił, podobnie jak wspomniani już nikolaici, że chrześcijanin może dostosować się do pogańskiego świata, w którym żyje, że może „flirtować” ze złem, przymykać na nie oko i co najgorsze - cieszyć się w tym postępowaniu przychylnością i aprobatą wspólnoty. Ci, którzy nie ulegli Jezabel są wezwani, aby zachować to, co otrzymali do czasu przyjścia Pana.

Sardes - przypomnij sobie, co usłyszałeś
Sardy były w starożytności stolicą Lidii. Okres świetności miasta rozpoczął się w VII w. p.n.e., kiedy to zaczęto wykorzystywać złoto, wydobywane z rzeki Paktol, do wybijania monet. Dzięki temu nastąpił dynamiczny rozwój handlu, a Sardy stały się najbogatszym miastem tamtych czasów. Z racji swego naturalnego położenia na wysokim wzgórzu miasto uchodziło za twierdzę nie do zdobycia. Mieszkańcy czuli się w nim tak bezpiecznie, że lekceważyli konieczność wystawiania straży. Dwukrotnie w historii skończyło się to tragicznie. W roku 546 przed Chr. miasto zostało zdobyte przez wojska króla perskiego Cyrusa, a w 334 przed Chr. przez Aleksandra Wielkiego. Za każdym razem przyczyną porażki była beztroska mieszkańców i brak czujności.
Kościół w Sardach w ocenie Chrystusa wypada gorzej niż poprzednie. Nie zostają wymienione żadne jego zasługi, a słowa upomnienia brzmią bardzo gorzko - „masz imię, które mówi, że żyjesz, a jesteś martwy” (Ap 3, 1). Wspólnota uchodzi za żywą - istnieje, działa, zewnętrznie wydaje się „być w porządku”, ale w rzeczywistości jest duchowo martwa. Większość wiernych oddaliła się od Chrystusa i zaniedbała życie wewnętrzne. Kościołowi w Sardach nie groził żaden atak z zewnątrz, rozkładała go natomiast duchowa opieszałość, bylejakość i marazm. Wielu było duchowo martwych, a nadto istniała realna groźba oddalenia się od Chrystusa chrześcijan dotąd wiernych. Dlatego Chrystus ostrzega, wzywa do nawrócenia i nakazuje czujność. Chrześcijanie w Sardach nie otrzymują nowych zaleceń, mają jedynie „pamiętać” i „strzec” tego, czego słuchali. Jest to zapewne odniesienie do pierwotnej katechezy w ich wspólnocie, gdy usłyszeli Ewangelię o Jezusie Chrystusie. Posianego słowa Dobrej Nowiny trzeba strzec, aby nie wydziobały go ptaki, nie zagłuszyły ciernie i chwasty, nie wypaliło słońce. Trzeba strzec usłyszanego Słowa, aby doświadczać jego przemieniającej mocy. Brak czujności, który zgubił dawnych mieszkańców Sardes (dwukrotne zdobycie miasta), pogrąża także współczesnych nie dostrzegających, iż zagrożone jest ich zbawienie. Wszystkim uśpionym, beztroskim i myślącym, że „jakoś tam będzie” chrześcijanom Chrystus przypomina, iż przyjdzie niespodziewanie jak złodziej, a zatem trzeba czuwać, by nie było za późno.

Filadelfia - niepozorna wspólnota wobec wielkich zadań
Filadelfia położona na pograniczu Lidii, Frygii i Mizji, miała być „otwartą bramą” dla kultury helleńskiej w tym regionie. Stała się „Atenami Wschodu” propagując język, literaturę i kulturę grecką. Miasto zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi w 17 roku po Chrystusie.
Ocena wspólnoty wystawiona przez Chrystusa jest celująca. Niepozorna wspólnota była nieugięta w świadczeniu o wierze i niezłomna w trwaniu przy Chrystusie, który przedstawia się jej jako Ten, „który ma klucz Dawida”, symbol najwyższej władzy nad Kościołem i który pozostawia „otwarte drzwi”. Są one symbolem wielkich zadań misyjnych stojących przed Kościołem w Filadelfii i oznaczają otwartą drogę do pogan. Filadelfia, która powstała, aby promieniować na barbarzyńskie ludy językiem i kulturą grecką, teraz ma promieniować wiarą i orędziem Ewangelii. Fakt powierzenia zadań misyjnych nielicznemu i niepozornemu Kościołowi w Filadelfii uzmysławia prawdę, iż siła do świadczenia o Chrystusie ma swe źródło nie w ludzkich predyspozycjach, ale w zaufaniu Bogu. Historia miasta, wielokrotnie doświadczanego trzęsieniem ziemi, przekonała Filadelfian o kruchości wszelkich ludzkich uwarunkowań i nauczyła ich pokory. Dlatego to oni otrzymują obietnicę, że dzięki swej pokornej wierności będą filarami świątyni Boga.

Laodycea - obyś był zimny albo gorący
Laodycea była niezwykle bogatym ośrodkiem bankowo-finansowym. O bogactwie miasta i jego poczuciu samowystarczalności świadczy fakt, iż po trzęsieniu ziemi, które w roku 60 po Chr. obróciło Laodyceę w gruzy, mieszkańcy nie przyjęli finansowej pomocy Rzymu, ale własnym sumptem odbudowali miasto. Laodycea słynęła jako ośrodek włókienniczy produkujący czarną wełnę, dywany i tuniki. Była również jednym z centrów medycyny starożytnej, znanym przede wszystkim dzięki maści na choroby oczu.
Chrystus napomina wspólnotę wierzących w bardzo ostrych słowach, wytykając przede wszystkim jej letniość – „nie jesteś ani zimny ani gorący. Obyś był zimny albo gorący!” (Ap 3, 15). Laodycejczycy mieli na co dzień do czynienia z letnią wodą, która docierała do nich z gorących źródeł w okolicy Hierapolis. Niestety była niezdatna do picia, bezużyteczna, powodowała mdłości i wymioty. Podobnie letni chrześcijanie są mdli i bezużyteczni i pod ich adresem Chrystus kieruje bardzo dosadne słowa - „Skoro jesteś letni, zwymiotuję cię z ust moich” (Ap 3, 16). Dalsza część  listu wyjaśnia, co powoduje w Chrystusie tak wielkie obrzydzenie. Grzech Kościoła w Laodycei polegał przede wszystkim na tym, iż uwierzył w swoją samowystarczalność, nie oczekiwał, nie potrzebował i nie przyjmował pomocy od nikogo przekonany, że sam sobie poradzi. Kwitnący przemysł i handel oraz rosnące bogactwo materialne zrodziły w nim fałszywe poczucie  bezpieczeństwa i zadowolenia z siebie. Pysznemu, skoncentrowanemu na sobie i wierzącemu we własne możliwości Kościołowi Chrystus uświadamia, iż jest biedny, ślepy i nagi. Laodycejczycy są biedni pomimo swych niesamowitych bogactw, nadzy pomimo swego wspaniałego włókiennictwa, ślepi pomimo swych cudownych leków i okulistów. Ich bieda to duchowa pustka, ich ślepota to życie w ułudzie, ich nagość to brak czynów wypływających z wiary. Chrystus proponuje chrześcijanom z Laodycei konkretne rozwiązanie ich tragicznej sytuacji. „Radzę ci, kup u Mnie złota oczyszczonego w ogniu, aby się wzbogacić i białe szaty, aby się ubrać oraz balsam do namaszczenia twych oczu, aby przejrzeć” (Ap 3, 18). Laodycejczycy mają więc zatroszczyć się o dobra duchowe: złoto mocnej wiary, białe szaty godności i cnót moralnych, balsam nowego spojrzenia w pokorze i prawdzie. Zmiana jest możliwa. Bóg nie rezygnuje z człowieka, ale nieustannie stoi przed drzwiami i puka. Letni chrześcijanie mogą zmienić się w Bożych przyjaciół zasiadających przy jednym stole, jeśli tylko usłyszą pukanie i otworzą drzwi.

***

Spotkania z Kościołami Apokalipsy prowokują nas do odpowiedzi na pytanie, w którym z nich najbardziej rozpoznajemy siebie. Każdy z siedmiu Kościołów Apokalipsy jest inny. W Efezie osłabła miłość. W Smyrnie Kościół jest prześladowany, ale trwa niezachwianie. W Pergamonie Kościół jest bogaty w słowo Boże, ale szuka innych bogów. W Tiatyrze Kościół jest aktywny i dynamiczny, ale przymyka oko na zło. W Sardach Kościół jest zdegenerowany i zmierza do upadku. W Filadelfii jest mały, ale wierny Chrystusowi i pełen ducha apostolskiego. W Laodycei Kościół stał się oziębły i zapatrzony w siebie.
Każdy z siedmiu listów Apokalipsy, niezależnie od ciężkości zarzutów, kończy się jednak obietnicą nagrody dla, dosłownie tłumacząc, „zwyciężającego”. Nagroda nie jest więc odłożona na koniec czasów i nie otrzyma jej jedynie zwycięzca, który kiedyś zwycięży, ale ten, kto teraz zwycięża, ten, kto walczy, ten, kto się stara, ten kto słucha, co dziś Duch mówi do Kościoła i kto podejmuje trud nawrócenia.

ks. Piotr Bałoniak

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!