Ksiądz musi być człowiekiem wiary

O kryzysie powołań, formacji seminaryjnej i o tym, jakiego księdza Kościół dzisiaj potrzebuje, opowiada ks. dr Jan Frąckowiak, rektor Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu, przewodniczący zarządu Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych.
Od wielu lat mówi się w Polsce o kryzysie powołań. Z opublikowanych w kwietniu br. danych statystycznych wynika, że z roku na rok coraz mniej osób rozpoczyna formację seminaryjną. Dlaczego tak się dzieje?
Ks. Jan Frąckowiak: Mówi się dzisiaj w Polsce o kryzysie powołań. Jednak nie wiadomo do końca, na ile to jest kryzys, a na ile raczej powrót do normalności. Kiedy patrzymy w 1060-letnią historię Kościoła w Polsce, to widzimy, że w historii nigdy nie było tylu księży, ilu jest ich dzisiaj: prawie 32 tysiące księży! Nigdy wcześniej nie było także ponad czterdziestu diecezji, z których niemal każda założyła seminarium dużych rozmiarów i to jeszcze wszystkie one były pełne. Mieliśmy obfitość powołań. Dzisiaj zwracamy uwagę na to, że wobec tego szczytu powołaniowego zmniejsza się szybko ta liczba, jednak w historii już niejednokrotnie było mniej powołań. I dlatego nie jestem zwolennikiem mówienia o jakimś wyjątkowym kryzysie powołań. Co więcej, kiedy patrzymy na dane statystyczne, to widzimy, że w ostatnich trzech latach liczba wstępujących do seminarium utrzymuje się na stałym poziomie. A więc jest możliwe, że ten spadek powołaniowy trochę się zatrzymał. Dlaczego tak się dzieje? Pewnie jest wiele czynników. Swoje robi demografia, swoje robi też kultura świecka. Myślę ponadto, że procent osób praktykujących regularnie jest niższy, co ma przełożenie na liczbę wstępujących do seminarium. Inną ważną przyczyną, którą obserwujemy w ostatnich latach, jest też trudność z podejmowaniem decyzji, cechująca młode pokolenie. Widzimy to po liczbach osób wstępujących w Polsce w związek małżeński. I widzimy to też w seminariach. Jest bardzo wielu młodych ludzi, którzy myślą o powołaniu, którzy zastanawiają się nad wstąpieniem do seminarium, ale bardzo trudno jest im podjąć decyzję.
Dwa lata temu w KAI ukazał się wywiad z biskupem kaliskim Damianem Brylem, który powiedział wtedy, że niektórzy, po deklaracji o pójściu do seminarium, zostają zablokowani przez znajomych w mediach społecznościowych, a nawet wykluczani z grona rodzinnego. Z tego wynika, że podjęcie decyzji o pójściu do seminarium nie jest łatwe?
Podjęcie decyzji o wstąpieniu do seminarium dla młodego człowieka dzisiaj związane jest z dużym trudem. Na pewno kontekst społeczny oczyszcza bardzo motywacje, dla których ktoś decyduje się na ten krok. Część młodych ludzi spotyka się w swoich środowiskach z dużym sprzeciwem albo choćby nieprzychylnością, także wśród bliskich, znajomych, przyjaciół, krewnych. Ale mamy też nierzadko świadectwa młodych wstępujących do seminarium, że ich decyzja budzi respekt. Znajomi młodych powołanych, nawet niepraktykujący czy wręcz określający się jako niewierzący, często bardzo szanują taką odważną decyzję. Jest to z pewnością coś wyjątkowego: młody człowiek, który decyduje się poświęcić służbie Bożej w Kościele, na pewno jest kimś, kto może budzić uznanie. Chociaż, rzecz jasna, różnego rodzaju trudy są.
Zmienia się także wiek mężczyzn wstępujących do seminarium. Zdarza się, że nie są to osoby zaraz po maturze. Co Ksiądz powie na ten temat?
Pojawiają się dzisiaj starsi kandydaci do święceń i z pewnością niektórzy z nich przeszli daleką drogę dojrzewania do takiej decyzji. Mogą to być bardzo piękne powołania kapłańskie, służące w Kościele. Natomiast nie ma zasady, że ten, kto wstępuje do seminarium w późniejszym wieku, zawsze jest dojrzalszy od tego młodszego. Dzisiaj w naszych seminariach większość stanowią jednak ludzie młodzi, czyli maturzyści albo tacy, którzy maturę zdawali dwa, trzy lata temu, nieraz mają jakieś krótkie doświadczenie studiów albo pracy zawodowej. Dzisiaj każdy ma swoją dynamikę dojrzewania do powołania. Klerycy posiadają bardzo różne doświadczenia i jest to niezwykłe bogactwo, jakiś duży atut także w ich przyszłej pracy kapłańskiej. Wielu z nich bowiem już troszeczkę jednak doświadczyło problemów dorosłego życia.
Zmniejszająca się liczba kandydatów do kapłaństwa spowodowała łączenie seminariów. Tak też było w przypadku diecezji kaliskiej. Obecnie nasi alumni wraz z klerykami z innych diecezji kształcą się w Arcybiskupim Seminarium Duchownym w Poznaniu. Dlaczego tak się zadziało?
Dzisiaj mniejsza liczba kandydatów do święceń sprawia, że możemy bardziej indywidualnie pracować z nimi, dając im bardziej spersonalizowaną ofertę formacyjną, pomagając im zaopiekować się ich potrzebami, ale także jeszcze bardziej rozwijać się, aby dobrze przygotowali się do kapłaństwa.
Tym, co charakteryzuje formację w Polsce to jest też współpraca międzydiecezjalna czy między prowincjami zakonnymi. Mamy doświadczenia seminariów łączonych. W naszym seminarium w Poznaniu do kapłaństwa przygotowują się alumni z diecezji kaliskiej wraz z alumnami z archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej oraz diecezji bydgoskiej. Na pewno jest to wzajemne ubogacenie. Klerycy mogą budować przyjaźnie pomiędzy sobą, mogą także poznawać Kościół nie tylko w swojej diecezji, ale też szerzej. Z pewnością takie łączenie formacji stanowi zawsze pewien wysiłek dla każdej z diecezji i może wiązać się z jakimiś stratami. Równocześnie jednak wiąże się to też z wielkim zyskiem. W naszym seminarium widzimy, jak błogosławione owoce przynosi nasza współpraca. Z całą pewnością w Polsce także inne diecezje myślą, jak zoptymalizować projekty formacyjne, aby najważniejsze było nie tyle dobro cennych i szanowanych instytucji, ale przede wszystkim dobro młodych ludzi i pożytek wspólnoty Kościoła.
Ilu jest obecnie alumnów w Arcybiskupim Seminarium Duchownym w Poznaniu?
Obecnie w naszym seminarium kształci się ponad siedemdziesięciu alumnów. 30 maja dziesięciu diakonów przyjęło święcenia kapłańskie w swoich macierzystych katedrach. Spośród nich biskup kaliski wyświęcił czterech nowych księży dla diecezji kaliskiej. Bardzo cieszymy się nimi.
Jak wygląda formacja kapłańska w poznańskim seminarium? Na co jest kładziony nacisk?
Dzisiaj formacja w polskich seminariach, także w naszym seminarium, kładzie szczególny nacisk przede wszystkim na cztery aspekty. Mówimy o tzw. formacji ludzkiej, duchowej, intelektualnej i pastoralnej. W krótkich słowach: zanim będziemy myśleć o przyszłym księdzu i pomagać mu przygotować się do posługi duszpasterskiej (formacja pastoralna), to on musi się najpierw sporo nauczyć i to jest formacja intelektualna. Jednak jeszcze wcześniej patrzymy na niego jako na człowieka wiary, stąd formacja duchowa. Jeszcze wcześniej chcemy pomóc mu być po prostu dobrym człowiekiem. Bardzo ważne jest, aby przyszły ksiądz był dobrym i dojrzałym człowiekiem, i aby poznał siebie. Bo wtedy będzie lepiej mógł posługiwać innym. Stąd za dokumentami Kościoła mówimy, że formacja ludzka jest fundamentem całej formacji seminaryjnej. Natomiast formacja duchowa jest spoiwem całej formacji. Formacja duchowa pomaga temu człowiekowi żyć w relacji z Panem Jezusem, żeby ksiądz był człowiekiem wiary – kimś, kto zna Pana Jezusa, ma z Nim osobistą relację, słucha Jego słowa, modli się i w ten sposób może też służyć swoim siostrom i braciom.
Jaką rolę odgrywają ośrodki propedeutyczne, czy ten etap jest potrzebny?
Etap propodeutyczny jest wielkim błogosławieństwem w Kościele. Jako formatorzy seminarium jesteśmy beneficjentami decyzji księży biskupów, którzy dodali ten ważny etap formacyjny. Zresztą już Ojciec Święty Jan Paweł II w początkach lat 90. w adhortacji Pastores dabo vobis postulował wprowadzenie tego etapu, więc my po latach doszliśmy do realizacji tego postulatu. Etap propodeutyczny polega na tym, że zanim młody człowiek rozpocznie studia uniwersyteckie, ma trochę czasu po to, żeby jeszcze lepiej zająć się sobą. Towarzyszą mu przy tym inni, którzy są gotowi mu pomagać, żeby jeszcze bardziej poznał siebie, swoje deficyty, swoje potrzeby, żeby podjął pracę nad sobą, a równocześnie żeby mógł wchodzić w życie duchowe i też budować relacje z innymi, budować wspólnotę. Z perspektywy czasu - jako że ten program propodeutyczny w naszym seminarium trwa już ósmy rok - widzimy, że przynosi to bardzo dobre owoce i dzisiaj nie wyobrażamy sobie formacji bez tego czasu.
Abp Andrzej Przybylski powiedział ostatnio, że trzeba tworzyć środowiska dla rozwoju powołań. Co to znaczy w praktyce?
Myślę, że środowiskiem powołań jest najpierw rodzina. Widzimy, że tam rozwijają się przede wszystkim ziarna powołania. Ale też takim środowiskiem bardzo wspierającym są wspólnoty w Kościele, czy to parafialne czy pozaparafialne, w których młody człowiek może poznać piękno wiary, może spotkać żyjącego Pana Boga, nawiązać z Nim relację, ale w których jednocześnie może nauczyć się słuchać głosu Bożego w swoim sercu. Myślę też, że takimi środowiskami wspierającymi powołania są te wszystkie wspólnoty, które pomagają młodemu człowiekowi kształtować się po chrześcijańsku, poznawać prawdy wiary i równocześnie odkrywać, jak piękną drogą jest kapłaństwo. Każdy, kto, w dzisiejszych czasach wstępuje do seminarium, czyni to przecież przede wszystkim dlatego, że pociąga go piękno tej drogi.
Jakiego księdza Kościół dzisiaj potrzebuje?
Myślę, że dzisiaj Kościół potrzebuje księdza, który jest dobrym człowiekiem i jest wierzący. Dobry człowiek przyciąga swoje siostry i braci. A jako wierzący nie przyciąga ich do siebie, lecz do Pana Boga. Myślę, że takich właśnie księży dzisiaj bardzo potrzebujemy.
Rozmawia Ewa Kotowska-Rasiak
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!