Krzyż jest zawsze znakiem nadziei

W Wielki Piątek wpatrujemy się w mękęi krzyż Pana Jezusa, który nierozerwalnie związany jest również z naszym życiem. Jakie ma znaczenie i co możemy zrobić kiedy cierpimy, w rozmowie wyjaśnia pasjonista o. Grzegorz Słowikowski.
Należy Ojciec do Zgromadzenia Męki Jezusa Chrystusa, złożył czwarty ślub zakonny głoszenia słowem i czynem męki Pana Jezusa. Natomiast podstawą naszej wiary jest Jego zmartwychwstanie. Dlaczego trzeba podkreślać prawdę o krzyżu, męce Pana Jezusa?
O. Grzegorz Słowikowski CP: Gdyby nie było męki, krzyża Jezusa, nie byłoby Jego zmartwychwstania. Krzyż zawsze trzeba widzieć w kontekście dzieła zmartwychwstania, on ku temu prowadzi. Wszyscy chcą uczestniczyć w zwycięstwie Pana Jezusa - w zmartwychwstaniu i bardzo dobrze, a tak mało osób chce zatrzymać się przy bolesnej części życia Pana Jezusa, jakim jest cierpienie i jego apogeum - krzyż. Widzimy to już w Ogrodzie Oliwnym kiedy Jezus przeżywał mękę. Zabrał tam ze sobą Piotra, Jakuba i Jana, by razem z Nim czuwali. Odszedł od nich, modlił się, potem wrócił i widział, że apostołowie zasnęli. Budził ich i zachęcał, aby razem z nim czuwali i odszedł. Jednak kiedy wrócił po raz kolejny zobaczył, że oni śpią. Chciał, by razem z nim czuwali, bo przeżywał cierpienie. Każdy chciałby, by w takich momentach szczególnie najbliżsi nam ludzie, jeśli mogą, trwali przy nas. Jezus bardzo liczył na apostołów, a oni nie potrafili temu pragnieniu sprostać.
Jaką prawdę zawiera w sobie krzyż oprócz tego, o czym już Ojciec wspomniał, że bez niego nie byłoby zmartwychwstania?
Pan Jezus błogosławił, rozdzielał chleb, uzdrawiał ludzi, czynił dużo dobra, ale przez przyjęcie krzyża w sposób szczególny pokazał, jak bardzo kocha człowieka. On nie chce w tym uczestniczyć sam, ale mówi: „trwajcie przy mnie i w pewien sposób pomagajcie Mi zbawiać każdego człowieka”. Zaprasza do tego kolejne pokolenia. Powołuje też ludzi, którzy przez wymiar życia zakonnego będą trwali przy miłości objawionej na krzyżu. Nasz czwarty ślub zobowiązuje nas, że choćby wszyscy zapomnieli o krzyżu, to my jako pasjoniści nie możemy od niego odstąpić. Tak jak mąż ślubuje żonie, żona ślubuje mężowi i stara się trwać do końca życia przy współmałżonku, tak my przez ten ślub zobowiązujemy się, że będziemy trwać do samego końca przy Jezusie. Ktoś powie to naturalne, bo jesteśmy ludźmi wierzącymi, ale trzeba zauważyć, że dzisiejsze czasy bardzo się zmieniają. Wirtualny świat, laicyzacja sprawiają, że ludzie coraz mniej wiedzą o sprawach Bożych i może za 20, 30, 50 lat krzyż dla wielu będzie tylko pustym znakiem. Dlatego musimy przypominać, że to jest znak naszego zbawienia.
W jaki sposób realizujecie czwarty ślub na co dzień?
Składamy śluby czystości, posłuszeństwa i ubóstwa, a czwarty - głoszenia słowem i czynem Męki Pańskiej jest dodatkowy, on nas charakteryzuje. Co to znaczy? Nasz założyciel św. Paweł od Krzyża urodził się we Włoszech, zakładając zgromadzenie nigdy nie powiedział, że jeżeli zrobisz coś, odmówisz konkretną modlitwę to będziesz dobrym pasjonistą. On postawił pewną poprzeczkę, którą każdy sam musi sobie podnosić. Trwanie przy krzyżu pasjoniści w Polsce realizują trochę inaczej niż w pozostałych częściach świata. Nabożeństwa pasyjne przeżywamy przez cały rok, a Wielki Post jest kulminacją trwania przy Jezusie. Codziennie przez minimum godzinę medytujemy Mękę Pańską, czyli najczęściej czytamy fragment Pisma Świętego w kaplicy, czy w celach i próbujemy odnieść do życia. Pan Jezus w Ogrodzie Oliwnym mówił o godzinie czuwania przy Nim, ale może być więcej. Promujemy też Szkaplerz Męki Pańskiej. Wykonany jest z kawałków materiału lub tak jak medaliki. Nosimy go byśmy nie zapominali o szczególnym wymiarze krzyża. Mamy również inną formę pasyjnej praktyki - Zegar Męki Pańskiej. To doba modlitwy z Jezusem i medytowania Jego cierpienia, które rozpoczęło się od Ostatniej Wieczerzy przez zdradę Judasza, zaparcie się św. Piotra, umieranie na krzyżu, aż do złożenia do grobu. Tradycja ujęła to w „zegar” 24-godziny, przypisując poszczególnym godzinom daną mękę czy czynność Jezusa. Praktykuje się go szczególnie w Wielki Czwartek, Wielki Piątek. Jako pasjoniści prowadzimy też misje, rekolekcje i wtedy przypominamy o dziele krzyża. Nasz założyciel kiedy nie było jeszcze mikrofonów, stawał na środku kościoła z krzyżem większym od niego i mówił o Miłości, która zawisła na krzyżu. To było też charakterystyczne dla pasjonistów następnych pokoleń. Oni też stawali na środku kościoła, a poza świątynią nawet na podwyższeniu, by było widać krzyż. My na habitach, na piersi także nosimy serce z wbitym krzyżem i słowami w języku łacińskim: Jesu xpi passio - Męka Jezusa. Pamiętaj i rozważaj ją całym swoim sercem, życiem i przypominaj o tym innym.
Wspomniał ojciec o Szkaplerzu Męki Pańskiej, czytałam, że przyjmują go również osoby świeckie.
Tak jak franciszkanie mają Trzeci zakon, należą do niego osoby świeckie żyjące w świecie duchowością franciszkańską, tak my mamy Szkaplerz Męki Pańskiej. Osoby świeckie, tam gdzie żyją, przyjmują go i starają się na miarę swoich możliwości mówić o Jezusie i dziele Jego miłości, zwłaszcza o krzyżu, który prowadzi do zmartwychwstania. Ktoś noszący szkaplerz czasami przeczyta fragment o Męce Pańskiej, ktoś inny odmówi Koronkę do Miłosierdzia Bożego, która ma wymiar pasyjny. Jeszcze ktoś inny pielęgnuje przydrożną figurkę z krzyżem albo stojącą na honorowym miejscu w jego domu. Każdy z nich całym sercem próbuje żyć, mówić i przypominać światu o tym, co się dokonało na krzyżu. To są nasi świeccy współpracownicy. Wszyscy próbujemy trwać pod krzyżem, bo on nie jest zarezerwowany dla kogoś, Pan Jezus umarł za każdego człowieka - bogatego i biednego, osobę duchowną i świecką.
Jeszcze jedno, jeżeli ktoś chciałby przyjąć Szkaplerz Męki Pańskiej to zwraca się do pasjonistów w Sadowiu i co dalej?
Czasami ludzie do nas piszą, żebyśmy im przesłali szkaplerz, bo są na drugim krańcu Polski i nie mają bezpośredniego dostępu do pasjonistów. My to robimy, oni otrzymują szkaplerz, potem idą do swojego kapłana - na przykład proboszcza i on im go nakłada. Potem zgłaszają nam, że należą do tej wspólnoty, bo prowadzimy księgi, w które wpisujemy osoby żyjące naszą duchowością. Modlimy się w ich intencji, oni się za nas modlą. Tworzymy jedną, wielką rodzinę, bardzo szeroką, nie tylko zakonną, ale także osób żyjących w świecie
A jak świeccy mogą naśladować Jezusa ukrzyżowanego, w większości to właśnie oni będą czytać tę rozmowę?
Często się mówi: trwajmy przy krzyżu i pierwsze jest takie wrażenie, że to jest zadanie dla księży, zakonnic, wybranej grupy osób, a tak naprawdę Pan Jezus z miłością zwraca się do każdego człowieka, także ludzi zranionych, opuszczonych, przeżywających różne trudności w małżeństwie, rodzinie. Każdy przez przyjęcie cierpienia przybliża się do krzyża i pokazuje jego wymiar zbawczy. To nie jest łatwe, ale to co przyniesie nam życie - trudności, ból, wymiar starości, nieporozumienia mamy zjednoczyć z Bogiem i Mu ofiarować na przykład za naszą rodzinę, o powołania, w intencji małżeństw. Słowa Jana Pawła II: „Oby cierpienie się nie marnowało” stały się dewizą wielu osób.
Myślę, że to jest trwanie przy krzyżu i w jedności z Panem Jezusem, a jednocześnie możemy w ten sposób wyprosić dużo dobra dla świata, osób, z którymi żyjemy i dla siebie.
Wróćmy jeszcze do św. Pawła od Krzyża, który miał objawienia związane z Męką Pańską, o co w nich chodziło?
Paweł Danei najpierw odczytał, że coś chce zrobić dla Chrystusa, Kościoła. Zaciągnął się do wojska i uczestniczył w jednej z wojen. Szybko doszedł do wniosku, że wojna nie jest czymś dobrym, przynosi cierpienie. Odszedł z wojska, dużo się modlił. Podczas jednego z objawień Matka Boża ukazała mu się w czarnym płaszczu. Zwróciła mu uwagę: „zobacz jestem ubrana na czarno, bo jestem w żałobie po śmierci Syna. Załóż zgromadzenie, które będzie trwać pod krzyżem, tak jak ja trwałam ze św. Janem, bo dużo osób spod krzyża uciekło i nadal ucieka”. Tak się dzieje, bo krzyż nie jest łatwą formą realizacji dróg zbawienia. Matka Boża prosiła, by naśladować Jezusa, ale jednocześnie wiernie stać pod krzyżem. Dodam, że w naszym kościele w Sadowiu są relikwie św. Pawła od Krzyża i innych świętych pasjonistów, a w tym roku ks. biskup ma dokonać konsekracji tej świątyni. Mamy też nadzieję, że za dwa lata znajdujący się w nas wizerunek Matki Boża Pięknej Miłości zostanie koronowany. Ci obecni wśród nas święci pokazują, że wybór pójścia z Jezusem był dobrym wyborem. Wiadomo cierpienie dotyka każdego człowieka, ale musimy mówić ludziom, że zwłaszcza w takim momencie, jesteśmy umiłowanym dziećmi Boga. Chodzi o to, byśmy nie popadli w smutek, depresję, tylko swoje myśli skierowali ku Bogu. Nie mamy żyć w poczuciu przegrania, ale optymizmu i nadziei na lepsze życie, zgodę w rodzinie, dobro, które na co dzień możemy doświadczyć. Daje nam je Jezus zmartwychwstały. Musimy o tym pamiętać i napełniać się nadzieją, dawać innym nadzieję.
Czasami bardzo trudno ludziom, którzy latami cierpią, przyjąć kolejne cierpienie. Co wtedy?
To prawda, ale myślę, że ludzie często zatrzymują się na pierwszym etapie – na krzyżu, cierpieniu, trudzie, którego doświadczają i przez to są wręcz nieszczęśliwi. Często się też mówi, że pasjoniści są od cierpienia, a ono jest punktem wyjścia. Po Wielkim Czwartku, Wielkim Piątku, Wielkiej Sobocie przychodzi zwycięstwo Pana Jezusa w poranek wielkanocny. Widzimy to na przykładzie apostołów, którzy po śmierci Jezusa poczuli się przegrani, ale potem kiedy w poranek wielkanocny doświadczyli obecności Jezusa byli pełni optymizmu. W Dzień Pięćdziesiątnicy św. Piotr przemówił do wszystkich, potem apostołowie głosili Pana Jezusa nie bojąc się trudności, byli gotowi nawet na śmierć. Wiedzieli, że we wszystkim wspiera ich Jezus. Sam krzyż dla Jezusa był trudny i dla nas jest trudny. Trzeba więc ludziom mocno mówić o nadziei, nawet mówiąc o krzyżu, trudnościach i że z Bożą łaską łatwiej nam je przetrzymać, pokonać. Jezus zwyciężył na krzyżu, pokonał cierpienie, śmierć, grzech, szatana, zło i trudności. Jeżeli do Niego przylgniemy to możemy mieć udział w Jego zwycięstwie. Idąc razem z Nim przez życie jesteśmy w stanie pokonać trudności i słabości. Krzyż zawsze jest znakiem nadziei. Sam czułem jeszcze jako dziecko, że zatrzymywaliśmy się u mnie w domu na krzyżu, brakowało odniesienia do zwycięstwa, poranka wielkanocnego. Wtedy Pan Jezus wychodzi z grobu i widzimy Go zranionego włócznią, z przebitymi dłońmi, ale zawsze zwycięskiego. Najczęściej jest tak: kiedy są trudności, zaufamy Panu Jezusowi, przychodzi moment łaski, dobra, pojawi się nadzieja. Ale musimy ufać Jezusowi, że jesteśmy dla Niego ważni, On nam dopomoże.
Rozmawia Renata Jurowicz
O. Grzegorz Słowikowski CP
– przeor klasztoru Ojców Pasjonistów w Sadowiu,
proboszcz parafii Chrystusa Króla w Sadowiu
i moderator Rodziny Matki Pięknej Miłości
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!