TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 26 Września 2020, 17:56
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Królowa Polski

Królowa Polski

Oficjalnie rok 1608 nie zapisał się niczym szczególnym w dziejach naszego kraju. Źródła historyczne odnoszą się do niego tylko dwukrotnie. Po raz pierwszy w związku ze śmiercią arcybiskupa gnieźnieńskiego i prymasa Polski (przy okazji jednego z twórców Unii Brzeskiej) Bernarda Maciejowskiego, który zakończył swój żywot w Krakowie 19 stycznia. I po raz drugi, z powodu pięciu pierwszych Polskich imigrantów, którzy 1 października, na pokładzie statku Mary and Margret, dotarli do kolonii Jamestone w Wirginii w Ameryce Północnej.

W żadnej z polskich kronik z 1608 roku nie znajdziemy natomiast ani słowa o wydarzeniu, które miało miejsce między dwoma wyżej wspomnianymi, a które z pewnością miałoby niezwykle doniosłe znaczenie dla każdego szczerze wierzącego Polaka. Miało ono miejsce 14 sierpnia, w przeddzień uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w odległym od naszych granic Neapolu. Z góry jednak zaznaczam, że odległość ta niczego nie usprawiedliwia.
Czym zajął się Stanisław Kostka w niebie?
Giulio Mancinelli był włoskim jezuitą, a przy tym mistrzem nowicjatu rzymskich jezuitów, rektorem kolegiów, misjonarzem na Bałkanach, założycielem misji jezuickiej w Konstantynopolu, a do tego jeszcze mistykiem. I świadkiem śmierci Stanisława Kostki, notabene, również jego mistrzem nowicjatu. W połowie lat 80. XVI wieku Mancinelli mieszkał nawet krótko w Krakowie, gdzie czuwał nad wychowaniem przyszłego biskupa łuckiego Andrzeja Gembickiego. 14 sierpnia 1608 roku – co ciekawe dokładnie 40 lat od śmierci Stanisława Kostki i dokładnie na 10 lat przed dniem swojej śmierci, w czasie modlitwy w neapolitańskim klasztorze Gesu Nuovo ujrzał przed sobą postać Maryi w purpurowym płaszczu, trzymającej Dzieciątko Jezus na ręku i klęczącego przed obojgiem młodziutkiego, błogosławionego już od dwóch lat, Stanisława Kostkę.
Ojciec Mancinelli nigdy nie widział Matki Chrystusa w takim majestacie. Zachwycony i zaskoczony zarazem, szukał w myślach tytułu, jakim mógłby ją określić zwracając się do niej, tytułu, jakim nikt nigdy jeszcze jej nie określił. Ale jak na złość, zupełnie nic nie przychodziło mu do głowy. I wtedy Matka Boża sama przyszła mu z pomocą. „A czemu Mnie Królową Polski nie nazywasz?” – zapytała. – „Ja to królestwo wielce umiłowałam i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwą miłością ku mnie pałają jego synowie.” Ojciec Mancinelli dalej nie wiedział co powiedzieć. Jedyne sensowne słowa, jakie cisnęły mu się na usta brzmiały: „Królowo Polski Wniebowzięta, módl się za Polską!”. Więc tylko ich użył. Maryja spojrzała wówczas na klęczącego przed nią Stanisława. Jej wzrok był pełen czułości i słodyczy. Chwilę potem przeniosła spojrzenie na włoskiego jezuitę i powiedziała z uśmiechem: „To jemu zawdzięczasz tę łaskę.”
Macie swoją Królową Polski!
Jakiś czas później przełożeni ojca Giulio uznali opisane powyżej objawienie za prawdziwe, a sam wizjoner napisał do swego polskiego współbrata zakonnego Mikołaja Łęczyckiego i w liście powtórzył mu słowa Maryi. Co do tego jak wyglądała reakcja na ów list, po dziś dzień są podzielone zdania. Według jednej wersji, słowa Matki Jezusa o tym, że sama siebie ogłasza Królową Polski, przyjęto w Polsce z wielkim przejęciem nie tylko w zakonie jezuitów, ale również na dworze króla Zygmunta III Wazy. Jej głosiciele, na dowód jej prawdziwości, wskazują zwycięstwa Polaków pod Chocimiem i Beresteczkiem, które to miały być wynikiem - przede wszystkim - interwencji Maryi, ale również błogosławionego wówczas Stanisława Kostki. Pisałam o nich szczegółowo w książce „Cuda w historii Polski”.
Według innej wersji list ojca Mancinelli nie został w Polsce potraktowany z należytą powagą. Ks. Piotr Skarga dowiedziawszy się o nim, ponoć zupełnie go zignorował, a i król Waza nie zaprzątał sobie nim głowy. O niezwykłym objawieniu przypomnieć miał dopiero Polakom papież Innocenty X. Szwedzi pustoszyli Polskę, a Jan Kazimierz miał całkowicie pusty skarbiec. Zwrócił się więc do papieża o pomoc finansową, argumentując, że potrzebuje ich na walkę z wrogami Kościoła, za jakich uznawano protestantów. Innocentego X argument ten jednak nie wzruszył w najmniejszym stopniu. Odpowiedział polskiemu królowi, że nie da mu ani grosza i że jeśli potrzebuje pomocy niech zwróci się o nią do Maryi. „Przecież sama ogłosiła się przed pół wieku Królową Polski!” – dodał. Konsekwencją odpowiedzi Innocentego X miały być śluby Jana Kazimierza, w trakcie których król ogłosił Maryję Królową Polski. Co ciekawe to właśnie akt Ślubów Lwowskich powszechnie uznaje się za początek „królowania” Maryi w Polsce, zaś Jana Kazimierza za inicjatora tych rządów. Jak wiadomo, śluby te, stały się punktem zwrotnym w siedemnastowiecznych wojnach polsko-szwedzkich i wkrótce Polska – choć potwornie zniszczona – była wolna od Szwedów.
Korona na wieży mariackiej
W 1610 roku, ponad 70-letni ojciec Giulio Mancinelli wyruszył z pieszą pielgrzymką do Polski. Do Krakowa dotarł 8 maja, gdzie został owacyjnie powitany przez wszystkie stany, a także króla. Swe pierwsze kroki skierował do katedry wawelskiej i tam w czasie modlitwy, ponownie ujrzał Maryję w wielkim majestacie.
„Ja jestem Królową Polski” - powiedziała. – „Jestem Matką tego narodu, który jest mi bardzo drogi, więc wstawiaj się do Mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj Mnie nieustannie, a Ja będę Ci zawsze, tak jak teraz, miłosierną”. W 10. rocznicę ojca Mancinelli, krakowianie, na pamiątkę objawienia w katedrze wawelskiej, umieścili koronę na wieży kościoła mariackiego. Matka Jezusa ukazała się ojcu Giulio raz jeszcze rok przed jego śmiercią. Powiedziała mu wtedy, by do końca życia ziemskiego nazywał ją Królową Polski.

Aleksandra Polewska-Wianecka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!