TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Października 2020, 16:38
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Korona nad koronami

KORONA NAD KORONAMI

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z faktu, iż fragmenty korony cierniowej Chrystusa od stuleci przechowywane są we wspaniałym relikwiarzu kryjącym się w murach paryskiej katedry Notre Dame. Możliwe też, że nikomu nie przyszłoby nigdy do głowy, iż ta najświętsza z koron, stała się w średniowieczu przedmiotem pospolitego zastawu…

Relikwie korony cierniowej Chrystusa już od czasów ukrzyżowania kryją w sobie mnóstwo sekretów. Po pierwsze, nie wiadomo, kto uchronił ją przed zniszczeniem i w jaki sposób stała się obiektem wczesnochrześcijańskiego kultu. Według jednej z teorii, koronę odnalazła i zabezpieczyła znana nam cesarzowa Helena, matka Konstantyna Wielkiego. Teza ta brzmi bardzo przekonująco, bowiem skoro dzięki zaangażowaniu Heleny do dziś zachowały się inne, związane z Golgotą relikwie, dlaczego korona cierniowa, nie miałaby być jedną z nich? Krytycy owej teorii podkreślają jednak, że jak dotychczas nie odnaleziono ani jednego zapisu, pochodzącego z wczesnochrześcijańskich źródeł, który wymieniałby wśród znalezisk św. Heleny – koronę uplecioną z cierni. Niektórzy badacze zajmują stanowisku, iż do czasu przyjazdu cesarzowej do Jerozolimy, korona mogła być przechowywana przez tamtejsze wspólnoty chrześcijańskie i przekazana po prostu Helenie pod dalszą opiekę. Większość naukowców jednak, powołując się na płynące ze źródeł sugestie, uważa, iż ciernie nigdy nie zaginęły i w związku z tym - nie musiały być odnajdywane. Po pogrzebie Chrystusa koronę zabrać miał do domu jeden z uczniów obecnych przy złożeniu Jego ciała do grobu. I już od czasów pierwszych jerozolimskich wspólnot chrześcijańskich relikwię otaczano należytym jej kultem. Kim był ów uczeń? Choć wszystko wskazuje na to, że mowa o mężczyźnie, nawet tego nie możemy być pewni.

Święty hełm
Nie wiemy, czy był to Jan, Nikodem, Józef z Arymatei, czy może Maria Magdalena. Kimkolwiek jednak by był, zabierając ciernie do miasta, złamał fundamentalne żydowskie prawa. Przepisy nakazywały bowiem grzebać ze skazanym na śmierć człowiekiem, wszystkie przedmioty, które miały kontakt z jego krwią. Przedmioty te uważane były za nieczyste. Przyniesienie ich na powrót do miasta, nie tylko uczyniłoby miasto nieczystym, ale i sugerować mogłoby, iż ich posiadacz obrabował grób. (Przecież z tych samych powodów ukryto krzyż Pański.) Jeśli więc rzeczywiście koronę cierniową przechował któryś z uczniów, naprawdę wiele ryzykował. W Jerozolimie relikwia korony cierniowej czczona była na pewno już w początkach V wieku. Wiemy o tym dzięki świadectwu biskupa Paulina z Noli, który odbył pielgrzymkę do Świętego Miasta w 409 roku. Dwadzieścia cztery lata po poszukiwaniach przeprowadzonych przez św. Helenę biskup Paulin zapisał, iż korona cierniowa, którą ukoronowany został nasz Zbawiciel, wraz ze świętym krzyżem, oraz słupem, przy którym Go biczowano, zachowana jest w poszanowaniu. Zaś żyjący również w V wieku, św. Wincenty z Lérins, wiedział, iż korona miała formę pileusa (czyli hełmu – przyp. autorki) tak, że dotykała i okrywała całą Jego głowę. W 593 roku natomiast, święte ciernie oglądał w Jerozolimie św. Grzegorz z Tours, na którym ogromne wrażenie wywarła zieleń i odradzająca się w cudowny sposób każdego dnia świeżość relikwii. Grzegorz dodaje też, iż upleciono ją z sitowia, mając oczywiście na myśli obręcz podtrzymującą cierniowe pnącza. Według Antoniego z Piacenzy, relikwia przechowywana była w kościele Apostołów na Syjonie, nie zaś w bazylice Świętego Grobu, wzniesionej na polecenie Heleny. Dodam, że kościół Apostołów był najstarszą w Jerozolimie świątynią chrześcijańską, a tradycja mówi, iż korona Jezusa przechowywana była w niej niemal od zawsze.

Z Bizancjum do Paryża
W 1063 roku ciernie, które dotykały głowy Jezusa trafiły do Bizancjum. Tamtejsi cesarze uznali bowiem, iż nie ma lepszego miejsca dla relikwii symbolizującej panowanie Chrystusa na ziemi i w niebiosach. Jednak już w 1237 roku desperacko potrzebujący pieniędzy cesarz Konstantynopola Baldwin, oddał koronę cierniową królowi Francji – Ludwikowi IX za udzieloną mu pomoc finansową w wysokości 135 tysięcy liwrów. Nim jednak to uczynił, musiał udobruchać weneckich kupców, którzy wcześniej udzielili mu kredytu pod zastaw… korony cierniowej.  Mówiąc o Ludwiku IX, nie mogę nie wspomnieć, iż król ten, który w 1299 został kanonizowany, pasjonował się relikwiami. Za swego życia stworzył niezwykłą ich kolekcję, wśród których korona cierniowa stanowiła prawdziwą perłę. I choć większa część tego niezwykłego zbioru została z premedytacją (i profanacją przy okazji) zniszczona przez bojowników rewolucji francuskiej, akurat ciernie ocalały.

Wielki Piątek w Notre Dame
W 1870 roku niejaki Rohault de Fleury po raz pierwszy w historii tej relikwii, poddał ją pierwszym, profesjonalnym badaniom. Ustalił, iż wewnętrzna średnica grubej na 1,5 cm obręczy z sitowia wynosi 21 centymetrów. Jak stwierdził podtrzymywała ona konstrukcję z cierni i była wciskana na głowę. W ten sposób o wiele skuteczniej spełniała swą okrutną misję niż korony znane nam z chrześcijańskiej ikonografii. W obręczy z sitowia pozostały resztki wplecionych w nią 15 lub 16 gałązek, pochodzących z krzewu zizyphus vulgaris lam, zwanym również zizyphus spina Christi. Ów kolczasty krzak występuje często w rejonach Jerozolimy, a jego ostre kolce osiągają nawet 5 cm długości. Dziś paryski fragment relikwii, przechowywany jest w złotym relikwiarzu i pokazywany wiernym raz do roku, w Wielki Piątek w katedrze Notre Dame. Natomiast ciernie i gałązki korony rozdzielone są po całej Europie. Obecnie wiadomo już, że jest ich zbyt wiele, by wszystkie mogły być prawdziwe. W wielu przypadkach są one pewnie tzw. relikwiami wtórnymi, czyli kolcami, które zetknęły się z kolcami prawdziwymi. Wspomniany już Rohault de Fleury, w 1870 roku, w swoim roboczym katalogu świętych cierni, zapisał, iż dwa z nich znajdują się w Krakowie. A według danych z internetowej Wikipedii, współcześnie, ciernie znajdują się w Zamościu, Miechowie i Boćkach.

Aleksandra Polewska

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!