TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 09:03
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Klara Światło

Klara Światło

chiara

Gdyby żyła niedawno obchodziłaby 39. urodziny. Chora na nowotwór kości Chiara Badano zmarła 20 lat temu, mając niespełna 19 lat. Przed śmiercią młoda Włoszka zgodziła się oddać do transplantacji swoje rogówki, które jako jedyne były nienaruszone przez chorobę. Zostały przeszczepione, teraz dwoje młodych ludzi widzi. Jednak nie to było i jest najważniejsze w życiu Chiary.

Nie jest łatwo pisać o kimś, kto przez Kościół został już ogłoszony błogosławionym czyli przebywającym w niebie. Jednak wydaje się, że beatyfikacja Chiary to jakby sygnał, znak, a właściwie odpowiedź na pytanie, czy możesz być szczęśliwy, bez względu na to, kim jesteś i co dzieje się w twoim życiu.

Nigdy Go nie widziałam
W Sasello na północy Włoch 29 października 1971 roku spełnia się marzenie Marii Teresy Caviglia i Ruggero Badano. Po 11 latach długich oczekiwań przychodzi na świat ich jedyne dziecko, córka  Chiara. Dziewczynka wzrastała w atmosferze głębokiej miłości i żywej wiary.
Gdy miała 9 lat poznała Ruch Focolari. Chiara nigdy osobiście nie spotkała jego założycielki Chiary Lubich, ale utrzymywała z nią kontakt listowny. Lubich nazywała ją „Chiara Luce”, czyli „jasne światło” lub „Klara światło”.


Należąc do Focolari Chiara postanowiła żyć tylko dla Jezusa, rozpoznawać Go w każdym napotkanym człowieku i kochać go tak jak On ukochał ludzi, oddając za nich życie. Na różne sposoby starała się dać odczuć innym swą miłość. Przekazywała np. swe pieniądze dla potrzebujących dzieci w Afryce, a podczas spotkań członków ruchu pomagała dzieciom żyć jednością i miłością.

Dziewczyna codziennie chodziła na Mszę św. Gdy jej znajomy zapytał ją, dlaczego taka piękna, młoda dziewczyna chodzi codziennie do kościoła, dodając, że on sam nie wierzy w Jezusa i nigdy Go nie widział, odpowiedziała: „Ja też Go nigdy nie widziałam. Teraz widzę Go w panu”.

W 1985 roku rodzina przeniosła się do Savony, co początkowo wywołało bunt w nastolatce, a nawet kryzys w jej stosunkach z rodzicami. Miała też trudności w nauce i powtarzała jedną z klas. Jednak przezwyciężyła problemy i wkrótce znów była radosną, piękną dziewczyną. Chiara lubiła dobrze wyglądać i elegancko się ubierać, śpiewać i tańczyć, grała w tenisa, jeździła na rowerze i na nartach, marzyła o karierze dziennikarki lub stewardesy.
Jak normalna dziewczyna.

Bądź szczęśliwa
W wieku 17 lat Chiara ciężko zachorowała. Podczas gry w tenisa odczuła ostry ból ramienia. Dość szybko zaczęły się nawroty bólu, który stawał się coraz dotkliwszy. Lekarze stwierdzili nowotwór kości z przerzutami. Początkowo nie przeraziło to dziewczyny, co więcej potrafiła nawet znaleźć dobre strony w nieszczęściu. „Tę chorobę Jezus dał mi w odpowiedniej chwili, zesłał mi ją, abym na nowo Go odnalazła” – pisała do znajomych.

 Najpierw jak wielu chorych miała nadzieję, że wyzdrowieje. Jednak po pierwszej chemioterapii straciła włosy i zrozumiała, że jej stan jest bardzo poważny. Nie zmieniło to jednak jej usposobienia. Nadal była radosna. Osoby, które ją odwiedzały czuły się obdarowane sposobem, w jaki kontaktowała się z Jezusem i jej miłością do ludzi.


Choroba rozwijała się bardzo szybko. Paraliż nóg sprawił, że dziewczyna wkrótce przestała chodzić. Ale niebawem stwierdziła: „Gdybym miała wybierać między możliwością chodzenia, a pójściem do nieba, bez wahania wybrałabym to drugie. Teraz interesuje mnie tylko to. Chcę pójść do Jezusa”. Im bardziej zbliżała się do niej śmierć, tym częściej mówiła, że będzie to dla niej „uroczystość zaślubin”. Prosiła rodziców i przyjaciół: „Nie płaczcie po mnie. Ja idę do Jezusa, by zacząć inne życie”.

 Przygotowywała rodziców na swoją śmierć, na to, że zostaną bez niej. Powiedziała kiedyś mamie: „Pamiętaj mamo, że przede mną był tato”. Chociaż cierpiała nie chciała morfiny i tłumaczyła: „Odbiera świadomość, a ja mogę ofiarować Jezusowi jedynie cierpienie. Chcę dzielić z Nim jeszcze przez trochę Jego krzyż”. Jeszcze przed śmiercią Włoszka wyraziła zgodę na przeszczep jej rogówek i – jak powiedziała jej matka – był to ostatni akt miłości do ludzi z jej strony. Ostatnie słowa Chiara skierowała do swojej mamy: „Ciao. Bądź szczęśliwa, bo ja nią jestem”. Zmarła chwilę potem, 7 października 1990 roku.

 Pozostawiła wspomnienia, listy, zdjęcia i krótkie filmy nakręcone amatorską kamerą.

Entuzjazm wiary
W 1998 r. bp Acqui, Livio Maritano zwrócił się o pozwolenie na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego Chiary, który zakończył się w 2000 r. By ogłosić Włoszkę błogosławioną potrzebny był cud za jej wstawiennictwem. Pod koniec ubiegłego roku uznano za niewytłumaczalne przez medycynę uzdrowienie dziecka z Triestu. Było ono dotknięte ciężką formą zapalenia opon mózgowych, lekarze dawali mu 48 godzin życia.
W czasie Mszy św. beatyfikacyjnej w rzymskim sanktuarium Matki Bożej Miłości 25 września abp Angelo Amato wyjaśnił, że Chiara żyła życiem zgodnym z Ewangelią Chrystusa. „Życie, które po ludzku patrząc, było bardzo bolesną wspinaczką na Kalwarię, dzięki jej wielkiej miłości, stało się jaśniejącym przemienieniem na Taborze. Zdołała ona przemienić ból w radość, ciemności w światło, nadając znaczenie i smak również męce swojego słabego ciała. W chorobie okazała się ona kobietą mocną i mądrą – mówił. Skąd na to brała siły? - To prawda, jej postawa była nienaturalna, ponieważ w pełni nadprzyrodzona, była owocem Bożej łaski, bezgranicznej wiary i dzielnego męstwa – powiedział abp Amato. Teraz „błogosławiona Chiara jest misjonarką Jezusa, apostołką Ewangelii - Dobrej Nowiny dla świata żyjącego w dobrobycie, ale często chorego na smutek i nieszczęście. Ona zaprasza nas, abyśmy odnaleźli świeżość i entuzjazm wiary. Zaproszenie to jest skierowane do wszystkich: najpierw do młodych, ale także do dorosłych, do konsekrowanych, do kapłanów. Każdy otrzymał łaskę wystarczająca, aby stać się świętym”.

Na podstawie e.kai.pl , chiaralucebadano.it Renata Jurowicz

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!