Kim jesteś Maryjo?
Perły ma od królów, złoto od rycerzy, no a tytuły? Od kogo Maryja ma tytuły?
W pierwszy dzień nowego roku Kościół proponuje nam spotkanie z Maryją Matką Boga, Theotokos, co jest niezwykle wymowne, jako że odsyła nas do jej roli w pierwszych ziemskich chwilach Syna Bożego, a także do początków Kościoła, zarówno pod krzyżem, jak i w dniu Pięćdziesiątnicy. A ponieważ nie słabną polemiki związane z Notą doktrynalną dotyczącą niektórych tytułów maryjnych odnoszących się do współpracy Maryi w dziele zbawienia, pozostańmy przy tym temacie.
Tylko ignorant nie wierzy w Matkę Boga?
Aby sobie przypomnieć, jak wyglądały kontrowersje wokół tytułu Maryi, który właśnie świętujemy, sięgnąłem do artykułu Sławomira Bralewskiego „Mądrość kontra ignorancja - spór o tytuł Theotokos w świetle Historii kościelnej Sokratesa z Konstantynopola”. I powiem wam, że lektura jest bardzo pouczająca. Analizowany historyk z Konstantynopola, aby określić sytuację, jaka miała miejsce w tamtejszym Kościele po zanegowaniu tytułu Matki Bożej dla Maryi przez Nestoriusza, ówczesnego biskupa tego miasta, używa greckiego terminu, który można przetłumaczyć jako „niepokój, wzburzenie, nieporozumienie”, a nawet „zamieszki, rozruchy, tumult” albo wręcz „walkę, starcie i zamęt bitewny”. I konsekwencje rzeczywiście były bardzo poważne. Sokrates przypisuje Nestoriuszowi następującą wypowiedź: „Niech nikt nie nazywa Maryi Bogarodzicielką. Maryja bowiem była człowiekiem; a niemożliwością jest, aby Bóg był zrodzony przez człowieka” i twierdzi, że lękał się on terminu Theotokos jak jakiegoś „straszydła”, co było wynikiem jego wielkiej ignorancji i prostactwa. Dalej, w opinii historyka mu współczesnego, Nestoriusz jedynie sprawiał wrażenie człowieka dobrze wykształconego i gubiła go łatwość wysławiania się, dając mu nadmierną pewność siebie, co doprowadziło go do zarozumialstwa i próżności, bo uważał siebie za lepszego od wszystkich. Na pewno ważna też była prywatna niechęć Sokratesa wobec Nestoriusza za jego wcześniejsze wyczyny, jak choćby spalenie pewnego kościoła razem z wiernymi (heretykami dla Nestroiusza), ale trzeba mu oddać, że starał się być obiektywny.
Nie mamy tutaj miejsca, aby wchodzić w szczegóły, ale dodam jeszcze, że w Efezie w 431 roku, podczas soboru zwołanego przez cesarza Teodozjusza II popierającego Nestoriusza i mającego na celu potwierdzenie jego nauki, co się nie udało dzięki mobilizacji zwolenników prawowiernej nauki o Matce Bożej, kiedy „wielu mówiło o Chrystusie jako Bogu”, Nestoriusz miał oświadczyć, że nie nazwałby „Bogiem tego, kto ma dwa czy trzy miesiące”. Miał tupet!
W tym miejscu musimy przeskoczyć do konkluzji: homilie Nestoriusza zostały poddane wielokrotnemu badaniu i zawyrokowano, że dopuścił się bluźnierstwa przeciwko Synowi Bożemu, pozbawiono go biskupiego urzędu i nałożono anatemę. Co ciekawe, Sokrates przypisuje Nestoriuszowi opamiętanie, i jeszcze w Efezie – widząc, że jego upór prowadzi do rozłamu w Kościele – miał oświadczyć: „Niech więc Maryja zwie się Bogarodzicielką i niech się tym samym zakończą te bolesne sprawy”. Jednakże nikt, ani jego przeciwnicy ani zwolennicy, nie przyjęli tej deklaracji życzliwe.
Państwowe nie tylko w Polsce
Pozostawmy już historię i wróćmy do naszych czasów. Warto zauważyć, że przynajmniej w oczach historyka Sokratesa, dla którego spór o Theotokos toczył się na jego oczach, oprócz kwestii merytorycznych górę brały emocje, a choćby u Nestoriusza zabrakło też wiedzy. Ignorował nawet Listy św. Pawła i św. Jana, był wichrzycielem i już wcześniej wsławił się gwałtownym charakterem. Daleki jestem od przypisywania ról dzisiejszym adwersarzom w polemikach dotyczących tytułu Współodkupicielki, ale chyba się zgodzimy, że momentami emocje biorą górę nad zdrowym rozsądkiem i często ma się wrażenie, że ważniejsze od choćby stanowiska Stolicy Apostolskiej jest to, że można komuś utrzeć nosa i publicznie zdeprecjonować autorytet i poglądy drugiej strony sporu.
Dlatego jeszcze raz przypomnijmy co Nota doktrynalna stanowi o tytule Współodkupicielki. Najpierw przypomina ona, że tytuł ten pojawił się w XV wieku jako korekta wezwania Odkupicielka (skrót od Matki Odkupiciela). Niektórzy papieże używali tego tytułu, nie podejmując jego wyjaśnienia. Zazwyczaj przedstawiali go na dwa sposoby: w odniesieniu do Bożego macierzyństwa, jako że Maryja – jako Matka – umożliwiła dokonanie odkupienia przez Chrystusa, oraz w odniesieniu do jej zjednoczenia z Chrystusem pod krzyżem.
Św. Jan Paweł II posłużył się nim przynajmniej siedmiokrotnie, łącząc go przede wszystkim z wartością zbawczą naszego cierpienia, ofiarowanego razem z cierpieniem Chrystusa, do którego w sposób szczególny dołącza się Maryja, zwłaszcza pod krzyżem.
Kard. Ratzinger, jako prefekt ówczesnej Kongregacji Nauki Wiary, kilka razy wyraził swój sprzeciw co do jej używania: „formuła «Współodkupicielka» mocno odbiega od języka Biblii i Ojców Kościoła, przez co rodzi nieporozumienia. (…) wszystko pochodzi od Niego, jak czytamy zwłaszcza w Liście do Efezjan i Liście do Kolosan; również Maryja właśnie Chrystusowi zawdzięcza wszystko, czym jest. Wyrażenie «Współodkupicielka» przesłoniłoby to źródło”. Ratzinger dostrzegał dobre intencje i cenne aspekty w propozycji użycia tego tytułu, ale uważał, że jest to „błędna terminologia”.
Papież Franciszek, jak wiemy był przeciwny tytułowi, gdyż „Maryja nie chciała odebrać Jezusowi żadnego tytułu (…). Nie prosiła dla siebie o to, żeby być niemal-Odkupicielką czy Współodkupicielką – nie. Odkupiciel jest tylko jeden i tego tytułu się nie dubluje”.
Ostatecznie nota konkluduje, że „biorąc pod uwagę konieczność wyjaśnienia podporządkowanej roli Maryi wobec Chrystusa w dziele Odkupienia, używanie tytułu Współodkupicielki dla określenia współpracy Maryi jest zawsze niewłaściwe” i dodaje „Gdy jakieś wyrażenie wymaga licznych i nieustannych objaśnień, by nie zostało błędnie zrozumiane, nie służy wierze ludu Bożego i staje się niestosowne”.
Warto jeszcze przytoczyć wypowiedź kard. Manuela Fernandeza, prefekta Dykasterii Nauki Wiary, który stwierdził w wywiadzie, że ograniczenie używania terminu Współodkupicielka wobec Maryi dotyczy tekstów liturgicznych i oficjalnych dokumentów: „Jeśli wraz z grupą przyjaciół uważacie, że dobrze rozumiecie prawdziwe znaczenie tego określenia, przeczytaliście dokument i widzicie, że pozytywne aspekty (tego tytułu) są tam również potwierdzone, i chcecie to jasno wyrazić w swojej grupie modlitewnej lub wśród przyjaciół, możecie używać tego tytułu – ale nie będzie on używany oficjalnie, to znaczy ani w tekstach liturgicznych, ani w oficjalnych dokumentach”. I wszystko jasne.
Państwowe nie tylko w Polsce
Przypomina mi się historia włoskiego jezuity z Neapolu Giulio Mancinellego. Odznaczał się on szczególnym nabożeństwem do Niepokalanej i w 1608 r. ukazała mu się Maryja z Dzieciątkiem Jezus, a u jej stóp klęczał św. Stanisław Kostka. Giulio pragnął pozdrowić ją jakimś pięknym tytułem, jakim jeszcze nikt jej nie uczcił i wtedy Maryja powiedziała mu: „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”. Mancinelli przekazał tę radosną wiadomość ks. Piotrowi Skardze i jezuitom w Polsce i dalszy ciąg historii znamy, choćby z Litanii Loretańskiej. A kiedy Maryja chciała, aby ją nazywać Niepokalane Poczęcie, to posłużyła się Bernadettą Soubirous w Lourdes. Jeśli na jakimś tytule jej zależy, na pewno nas poinformuje. W taki czy inny sposób.
ks. Andrzej Antoni Klimek
Obraz: Wikipedia
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!